Witam byłem z Dziewczyna 3 lata z tego prawie rok z nią mieszkałem.Nasz związek opierał się głównie na milosci,po 2latach zdecydowaliśmy zamieszkać ze sobą było po prostu cudownie zakochaliśmy się w sobie tak mocno ze byliśmy gotowi za soba skoczyc w ogien lecz od kad ze sobą zamieszkaliśmy zaczęły się małe problemy to znaczy zaczęły się kłótnie o pierdoły dosłownie! One narastały do tego stopnia ze ostatnie 2 miesiące to były w 70%klotnie. Az w koncu przyszedł moment w którym moja partnerka nie wytrzymała i zerwała poprzez pstrykniecie palcami to był moment kulminacyjny naszych klotni..Wiem ze jestem zaledwie dwa lata starszy od niej ale Ona pokazała mi jak naprawdę życie wyglada..jest zorganizowana ma taka sytuacje w domu ze to Ona placi wiekszosc rachunkow,toona zalatwia 80%rzeczy które potrzebne sa do domu,w ogole miala ciezkie dziecinstwo..jej zaradnosc mi strasznie imponowala, lecz starajac sie jej pomoc po swojemu ona w wiekszosci stawiala na Swoim,była chorobliwie zawzięta,a nasze kłótnie wyglądały tak ze ona zawsze na mnie krzyczała a ja wychodziłem z pokoju na koniec tylko mowila ze uciekam od problemów,a przecież nawet z glupiej rozmowy się sprzeczalismy...to było Ciężko wymagała ode mnie męskiej decyzji a i tak ją podważała.
Najcięższe dla mnie teraz jest ze Ona naprawde o mnie dbala zalatwiala dla mnie doslownie rzeczy o które glupio mi było prosić,ja jak dla niej cos zrobilem to mnie calowala po rekach a ona robila dla mnie tyle rzeczy ze z biegiem czasu nie docenialem tego jak należy ale najgorsze były klotnie.Teraz nie jesteśmy już miesiac i zabronila mi się do siebie odzywac mam jej dac spokoj i koniec.Tylko na gg pod moim naciskiem w koncu mi napisala ze strasznie mnie kocha ale razem już nie będziemy bo nie widzi nas za 5-10 lat jako pare teraz klocimy się o bzdury a pozniej co będzie?jak dojda dzieci,wydatki..tylko gorzej. ale nie mogę tego zniesc, może dlatego ze tak naprawde byliśmy pierwsza moscia dla siebie,albo ze za wczesanie zamieszkaliśmy ze sobą poza tym jej rodzice tez mieli zawsze swoje 5 minut mimo ze mowili rzekomo ze się nie wtracaja np.raz jak na mnie krzyczala nie wytrzymalem i także krzyknalem a pozniej za moimi plecami mama jej powiedziala ze ja to gotow bylbym ja udezyc-opadly mi rece
Boze Jest teraz strasznie ja jestem gotowy oddac za nia serce i ona za pewne tez, mimo tego ze teraz mowi ze mnie nie chce znac,ze koniec,ze nie kocha,ze jestem wyjety z pod klosza ze jestem dziecinny.itp.Ciagle się teraz obwiniam ze nie docenialem jej tak jak tego oczekiwala,ze zabrakło mojego wsparcia wtedy kiedy najbardziej tego potrzebowala bo to prawda niestety.Zaluje ze dalem się wkrecic w monotonie i ze od kad zamieszkalismy nielismy malo czasu na szalenstwo i tego typu rzeczy.
W naszym zwiazku nie było problemow ani z papierosami ani alkocholem ani nawet ze zdrada i czymkolwiek podobnym...
