Witam wszystkie netkobiety,moja historia jest długa i dotyczy wielu czynników, które spowodowały mój obecny stan
Jestem w dole z którego sama nie potrafię się wydostać,wiem że sama sobie zapracowałam nieświadomie na moją obecną sytuację-walczę więc, ale siły do tej walki mnie opuszczają.Nie mam myśli samobójczych,więc to chyba nie depresja.Za bardzo szanuję życie by nawet myśleć o takim rozwiązaniu, ale jest mi ciężko....Wczoraj po płd. byłam u lekarza w związku z badaniami krwi,odkryłam że mam jakieś dziwne zachowania na ulicy.Była godzina po 16,ciemno, brak sygnalizacji,korki,pełno świateł aut a ja nawet nie mogłam przejść na drugą stronę ulicy.Czułam maksymalnie wyostrzoną uwagę, jednak jakoś nie mogłam się odnaleźć na ulicy.Szłam jak pijana,choć nie piję alkoholu.Było mi wstyd i już myślałam, że nie dojdę do domu,kiedy jednak doszłam rozpłakałam się.Mój mąż jeździ do pracy do innej miejscowości,nie ma go cały dzień,więc jestem sama,bo nie pracuję.To smutne,ale nie mam nawet psa.Rodzice w innej miejscowości, też mają swoje problemy a na teściów nie mam co liczyć.Zawsze byłam osoba komunikatywną,przyjazną i uśmiechniętą.Może nie na maksa,ale to było.Teraz rzadko,kiedy się uśmiecham,płaczę dużo,znajomych nie mam,bo często się przenosiłam(z miejscowości do miejscowości).Ciężko być tylko z sobą samym.Tym bardziej,że mam kłopoty z pracą i nie wiem jak z nich wybrnąć,choć wiele zależy od mojej pracy,bo mąż kokosów też nie zarabia.Na koniec miesiąca,zawsze mamy problemy finansowe.Czuję wewnętrzna presję i taką złość w środku siebie,że nie mogę podołać temu,co życie ode mnie wymaga.Dziś są moje 35 urodziny,obiecałam sobie, że dzieci nie urodzę po 35 r.ż. ze strachu,że dziecku coś się stanie.Mówi się, że do 35 lat jak coś osiągniesz to twoje,później osiągnięcie czegokolwiek jest nie możliwe.Kończy się rok a ja nie mam pracy,dziecka i moje życie nie jest takie jakbym chciała.Czy to depresja?Czy jest jakiś sposób na wyjście z tego bagna?Tak bym chciała jednak moja mama często mi powtarza, że może mnie nikt nie zatrudnić ze względu na wiek.Postawcie się na moim miejscu-czuję presję i brak już siły na walkę o własny byt.Piszę ponieważ już raz pomogło mi to forum i wiem,że porada osób inaczej patrzących na życie jest bezcenna, szczególnie gdy jest się w takim stanie jak ja.
Chyba za bardzo demonizujesz swój wiek. Trzydziestka to w obecnych czasach nierzadko początek dorosłego życia, a Ty, mając 35 lat, chcesz się już kłaść do grobu? Ciążę można praktycznie od początku monitorować pod kątem chorób, a Twoja matka nie ma pojęcia, o czym mówi, twierdząc, że nikt Cię nie zatrudni, no bez jaj!
Nowa miejscowość, brak przyjaciół, męża nie ma całymi dniami a Ty siedzisz w domu - można oszaleć, nie dziwię Ci się. Objawy, które opisujesz, mogą wskazywać na nerwicę lękową. Rusz się z domu, jeśli nie znajdujesz pracy to zajmij się chociaż jakimś wolontariatem, to pomaga. Zrób sobie prezent urodzinowy i zawalcz - najpierw o zdrowie psychiczne, a potem o zmianę życia na lepsze!
