Cierpię na nerwicę,nie chcę szczegółowo wywodzić się nad sobą-odrzuciłam lekarstwa, nie korzystam z psychologów-chcę poradzić sobie sama, ataki paniki powoli opanowuję, ale mam problem z natrętnymi myślami o tym,że umrę...
Codziennie skupiam się nad sobą, przykładowo coś mnie zakłuje pod żebrem -siadam i nachodzą mnie mysli,że może w tej chwili nadchodzi śmierć?? zaczynam się nakręcać tą myślą cała drżę ze strachu,czasem sobie popłaczę...
Najbardziej przeraza mnie to,że osierociła bym dzieci, przecież beze mnie sobie nie poradzą, nie chcę z góry patrzeć jak rozpaczają, czy mają gorzej....
W rzeczywistości zdaję sobie sprawę z tego,że oprócz mnie mają też ojca, babcie,ciocie, wujków że nie zostały by tak zupełnie same...
Uprzykrza mi życie poczucie,że umrę -nie rozumiem dlaczego ta myśl nie odpuszcza mnie zadnego dnia chociaż nie mam wyroku w postaci np choroby,raka...jestem zupełnie niby zdrową osobą tuż po 30-stce, ale zakręci mi się w głowie np w markecie-dostaję ataku paniki,że karetka nie dojedzie na czas i koniec ze mną...
Ataki paniki-kiedy mnie chwycą-tłumaczę sobie w myśli,że wczoraj też były -i co? żyję mam się dobrze, sama siebie ganię w swoich myślach...
ale nie !! za godzinę już się zdenerwowałam tym,bo coś mnie dziwnie boli głowa...
Ludzie, podpowiedzcie mi-jak sobie pomóc? nie chce lekarstw-chcę swoimi siłami-najpierw, dotąd ile dam rady....
Zapraszam na mój wątek o nerwicy: http://www.netkobiety.pl/t43727.html
Jeśli chcesz sobie poradzić sama to polecam książki o terapii poznawczo-behawioralnej w praktyce. Jest w nich wiele rad jak poradzić sobie z natrętnymi myślami i atakami paniki.
Pozdrawiam
3 2012-11-02 16:07:43 Ostatnio edytowany przez m0y0s0z0 (2012-11-02 16:18:59)
Lubię czytać,czy mogła byś polecić tytuły w tym temacie-tak od siebie??
po co warto sięgnąć? bo do tej pory nie trafiłam na nic poza naukowymi wywodami
już zajrzałam do linka który podałaś-w nim zawarte są tytuły -jak i cenne rady-dziękuję
Proszę.
Zachęcam szczególnie do zapoznania się z dwoma pozycjami:
1) ?Pokonaj depresję, stres i lęk, czyli terapia poznawczo-behawioralna w praktyce? Dr Stephen Briers
2) "Pokonać lęki i fobie? Bemis Judith Barrada Amr
Oprócz tego wygoogluj sobie stronę Grzegorza Szaffera pt. Historia pewnej nerwicy - jest to doskonały poradnik szczególnie dla tych, którzy próbują walczyć własnymi siłami. Podziwiam tego człowieka, bo klucz do jego wyzdrowienia polegał na zrozumieniu i zaakceptowaniu choroby. Sam sobie urządził psychoterapię. W praktyce nie jest to proste, ale jak dowodzi jego przypadek - nie jest niemożliwe.