Jedyne czego jestem k..wa teraz pewien to tego ze nie wroci bo jest strasznie uparta:(
To co mi zostalo to kupa smutnych wspomnien,bol jakiego nie mogę zniesc i Pierscionek ponieważ w te Walentynki zamierzałem się oświadczyćL nie dotrzymalismy a ja stracilem tak wiele czego nie doceniałem ze mam ochotę teraz zucic się pod pociąg
Daj sobie czas.Teraz jestes zdenerwowany i steskniony.Zajmij sie soba a potem wroc do tematu.Moze psycholog pomoze?Pod pociagiem wcale nie byloby Ci dobrze.STOP!:)
z tym pociagiem moze troche przesadzilem ale rozne mialem mysli teraz jest Cisza Ona nie chce mnie widziec znac bo mowi ze przeze mnietylko placze wiec dalem jej spokoj:(:(
z tym pociagiem moze troche przesadzilem ale rozne mialem mysli teraz jest Cisza Ona nie chce mnie widziec znac bo mowi ze przeze mnietylko placze wiec dalem jej spokoj:(:(
daj jej ochlonac.z takim samopoczuciem to mozesz jeszcze tylko pogmatwac sytuacje niechcacy.twoja dziewczyna jest porywcza i sam wiesz jak opanowac sytuacje.ja gdy pokloce sie z mezem czekam az mu przejdzie bo on tez wali teksty:won z domu slyszalam pare razy .lepiej sie takie osoby czuja jak sie je nie drazni.sprobuj sprawby zatesknila twoja luba.:)
tylko Wiesz jest taka jedna Sprawa ja zadaje sobie pytanie czy jezeli jakimkolwiek cudem <w co nie wierze bo ja znam> uda mi sie wrocic to czy po 2-3 miesiacach nie osiade na laurach i znowu<nawet nieswiadomie> sprawie ze bedzie przeze mnie plakac,kurde ja jest tak latwo zranic kazdym slowem ze czasem wydaje mi sie ze cokolwiek bym nie zrobil bedzie zle...........a w sytuacji obecnej cala moja osoba ja drazni i odczuwam to wiesz...........kurde oboje konczymy juz studja a zachowujemy sie nadal <kazde po swojemu> jak dzieci , a juz najbardziej ja,bo ja mysle co bedzie jutro a Ona co za rok ,5<10 lat i dalej..eh
Boże, dokładnie jakbym czytała o sobie.... Tylko że ja jestem kobietą a podobnie jak Twoja dziewczyna zachował się mój mąż... a dodam tylko że jesteśmy małżeństwem 4 miesiące...
Pablo, czasem kochać i byc razem to dwie rózne rzeczy. musisz sie z tym pogodzic niestety, ochłoniecie oboje kto wie. moze nie za kilka miesięcy a za parę lat do siebie wrócicie? a moze kazde ułoży sobie zycie u boku innej osoby.
Pamietaj, nic nie dzieje się bez przyczyny i bez potrzeby.
Prosze Was nie usprawiedliwiajcie ani mnie ani mojej bylej dziewczyny-prosto z mostu jak macie mi dosrac to ja tylko na to czekam poniewaz uwazam ze utrzymywala mnie ,wszystko zalatwiala,a ja jeszcze fochy walilem,,kobieta potrzebuje faceta ,MEZCZYZNY a nie chlopczyka na ktorego musi dmuchac jak mamuska...........
podobna sytuacja tyle ze to mój narzeczony zrobił tak jak twoja dziewczyna zostawiając mnie , tez były kłótnie o pierdoły przez ostatni rok a bylismy razem 4 lata zareczeni miał być ślub po pół roku wróciliśmy do siebie i teraz byliśmy 2 miesiące i powiedział ze czuje coś ale nie to co kiedyś że to nie jest już to samo że nie zależy mu tak jak wcześniej. Więc jeżeli chcesz z nią być to walcz jak najszybciej bo jak minie wiecej jak pół roku to jeszcze ciężej bedzie jej do ciebie wrócić może jej to wygasać jak mojemu byłemu chociaż róznie bywa
Widzisz jesteście świetnym potwierdzeniem mojej teorii, że przed ślubem trzeba razem pomieszkać, bo wychodzą takie kwiatki. Zgodzę się z wypowiedzią, że kochać a być ze sobą to czasami zupełnie coś innego znaczy. Też mam znajomych, którzy kochali sie jak szaleni a jak zamieszkali razem miesiąc i sie rozstali. Widać jakoś nie potraficie się dogadać jak mieszkacie razem.
Narazie odpuśc, daj jej czas i sam sie zastnów czy chciałbyś żeby tak wyglądąło całe twoje zycie? Jasne wrócimy do siebie i wszystko sie zmieni. Przez miesiąc-dwa a potem znając życie bedzie to samo...
A Ja Ci dowalę ![]()
Kobieta potrzebuje faceta z jajami i tyle
Utrzymywała Cię a Ty jeszcze fochy strzelałeś ... no szok
Gdzie Ci prawdziwi mężczyżni? Wyginęli jak dinozaury ![]()
Sądzę, że teraz musisz jej i sobie dać czas. Nawet najbardziej uparta osoba pod wpływem czasu może złagodnieć, bo emocje opadną, a ona...zatęskni. Wtedy musicie spokojnie zacząć ze sobą rozmawiać. Potęga rozmowy jest wielka. Musicie sobie wyraźnie powiedzieć co było źle, co Wam przeszkadzało, czego teraz od siebie oczekujecie. Niestety tak już jest, że przed Wami trudny czas docierania. Wspólne zamieszkanie to ważna decyzja, bo tak naprawdę wszystko się zmienia. Musicie radzić sobie w codziennych zmaganiach, prozaicznych czynnościach, to co miało blask teraz go traci, bo już nie zawsze jest tak pięknie, nie zawsze macie dla siebie czas, jesteście zadowoleni, mili, uśmiechnięci. Cóż, takie życie. Przede wszystkim jednak macie świadomość, że to właśnie na początku ustalacie swoje pozycje, zasdy, które potem trudno będzie zmienić. I stąd te frustracje, sprzeczki, w końcu kłótnie.
