Jak ustrzec się kryzysu? - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Jak ustrzec się kryzysu?

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 32 ]

Temat: Jak ustrzec się kryzysu?

Postaram się, aby było krótko.

Zawsze moim marzeniem było mieć wspaniały związek i kochającą rodzinę i po 8 latach randkowania z moim chłopakiem zdecydowaliśmy się ten plan zrealizować.

Dzisiaj jesteśmy już 3 lata po ślubie i w zasadzie nie powinnam na nic narzekać: dostaliśmy mieszkanie od rodziców, mamy 2 samochody, ja mam pracę którą uwielbiam. Mąż bardzo mnie kocha, dba o mnie i pomaga w codziennych obowiązkach, rodzina Go uwielbia. Nie mamy jeszcze dzieci, ciągle odwlekam tą decyzje (ale nie o tym chciałam pisać...).

Mimo to ja notorycznie miewam dni, kiedy nie mam ochoty wracać do domu, nie mam wtedy kompletnie ochoty na nic i czuję się zmęczona. Pewnie każdy zapyta, czym? Przecież mamy takie idealne, bezproblemowe życie.

Mam wrażenie jednak, że coraz częściej rozmijam się z moim mężem: w poglądach, w spojrzeniu na to jak nasze życie powinno wyglądać (ja marzę o wielu podróżach, on jest raczej domatorem), w rozwoju swoich umiejętności (ja bardzo kładę na to nacisk, a On zupełnie nic...). Ja zawsze jestem inicjatorem i organizatorem wyjazdów, wyjść itp, a On nigdy... Ja próbuję go zmotywować do usamodzielnienia się (pracuje ciągle pod kloszem rodziców), nauki języków, lub czegokolwiek co będzie rozwijać jego pasje, ale bez skutku. Coraz częściej odpuszczam, bo może jego wizja na samego siebie jest inna niż ja sobie to wyobrażam - a nie można nikomu czegokolwiek narzucać i zmieniać.

Kocham Go (czy to już przyzwyczajenie tylko?), są dni kiedy nie wyobrażam sobie życia bez Niego. Może też ze względu że panicznie boję się być sama, że boję się porażki i tego że gdybym kiedykolwiek go zostawiła, to bardzo bym Go zraniła. Sama nie wiem...

Męczę się coraz bardziej. Kiedy próbuję o tym z Nim rozmawiać to zawsze kończy się tym, że On nic nie rozumie, że to ja sobie wymyślam głupoty. W ogóle nie przyjmuje tego do wiadomości, że ja mogę coś inaczej odczuwać, czego innego potrzebować. Staje się wtedy smutny, a mnie robi się go żal i odpuszczam temat.

Czasem łapię się na tym, że nie widzę w Nim żadnego autorytetu, że przestaję w Niego wierzyć i wszystko mnie w Nim denerwuje. Mam wtedy myśli, że to nie jest zycie jakie sobie wymarzyłam, że chyba źle wybrałam...

Coraz częściej też fascynują mnie inni mężczyźni: swoją inteligencją, zaradnością, sposobem bycia. I uprzedzając pytania, nie nigdy nie wdałam się we flirt, ani nie zrobiłam nic przeciwko mojemu małżeństwu. To wszystko zostaje tylko w mojej głowie i szybko to z niej wyganiam.

Chciałabym uprzedzić ewentualny większy kryzys i ratować nasze małżeństwo, ale zupełnie nie wiem jak i od czego zacząć.

Pomożecie?

Zobacz podobne tematy :

2 Ostatnio edytowany przez beef (2016-02-11 11:22:52)

Odp: Jak ustrzec się kryzysu?

Szkoda mi Twojego męża, ponieważ go zdradzisz i zostawisz. On Cę kocha taką jaką jesteś, a Ty jego już przestałaś.
Zastanów się jeszcze nad tymi inteligentnymi, zaradnymi, z interesującym sposobem bycia facetami. Ten inteligentny będzie ciągle udowadniał, że jest mądrzejszy od Ciebie, zaradny będzie indywidualistą, a interesującego będzie mało w domu. Może być i tak, że żaden z nich nie da Ci tego ciepła, które daje Twój mąż, albo wyjdzie na to, że są tyranami itp.
Łatwo jest się zauroczyć w powierzchowności...

