Gdy byłam panienką, wieki temu, z dwiema koleżankami urządziłyśmy sobie andrzejkowy wieczór.
Zabawa była przednia. Tradycyjne serca z imionami chłopców, w które wbijałyśmy szpilki, karciane wróżby i to, co zapadło mi w pamięci na dłużej, a raczej przypomniało się po czasie.
Jak nakazuje tradycja, przelewałyśmy wosk przez klucz na wypełniony wodą garnek. Nie pamiętam, co utworzyło się dziewczynom, ale zapamiętałam motyw mojego wosku.
Uniosłam w dłoniach zastygniętą masę i obserwując ją pod światło stwierdziłam, że to głowa kosmity albo kosmonauty. Dziewczyny orzekły, że żołnierza w masce przeciwgazowej. Przyjrzałam się uważnie masie z wosku i przyznałam im rację. Stwierdziłam jednak, że z obecną sympatią, chłopakiem, który właśnie wstąpił do wojska, nie wiążę żadnych planów.
Ponad cztery miesiące później poznałam chłopaka. Całkowity przypadek, dosłownie wpadłam w jego ramiona. Potknęłam się o próg wyjścia z dyskoteki, na którą nie planowałam dotrzeć, a on mnie przytrzymał i pomógł złapać równowagę. Podziękowałam. Wyszliśmy. Zmieniliśmy ze sobą kilka zdań i spotkaliśmy się przypadkiem po dwóch tygodniach. Po pół roku chodziliśmy ze sobą. Po ponad dwóch zostaliśmy małżeństwem.
Czy miał głowę kosmity lub chodził w masce przeciwgazowej?
Nic z tych rzeczy.
Półtorej roku od oficjalnego ?chodzenia? zauważyłam na owiewce jego motoru nalepkę z ciekawą grafiką. Zapytałam skąd ją ma i od kiedy jest na tym motocyklu (motory miał trzy). Wyjaśnił, że to pilot myśliwca i już z nim kupił cezetę (CZ 350). Motyw do złudzenia przypominał moją masę ulaną z wosku. Fascynował się lataniem i nalepka przesądziła o zakupie jednośladu.
Mój mąż nigdy nie był kosmitą ? przynajmniej dla otoczenia. Gdy go poznałam służył w wojsku, ale jako kierowca, fach pozostał mu na dłużej.
Fascynowało go lotnictwo i piloci śmigłowców.
Masa z wosku, którą ulałam, wieki temu, odzwierciedlała naklejkę, która miał na owiewce motoru, i której nie umieścił tam samodzielnie.
Niby przypadek, ale pewne fakty można skojarzyć.
Bardzo możliwe, że podprowadzam grafikę pod zdarzenia i moje insynuacje są wyłącznie moim udziałem, ale wróżba w jakimś stopniu się spełniła.
Macie w swoim życiu podobne przypadki, które możecie zrzucić na karb andrzejkowych zabaw?
Jeżeli tak opowiedzcie o swoich ?kosmitach?.