Wszystkiego najlepszego! ![]()
Dziękuję za twój post,już myślałam że nikt nawet nie zauważy tego wątku w gąszczu innych.Walczę już dość długo,bo rok i nie mam sił-wysiadam.Jak nigdy przedtem.Czuje, że coś się dzieje ze mną i nie mogę sama sobie z tym rady dać.Bieda jest czymś z czym nie każdy daje sobie sam radę.Kiedyś wierzyłam w ludzi,teraz zauważam brak jakiejkolwiek empatii,wielki egoizm ludzi wokół co powoduje,że szczególnie samotnie się czuję.Jestem zostawiona sama sobie,jak już pisałam a trudno zawalczyć ze sobą samemu,gdy nie ma się wpływu np. na swoje zdrowie.Czuję się rozregulowana,jakby wszystkie tamy w moim organizmie puściły a psychika mówiła-sorry,ale więcej nie wytrzymam.Mój mąż cierpi razem ze mną,chodzi tez przygnębiony,tylko on pracuje.Boi się,bo nie wie jak mi pomóc.Lekarz zapisał mi pramolan,jednak to nie zmienia sytuacji ,że na ten lek muszę mieć pieniądze.Wiem jak wiele zależy od mojej pracy ale nie wiem co jeszcze mogłabym zrobić,by ją zdobyć.Wiele zależy od szczęścia,którego ja widocznie nie mam.
Nowa miejscowość, brak przyjaciół, męża nie ma całymi dniami a Ty siedzisz w domu - można oszaleć, nie dziwię Ci się. Objawy, które opisujesz, mogą wskazywać na nerwicę lękową. Rusz się z domu, jeśli nie znajdujesz pracy to zajmij się chociaż jakimś wolontariatem, to pomaga. Zrób sobie prezent urodzinowy i zawalcz - najpierw o zdrowie psychiczne, a potem o zmianę życia na lepsze!
Wszystkiego najlepszego!
Co do wolontariatu,już tego próbowałam w poprzedniej miejscowości,działało ale nie dało mi zatrudnienia.Teraz jestem w miejscowości,gdzie nie ma gdzie wolontariatu uprawiać,bo nie ma placówek,organizacji itp. Miejsc w których wolontariat jest.Musiałabym jeździć do innej miejscowości po wolontariat,ale nie stać mnie na to,by jeździć do innego miasta w tym celu.
W chorobie widzi się tylko to, co złe, i to złe się bardzo wyolbrzymia. Poszukaj koleżanek, zwołaj choćby spotkanie dziewczyn z tego forum
Znajdź chociaż pracę dorywczą, parę własnych groszy Cię dowartościuje. I nie zamykaj się na możliwość urodzenia dziecka, skoro tak bardzo go pragniesz. To już nie te czasy, kiedy trzydziestka była końcem życia!
Utrzymuję kontakt z paroma osobami z forum,jest to jednak kontakt e-mailowy bądź przez komunikatory.Niektórzy z moich rozmówców są za granica i obecnie są zalatani,mają swoje problemy,więc samotność mimo tych znajomości mi dopieka.Nie umiem żyć bez ludzi,ale co zrobić.Każdy w biegu,każdy ma jakieś problemy.Nie mogę wymagać by ktoś mi właśnie teraz,kiedy potrzebuję poświęcał czas.Nie mogę konkurować z czyimiś problemami a wiem,że moi znajomi mają ich teraz sporo.
No właśnie, WSZYSCY mają jakieś problemy, a jednak spotykają się i nawiązują przyjaźnie. A Ty widzisz wszystko w czarnych barwach i jesteś przekonana, że będziesz dla innych tylko kłopotem. To normalne w Twoim stanie. Spróbuj porozmawiać z lekarzem - na NFZ, skoro nie masz pieniędzy.
Witaj Sandra77.
W dniu Twoich urodzin życzę Ci:
"Aby wszystkie fajne dni w żółwim tempie upływały,
by co dzień uśmiechał się do CIEBIE świat cały.
By nigdy nie było porannej pobudki,
a wiatr specjalny rozwiewał TWE smutki."
![]()
Pozdrawiam Cię serdecznie.
Witaj Sandra!