3

Odp: Jak ustrzec się kryzysu?
ta.szachrajka napisał/a:

(...)
Chciałabym uprzedzić ewentualny większy kryzys i ratować nasze małżeństwo, ale zupełnie nie wiem jak i od czego zacząć.

Pomożecie?

Przestać.
Przestać wyszukiwać i koncentrować się na tym, czym się różnicie, co was dzieli.

Zacząć.
Zacząć zauważać, rozwijać i doceniać to, co was łączy.

4

Odp: Jak ustrzec się kryzysu?
beef napisał/a:

Szkoda mi Twojego męża, ponieważ go zdradzisz i zostawisz. On Cę kocha taką jaką jesteś, a Ty jego już przestałaś.
Zastanów się jeszcze nad tymi inteligentnymi, zaradnymi, z interesującym sposobem bycia facetami. Ten inteligentny będzie ciągle udowadniał, że jest mądrzejszy od Ciebie, zaradny będzie indywidualistą, a interesującego będzie mało w domu. Może być i tak, że żaden z nich nie da Ci tego ciepła, które daje Twój mąż, albo wyjdzie na to, że są tyranami itp.
Łatwo jest się zauroczyć w powierzchowności...

Czyli tylko ten wątek wyciągnąłeś z mojej wypowiedzi?

Nie twierdzę, że inny mężczyzna da mi to czego teraz mi brakuje. I nie szukam rozwiązania właśnie w ten sposób, a opisuję słabości jakie pojawiją się we mnie. Najłatwiej jest wejść z jednej rzeki do kolejnej i myśleć, że wszystko jest dobrze. Pytanie tylko na ile?

5

Odp: Jak ustrzec się kryzysu?

A przez te 8 late poprzednich jaki był? Inny niż jest teraz? Moja, droga, ludzie się zmieniają, dojrzewają, czasami zmieniają też pewne podejście do życia (np. w kwestii samorozwoju, podróżowania, korzystania z życia). Wygląda na to, że ty idziesz do przodu, chcesz wyciskać z życia dobre rzeczy, on niekoniecznie, ale to nie oznacza, że jego sposób na życia jest zły. Jest na daną chwilę nieodpowiedni dla ciebie. Szkoda, że ignoruje cię podczas rozmów i prób dogadania się, bo powinien stanąć jakoś na wysokości zadania. Prawdopodobnie będzie tak, że ty będzie parła na przód, a twój mąż będzie chciał zachować status quo. Z tego będą rodziły się kłótnie, nieporozumienia. Czasami, przy tego typu zmianach, pary mają świadomość tego, że nic nie jest stałe i trzeba się dopasować, wypróbować nowy scenariusz na związek (który zaspokoi potrzeby obu partnerów), a czasami tylko jedno to widzi, a drugie za wszelką cenę próbuje powstrzymać ten proces, nie chce zmian. Musisz się zastanowić jak chcesz żyć i z kim. Mąż też powinien odrobić to zadanie. Mam nadzieję, że się dogadacie i wypracujecie jakiś kompromis.

6

Odp: Jak ustrzec się kryzysu?
Garance_30 napisał/a:

A przez te 8 late poprzednich jaki był? Inny niż jest teraz? Moja, droga, ludzie się zmieniają, dojrzewają, czasami zmieniają też pewne podejście do życia (np. w kwestii samorozwoju, podróżowania, korzystania z życia). Wygląda na to, że ty idziesz do przodu, chcesz wyciskać z życia dobre rzeczy, on niekoniecznie, ale to nie oznacza, że jego sposób na życia jest zły. Jest na daną chwilę nieodpowiedni dla ciebie. Szkoda, że ignoruje cię podczas rozmów i prób dogadania się, bo powinien stanąć jakoś na wysokości zadania. Prawdopodobnie będzie tak, że ty będzie parła na przód, a twój mąż będzie chciał zachować status quo. Z tego będą rodziły się kłótnie, nieporozumienia. Czasami, przy tego typu zmianach, pary mają świadomość tego, że nic nie jest stałe i trzeba się dopasować, wypróbować nowy scenariusz na związek (który zaspokoi potrzeby obu partnerów), a czasami tylko jedno to widzi, a drugie za wszelką cenę próbuje powstrzymać ten proces, nie chce zmian. Musisz się zastanowić jak chcesz żyć i z kim. Mąż też powinien odrobić to zadanie. Mam nadzieję, że się dogadacie i wypracujecie jakiś kompromis.

