nie mam siły nawet pisać. nie wiem jak to ująć w słowa...od 2, może 3 miesięcy straciłam "siłe" do zycia...nie chce mi się stac z łóżka, ubrać nigdzie wychodzić. Ciagle myśle jaka jestem beznadziejna, że wybrałam zły kierunek studiów, że nie mam celów w życiu...za 2 tyg muszę oddać prace dyplomową, a nawet nie zaczełam jej pisać, jeszcze pół roku temu nie byłoby to możliwe, a teraz...jest mi obojetne...wszystko mnie przytłacza..najgorsze ,że mama 23 lata, i nie ciesze się z zycia. Najchętniej bym ciągle spała i nie wychodziła z łóżka. I to nie jest typowy problem lenistwa...nic mnie już nie motywuję...czuję, że nie jestem nikomu potrzebna, nawet zastanawiam się po co właściwie żyję...jak z tego wyjść..? miałyście też tak?ech...
Ja miałam identycznie... uważałam ze nie mam zadnej pasji choc kiedys bylo inaczej ,nic mnie nie cieszyło i najchętniej bym spała. Do tego brak perspektyw na dobrą prace itp. Po ok.miesiącu jakoś mi przeszło może dlatego ze słońce wyszło a moze dlatego ze uzmysłowiłam sobie ze nikt za mnie zycia nie przeżyje i nauczyłam sie doceniac kazda chwile. Teraz czesto uprawiam sporty i oglądam dużo psychologicznych filmów. Spróbuj mam nadzieje ze pomoże:)
Mariolka,nie martw sie to minie,kazdy to ma lepiej lub gorzej,nastroj przygnebiajacy..
Totalna niemoc,skutek pogody monotonii zyciowej ,zmus sie na jakis wysilek..
Moze szybszy marsz ,wypad z przyjaciolmi,cokolwiek co Ci zmieni i poprawi nastroj....
Lezac i rozmyslajac nic nie da,wiec do roboty ,troche checi i zapalu..
I po sprawie malutka ,gleboki oddech i DZIALAJ
Ja niestety też to przeżywałam. Także w czasie studiów na pierwszym roku. Nie miałam motywacji żeby wstać rano z łóżka. Mogłabym cały dzień przeleżeć, patrząc się w sufit... zupełna pustka. Było tak do momentu, aż... okazało się że mam guza mózgu. Pisałam o tym już wielokrotnie na forum. To co przeżyłam, co widziałam w szpitalu dało mi takiego kopniaka, że teraz wstyd mi jest za to moje dawne zachowanie. Za ten marazm, który mnie kiedyś ogarnął, z którego nie mogłam się wydostać. Teraz jest całkiem inaczej, żyję pełnią życia, korzystam z każdej chwili. Przed chwilą wróciłam ze spaceru i czuję się świetnie:) Życzę Ci, abyś znalazła sposób na wydostanie się z tego "dołka". Może jest coś, co kiedyś Cię fascynowało, co pochłaniało bez końca. Ja od zawsze lubiłam wędrować po górach, ale zaprzestałam tego. W sumie chyba z braku czasu, nie wiem. Teraz w każdy weekend idę na rajd z grupą. W moim przypadku to nie problem, mieszam w górach. Ty też spróbuj odnaleźć coś, co bardzo lubisz lub lubiłaś robić, nawet w dzieciństwie i zajmij się tym:)