Wiem jak to jest nie mieć przyjaciół, dlatego sama zajrzałam na stronę NET-KOBIET. A z resztą prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie. Głowa do góry! Czemu uważasz że już nie będziesz mieć dzieci? Twój wiek nie jest żadną przeszkodą. Moja teściowa urodziła po 40!
Pieniądze szczęścia nie dają, jednak pamiętaj że nie jesteś sama, z tego co pisałaś to masz kochającego męża. Ja uważam że choćby się waliło, paliło to najważniejsza jest ta druga osoba, i to że masz wsparcie męża. Piszę to na podstawie własnego doświadczenia.
Witaj Sandra77.
W dniu Twoich urodzin życzę Ci:
"Aby wszystkie fajne dni w żółwim tempie upływały,
by co dzień uśmiechał się do CIEBIE świat cały.
By nigdy nie było porannej pobudki,
a wiatr specjalny rozwiewał TWE smutki."![]()
![]()
Pozdrawiam Cię serdecznie.
Dziękuję za życzenia urodzinowe,gdy je przeczytałam wzruszyłam się.Dziękuję.
BabaOsiadła dziękuję za słowa otuchy.Staram się,jednak największy problem to teraz brak pieniędzy.Leki biorę od wczoraj, czy pozwolą mi egzystować czas pokarze.Wiem tylko,że w takim dołku jak teraz wcześniej nie byłam.Znam siebie na tyle dobrze,żeby wiedzieć, że przestrzennie tak się nie zachowywałam.Marzę o normalnym życiu,jednak coraz bardziej się boję, że mi się nie uda.14 grudnia mój mąż idzie na zabieg,nie wiem jaki będzie po zabiegu.Egzystujemy tylko z jego pensji.Co będzie dalej?Nie wiem.W środku mam świadomość,że powinnam już teraz i natychmiast stanąć na nogi,iść do pracy i przynosić pieniądze,które rozwiązałyby wiele.Jednak leki tak szybko nie działają i moje wysyłanie aplikacji stoi też w miejscu.Wysłałam aplikacje na ofertę pracy,ale nic się nie dzieje,telefon milczy jak zaklęty.
Witaj Sandra!
Wiem jak to jest nie mieć przyjaciół, dlatego sama zajrzałam na stronę NET-KOBIET. A z resztą prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie. Głowa do góry! Czemu uważasz że już nie będziesz mieć dzieci? Twój wiek nie jest żadną przeszkodą. Moja teściowa urodziła po 40!
Pieniądze szczęścia nie dają, jednak pamiętaj że nie jesteś sama, z tego co pisałaś to masz kochającego męża. Ja uważam że choćby się waliło, paliło to najważniejsza jest ta druga osoba, i to że masz wsparcie męża. Piszę to na podstawie własnego doświadczenia.
Renee dziękuję za słowa otuchy,to dla mnie bardzo ważne.
12 2011-12-03 21:10:27 Ostatnio edytowany przez BabaOsiadła (2011-12-03 21:12:54)
Daj sobie jeszcze trochę na wyzdrowienie, bo dodatkowy stres związany z nowymi obowiązkami może pogłębić chorobę, wiem coś o tym. Ale spróbuj może czegoś, co można wykonywać w domu, nie wiem, co umiesz... szycie, wyrób biżuterii, jakieś chałupnictwo... To Ci doda energii, a nie zestresuje, no i wpadnie parę groszy. A mężowi podszepnij, żeby spędził z Tobą trochę czasu tak, jak z małym dzieckiem: wypad do zoo, wata cukrowa, kino z jakąś animowaną komedią (wiem, pieniądze, ale może uda się wygospodarować parę złotych?). Mnie to bardzo pomagało, bo czułam się bezpiecznie i tak, jakbym od nowa poznawała świat z pozycji dziecka bez żadnych problemów ![]()
Aha, ja urodziłam dziecko w wieku 31, a moja koleżanka w wieku 40 lat. Dzieci zdrowe, a przebiegu ciąży można było nam tylko pozazdrościć. Nie daj się zwariować.