Wiesz jak to jest, gdy nie mieszka się razem? Wielu rzeczy się nie widzi, albo nie zwraca się na nie uwagi. Ma się też większą autonomię, bo kiedy się nie spotykasz z tą osobą, to możesz robić to co lubisz. Kiedy zamieszkaliśmy razem po ślubie ja wystopowałam ze swoimi ambicjami i skupiłam się na naszym związku.

Mój mąż jest zero jedynkowym, albo coś jest czarne, albo białe - nie ma nic po środku. Gdy zaczynam taką rozmowę z nim, to wtedy jest wielki lament, skupianie się na problemie, a nie na jego rozwiązaniu. Gdy proponuję zmiany, to 2-3 dni stara się, ale potem przestaje, zapomina wraca do swojego starego stylu bycia.

I na pewno masz racje, to jest jego sposób na życie - nie neguję go - ale nie wiem też jak się z nim zgrać.

7

Odp: Jak ustrzec się kryzysu?
ta.szachrajka napisał/a:

I na pewno masz racje, to jest jego sposób na życie - nie neguję go - ale nie wiem też jak się z nim zgrać.

Być może, nie będzie dane się wam dogadać (nie życzę oczywiście), takie są związki. We wszystkim chodzi o ten sam timing.


A dlaczego nie zamieszkaliście przed ślubem razem, żeby zobaczyć jak w praktyce wam codzienność wychodzi? Ja bym się bała wychodzić na za mąż za weekendowego chłopaka (wtedy wszystko jest odświętne i bezproblemowe).

8

Odp: Jak ustrzec się kryzysu?
Garance_30 napisał/a:
ta.szachrajka napisał/a:

I na pewno masz racje, to jest jego sposób na życie - nie neguję go - ale nie wiem też jak się z nim zgrać.

Być może, nie będzie dane się wam dogadać (nie życzę oczywiście), takie są związki. We wszystkim chodzi o ten sam timing.


A dlaczego nie zamieszkaliście przed ślubem razem, żeby zobaczyć jak w praktyce wam codzienność wychodzi? Ja bym się bała wychodzić na za mąż za weekendowego chłopaka (wtedy wszystko jest odświętne i bezproblemowe).

Wszyscy mi to mówili, że ślub bez zamieszkania wcześniej razem to nie jest dobry pomysł, ale On nigdy tego nie zaproponował, a ja wyidealizowałam sobie świat, że przecież my jesteśmy inni niż wszyscy i na pewno nam się uda...

9

Odp: Jak ustrzec się kryzysu?

Ten kompromis w związku ma swoje granice. Nie zrobi się z domatora obiezyswiata,  całkowita zmiana charakteru byłaby wbrew niemu, to nic dziwnego,  że jest nietrwała. Stara się dla Ciebie, ale niektórych rzeczy nie przeskoczy. I nie rozumiem, jak po tylu latach tej jego spokojnosci nie zauważyłaś,  to akurat jest widoczne nawet tylko przy spotykaniu się. Wyjściem jest akceptacja lub rozstanie.
Ja bym w tej sytuacji zostawiła go w spokoju i zajęła się sama sobą, czyli poszła na te kursy językowe czy wybrałabym się w podróż sama lub z jakąś krewną czy koleżanką. Może da mu to do myślenia,  że puszczanie Cię samej jest ryzykowne i zmieni zdanie. Ale na siłę nikogo nie zmienisz. Macie różne charaktery i da się to zgrać, potrzeba tylko chęci i cierpliwości.

10

Odp: Jak ustrzec się kryzysu?

Zgadzam się z Wielokropkiem.

Skup się na tym, co Was łączy. Doceń to, co on dla Ciebie robi.

A jeśli nie potrafisz - to znaczy, że tylko Ci się wydaje, że to miłość.

11

Odp: Jak ustrzec się kryzysu?
gagatka0075 napisał/a:

Ten kompromis w związku ma swoje granice. Nie zrobi się z domatora obiezyswiata,  całkowita zmiana charakteru byłaby wbrew niemu, to nic dziwnego,  że jest nietrwała. Stara się dla Ciebie, ale niektórych rzeczy nie przeskoczy. I nie rozumiem, jak po tylu latach tej jego spokojnosci nie zauważyłaś,  to akurat jest widoczne nawet tylko przy spotykaniu się. Wyjściem jest akceptacja lub rozstanie.
Ja bym w tej sytuacji zostawiła go w spokoju i zajęła się sama sobą, czyli poszła na te kursy językowe czy wybrałabym się w podróż sama lub z jakąś krewną czy koleżanką. Może da mu to do myślenia,  że puszczanie Cię samej jest ryzykowne i zmieni zdanie. Ale na siłę nikogo nie zmienisz. Macie różne charaktery i da się to zgrać, potrzeba tylko chęci i cierpliwości.