Poczekaj więc teraz, nie naciskaj, daj jej zatęsknić. A potem...doceń i wspieraj. Powodzenia!
13 2010-01-29 10:42:57 Ostatnio edytowany przez cynthia (2010-01-29 10:43:42)
Wiesz jestem w stanie zrozumieć twoją kobietę, bo ja chyba jestem trochę podobna do niej, może nie aż tak bardzo uparta ale lubię stawiać na swoim. Wiesz miłość to jedna sprawa..a życie i plany na przyszłośc to jakby tamat równoległy. Ja przez to że nie mogłam się rozwijać..tylko ciągle skupiałam się na pomocy mężowi...na tym, by go wspierać i utrzymywać kiedy nie miał pracy, zatraciłam się w tym czego chcę w zyciu. Mozna powiedzieć że żyłam i pracowałam tylko dla niego, a we wszystkim tym naprawdę niewiele zostawało dla mnie. Zrezygnowałam z planów i marzeń a jestem osobą ambitną i pełną energii, więc cała ta sytuacja spowodowała u mnie frustracje, bo przecież nie mogłam ani planować ani zajmowac się własnym rozwojem, nie mówiąc już o posiadaniu dziecka. Nie kłócilismy się bo jesteśmy raczej pod tym względem oboje spokojni i opanowani, ale odbyliśmy wiele trudnych, bolesnych rozmów. Pomyślałam, że skoro mój mąz nie jest w stanie mi zapewnić poczucia bezpieczeństwa to i naszemu dziecku tego nie zapewni. Niezbyt ciekawa wizja na przyszłość...ale wciąz kosztem siebie dawałam mu kolejne szanse...noi w moich oczach przestał być męski..oddalałam się od niego. Popatrz na to z tej perspektywy. Miłość to nie tylko piękne słowa, piękne wspólne chwile, ale miłość to wspólna walka o dobrą codzienność i dobre jutro..ale musi być wspólna walka, bo jak jedna strona daje więcej a druga mniej albo wcale zarówno pod względem uczuć jak i zwykłych spraw życiowych (obowiązki domowe, zakupy, udział w wydatkach)to wspólne plany i wspólna ich realizacja..i wcale nie wydaje mi się by był to jakiś dziwny wybujany ideał związku. Twój problem polega na tym, że nie dajesz jej tego czego ona potrzebuje, zastanów się dlaczego? Nie potrafisz? Nie chcesz? odczekaj jakiś czas i zapytaj jej czego od Ciebie oczekuje...na spokojnie. I posłuchaj jej uwaznie bez oceniania, pochwal i podziękuj za wszystko co do tej pory dla Ciebie zrobiła a potem działaj a nie tylko obiecuj!!!!!!! Czy to takie trudne? Zrób to szybko bo inaczej sytuacja rozwinie się tak jak u mnie (w innym poście napisałam)
Z Twojego pierwszego postu - dla mnie wynika, że dziewczyna miała - jak sam pisałeś ciężkie dzieciństwo, wobec czego jest bardzo samodzielna, zaradna i rozsądna. Samo to, że mówi, że Cię kocha, ale nie powinniście być razem z powodu nieporozumień. Dla mnie super kobita i z głową na karku. Moze zamiast użalac się nad sobą i nas tą miłością powinieneś jej zaoferować stabilizajcę, rozsądek, zorganizowanie. Zastanów się rozsądnie nad jej zarzutami wobec Ciebie. Skoro ona zaradna, a ty potrzebujesz "mamusi", to może coś w tym jest. Nie chce byc z tobą, o moze nie widzi w tobie odpowiedzialnego ojca i męża. No zastanów się nad swoimi działaniami, moze da ci jeszcze jedna sznsę:) powodzenia
Drogi Pablo_mkD! Pisałeś, żeby ci dowalić, więc ja teraz z przyjemnością to zrobię, bo chcę ci pomóc, a wiem, że same "dobre rady", często niewiele dają, bo żeby cokolwiek zmienić trzeba odbić sie od dna, tak więc najpierw trzeba na to dno trafić... Uważam, że w całej sytuacji zachowałeś się niedojrzale. " W naszym zwiazku nie było problemow ani z papierosami ani alkocholem ani nawet ze zdrada i czymkolwiek podobnym...", ale widocznie były inne duże problemy, które bagatelizowałeś, skoro ostatecznie się rozpadł. Pisałeś, że twoja partnerka miała trudne dzieciństwo, a mimo to w życiu codziennym zapominałeś o tym, bo gdyby było inaczej to twoje zachowanie byłoby bardziej odpowiedzialne. Osoby, które wiele