Niestety z domowych robót tylko haftu raz próbowałam,jestem wybrakowana pod tym względem.Nie umiem jednak haftować artystycznie-ot tak kiedyś spróbowałam i z nadmiaru czasu jeden obrazek wyhaftowałam.Co do lekarza na NFZ,wiesz myślałam o psychologu.Jednak w tej miejscowości co jestem nie wiem,gdzie jest i nie umiem się poruszać w takich sprawach,ale napotkałam na poradnię w Gliwicach,która prowadzi e-konsultacje i ewentualnie udziela informacji, gdzie w Polsce można skorzystać z konsultacji.Spróbuję do nich się dobić,może będą umieli mnie gdzieś przekierować.
To, że nie masz myśli samobójczych nie oznacza, że nie masz depresji.Jakby się one pojawiły byłaby to ciężka depresja wymagająca pobytu w szpitalu.
Masz ciężki okres w życiu, siedzenie w przysłowiowych czterech ścianach jeszcze go nasila.Postaraj się wyjść do ludzi - tzn. znalezc taką pracę, gdzie nie będziesz sama cały dzień, bo gdy człowiek za długo jest sam to i dziwne rzeczy kołaczą się po glowie.
Może to, co przeżywasz to smutek, po prostu, do którego każdy ma prawo !
Nie poddawaj się!
A jeżeli chodzi o dziecko to jak najbardziej możesz je urodzić, nawet po 35- roku życia.Co prawda istnieje większe prawdopodobieństwo np. wad genetycznych, ale można kontrolować to wszystko będąc w ciazy i mając palec na pulscie.Nie trać nadziei.Raz jest lepiej raz gorzej, niedługo przyjdzie wiosna ![]()
Pozdrawiam !
Chciałabym kierować się znaną zasadą:" ...zawsze po pochmurnym dniu,przychodzi słońce...".Niestety długo już się tak pocieszałam i ta dewiza nie działa już na mnie.Dzisiaj poniedziałek,pierwszy z dni tygodnia w ciągu których jestem sama...Niektórych rzeczy się nie zmieni,tak jak np. tego,że mąż rzuci pracę by częściej być ze mną w domu(to nie te czasy),że wysyłam aplikacje i nic,że stosunki z teściami i rodzeństwem męża,są kulawe(a nawet prawie ich nie ma).To prawda najlepiej byłoby żebym po prostu wyszła do ludzi i znalazła pracę,nie jest to jednak proste.Jestem w nowym mieście i nikogo tu nie znam,tak jak pisałam wolontariat odpada, bo tu nie ma placówek,gdzie wolontariat by był.Zresztą na tyle prób(owocnych) wolontariatu jeszcze w poprzedniej miejscowości,nie stać mnie wyjątkowo na pomoc innym.Boże, tak bym chciała dojść szybko ze sobą do ładu,znaleźć pracę i wykaraskać się tego dołu.Przerasta mnie na razie to wszystko.
Napiszę dziś do tej poradni co ma e-konsultacje i liczę na pomoc z ich strony,bo przecież ktoś musi pomóc jeśli samemu się nie potrafi.
Dzisiaj jest źle,wczoraj było lepiej.Po wczorajszym lepszym samopoczuciu,myślałam że wszystko już ok będzie,że teraz z górki.Dzisiaj wyszłam do biblioteki i już nie było ok.Zmarzłam,nie mogłam znaleźć się na ulicy.Jedyne z kim można było porozmawiać to bibliotekarka,reszta nic.Tak więc nadal bez komunikacji międzyludzkiej
Myślałam że kogoś tu znajdę,ale się myliłam.