Kiedy się spotykaliśmy to wszystko było inne. Znajomi wyciągali nas często w różne miejsca i jakoś tak życie inaczej się toczyło. Nie zwracałam po prostu uwagi na to, że to nigdy nie była jego inicjatywa. Moja wina, powinnam była zwracać na takie rzeczy uwagę, a nie ślepo być zapatrzona.

Wiem, że go nie zmienię i nie chcę go zmieniać. Wyjazdy w pojedynkę nie wchodzą w rachubę, gdy zaczęłam regularnie spotykać się z przyjaciółkami to od razu węszył jakiś podstęp i był bardzo przygnębiony. Moje tłumaczenia nic nie pomagały... Nie chcę myśleć, co by powiedział gdybym chciała gdzieś sama pojechać...

12 Ostatnio edytowany przez gagatka0075 (2016-02-11 12:35:15)

Odp: Jak ustrzec się kryzysu?
ta.szachrajka napisał/a:

Wyjazdy w pojedynkę nie wchodzą w rachubę, gdy zaczęłam regularnie spotykać się z przyjaciółkami to od razu węszył jakiś podstęp i był bardzo przygnębiony. Moje tłumaczenia nic nie pomagały... Nie chcę myśleć, co by powiedział gdybym chciała gdzieś sama pojechać...

Może by nawet popadł w depresję...?  smile  Tak się tego "przygnębienia" boisz? Na to jest jedna grzeczna,  spokojna odpowiedź: " Nie robię tego przeciwko Tobie, robię to, bo tego potrzebuję. Wolałabym wyjazdy/wyjścia z Tobą, ale nie mogę Cię zmuszać ". I już. Poboli go, ale się przyzwyczai albo dołączy.
Wydaje mi się to najbardziej pokojowym, chwilowo najrozsadniejszym rozwiązaniem. Odpuszczając plany będziesz nieszczęśliwa i zła za to na niego. Nie jest to idealne wyjście, ale w Waszym przypadku takie  raczej  nie jest możliwe. Tylko półśrodki.

13

Odp: Jak ustrzec się kryzysu?

Nie możesz cieszyć się z tego co masz ?  Skupić na dobrych cechach? Przecież wyszłaś za mąż dobrowolnie prawda ? Myśl o tym co dobre. A co do innych spraw to jak to mówią 'wszędzie dobrze gdzie nas nie ma'. Powodzenia smile

14

Odp: Jak ustrzec się kryzysu?
gagatka0075 napisał/a:
ta.szachrajka napisał/a:

Wyjazdy w pojedynkę nie wchodzą w rachubę, gdy zaczęłam regularnie spotykać się z przyjaciółkami to od razu węszył jakiś podstęp i był bardzo przygnębiony. Moje tłumaczenia nic nie pomagały... Nie chcę myśleć, co by powiedział gdybym chciała gdzieś sama pojechać...

Może by nawet popadł w depresję...?  smile  Tak się tego "przygnębienia" boisz? Na to jest jedna grzeczna,  spokojna odpowiedź: " Nie robię tego przeciwko Tobie, robię to, bo tego potrzebuję. Wolałabym wyjazdy/wyjścia z Tobą, ale nie mogę Cię zmuszać ". I już. Poboli go, ale się przyzwyczai albo dołączy.
Wydaje mi się to najbardziej pokojowym, chwilowo najrozsadniejszym rozwiązaniem. Odpuszczając plany będziesz nieszczęśliwa i zła za to na niego. Nie jest to idealne wyjście, ale w Waszym przypadku takie  raczej  nie jest możliwe. Tylko półśrodki.

Jego przygnębienie powoduje, że czuję się winna całej tej sytuacji i rzucam wtedy wszystko, żeby tylko ułagodzić sytuacje. A może to jest po prostu jego "metoda na mnie", a ja się temu bezwzględnie poddaję...