przeżyły w przyszłosci, w dorosłym życiu szukają stabilizacji, czegoś zupełnie odmiennego od czasów burzliwej młodości. Ty jej tego nie dałeś, ona starała się być zaradna i tego samego wymagał od ciebie. To nic dziwnego, że każda kobiet chce mieć oparcie w swoim mężczyźnie. Tymaczasem, jak sam pisałeś ona boi się tego zwiazku ze względu na waszą niepewną przyszłość. Mało tego źle zrobiłeś narzucając się jej podczas, gdy ona prosiła, byś dał jej spokój. Mogłeś w ten sposób ją do siebie zrazić, bo czasem potrzebny jest nam czas na przemyślenia, a przez twoje zachowanie ona nawet nie mogła całej sprawie przyjrzeć się obiektywnie, spojrzeć świeżym okiem. Teraz ty zamiast podjąć konkretne działania się nad sobą użalasz, "nie dotrzymalismy a ja stracilem tak wiele czego nie doceniałem ze mam ochotę teraz zucic się pod pociąg" - wierz mi, że nie tego potrzebuje wasz związek. Jego naprawa wymaga czasu, a przede wszystkim twojego zaangażowania. Mówiłeś, że on opłacała większość rachunków, więc może czas żebyś rozejrzał się za jakimś dobrze płatnym zajęciem, pokazał, że potrafisz być samodzielny, zadbaj o wszystkie formalności wokół siebie. Pokaż, że można na ciebie liczyć. Wykaż się w zwykłych sytuacjach, spróbuj się do niej zbliżyć jako przyjaciel, dbaj o szczegóły, pomagaj, nie wiem może kiedyś będzie trzeba ją gdzieś podwieść, zepsuje się kran, zawsze pierwszy oferuj swoje "usługi", w każdej możliwej sytuacji. Jeżeli będziesz się jej poświęcał i o nią dbał, nie będzie drobiazgów, o które mogłaby się czepiać i tym samym niepotrzebnych kłótni. Trzymaj się.
Dzisiaj 16:31
Dziekuje wszystkim za komentarze narazie sprawa wyglada tak ze od 2 tygodni czyli od naszego ostatniego spotkania nie mamy ze soba kontaktu,poniewaz moja ukochana chce spokoju wiec jej dalem.byla bardzo zdenerwowana ze pisalem i sie do niej odzywalem w tamtym czasie poniewaz miala wszystkiego dosyc,mowila tylko ze kocha ale nie mozemy byc razem i musze to w koncu zrozumiec!!<a raczej to wykrzyczala>nawet poczulem ze cokolwiek nie probowalem zrobic bylo zle ,wiec odpuscilem poniewaz widzialem na koncu <oczywiscie po zerwaaniu> ze moja obecnosc i zachowanie strasznie ja drazni i mocno sie denerwuje..a klotnie sami wiecie wyniszczaja czlowieka:( Chcialbym cos zrobic ale boje sie ze jest jeszcze za wczesnie i ze znowu zacznie sie denerwowac.Ona jest niestety dlaa mnie strasznie uparta i choc ma miekkie serce nie popusci bo mocno kieruje sie rozsadkiem,no niestety wiem tylko ze chce byc ze mna ale moje zachowanie<dziecinne> jej przeszkadza.....ale nie tylko poniewaz ciagle nawet czasem doslownie bezpodstawnie uwazala ze jej nie doceniam.
przez ten czas jak z nia byles nie oszukujmy sie spoczales na laurach bo wydaje mi sie ze poswiadomie wiedziales ze ona sie wszystkim i tak zajmie
ale powiem ci jedno ze takie kobiety ktore sa zaradne, rozsadne tak naprawde tez potrzebuja zeby ktos sie nimi zajal zeby poczula sie bezpiecznie ze moze na tobie polegac a tego nie miala od ciebie
ty natomiast teraz sie obudziles bo cos zrozumiales ? wiesz lepiej pozno niz wcale
tylko z drugiej strony na jak dlugo tobie to pomoze i czy beda naprawde efekty?
teraz nie pozostaje ci nic innego jak czekac a przez ten czas tez zrob cos pozytecznego tylko na sile nie staraj sie udowadniac ze jestes inny bo to i tak wyjdzie
hmm powiem wam cos po czym pewnie zzieleniejecie.Po naszym zerwaniu<a bylo to na pstrykniecie palcem> staralem sie z nia zobaczyc, porozmawiac chociaz o tym bo jestem zdania ze jak sie cos buduje przez dluzszy okres, to nie odwraca sie od siebie tak nagle bez slowa i mowi '"zycze szczescia"...z powodu klotni o to czy szklanke umylem,albo kto jak autem jezdzi...
