Witam, jestem osobą bardzo emocjonalną.
Jednak czasami mam napady, takiego leku. Głownie jeżeli chodzi o jakieś zmiany, decyzje.
Od najmniejszych rzeczy, po zmianę pracy.
Ostatnio miałam napad lęku, przed rozmową kwalifikacyjną.(ze znajomym -to jest najlepsze)
Trzęsłam się, kucałam i normalnie miałam ochotę się rozpłakać i schować pod kołdrę.
Mój kolega z pracy, stwierdził ze zachowuje się jakbym szła na rozmowę do super wielkiej firmy i od tej rozmowy mołoby zlaeżeć całe moje życie.
Obdzwoniłam całą moją rodzinę. Rozmawiałam z chłopakiem, a strach rósł...
Najśmieszniejsze jest to że ja pracuje. Więc szłam polepszyć sobie życie.
W domu potrafię wyciągnąć coś sprzed tygodnia żeby się pokłócić z chłopakiem.
Nasze życie seksualne umiera.
On nie pracował ,dłuższy czas. Ja nas otrzymywałam. Moi rodzice pomagali. Kłótnie zaczęły się od tego, a później o wszystko.
Teraz gdzieś sobie dorabia,ale nadal jest kiepsko finansowo.
Ogarnia mnie paniczny lęk, że tak już będzie zawsze. Że nie będzie potrafił utrzymać rodziny.
Zaczyna się robić oziębła atmosfera między nami.
Już się nie kochamy, a jak nawet to jakoś tak bez uczucia.
Przytulamy się u mówimy czułe słówka, a zaraz znowu się kłócimy/ wyzywamy.
Już nie wiem co robić.
Nie wiem na wszystkich polach jestem kłębkiem nerwów.
W pracy, szybko się denerwuje, kluję mnie serce.
Cały czas odczuwam lek że źle żyje, że przegram moje życie.
Czytam książki o dowartościowaniu się ,o asertywności, samorozwoju itp.
Teoria...ale mam poczucie ze jak będę tka żyła to się wykończę.
Nie potrafię tego opanować.
Non stop czegoś się boję.
Miał ktoś taką sytuację? Powinnam iść do psychologa?