Pozdrawiam i 3mam kciuki!
historię pewnej nerwicy przeczytałam już wcześniej-też jestem pełna podziwu dla tego człowieka, chociaż nie przeczę iż Tobie też udało się wiele osiągnąć...Nadzieja umiera ostatnia-wierzę w siebie i muszę uwierzyć,że pokonam tę chorobę i tego samego życzę ludziom którzy się z tym męczą,
Witam, mam 20 lat, studiuję dziennie oligofrenopedagogikę, jestem teraz na II roku. Moje problemy zaczęły się mniej więcej od letniej sesji kończącej pierwszy rok studiów. Wydaje mi się, że to przez nagromadzenie odpowiedzialności. Był to czas kiedy wyjechała moja mama (na 2,5 miesiąca), byłam wtedy sama ze wszystkimi problemami. Nagle okazalo się, że muszę sama sobie wyprać, ugotować, karmić zwierzęta, sprzątać, do tego jeszcze miałam na głowie dziadka który codziennie przyjeżdżał, musiałam go nakarmić itp., mój chłopak był bez pracy więc musialam go utrzymywać, do tego jeszcze sesja, byłam w permanentnym stresie przez 2,5 miesiąca. Dodam jeszcze, że dosyć emocjonalnie podchodzę do otaczającej mnie rzeczywistości, zawsze się denerwowałam odrobinę więcej niż inni. Zaczęło się od suchości w ustach, guli w gardle. Lekarze stwierdzali zapalenie zatok, zapalenie krtani, chore gardlo... Potem zaczęly się zawroty glowy, uczucie jakbym ciągle była pijana, całe ciało bylo jakby cięzkie. Poszłam na badania krwi, wykazało że mam niedoczynność tarczycy, myślałam że to wszystko przez to. Zaczęłam brać kilka dni temu hormony lecz to nie pomaga. Czuję się jakbym była w letargu, mam wrażenie że wszyscy się na mnię patrzą, że jestem jakaś dziwna. Nie potrafię wysiedzieć na wykładach, mam wrażenie że zaraz coś we mnie wybuchnie i pęknie. Nie mogę się na niczym skupić, wszystkiego zapominam, zauważyłam że izoluję się od grupy, unikam konfrontacji, chcialabym sie czasem zgłosić do odpowiedzi na zajęciach na uczelni ale ogarnia mnie wtedy paniczny lęk i przechodzą dreszcze więc tego nie robię. Zaczęły mnie boleć barki, kręgosłup, oczy, dalej uciska w gardle. Wczoraj miałam problem nawet z tym aby się dostać kolejką do Sopotu. Miałam wrażenie że się zaraz przewrócę, przerażaly mnie jadące samochody, ludzie wokół, hałas kolejki. Jak wysiadłam od razu zadzwoniłam do mamy i się popłakałam, czułam jakby ból duszy, psychiki mimo że nic się zlego nie dzieje. Cały czas mam uczucie natłoku różnych dziwnych myśli, przychodzą same, nawet nie umiem powiedzieć o czym myślę. W kontaktach z bliskimi zrobilam się oschła, jakbym miała ich gdzieś a tak nie jest. Pojawiła mi się myśl rzucenia studiów ponieważ nie radzę sobie z tym, każde wyjście na uczelnie wiąże się z k\okropnym stresem, bólem brzucha. Nie chcę tego robić bo to dobra uczelnia, chcialam studiować, jeszcze pół roku temu byłam z siebie dumna że tak dobrze mi idzie, sesja bez poprawek, podobały mi się te studia... Najgorsze jest to, że zbliżają się kolokwia a ja nie mam w sobie ani grama siły aby się z nimi zmierzyć. Przestało mi zależeć na wielu rzeczach, czuję się bezwartościowa, jak coś mówię to przemyślę każde słowo tysiąc razy czy aby na pewno wszystko dobrze powiedziałam. Najgorzej jest na kacu, potrafię leżeć i płakać, moja twarz jest bez wyrazu, nawet nie mam ochoty z nikim rozmawiać, sama sie zamykam w tym bólu, nie potrafie nikomu wyjaśnić jak się do końca czuję. nawet zrobienie makijażu lub wstanie z łóżka to dla mnie walka z samą sobą. Nie wiem czu to nerwica, depresja czy może coś gorszego... Proszę o radę, chciałabym jak najprędzej wrócić do normalności i znów cieszyć się życiem.