15 Ostatnio edytowany przez gagatka0075 (2016-02-11 16:29:37)

Odp: Jak ustrzec się kryzysu?

Chcesz być męczennicą?  Poświęcisz się,  będziesz siedziała w domu nie robiąc nic ciekawego, aż wreszcie kiedyś wybuchniesz. Będzie kryzys, obwinisz o to jego, bo Ty oczywiście się starałaś. To może go chociaż uprzedź, że to dla jego dobra rezygnujesz z tego co chciałabyś robić.
Jakieś takie wrażenie odnoszę, że Ty nie szukasz sposobu, żeby być szczęśliwą w tym związku, tylko argumentów przeciw. Nie macie dzieci, nie jest Wam dobrze, trudno, czasem nie warto się męczyć. Ale może chociaż spróbuj jeszcze zawalczyć i jak piszą dziewczyny,  docenić go za to, dzięki czemu tyle lat byliście razem.

16

Odp: Jak ustrzec się kryzysu?

Z tego co dalej piszesz, wynika, że stoisz w miejscu i sama boisz się coś zmienić. Życie mamy jedno i krótkie kochana. Zajmij się swoim szczęściem i "puść" się od męża, bo inaczej twoje plany pozostaną w sferze marzeń.

17

Odp: Jak ustrzec się kryzysu?
Garance_30 napisał/a:

Z tego co dalej piszesz, wynika, że stoisz w miejscu i sama boisz się coś zmienić. Życie mamy jedno i krótkie kochana. Zajmij się swoim szczęściem i "puść" się od męża, bo inaczej twoje plany pozostaną w sferze marzeń.

Coś w tym pewnie jest, to reakcja powiązana. Raz boję się zacząć spełniać marzenia, bo to może powodować między nami jeszcze większe różnice i doprowadzić do rozstania. A dwa to, że w pewnym siebie staję się sama w sobie kompromisem, powoduje że zaczynam się dusić...

Tylko gdyby to wszystko było takie proste, to można by było od tak zmienić. A tutja w grę wchodzą ludzkie emocje i uczucia, a ich nie wystawia się wiatr.

18 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2016-02-11 20:22:06)

Odp: Jak ustrzec się kryzysu?
ta.szachrajka napisał/a:

(...) Kiedy zamieszkaliśmy razem po ślubie ja wystopowałam ze swoimi ambicjami i skupiłam się na naszym związku. (...)

Rezygnując z tego, co zawsze sprawiało i sprawia Ci radość popełniłaś poważny błąd. Nie robiąc tego, co lubiłaś/lubisz, wprowadziłaś swego męża w błąd co do sposobów spędzania wolnego czasu i tego, co dla Ciebie jest w życiu ważne.



(...) Gdy proponuję zmiany, to 2-3 dni stara się, ale potem przestaje, zapomina wraca do swojego starego stylu bycia. (...)

Zmiana sposobu życia (albo choćby jego fragmentów) nastąpi tylko wtedy, gdy będą to wspólne ustalenia. Tymczasem, niestety, zastosowałaś starą stosowaną przez wiele osób zasadę: "Umówmy się, że będziemy robić to, co chcę". To nie żadne porozumienie, to miękko wprowadzony przymus.



(...) Wyjazdy w pojedynkę nie wchodzą w rachubę, gdy zaczęłam regularnie spotykać się z przyjaciółkami to od razu węszył jakiś podstęp i był bardzo przygnębiony. (...)
Jego przygnębienie powoduje, że czuję się winna całej tej sytuacji i rzucam wtedy wszystko, żeby tylko ułagodzić sytuacje. A może to jest po prostu jego "metoda na mnie", a ja się temu bezwzględnie poddaję... (...)

Masz takie sama prawa, jak mąż. Masz je dopóty, dopóki sama z nich nie zrezygnujesz. Zacytowane zdania wskazują, że uznajesz jego prawa za ważniejsze od swoich.


(...) Raz boję się zacząć spełniać marzenia, bo to może powodować między nami jeszcze większe różnice i doprowadzić do rozstania. A dwa to, że w pewnym siebie staję się sama w sobie kompromisem, powoduje że zaczynam się dusić... (...)