Nie poddawaj się po jednym wyjściu! Ja zaczynałam od rozmów ze sprzedawczynią w warzywniku
I naprawdę, dobrze radzę, spróbuj zwołać jakiś mały forumowy zlocik. My tak zrobiłyśmy (frakcja śląska) i było cudownie, niedługo spotykamy się po raz kolejny ![]()
Próbowałam przez to forum znaleźć kogoś z tej samej miejscowości,co mieszkam niestety nikt się nie odezwał
Piszesz,że zaczynałaś od rozmowy z kobietą z warzywniaka,miałaś podobne problemy?Rozumiem, że walczyłaś i wygrałaś. Ja już tyle walczę, że tym razem czuję się jakby wszystkie siły mnie opuściły i wszystko to,co wcześniej działało teraz przestało działać.
Przeprowadziłam się do obcego miasta, do męża, zostawiając wszystkich bliskich ponad 300 km ode mnie, tu nikogo nie znałam. Stres przeprowadzki i osamotnienia plus rozpoczęcie samodzielnego, "dorosłego" życia, szukanie pracy (w mieście rodzinnym pracowałam 9 lat w jednym i tym samym miejscu, nigdy nie musiałam biegać za pracą), problemy z zajściem w ciążę - to wszystko doprowadziło mnie do nerwicy lękowej. Na ulicy zataczałam się jak pijana, jeśli w ogóle gdzieś wyszłam, bo na ogół po dojściu do drzwi wyjściowych wybuchałam płaczem i chowałam się pod stół. Bałam się ludzi, miałam kłopoty z pamięcią. Z innych objawów to walenie serca, drżenie rąk takie, że nie mogłam niczego w nich utrzymać, biegunka bez przerwy przez parę miesięcy, wymioty... Jednym słowem, rok wyjęty z życiorysu. Ale można z tym wygrać i Ty też dasz radę!
Podobnie miałaś do mnie.Ja najpierw przeprowadzałam się z Łodzi na Dolny Śląsk, a z dolnego śląska na dalszą miejscowość.W miejscowości rodzinnej,miałam co prawda też problemy z pracą, ale nie takie jak zaczęły się gdy się przeprowadzałam.Nie pamiętam już ile łez wtedy wylałam z pracą raczkowałam.Miałaś i tak fajnie,że przez 9 lat pracowałaś w jednym miejscu.Teraz to trudne do osiągnięcia.Kiedy zaczęłam się zataczać na ulicy,było mi wstyd.Wiedziałam co ludzie muszą myśleć i maksymalnie starałam się normalnie chodzić,jednak im bardziej się starałam tym bardziej efekt był żałosny.Nie boję się ludzi,cierpię tylko z powodu tego że zawsze byłam komunikatywna,miałam jakieś znajomości a od kilku lat nic.Ile można tak egzystować?Nie chcę być dziwakiem.
Witam wszystkie netkobiety,moja historia jest długa i dotyczy wielu czynników, które spowodowały mój obecny stan
Jestem w dole z którego sama nie potrafię się wydostać,wiem że sama sobie zapracowałam nieświadomie na moją obecną sytuację-walczę więc, ale siły do tej walki mnie opuszczają.Nie mam myśli samobójczych,więc to chyba nie depresja.Za bardzo szanuję życie by nawet myśleć o takim rozwiązaniu, ale jest mi ciężko....Wczoraj po płd. byłam u lekarza w związku z badaniami krwi,odkryłam że mam jakieś dziwne zachowania na ulicy.Była godzina po 16,ciemno, brak sygnalizacji,korki,pełno świateł aut a ja nawet nie mogłam przejść na drugą stronę ulicy.Czułam maksymalnie wyostrzoną uwagę, jednak jakoś nie mogłam się odnaleźć na ulicy.Szłam jak pijana,choć nie piję alkoholu.Było mi wstyd i już myślałam, że nie dojdę do domu,kiedy jednak doszłam rozpłakałam się.Mój mąż jeździ do pracy do innej miejscowości,nie ma go cały dzień,więc jestem sama,bo nie pracuję.To smutne,ale nie mam nawet psa.Rodzice w innej miejscowości, też mają swoje problemy