Do rzeczy .zgodzila sie ze mna zobaczyc ten ostatni raz mowiac ze chce miec to juz za soba<bo czesto plakala przez sluchawke i nie chciala mnie widziec>rozmawialem z nia przez telefon i powiedziala mi zebym choc raz podjal meska decyzje i zdecydowal gdzie sie zobaczymy...wiec ja mowieDOBRA..tu i tu wtedy i wtedy o 17.30...zapytalem czy odpowiada, odrzekla tak i sie rozlaczyla....i co dalej nie moglem odpalic auta bo mi akumulator padl ale o tym wiedzialem wczesniej wiec Specjalnie wyszedem wczesniej na busa zeby spokojnie zajechac.Czekam na przystanku jest godzina 16.45 za minute busik<na miejsce jedzie sie ok.20min.plus 5min.pieszo>Ona Dzwoni do mnie..i pyta gdzie jestem wiec tlumacze ze juz wsiadam do busa i bede tak jak sie umawialismy...Ona do mnie.."Ja juz jestem"i sie rozlaczyla,zdziwiony wsiadam do busa jade jakies 10 minut...Ona dzwoni znowu...Mowi tak.."jade po Ciebie" a ja do niej no dobrze ale jestem juz w polowie drogi a poza tym mialem podjac meska decyzje i byla godzina ustalona....a ona do mnie.."Widzisz nawet w takiej sytuacji robisz sobie jaja,to ja mam tu czekac specjalnie na Ciebie?''<zaznaczam ze ona miala do dyspozycji auto> i sie rozlaczyla nie dajac mi nic wiecej powiedziec,oczywiscie byla zla i kierowala nia zlosc.Mowie o tym bo zwykle tak to wygladalo
oczywiscie dojechajem spotkalismy sie i powiem wam pierwszy raz w zyciu wysluchala mnie do konca nie przerywajac mi...mowilem co czuje i jakie bledy robilem,a na koniec powiedzialem ze jezeli teraz Ona czuje sie lepiej jak mnie nie ma i ze moze swobodniej oddychac <bo tak mi powiedziala wczesniej przez telefon>to ja nie bede wiecej sie "wtracal"w jej zycie,ponieważ nie pragne nic bardziej jak tylko jej szczescia:( to na koniec potem znowu mi powiedziala ze znowu mysle o sobie i mowie to zeby sobie ulzyc...........................................fajnie nie? ostatnio kuzynka powiedziala mi ze dzwonila do niej i ze mowila to nie prawda ze jest jej lepiej...ale my razem nie mozemy byc i juz.<nie wiem czy to uznac za pocieszenie>
dlatego wbijam na luz i ucze sie poki sesiiiiiiiiija trwa...:(
wiesz co pablo moze to wydac ci sie lekki banal ale w jej przypadku to serce chce dalej byc z toba ale rozsadek mowi NIE
nie da sie tak z dnia na dzien o kims zapomniec i nic nie czuc
moze dobrze ze tak mowi do ciebie przynajmniej nie robi ci nadzieji ja zrobilam inaczej chcialam byc ok powiedzialam ze nie ma co sciemniac ze tesknie cholernie no i bylo ciezej dla niego to zrozumiec ... bylo bardzo podobnie jak u was... hmm
boże jak byś byl moim chłopakiem to bym Cię chyba zabiła!!!!! Lenie patentowane, ja też zapierdala... załatwiam to i owo, bo on się wstydził, sprztatałam i wszystko a on siedział i bajki oglądał. żadnego słowa doceniam, czy cos a jak nie daj Boże wspomniałam ze trzeba pozmywac czy coś to gdybym sama tego nie zrobiła to przez miesiąc by gary w zlewie były.
Szczęście, że widzisz swój problem - szkoda tylko, że tak późno.
Co do spotkania to faktycznie wyszło okropnie (nie rozumiem jej w tym wypadku- może nie usłyszała, albo pomyliła godz)
Chcesz o nia walczyć? to rób to małymi kroczkami, nie narzucaj się ale i nie olewaj- niech wie, że Ty czekasz.
