Może i bym nie musiała ale czuje powinność, że skoro chce zakończyć pewną relacje to muszę to tej osobie wytłumaczyć dlaczego.
Kiedyś tu pisałam o pewnym chłopaku, który stawiając sprawę prosto chciał tylko ode mnie seksu (pisaliśmy około roku). Potem po pewnym spotkaniu dał mi do zrozumienia że między nami nic nie będzie .Nie będę wnikać w szczegóły ale dość brutalnie mnie przy tym potraktował i nie mogłam się po tym podnieść i szczerze rok po tym do dziś nie potrafię. Potrafiłam nie jedną noc przepłakać i wg dużo osób zwróciło mi uwagę że zamkłam się w sobie. Chwile się nie odzywał a potem zaczął pisać, stwierdził że mnie bardzo lubi i chce utrzymywać kontakt więc piszemy od tej pory cały czas do siebie. Ja wiele razy próbowałam sobie wmówić że mi przeszedł jednak to nie prawda. Wnet minie 2 lata odkąd się w nim kocham.
Strasznie przeżywam myśl że może spotykać się z innymi itd itp i niedawno dowiedziałam się o tym, że z jedną dziewczyną z którą się spotyka sypia. Uwierzcie rozpłakałam się, zaczęłam się cała trząść i serce zaczęło mi wariować. Myśl, że zabrnął z jakąś kobieta tak daleko jest dla mnie nie do wytrzymania. Zaczął mi się zwierzać z takich szczegółów i chyba nie jest świadomy jak bardzo mnie to boli.
Boje się że jak będę z nim nadal utrzymywać kontakt to nie otworzę się na innego mężczyznę bo cały czas myślę tylko o nim. Jak wstaje przez cały dzień jak zasypiam, codziennie! Ja już wariuje...
Jedyne wyjście w tej sytuacji to chyba urwać kontakt. Przykro mi bo jest jedyną z 2 osób która potrafi mnie rozweselić i z która uwielbiam pisać i rozmawiać. Raczej nie mam szans u niego a ja chyba ciągle żyje nadzieja. Może to się wydaje proste ale nie wiem jak mu to powiedzieć ? Nie chce skwitować tego jednym zdaniem ale powiedzieć mu wprost że nie jest dla mnie obojętny. W głębi serca tak bardzo chciałabym utrzymać tą relację ale chyba nie ma innego sposobu żeby zapomnieć o nim?