a na teściów nie mam co liczyć.Zawsze byłam osoba komunikatywną,przyjazną i uśmiechniętą.Może nie na maksa,ale to było.Teraz rzadko,kiedy się uśmiecham,płaczę dużo,znajomych nie mam,bo często się przenosiłam(z miejscowości do miejscowości).Ciężko być tylko z sobą samym.Tym bardziej,że mam kłopoty z pracą i nie wiem jak z nich wybrnąć,choć wiele zależy od mojej pracy,bo mąż kokosów też nie zarabia.Na koniec miesiąca,zawsze mamy problemy finansowe.Czuję wewnętrzna presję i taką złość w środku siebie,że nie mogę podołać temu,co życie ode mnie wymaga.Dziś są moje 35 urodziny,obiecałam sobie, że dzieci nie urodzę po 35 r.ż. ze strachu,że dziecku coś się stanie.Mówi się, że do 35 lat jak coś osiągniesz to twoje,później osiągnięcie czegokolwiek jest nie możliwe.Kończy się rok a ja nie mam pracy,dziecka i moje życie nie jest takie jakbym chciała.Czy to depresja?Czy jest jakiś sposób na wyjście z tego bagna?Tak bym chciała jednak moja mama często mi powtarza, że może mnie nikt nie zatrudnić ze względu na wiek.Postawcie się na moim miejscu-czuję presję i brak już siły na walkę o własny byt.Piszę ponieważ już raz pomogło mi to forum i wiem,że porada osób inaczej patrzących na życie jest bezcenna, szczególnie gdy jest się w takim stanie jak ja.
Witaj ! Nie prawda,kobieta może mieć dziecko i w późniejszym wieku,wcale nie jest na to za późno,a w dodatku dziecko pozwoli zapomnieć Tobie o wszystkich tych sprawach,które w tej chwili Ciebie dręczą.Będziesz miała zajęcie,mąż może będzie więcej zarabiał,przynajmniej się postara.Jesteś w tej chwili zawsze sama,a dziecko będzie dla Ciebie w pewnym sensie przyjacielem,będziesz miała do kogo otworzyć usta.A póki co wyjdź do ludzi,idź na spacer,spróbuj zaprzyjaźnić się z sąsiadami.Będzie dobrze,tylko musisz myśleć pozytywnie i optymistycznie patrzeć w przyszłość.Nie wolno Ci mieć czarnych myśli.One do niczego dobrego Ciebie nie zaprowadzą.Życzę Ci powodzenia,słońce i dla Ciebie zaświeci.Bądź dobrej myśli.Pozdrawiam serdecznie.
natolinko dziękuję za słowa otuchy,choć nie jest mi łatwo.O dziecku nie mogę teraz myśleć,bo nie mam pracy.Nie chciałabym jak tysiące kobiet nie interesować się losem dziecka.Jest to jest,nie ma to nie ma.Nie wyobrażam sobie tego w swoim wydaniu.Chcę zapewnić dziecku najlepszy start na jaki mnie będzie stać:poczucie bezpieczeństwa,miłość,oparcie.Nie mogę być samolubna w tym temacie.Nawet nie wiesz jakie to przytłaczające, gdy dociera do ciebie fakt,że wszystko zależy od tego czy masz pracę i pieniądze.To prawda dziecko rozwiązałoby część moich problemów,ale ja nie chce mieć dzieci z egoizmu.Dziecko trzeba utrzymać,wychować a tego w części nie mogę zapewnić.Po za tym, co za matka by była ze mnie,jeśli sama nie mogę na razie dać sobie rady? Co do męża, 14 grudnia idzie na zabieg ablacji.Tak ma problemy z sercem....Nie wiem co będzie.Pieniędzy będzie jeszcze mniej,niż jest- a opłat 110 .Sama nie wiem co robić.To tylko cześć tego co powoduje mój obecny stan,ale to zaklęte koło.
Witam was serdecznie.Dzisiaj mam następny smutny dzień ![]()
BabaOsiadła,czy mogłabym cię prosić o jakiś kontakt? Chcę wymienić się doświadczeniem i czasem porozmawiać(jeśli nie masz nic przeciwko temu).Nie masz niestety w danych na portalu żadnych danych kontaktowych. ![]()