7 2012-11-18 19:23:26 Ostatnio edytowany przez m0y0s0z0 (2012-11-18 19:35:57)
to co opisujesz to symptomy nerwicy, też się z nimi zmagam...nie poradzę Tobie bo uważam,że ja jeszcze z nią nie wygrałam-chociaz próbuję walczyć wytrwale-jest ciężko...
Na nerwicę każdy musi znależc swój sposób-jedni są zadowoleni z zażywania depresantów, innym pomaga psychorerapia-ja zagłębiłam się w czytaniu -poszerzam swoją wiedzę o nerwicy-np jak sobie radzą inni,jakie są jej objawy,dlaczego jest tak a nie inaczej....
To tylko teoria, w praktyce jest tak,że zdaję sobie sprawę że nie powinnam mieć poczucia zagrożenia-a mam....nie powinnam myśleć,że zaraz chyba umrę na zawał-a myślę.... niepotrzebnie zawracam sobie głowę wsłuchując się w swój organizm,że chyba serce mi za mocno kołacze...i się nakręcam... wszyscy wokół promienni-a mnie coś żre od srodka...
najgorsze jest to,że mieszkam na wsi-wizyty u psychoterapeutów wiązały się z wyjazdem -gdzie w sumie taka wyprawa zjadała cały dzień-a wizyta w gabinecie-30 minut -i co dwa tygodnie-odczułam tego bezsens
natomiast kiedy chciałam prywatnie i codziennie by się podnieść-okazało się,że mnie nie stać...
błędem jest,że izoluję się od ludzi-ale nie wiem gdzie szukać sobie bratnich dusz? moje życie to dom-przygotować rano śniadanie dzieciom,wyprawić do szkoły,zrobić obiad, pomóc w odrobieniu lekcji i pomyśleć nad kolacją-wolne luki czasu staram się czymś wypełnić np sprzątam,robię na drutach,czytam książkę-ale wszystko w czterech ścianach domu...wyjścia ograniczam do minimum bo nie czuję się bezpieczna poza domem, zlecam komukolwiek zakupy bo w sklepie walczę z objawami duszności...unikam kościoła bo czuję,że zaraz zemdleję...nie daj boże,żeby zabrakło miejsca siedzącego...
To jest straszne, swoim zachowaniem jeszcze bardziej odstraszam od siebie ludzi. Wydaje mi się, żę ludzie nie biorą mnie na serio, że przestali zwracać na mnie uwagę... Czuję się jak piąte koło u wozu w towarzystwie, nie potrafię się cieszyć z niczego... ;/ Na uczelni nieświadomie siadam sama, boję się być zbyt blisko wśród ludzi. Każde swoje słowo cedzę, myślę nad tym. Mam wrażenie, że wychodzę na jakąś dziwaczkę. Jeszcze ten okropny w żołądku... Praktycznie nie puszcza. Moje mięśnie są tak napięte, że aż bolą, nie jestem w stanie 'puścić'.
