Witam. Zauważyłam, że jest tu wiele wątków o podobnej koncepcji... W sumie nie wiem od czego mam zacząć. Na początek...Mam na imię Natalia, 23 lata. Mój problem zaczął się gdy byłam jeszcze młodsza, 5 lat temu, poprzez nieszczęśliwą chorą miłość. Po stracie osoby, która była dla mnie ważniejsza niż ja sama dla siebie, stałam się innym człowiekiem. Najpierw miewałam problemy w związkach, nie wiem...być może szukałam kogoś na siłę, nie potrafiłam być sama. Zawsze angażowałam się za szybko, nie mogłam panować nad emocjami, uczuciami wobec drugiej osoby, jednocześnie odtrącając ją od siebie, nie wiedząc dlaczego... Tak mijały 3 lata...Problemy w szkole średniej, nie dawałam sobie rady. W rodzinie też nie mając oparcia, zawsze negowanie, zero chwalenia. Po paru latach przeczytałam książkę "Ty Myśl" Mateusza Grzesiaka. Od tamtego momentu stało się to, o czym marzyłam...przestałam się "zakochiwać", ale nie w takim sensie jak powinnam....Ci co mnie zaczęli zauważać, nie interesowali mnie..tzn. nie potrafiłam zakochać się w kimś,kto nagle pokochał mnie nie lada w 2 tygodnie:/ czyli odrzucałam ich tak samo jak oni mnie kiedyś, nieświadomie... A uwagę zwracają na mnie ci, co biorą mnie na dystans...czyli jaki z tego wniosek? Dalej jestem nieszczęśliwa. Ale to wszystko jeden problem. Od kiedy skończyłam LO, nie poszłam na studia, bo spóźniłam się 1 dzień z zalogowaniem na internecie. Później zaczęłam wyjeżdżać za granicę w poszukiwaniu swojego miejsca na ziemi, pracy. Tam też mi się nie wiodło, zawsze ciągnęło mnie do PL, a jak już wracałam to znowu dół, bo jestem na wsi, bez auta, bez znajomych, daleko od miasta. W Polsce jestem od grudnia 2010 roku, bez pracy... bez hobby, bez zajęcia. Chciałabym pójść na studia dzienne, ale rodzice nie są w stanie pomóc mi finansowo... Od tamtego roku do marca bieżącego, brałam tabletki antykoncepcyjne. Skutki uboczne niesamowite, przytyłam 10kg, libido spadło poniżej zera, popadłam w depresję. Nie cieszy mnie już nic, nawet ukochany taniec, który kiedyś sprawiał mi przyjemność. Nie chce mi się wyjść z łóżka, nie trwa to krótki okres. Nie mam apetytu, nie chce mi się rozmawiać z ludźmi..a co najgorsze...kiedy przychodzi wieczór, siedzę do nocy na internecie by zamęczyć się całkowicie, bo inaczej bym nie zasnęła, a kiedy już się kładę, ogarnia mnie jakis strach, nie potrafię go opisać...serce mi bije, nie wiem dlaczego...płakać mi się chce, takie wewnętrzne uczucie:( chore myśli, których sama się boję. Wiem, że zapewne dostanę za chwilę radę, bym znalazła sobie zajęcie, ale ja naprawdę mieszkam w małej wsi, gdzie nawet sklepu nie ma:/ nie mam do kogo się odezwać, za co wynająć sobie choćby pokój w mieście, poszukać pracy. Nie traktujcie mojej wypowiedzi jak każdej innej...
Zacznę z innej beczki, bo Ty doskonale znasz lekarstwo na wyjście ze swego marazmu.
Każdy na Twoim miejscu, bez względu na przeszłość mniej lub bardziej skomplikowaną, mając 23 lata nie robiąc nic, nie pracując, nie mając żadnych zajęć, żadnych znajomych, żadnych obowiązków, byłby w podobnym stanie.
Skoro tego, co sama wymieniłaś, decydujesz się nie zastosować, to radzę idź do psychiatry. Nie jest tam konieczne skierowanie od lekarza pierwszego kontaktu.
