Cześć WSZYSTKIM.
Wierzycie w prawdziwą miłość, w przeznaczenie?.... Doświadczyliście kiedyś takiego uczucia w którym jesteście na 100% pewni, że to jest miłość Waszego życia, że to Wasza druga połówka, ktoś na kogo czekałyście całe życie, ktoś bez kogo nie możecie już żyć? Ktoś kto zupełnie odmienił Wasze życie. Nauczył kochać, żyć pełnią życia. Ktoś z kim moglibyście góry przenosić.
Jakiś czas temu zerwałam z facetem i nie mogę sobie z tym poradzić. Czuje, że straciłam miłość życia, że już nigdy nic podobnego mnie nie spotka. Od tego czasu spotkałam się z kilkoma mężczyznami ale za każdym razem kończyło się tak samo, moim wielkim rozczarowaniem i coraz większym żalem. Nie chce nikogo krzywdzić dlaczego od razu się wycofywałam, bo i tak wiem, że nic z tego, tak bardzo tęsknie za tamtym. Próbowałam sobie wmówić, że nie tęsknie, że już się wyleczyłam z miłości. Ale tak nie jest, jest przeciwnie z dnia na dzień coraz bardziej go kocham, uświadamiam sobie ile on naprawdę dla mnie znaczył, ile nadal znaczy odkrywam każdego dnia.
Terapia, grupa wsparcia, wszystko na nic. Bo ja nadal go kocham. To było takie mydlenie oczu, narzucanie co mam czuć, myśleć. Wszędzie czuje się obco, nic mnie nie cieszy, mam stany depresyjne, lękowe. Czuje się samotna. Jestem zła na tych ludzi którzy może i chcieli dla mnie dobrze, ale zrobili mi krzywdę, próbując mi go wyperswadować.
PRZYZNAJE SIĘ TERAZ SAMA PRZED SOBĄ:
,,NIE MARZĘ O NICZYM INNYM TYLKO O TYM, ŻEBYŚMY DO SIEBIE WRÓCILI POTRZEBUJE GO, KOCHAM GO, WIERZE, ŻE MAMY SZANSE BYĆ SZCZĘŚLIWI. NIGDY NIE PRZESTAŁAM GO KOCHAĆ, NIGDY NIE WYRZUCIŁAM GO Z SERCA, CAŁY CZAS O NIM MYŚLĘ, PODŚWIADOMIE CAŁY CZAS BYŁAM PRZEKONANA ŻE NASZ CZAS SIĘ NIE SKOŃCZYŁ, ŻE MY JESZCZE DO SIEBIE WRÓCIMY, I CAŁY CZAS MAM TAKA NADZIEJĘ''
Postanowiłam wreszcie przestać się sama katować i wymuszać na sobie rzeczy których tak naprawdę nie chce. Nie uważam, że terapia poszła na marne, bo uświadomiła mi właśnie czego naprawdę chce. To, że może to ma odwrotny skutek niż inni by chcieli, cóż. Ja jestem wdzięczna za okazaną pomoc wsparcie. Ale przecież nie mogę z wdzięczności być nieszczęśliwa i robić to co jest założeniem. Mam nadzieję, że większość osób które faktycznie dobrze mi życzą, zaakceptuje moje decyzje i wesprze mnie w nich. To mi wystarczy.
Jakiś czas temu, szukałam wszędzie pocieszenia, szukałam informacji jak sobie radzić. Znalazłam też to forum, przeczytałam kilka tematów odnośnie ''leczenia się z miłości'' nic nie pisałam, bo co ja mogę komuś doradzić czy wesprzeć jak ja sama sobie nie radziłam.
Gdy dowiedziałam się, że on się o mnie wypytuje, przeczytam od niego wiadomość. Standardowo miałam nie odpisywać ignorować.
Co ponoć jest złotym środkiem, nie dla mnie. Postanowiłam wreszcie zerwać te kajdany postąpić wbrew wszystkiemu i wszystkim, zrobić wręczcie to na co od początku mam ochotę. Odpisać.
Wiecie kiedy nastąpił u mnie przełom? Kiedy uświadomiłam sobie, że chcę i mogę to zrobić.
Jeszcze nie jest za późno, w końcu obydwoje żyjemy, nie jesteśmy jeszcze bardzo starzy, tak naprawdę żadne z nas nie jest w poważnym związku, jesteśmy ludźmi wolnymi. Jakby mi kamień spadł z serca. Odpisałam, że jeżeli to nadal aktualne, to gdzie i kiedy. Na razie on jest na drugim końcu świata, ale już wraca niedługo. Wiem na pewno, że chce się spotkać i spróbować dać nam szanse.
Ale mam mętlik w głowie, zastanawiam się co powiedzieć, co usłyszę. Jak to będzie w praktyce w przyszłości. Chce się kogoś poradzić, bo na razie grupie wsparcia się nie przyznam, psychoterapeutce też nie, bo domyślam się ich reakcji. Przerabiałam to, ile razy można....
Może ktoś był w podobnej sytuacji zechce się podzielić doświadczeniem?