Albo żyjesz tak jak ja chcę, albo rozwodzimy się?
Rozumiem, że po trzech latach życia bez inicjowanych przez niego wyjazdów, spotkań, mąż może czuć się mocno zaniepokojony zmianami wprowadzanymi przez Ciebie. Patrząc z jego perspektywy dotąd takie spokojne, domowe życie odpowiadało Ci, byłaś zadowolona, momentami szczęśliwa. Teraz zaś, nie wiedzieć dlaczego, zmieniłaś się w żądną spotkań i wyjazdów osobę, oczekującą od niego inicjatywy w tworzeniu spotkań towarzyskich czy podróży. Do tego dochodzi Twoje namawianie go do zmiany pracy, nauki języków, it.p.. Stąd płynie dla niego prosty przekaz: "nie odpowiadasz mi, masz się zmienić".  Nic więc dziwnego, że jest przygnębionym.


Rada? W spokojnej chwili, w przyjemnej atmosferze porozmawiajcie o waszych oczekiwaniach względem siebie i wspólnie poszukajcie rozwiązań. Przedtem jednak przypomnij sobie, dlaczego pokochałaś tego mężczyznę, co Cię w nim urzekło, co razem lubiliście/lubicie robić, co was łączy, dlaczego zostałaś jego żoną.



Niepodlewane kwiaty więdną.

19

Odp: Jak ustrzec się kryzysu?

Wielokropek, bardzo mądre słowa i wygląda na to że się z nimi zgadzam. Za wyjątkiem jednej kwestii.

Ja owszem wielokrotnie rozmawiałam z moim mężem na temat tego, że czuję na sobie obowiązek tego żeby organizować nam czas w sensie wyjazdów, wspólnych wakacji (znalezienia oferty, noclegów i lotów itp) i że brakuje mi z jego strony inicjatywy. Wiele razy o tym rozmawialiśmy i za każdym razem jest mu przykro i  się postanawia zmienić. Po czym nie dzieje się nic...

Nie namawiam go do zmiany pracy - to zawsze on wychodzi z tym tematem, więc wtedy mu tłumaczę że są umiejętności, które musi podciągnąć żeby znaleźć lepszą prace - wtedy on deklaruje, że się weźmie za siebie, po czym nie dzieje się nic... Albo słyszę, że on nie wie jak się za coś zabrać...

Nie chcę być, jak to piszecie, męczennicą i użalać się nad sobą. Nie chcę też zrzucać winy na Niego, bo na 100% problem tkwi gdzieś we mnie - w tym, że może jednak moje oczekiwania rzeczywiście się zmieniły, ale nie potrafię ich wyartykułować i tym, że poświęciłam część siebie w sumie zyskując tylko flustrację hmm

20

Odp: Jak ustrzec się kryzysu?

Skoro za obietnicami nie idą czyny, to znaczy, że Twój mąż do złożenia owych obietnic czuł się zobowiązany, nie zaś wynikały z jego decyzji. To tak, wybacz za porównanie, jak z dzieckiem, które gdy mama jest zła/jest jej przykro, obiecuje poprawę zachowania.

Oczekujesz od niego inicjatywy; sądząc z Twych opisów marzysz o niemożliwym. To nie ten człowiek, on nie jest z gatunku ludzi mających inicjatywę. To tak, jakbyś od flegmatyka oczekiwała życia pełnego adrenaliny i co drugi weekend skakania ze spadochronem.

W jednym jesteście na pewno podobni: on pod wpływem Twoich oczekiwań składa obietnice, które nie są jego decyzją; Ty - pod wpływem jego oczekiwań zmuszałaś się do życia, którego nie akceptujesz.
Po trzech latach najwyższa pora na renegocjacje. Do rozwiązania jest zagadnienie: "co zrobić, aby wasze potrzeby były w tym związku zaspokojone, i Twoje, i jego".

Albert Camus napisał/a:

Usuń ze swojego słownika słowo problem i zastąp słowem wyzwanie. Życie stanie się nagle bardziej podniecające i interesujące.

21

Odp: Jak ustrzec się kryzysu?

Ja mysle, ze twoj maz po prostu bardzo sie od ciebie rozni. Ty postrzegasz go, jako mogos, kto sie nir rozwija i zbyt malo wyciska od zycia. A jemu wastarczy to, co ma. To jest dla niego ZYCIE. Tak ma i nie przerobisz jego stosunku do bytu doczesnego. On nic innego nie potrzebuje, bo tak mu dobrze. Moim zdaniem: gdy go zaczniesz zmieniac, przerabiac, dazyc do tego, by zyl po twojemu, spowoduje jeszcze wieksza przepasc miedzy wami. ON JUZ TAK MA. I nie oceniaj go zbyt surowo. On nie zyje gorzej. On zyje inaczej. Nie dobraliscie sie.