musisz ją do siebie przekonac i udowodnic, że rozumiesz co było nie tak. Dziewczyna jest taka ogarnięta bo pewnie w domu miała źle i zawsze musiała liczyć na siebie (też to mam) może teraz Ty zacznij robić coś dla Was
Słabo mi sie zrobilo jak przeczytalam Twoj post - tak mogl by opisać "prawie" naszą historie moj byly chlopak - Pablo zreszta tak jak Ty. Wyprowadzajac sie z domu tak wlasnie oboje myslelismy - Kochać sie to nie wszystko, czasem ludzi poprostu do siebie nie pasuja i nie potrafia razem byc. Tylko, że on stety lub niestety, potrafil pokazac "pazurki". A po rozstaniu to ja chcialam wrocic i probowalam go przekonać, ze nie bede taka krzykliwa i rozkazująca. Niestety moja historia nie skonczyla sie dobrze, a moj Pablo ma nowa dziewczyne
Radze Ci tak jak jak inni - jezeli naprawde chcesz ja odzyskac to daj jej troche czasu, niechpomyśli i zatęskni. Ale Ty nie zadreczaj sie w tym czasie tylko pokaz jej rowniez ze jestes zaradny i dasz rade sam, mimo to, ze bardzo ja kochasz. Niech zobaczy w Tobie chlopaka, w ktorym sie zakochala. Jezeli jestes zbyt nachalny to efekt moze byc odwrotny. Jezeli Cie naprawde kocha to kwestia czasu, a wrocicie do siebie. Niestety, jezeli nie kocha i dotcze do niej, ze wreszcie może życ po swojemu bez oddatkowej odpowiedzialnosci - czyli Ciebie w tej sytuacji - to nic nie bedziesz mogl zrobic. Tylko zaakceptowac to, ze z kims innym moze byc naprawde szczesliwa. Życze Ci powodzenia i dobrze przemysl cokolwiek bedziesz chcial zrobic, bo ja niestety spalilam sie i bylam zbyt impulsywna.
Miales jedyna osobe u swojego boku, na ktora zawsze mogles liczyc i ja zawiodles. Milosc to nie relacja pan i podwladny, to nie uklad gdzie jest rzadzacy i podwladny, to partnerstwo i sztuka kompromisu, to w wiekszosci chec dawania a nie brania i tylko wtedy to ma sens. Kiedy obie strony sa rownie gotowe dawac, nikt nie czuje sie wykorzystywany. Ale do tego trzeba prawdziwej milosci i wielu miesiecy, aby nauczyc sie jak zyc razem. Jesli ten zwiazek jest dla Ciebie naprawde wazny, walcz o niego. Przynajmniej bedziesz wiedzial, ze zrobiles wszystko. Ale najpierw dorosnij i stan sie odpowiedzialnym. Jak chcesz ja odzyskac, jak juz zakladasz, ze spoczniesz na laurach? Kto koch, chce dawac a nie brac, a Tobie moze po prostu bylo wygodnie? Dziewczyna jest dojrzalsza od Ciebie i tyle. Jak sobie to wyobrazasz, pojawia sie dzieci, odpowiedzialnosc za dom, a Ty sobie spoczniesz na laurach?
A Ja Ci dowalę
Kobieta potrzebuje faceta z jajami i tyle![]()
Utrzymywała Cię a Ty jeszcze fochy strzelałeś ... no szok
Gdzie Ci prawdziwi mężczyżni? Wyginęli jak dinozaury
To chyba najbardziej bezposrednia wypowiedz i po czesci sie z nia zgadzam poza teza ze mnie utrzymywala.......tutaj zawsze wszystko bylo wspolne a juz zwlaszcza pieniadze,poza tym nigdy na nia nie oszczedzalem..to chyba temat bezkontrowersyjny bo nigdy sie o to nie poklocilismy.Klotnie jak juz wspomnialem byly o to kto jak auto prowadzi,kto po ktorej stronie lozka dzisiaj spi,a o zmywanie to na palcach u jednej reki jestem w stanie policzyc.........jestem pewien tylko ze non stop pomagalem jej rodzicom i nie nazekalem!jedyne co do nich mialem a raczej do jej mamy to to ze non stop o mnie rozmawiala za moimi plecami ze jestem taki czy owaki,dlatego wracajac do sedna przypominam klotnie byly o pierdoly, a finanse nimi nie byly.
Z zaciekawieniem przeczytałam wszystkie posty i zdałam sobie sprawę, że jestem prawie taka jak owa bohaterka. Poza uporem posiadam wszystkie cechy, które przedstawił autor. Zdaje sobie sprawę, że życie z takimi jak ja nie jest łatwe. Szukamy silnych, stanowczych, odpowiedzialnych mężczyzn, ale zawsze chcemy mieć ostatnie słowo. Jesteśmy zaradne, poukładane, systematyczne i wszystko mamy pod kontrolą, właśnie dlatego, że najbardziej brakuje nam poczucia bezpieczeństwa i pewności,że możemy liczyć jeszcze na kogoś poza sobą.
Pablo doskonale rozumiem zachowanie i postępowanie Twojej byłej i poza błędami jakie sam zauważyłeś ja dostrzegłam jeszcze jeden, brak konsekwencji. Mówiłeś jej, że ją kochasz, ale pozwolisz jej odejść skoro tego chce. Ona czekała na deklaracje "kocham Cię i zrobię wszystko żebyś była szczęśliwa za mną, daj mi tylko szanse". Wiem,że nie łatwo zrozumieć osoby o tak skomplikowanej osobowości, ale skoro ją kochasz i masz pewność, że ona kocha ciebie to "dać na luz" to najgorsze co możesz zrobić...
