Miłość do bliźniego jest podstawowym obowiązkiem chrześcijanina. To na niej powinny opierać się wszystkie stosunki międzyludzkie. Jednak to, co w teorii brzmi tak pięknie, musi kiedyś zderzyć się z rzeczywistością. Okazuje się wówczas, że niektórych znacznie trudniej jest kochać niż innych. Jezus kazał nam miłować swoich nieprzyjaciół, a tymczasem mamy problem nawet z polubieniem kogoś, kto niczego złego nam nie zrobił, tylko, nieraz w sposób zupełnie irracjonalny, działa nam na nerwy. Czy takie odczucia mogą być dziełem szatana i zakłócać naszą relację z Bogiem? A może to zupełnie normalne, że nie trawimy niektórych ludzi? Czy należy zmuszać się do polubienia kogoś, kto wzbudza w nas negatywne emocje, czy lepiej dać sobie spokój i ograniczyć kontakty z taką osobą? Czy miłość bliźniego oznacza, że powinniśmy lubić wszystkich ludzi?
a moze to znaczy nie robic nikomu krzywdy i tolerowac nawet jak jest durnowaty...?
Czy należy zmuszać się do polubienia kogoś, kto wzbudza w nas negatywne emocje, czy lepiej dać sobie spokój i ograniczyć kontakty z taką osobą? Czy miłość bliźniego oznacza, że powinniśmy lubić wszystkich ludzi?
A może szanować jako niepowtarzalny dar życia i do niczego się nie przymuszać? Takiego pana Kaczyńskiego ja na przykład szanuję, ale nie lubię, bo mnie odrzuca jego zaślepienie ![]()
Pana Kaczyńskiego to łatwo szanować, bo wystarczy wyłączyć telewizor, żeby się go pozbyć
gorzej kiedy widujemy się na co dzień z kimś, kogo nie da się wyłączyć pilotem i kto nas irytuje. Niektórzy uważają, że bycie miłym dla kogoś, kogo się nie lubi, jest fałszem i hipokryzją, albo przejawem tchórzostwa. Ja kiedyś usłyszałam od jednej pani, że woli jak ktoś przyjdzie i ją zwymyśla prosto w twarz, niż jak to ukrywa, nie wypowiada się i ona nie wie co ten ktoś naprawdę myśli. Ja mam chyba dokładnie na odwrót i wolę nie wyobrażać sobie świata, w którym wszyscy mówią sobie, że się nie znoszą.
Kiedyś słyszalam takie hasło ,że rodzicom często jest łatwiej kochać swoje dzieci, niż je lubić.
Myślę, że miłość jest jednak ponad wszystkim i wiąże się z akceptacją, bo lubi się za coś, a kocha mimo wszystko.
Nie wiem co to znaczy ale gdyby ludzie byli dla siebie życzliwi i sympatyczni to by nie było tylu reakcji jak w Dniu Świra kiedy Polacy się modlą. Człowiek dobrze traktowany do którego jeszcze się uśmiechają na ogół jest dobrze nastawiony, natomiast pognębiany, obrażany, lekceważony lub niezrozumiany, pomstuje w zaciszu swojego domostwa i rano wychodzi zwalczać innych.
tyż prawda.
8 2013-04-29 22:27:31 Ostatnio edytowany przez allegra90 (2013-04-29 22:27:58)
Odświeżam. ![]()
Ja tak sobie pomyślałam, że momentami nie lubię ludzi, których generalnie kocham. Przykładowo jeśli zrobią mi jakąś poważną przykrość. Są to chwile, ale jednak. Trudno też mówić o takiej sprecyzowanej miłości do ludzi, których w zasadzie nie znamy. Tutaj miłości bliższe jest słowo ''sympatia''.
...albo też szacunek, akceptacja, umiejętność wybaczenia.