22

Odp: Jak ustrzec się kryzysu?

Ja mysle, ze twoj maz po prostu bardzo sie od ciebie rozni. Ty postrzegasz go, jako kogos, kto sie nie rozwija i zbyt malo wyciska od zycia. A jemu wystarczy to, co ma. To jest dla niego ZYCIE. Tak ma i nie przerobisz jego stosunku do bytu doczesnego. On nic innego nie potrzebuje, bo tak mu dobrze. Moim zdaniem: gdy go zaczniesz zmieniac, przerabiac, dazyc do tego, by zyl po twojemu, spowoduje jeszcze wieksza przepasc miedzy wami. ON JUZ TAK MA. I nie oceniaj go zbyt surowo. On nie zyje gorzej. On zyje inaczej. Nie dobraliscie sie.

23

Odp: Jak ustrzec się kryzysu?
Brigitte Bardott napisał/a:

Dla miłości nie jest ważne, aby ludzie do siebie pasowali, ale by byli razem szczęśliwi.

Można się różnić i być razem szczęśliwymi. smile

24

Odp: Jak ustrzec się kryzysu?

Drogi wielokropku- moze masz racje, moze nie. Moje doswiadczenia i obserwacje mowia troche cos innego: ze gdy malzonkowie zbyt mocno sie roznia, to predzej czy pozniej bedzie konflikt. Bo malzenstwo to sztuka kompromisow, a nie naginanie faceta, jak plasteliny.

25 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2016-02-12 00:06:52)

Odp: Jak ustrzec się kryzysu?

Nic nie napisałam o naginaniu kogokolwiek. smile Przymus jest zachowaniem agresywnym.
Kompromis, czyli wzajemne ustępstwa też nie są dobrym pomysłem - przykładem małżeństwo autorki.
Zdecydowanie lepszym, oczywiście moim zdaniem smile, jest rozwiązanie gwarantujące zaspokojenie potrzeb (nie zabezpieczenie stanowisk) obojga. I jest to, także przy znacznych różnicach, ale dobrej woli i wzajemnej miłości, możliwe.


Edycja:
W konflikcie nie ma niczego złego. Schody rozpoczynają się, gdy każdy trwa przy swoim rozwiązaniu, w jego (tylko) oczach korzystnym dla obojga.

26

Odp: Jak ustrzec się kryzysu?

Obie macie rację, ani kompromis, ani naginanie samego siebie do niczego dobrego nie doprowadzi. Sam fakt, że się różnimy może też wynikać z modelu rodziny w których się wychowaliśmy i w pewnym sensie te modele nie współgrają ze sobą: On jedynak z rodziny w której "rządził" tata i nie dawał innym decydować za siebie tylko narzucał to co uważa za słuszne. Jednocześnie dawał synowi wszystko czego zapragnął nie wymagając nic więcej oprócz pewnego rodzaju posłuszności.
Ja z rodziny w której zarówno mama i tata tak samo odpowiadali za wszystko. Wymagający bardzo tato, dla którego czasem nawet 4 była za niską oceną i który bardzo szybko "wypchnął" mnie z gniazda abym stała się samodzielna (choć nadal mieszkałam z nimi).

I teraz skoro mój mąż nie jest nauczony stawiać na swoim i rozmawiać otwarcie o problemach, to kwestię będzie trudno rozwiązać. Zawsze mi przytaknie, a potem nie stanie się nic...

Szukam sposobu jak uzupełniać się, ale różnice między nami bardzo pogłębia również to, że mamy inne zainteresowania i nie potrafimy się nimi dzielić: jego nie interesują moje sprawy, a mnie jego. To nie jest łatwe...

27 Ostatnio edytowany przez gagatka0075 (2016-02-12 11:01:55)

Odp: Jak ustrzec się kryzysu?

