Mam problem ze swoją matką... Mam chłopaka już ponad rok, fakt, że parę razy się zdarzyło, że sie naprawdę porządnie pokłóciliśmy, że parę razy przez niego płakałam, bo coś mi przykrego zrobił. Zawsze miałam dobry kontakt ze swoją matką, dlatego zwierzałam się z różnych rzeczy,... Teraz żałuje... Ok, jak każdy facet odbijało mu czasem, ale on nie jest zły. Naprawde wiem, że mnie kocha i gdyby cokolwiek się stało mogłabym na niego liczyc... A to, że czasem nam sie nie układało, nie znaczy, że jest najgorszym facetem na jakiego mogłam trafic.. Mojej matce od paru miesięcy zaczęło odbijac... Każe mi o 12 przychodzic do domu, robi mi awanutury, że jak zostawi mnie z dzieckiem to mogę się pakowac i wyprowadzac, bo ona nie ma zamiaru zajmowac sie moim dzieckiem... Postrzega go jak jakiegoś tu był wulgaryzm, tylko i wyłącznie dlatego,że czasem mu odbiło... Rozumiem, że matka chce chronic swoje dziecko itd, ale bez przesady...Nie zrobi tego zamykając mnie w domu, szukając za każdym razem dziury w całym... Nie wiem co mam robic...:( Bo jak słyszę cały czas jej wrzaski, na temat tego jaki on jest straszny to chwilami chcę (albo robiąc jej na złośc albo nie wiem sama) Zerwac z nim, i pokazac jej "patrz jestes zadowolona?" Czasem chciałabym to zrobic, zeby widziała jak cierpie... a z drugiej strony wiem, że za bardzo go kocham, żeby bawic się w robienie na złośc matce... Proszę pomóżcie, bo ja już nie potrafie życ z własną matką...:|
Nie używaj wulgaryzmów