Aaaa, pewnie zaraz odpiszesz, że nie jesteś ubezpieczona. Jednorazowa wizyta u psychiatry, to koszt około 80 złotych. Skąd zdobyć na to pieniądze? Masz dużo czasu, wymyślisz, jeśli będzie Ci na tym zależało.
Natalii23 jesteś taka młodziutka,skoro tutaj jestes i piszesz o swojej samotnosci o tym czego Ci brakuje za czym tesknisz a tesknisz za ludzmi i zyciem...przenies sie do miasta,wynajmij pokój znajdz pracę-uwierz tak mozna...jestes niezależna,młoda.
Ja mam 34 lata i syna 13-letniego i wynajmuje pokój i moge jakos życ chodz nie jest mi łatwo w jednym pokoju z dorastająycm synem a Tobie na pewno bedzie duzo lepiej i wygodniej...odżyjesz...pojdziesz do pracy,poznasz ludzi...tylko wykrztus z siebie odrobinę chceci na zmianę i do przodu małymi kroczkami...
Budowanie relacji z ludzmi jest długoterminowe...szukanie kogos dla siebie...to nie proste ale realne!!!
Kochana wstań i spojrz na przód...zarzyj sie w sobie po mimo takiego stanu w jakim sie znajdujesz.
Wiem jak to jest bo nie czuję sie najlepiej i staram sie po mimo to znajdywac barwy w tych szarościach...
Natalii23 wydaję mi się, że czuję się identycznie jak Ty albo i gorzej.. Bardzo bym chciała wrócić do tej "normalności" co kiedyś, ale mam w sobie jakąś taką barykade przed kontaktem z ludźmi. Nie radzę sobie z tym już, niby szukam pracy, niby nie.. niby chce sie uczyć, ale nawet nie mogę się zdecydować na żaden kierunek, a w głębi duszy czuję,że za wszytsko jest odpowiedzialna moja chora nieśmiałość i strach przed ludźmi, którego kiedyś nie miałam... Mam chłopaka, który stara się mnie zrozumieć, na szczęście jego mama była kiedyś też w takim stanie jak my i poszła do lekarza.. namówiła mnie żebym też spróbowała.. nic nie mam do stracenia a moge jedynie zyskać, a nóż się uda! No i idę do psychiatry w poniedziałek, boję się jak cholera,ale mam nadzięję, że jakoś sobie poradze, wkońcu nie pierwszy raz ktoś się zgłasza do niej o pomoc.. trzymajcie za mnie kciuki !!
Natalii23 wydaję mi się, że czuję się identycznie jak Ty albo i gorzej.. Bardzo bym chciała wrócić do tej "normalności" co kiedyś, ale mam w sobie jakąś taką barykade przed kontaktem z ludźmi. Nie radzę sobie z tym już, niby szukam pracy, niby nie.. niby chce sie uczyć, ale nawet nie mogę się zdecydować na żaden kierunek, a w głębi duszy czuję,że za wszytsko jest odpowiedzialna moja chora nieśmiałość i strach przed ludźmi, którego kiedyś nie miałam... Mam chłopaka, który stara się mnie zrozumieć, na szczęście jego mama była kiedyś też w takim stanie jak my i poszła do lekarza.. namówiła mnie żebym też spróbowała.. nic nie mam do stracenia a moge jedynie zyskać, a nóż się uda! No i idę do psychiatry w poniedziałek, boję się jak cholera,ale mam nadzięję, że jakoś sobie poradze, wkońcu nie pierwszy raz ktoś się zgłasza do niej o pomoc.. trzymajcie za mnie kciuki !!
Trzymam kciuki!
Psychiatra - nie jest groźna istotą. Nie wcina nikogo na drugie śniadanie. ![]()
To osoba, która niejedno już widziała i słyszała niejedna trudna historię.
Głowa do góry. ![]()
Znam to.. od kilku miesięcy jestem bez pracy i czuje się dokładnie tak jak Ty.. całe dnie bezsensownie siedze w internecie, czekając na wieczór, by można położyć się spac i przestac myślec, a rano budzę się ze strachem, że trzeba przeżyć kolejny dzień..
Dziewczyny, mam podobnie. Do teraz jeszcze ta pogoda, wszystkiego się odechciewa ;/