W wielu małżeństwach pasje są bardzo różne, w niektórych pasje ma tylko jedno. I sprawdza się to,  jeśli jest wzajemna akceptacja i tolerancja. I miłość przede wszystkim.
Ty, póki co, podbijasz temat wyłącznie różnic i przeszkód. Może odpowiedz sobie szczerze  na podstawowe pytania: czy Ty go jeszcze kochasz, czy chcesz z  nim być, dlaczego nie chcesz go zaakceptować takim, jaki jest, czy do miłości i szacunku do partnera potrzebujesz, by był ambitny, rozrywkowy, rozwijał się? 
Bo mam wrażenie,  że Ty już podjęłas decyzję i go nie chcesz. A jeśli tak, to czy warto to przeciągać?

28

Odp: Jak ustrzec się kryzysu?

Chciałam napisać kilka zdań, ale zauważyłam, że gagatka0075 napisała je przede mną (dlaczego siedzisz w mej głowie? big_smile).
Zaproponuję tylko przeczytanie, ze zrozumieniem, zdań z mej sygnatury.

29

Odp: Jak ustrzec się kryzysu?

Czyli muszę znaleźć sposób, aby jednak ujarzmić moją chorą ambicję i móc Go znowu akceptować takim jaki jest.

Podobno życie nie może być idealne i trzeba sobie zdać sprawę, że wszystkiego mieć nie można - albo kochający opiekuńczy mąż, który zapewni spokojną, dobrą przyszłość, albo rozrywkowy, szarmancki i świetny w łóżku mąż o niewiarygodnej reputacji.

Zaczynam mieć wrażenie, że coraz częściej tak to właśnie wygląda. Można kogoś kochać, ale niekoniecznie ten ktoś musi zaspakajać nasze wszystkie potrzeby. Wtedy trzeba wykazać się silną wolną i nie poddawać, pracować nad związkiem. Tylko, że to jest tak cholernie trudne w czasach, kiedy wkoło jest milion spraw do załatwienia...

A może to my po prostu idealizujemy swoje osoby, wydaje nam się że powinniśmy otrzymać więcej, bo nam się należy. A tak na prawdę to wszyscy w relacjach damsko - męskich jesteśmy przeciętni, ani lepsi ani gorsi od innych.

30

Odp: Jak ustrzec się kryzysu?

Powiało optymizmem... wink
Na pewno nie ma ideałów. Ci bardziej sprawiedliwi na pewno się nie idealizują, co nie znaczy, że muszą się  skazywać na nieszczęśliwe życie i związki. Życie mamy tylko jedno i warto je przeżyć najlepiej,  jak się da.
To w  łóżku,  że tak niedyskretnie zapytam, też szału nie ma? Bo to też ma duże znaczenie dla związku.

31 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2016-02-12 13:57:50)

Odp: Jak ustrzec się kryzysu?

Proponuję, byś nie generalizowała (choć kusi, by usprawiedliwić się, uzasadniając, że nie tylko ja zachowuje się w określony sposób) tylko odpowiedziała sobie na zadane przez siebie pytania. Ułatwię Ci to. wink
Czy idealizujesz siebie? Jeśli tak, to dlaczego?
Czy myślisz, że powinnaś otrzymywać więcej niż inni?
Dlaczego uważasz, że to Ci się należy?

Używasz słów, które moim zdaniem utrudniają Ci życie. "Trzeba", "powinnam", "muszę" są sformułowaniami, które demobilizują a na pewno utrudniają wykonanie. Nie trzeba pracować nad sobą. Nie trzeba sobie z różnych rzeczy zdawać sprawy. Można. Proponuję, byś zmieniła wymienione wyżej zwroty na 'decyduję się" (albo 'nie decyduję się'). Niby mała różnica, ale jaka za nią idzie energia. smile

32

Odp: Jak ustrzec się kryzysu?
gagatka0075 napisał/a:

Powiało optymizmem... wink
To w  łóżku,  że tak niedyskretnie zapytam, też szału nie ma? Bo to też ma duże znaczenie dla związku.

No niestety "szału nie ma", ale staram się nie sprowadzać to tego problemu.

I odpowiadając na pytanie Wielokropek, NIE nie idealizuję siebie i nie uważam żebym powinna dostawać więcej niż inni. Zdaję sobie sprawę z tego, że mam swoje wady i słabości, które często dają o sobie znać. I właśnie w chwilach kiedy jestem słabsza oczekiwałabym takiego męskiego wsparcia i ogarnięcia sytuacji.

Postaram się zmienić myślenie na "decyduję się lub nie" - tylko wcześniej muszę rzeczywiście świadomie podjąć decyzje.

Posty [ 32 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Jak ustrzec się kryzysu?

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024