czytając, poryczałam się, jakbym czytała o sobie, ja próbuję z tym walczyć 2,5 roku i nic; są chwile że jest lepiej (ale takich jest niewiele) więcej jest takich że mam dość wszystkiego; właściwie to trochę mi się poprawiło gdy dowiedziałam się, że nie tylko ja mam z tym do czynienia; w tej chwili prowadzę styl życia jak m0y0s0z0 nie wykrzesałabym siły na coś więcej (np na pójście do pracy); kiedyś tak nie było, czasem było ciężko ale to co się teraz ze mną dzieje to dopiero jest jazda ![]()
http://www.netkobiety.pl/viewtopic.php?pid=1280764#p1280764
Łączmy się
Witam, trafiłam na to forum przez przypadek ale czytając posty o nerwicy doszłam do wniosku że mam wiekszość z objawów o których piszecie. Może zacznę od początku... 8 lat temu rzucił mnie chłopak, odchorowałam to miesiącem leżenia w łóżku z chusteczkami i wydaje mi się że to był początek moich dolegliwości - zawroty głowy, uczucie cieżkości, mdłości, wszystko wydawało mi się bez sensu... później przez dwa lata miałam chłopaka/narzeczonego który mnie "tresował" (byłam bardzo młoda), to był bardzo destrukcyjny związek i wtedy też kręciło mi się w głowie, miałam mdłości etc; po 3 latach tych dolegliwości jako studenka poleciałam na wymianę do USA - przez pierwszy tydzień czułam się źle ale później musiałam się wziąć w garść i przez 3 miesiące czułam się rewelacyjnie. Po zakończeniu studiów zaczęłam pracować i wręcz wpadłam w pracoholizm - o dziwo gdy byłam w pracy i pracowałam bardzo dużo czułam się lepiej - w ogóle mam wrażenie że jak mam jakąś stresującą sytuację to jakby się "budzę". Obecnie od kilku miesięcy jestem w domu - najpierw trudna zagrożona ciążą później przedwczesny poród a teraz macierzyństwo. Wszystko niby jest w porządku, brzdąc rośnie, uśmiecha się, nie martwię się finansami itd. a jednak mam mdłości, zawraca mi się w głowie, nie umiem ustać w miejscu - muszę się czegoś trzymać bo mam wrażenie że się przewrócę, takie uczucie jakby mnie ktos podcinał - zazwyczaj wtedy robi mi się duszno i mam uderzenie ciepła, dodatkowo często boli mnie kark - byłam z tym u neurologa, mam zniesioną lordozę ale nie powinna ona dawać aż takich dolegliwości. Do tego dochodzi lęk przed wychodzeniem z domu - chyba że z mężem, nie lubie tłumów, wyjazdów, cały czas myślę o tych zawrotach... Miałam zbadany błędnik, przepływy szyjne, morfologia, tarczyca - wszytsko ok. W styczniu jeszcze rezonans ale neurolog powiedziała że to pro forma. Oprócz skrzywionego kręgosłupa szyjnego nic mi nie jest a jednak czuję się źle... Generalnie są takie dni kiedy wstaje rano, sprzątam gotuję i jest ok dopóki o tych moich dolegliwościach nie myślę i jestem zajęta. Czy to może jest nerwica? Jeżeli tak to do jakiego lekarza najlepiej się udać? Psycholog czy psychiatra? Z góry dziekuję za odp. Pozdrawiam
Proponowała bym psychologa-może wystarczy Ci kilka spotkań...natomiast wszelkie leki przepisze Ci psychiatra-z tym bym się wstrzymała-sprobowć należ swoich sił na razie bez brania leków
Dziękuję za poradę - chyba rzeczywiście wybiorę się do psychologa; zaczęłam powoli zmieniać swój tryb życia - więcej sportu, spacery, zdrowa dieta; pozdrawiam i trzymam kciuki za was i za siebie ![]()
wszystkim 'nerwuskom' polecam bloga mypain15 blogspot com - opis nerwicy.. lęków z którymi musi zmagać się młoda dziewczyna.. porady jak sobie z nimi radzić. Mi pomaga
(Przeniesiony wątek)
Witam wszystkich...