Powodzenia i konsekwencji...
to jest okropne jak wiesz,ze kogos kochasz tak bardzo a ta druga osoba nie jest jeszcze gotowa.. i co tu zrobic ?
Tak jak wszyscy mowia dac sobie czas..?latwo sie mowi, ale tak jest,.. ja tez teraz przechodze okropny moment , az czuje,ze serce mi sie wyrywa i tesknie bardzo, i w ogole tragedia, ale... jak staram sie patrzec na siebie z drugiej strony jak tak ubolewam to az smiac mi sie z siebie chce,ze tak jest
smieje sie i placze i tak caly czas... No ale jak mowia Czas ma nam pomoc i to musi byc prawda, tylko niech on mija szybciej!! trzmaj sie tam! ja sie staram jakos ale zawsze... czekam na kolejny atak, o nie...
26 2010-02-26 00:53:43 Ostatnio edytowany przez Pablo_mkD (2010-03-01 12:19:00)
Witam.Minęły już ponad 2 miechy,zaczynam sobie wszystko układać i wracać na ziemie.Powiem wprost ze to był mój pierwszy związek i pierwsza prawdziwa miłość i nie moge powiedzieć ze nic sie nie zmieniło.
Kurde wcześniej świat wyglądał inaczej,dużo przyjaciół,znajomych,imprezy... i pełno innych pierdół .to było jak 3 latka wycięte z życiorysu.Wiem ze odkąd wróciłem do siebie<swojej miejscowości>to ogarniała mnie taka pustka smutek i nienawiść do samego siebie.Wiele razy robiłem sobie juz rachunek sumienia,no i kurde mało rzeczy mam na swoje usprawiedliwienie.Myślę ze teraz bylby dobry start żeby <heh może to zabrzmi bezinteresownie i blacho >Odbić się od dna!!!
Moje Dno jest bardzo głębokie jeśli chodzi o stosunki damsko-męskie/oczywiście jasne jest ze nie będę szukał żadnej dziewczyny bo narazie to nie ma sensu,z reszta sami wiecie ze związku w związek sie nie wchodzi,ale mniejsza z tym.
Wiecie co teraz czuje?
nienawiść do samego siebie,niemoc do sytuacji i cholera milion razy pytam siebie czy ja ja kocham???
oczywiście odpowiedz jest twierdząca,no ale TAK CZŁOWIEK KOCHAJĄCY SIĘ NIE ZACHOWUJE!!
jak sobie przypominam czasem swoja niemoc w tym związku,albo brak szacunku to mi sie slabo robi,to znaczy DO TEJ PORY ZASTANAWIAM SIE JAK WYJŚĆ Z TAMTYCH SYTUACJI KTÓRE BYLY,A KTÓRE TERAZ POSTAWIAM SOBIE PRZED NOSEM,JAK ZAPOBIEC m.in KRZYKOM,oczywiście teraz wiem ze inaczej bym to rozwiązał ale czy to by sie sprawdziło?
Wiem tylko ze za wszelka cenę dążyłbym do Rozmowy,bo w rozmowie silą-rozmowa czyni cuda, no i te głupoty-jakieś tam kłótnie kto po której stronie łózka dzisiaj śpi.. itp. heh nie wiem czy mam się z tego śmiać czy płakać....:(
Zmienić się za bardzo nie zamierzam bo nie jest w porządku jak robię coś na przekór swoim decyzjom,ale na pewno muszę DOJRZEĆ!
Rany ALE PRAWDZIWA HARÓWKA jest w związku...tyle mi brakuje ze głowa jest mała
kurde nie wiem czy pisać o tym jeszcze,ale co mi tam wypisze sie jak juz tu jestem..
Nie mamy ze soba kontaktu co prawda,ale Ostatnio moi znajomi widzieli się z ...Moją byłą ukochana jakos bodajże ostatnio- tak przypadkowo
- pytała się o mnie i rozmawiała wprost ,ale powtarzała ze nie ma ochoty rozmawiać ze mną i ze nie wróci,poza tym
dodała ze gdybym był ostatnim chłopakiem na ziemi to ze mną nie będzie..ze ja ja zmusilem do zerwania swoimi zapewnieniami ze "to wszystko sie nie trzyma kupy i nie wiadomo jak długo wytrzyma"-stwierdzone z przykrością..a po dłuższej pogawędce na koniec dodała ze nie szuka nikogo bo ma dość związków...
dodam tylko ze mówiła to dość lekceważąco w moja stronę...
Kurde po ponad miesiącu czasu nieodzywania sie do siebie i jeszcze mnie nienawidzi-PEWNIE ZAPYTACIE CO JA JEJ TAKIEGO ZROBIŁEM?odpowiadam ... skrzywdziłem swoja Dziecinnością , brakiem odpowiedzialności, konsekwentności,a także MADRYCH DECYZJI, no i wiele innych temu podobnych...