Od razu wyjaśnię, że mam problem z głową, walczę z tym od lat raz z lepszym lub gorszym skutkiem. Obecnie przerabiam nawrót hipochondrii. Lęk przed śmiercią, lęk przed ciężką chorobą. Przez całe moje życie uzbierałam kilku faworytów: problemy z sercem, tętniak i oczywiście rak. Rak wszystkiego, no prawie wszystkiego. Mam obsesję na tym punkcie. Strasznie się boję, że mam lub będę mieć raka. Rok temu mój chłopak znalazł w dość ciekawym miejscu ciemną nieregularną plamkę. Zaryczana pojechałam do lekarza pierwszego kontaktu, ten stwierdził, że to nic takiego, zapytał czy choruje na depresje i czy się leczę, stwierdził, że nie jest to rak i że w moim przypadku pewnie i tak mu nie uwierze. Miał w sumie racje, no tak w 50 %. W tym samym czasie nasiliły się u mnie problemy służbowe więc nie mogłam poswiecic 100 % uwagi swojej paranoi. Kilka miesiecy pózniej byłam równiez u ginekologa, nawet nie zwróciła na to uwagi, dopiero pod koniec badania pokazałam jej tą plamkę a ona stwierdziła, że to nic takiego, że to nie jest rak. Zdecydowałam się isc do dermatologa, wizyte miałam w październiku. Lekarka obejrzała plamkę pod dermatoskopem i stwierdziła, że musimy to wyciąć bo, zmiana jest w nietypowym miejscu, trudno ją kontrolować i że nie wiadomo czy się nie zmieni w coś gorszego za kilka lat. Podkresliła przy tym, że to nie jest rak i ze mam sie nie przejmowac. Kolejna wizyte miałam dwa miesiace pózniej, w zeszły piatek. Wycieto mi dwa pieprzyki i ta plamke, ale tylko tą plamkę przesłała do badania. Wyniki miały być na początku tego tygodnia. Stwierdziła, ze przed swietami pewnie skończa, a widzac moja mine dodała, ze napisze, zeby sie pospieszyli. Jutro czwartek, a ja nadal nie mam wyników.
Czekam na te wyniki i juz nie wiem co mam robic. Próbuje sie czyms zajac, ale nie widze w tym sensu. Nie wiem jak sie uspokoic. Trzech lekarzy mówi mi, ze to nic takiego a ja wierze, ze to rak i oczywiscie jak cos mnie zaboli to mysle, ze to przerzuty. Najgorsze jest to, ze ja wiem, ze przesadzam, ale nie potrafi to do mnie dotrzec. Tak jakby były we mnie dwie osoby, świr i osoba myslaca racjonalnie. Jest mi wstyd, ze tak bardzo przejmuje sie soba gdy wiem, ze ludzie maja prawdziwe zdrowotne problemy. Nie wiem co robić. Nie mam przyjaciół, mam tylko chłopaka, rodzina mieszka w Polsce a i tak nie mamy dobrego kontaktu. Moze po prostu jestem w jakis pochrzaniony sposób uzalezniona od bycia nieszczesliwa i sama wynajduje sobie problemy.
16 2013-04-02 18:03:24 Ostatnio edytowany przez czarusia81 (2013-04-02 18:14:06)
Stokrotko dzięki za ten temat na forum.Mam nerwicę natręctw jako same obsesje -myśli...Męczę się z tym już od jakiegoś czasu może i 12 lat ,ale rozpoznane mam od półtorej roku.Wtedy to szaleństwo wybuchło myślę ,że pod wpływem zapalenia marihuany uaktywniła się na dobre bo tak nie mogła się u mnie przebić .Pierwszy atak paniczny miałam po zapaleniu marihuany a później to już ataki były co jakiś czas bez palenia...Niestety na początku miałam obsesje na punkcie zdrowia ,ale i też takie przeciwne ludziom.Niestety miałam agresywne myśli piszę że miałam bo powoli radze sobie z tym ...Dzięki jeszcze raz za forum takie jak to...Jak sobie radzę???Podobnie jak Ty .Dużo czytam informacji na temat jak sobie radzić ,brałam antydepresanty i też jakiś czas chodziłam do psychologa ...aktualnie sama wyszukuje info bo niestety terapeutka do której chodziłam i ja nie zgraliśmy się ...Uważam że ona po prostu nie miała chęci współpracować...W końcu chodziłam za NFZ.Ale pierwsza psycholożka do której chodziłam sporo pomogła bo dała mi do zrozumienia ,że nie zwariowałam...Pozdrawiam.