Szkoda mi tego wszystkiego,naprawdę jest mi przykro/czasem zadaje sobie pytanie czy podświadomie ja sam aby tak nie chciałem zeby to tak sie skończyło? ale dlaczego?Brakowało mi zabawy ? dziewczyn? nie wiem przecież teraz luźniej mówiąc mam to Gdzieś!!!!!!!!!!!czywiscie czasem mnie znajomi gdzieś wyciągną albo na treningi,pływam,kino lyzwy,znajomi itp,itd,no i nie czuje juz tej satysfakcji....Moze nie pasowaliśmy do siebie,ale baaaaaaaaaaaaaaardzo bym chciał zebysmy jakos znalezli cel tego wszystkiego i Wrócili.
Nie wiem czy ta "przerwa" o ile mogę to tak nazwać-nie byla czasem potrzebna?moze tak mialo byc? kurde nie wiem nic- komentujcie jak tylko wam pasuje.
Pablo dobrze że zrozumiałeś na czym ten mechanizm polega. nie zwalasz winy na dziewczyne- +dla Ciebie
nauczka na przyszłość- bolesna po obu stronach.
Pozdrawiam.
życie,życie i jeszcze raz życie....najbardziej dręczą wspomnienia i fakt ze będzie szczęśliwsza z kimś innym,ale to moje życie i muszę zadbać o swój priorytet oraz to jak w przyszłości nie popełnić tych samych błędów.
jak dziewczyna i rodzice po czasie spogląda na Mnie z Wysokości Wieży eiffla i traktuje jak przysłowiowa szmate za plecami mimo nieodzywania sie i braku kontaktu...to dobrze czy zle?hmm
Przepraszam, że to powiem ale byłeś trochę pierdołowaty w tym związku. Facet to facet, musi miec jaja i głowę na karku.Przegadac babę jest ciężko, a jeszcze taką charakterną, jak Twoja była to już w ogóle. Wiem, bo sama jestem zawzięta i lubię miec wszystko pod kontrolą ale na litośc boską każda kobieta potrzebuje wsparcia, nawet jeśli o tym nie mówi! Może jestem za młoda, żeby Cię pouczac ale wiem, że do wspólnego zamieszkania trzeba d o r o s n ą c. Bo za tym idą WSPÓLNE obowiązki, umiejętnośc dzielenia się nimi, odpowiedzialnośc, kompromisy i troski dnia codziennego. Do tego wszystkiego dochodzą przeróżne preteksty do kłótni, którym łatwo ulec. Nie dziwię się, że dziewczyna pękła. Daj jej odpocząc od siebie i tej głupiej sytuacji.
P&P - pomyślałam dokładnie to samo ![]()
Twój pierwszy post.. po jego przeczytaniu pomyślałam, że ty ją bardziej traktowałeś jak służącą, kucharkę i panią od załatwiania 1000 innych spraw niż jako twoją kobietę.. Taki dzieciak z ciebie. Jakbyś szukał mamusi, która bedzie cię trzymać pod kloszem, a tobie wtedy będzie najlepiej.
Ona tak jak pisze przedmówczyni ma cię pewnie dość. A ty zadaj sobie szczerze pytanie w sercu- czy chcesz wrócić bo ją kochasz, czy dlatego, że się przyzwyczaiłeś i dobrze się tobą zajmowała? ![]()
Wiem!!! wiem ze byłem beznadziejnie dziecinny w tym zwiazku!!! i k..wa naprawdę jest mi przykro z tego powodu-potępiam się za to i jest mi WstyD!!:-(
Kucze ale nie osadzajcie mnie proszę tylko za moja dziecinność która wtedy pokazałem....
po 4 miesiacach ja naprawdę ja nadal kocham!!!!!!!!!(pojecie kocham znaczy ze potrafiłbym oddać za nią życie żeby miała Łatwiej.)
I Naprawdę SZANUJE JĄ - WŁAŚNIE SIĘ DOWIEDZIAŁEM ZE SIĘ Z KIMŚ SPOTYKA!!!
boli to jak h..j ale naprawdę chce dla niej jak najlepiej i Choć zawsze podważała moje decyzje i wszystkie sprawy rozwiązywała krzykiem to chce dla niej tylko DOBRZE!!!! A DOBRZE BĘDZIE JAK DALEJ NIE BĘDZIEMY MIEĆ ZE SOBĄ KONTAKTU, a ja zboleje i zapomnę(I K..Wa CIESZE SIE ZE JA SPOTKAŁEM BO MOŻE W KOŃCU DOROSNĘ I ZROZUMIEM.)
Czy Wszyscy w Twoim wieku są tak nie dojrzali