witam wszystkich,
Jestem mężatką od około 3 lat, z mężem po kilku zawirowanich układa nam się osttanio całkiem dobrze. Jest tylko jeden problem który pojawił się w ostatnich dniach. Dodam, że mój mąż pochodzi z rodziny świadkow Jehowy (nie obchodza swiat bozego narodzenia), ja natomiast byłam wychowana w katolickiej rodzinie, jednak religia do mnie nie przemawia i nie bardzo obchodzę jakiekolwiek święta, rodzice to w miarę tolerują, od kiedy zyje na wlasny rachunek to nie narzucaja mi wiary, akceptuja tez mojego meza. Z racji ze pracuję w 3 miejscach na codzien nie mam czasu rodzicow odwiedzac a wiec czas swiateczny jest tu temu dobra okazja (mieszkaja ok 100km od nas). Im bardzo zalezy zebysmy przyjechali na Wigilie bo nie maja innej rodziny. Zawsze przyjezdzalismy do tej pory razem z mezem ale w tym roku mowi on ze jemu przeszkadza ze to swieto koscielne i ze moi rodzice modla sie i lamia oplatkiem i ze on nie chce tego w ten sposob obchodzic, ze chce przyjechac w inny dzien. Decyzja zapadla taka ze jade sama, rodzicom jeszcze nie powiedzialam bo zaczeloby sie przesluchanie. Mezowi powiedzialam ze mi smutno ale on raczej nie chce zmienic zdania. Ciezko mi z tym ze bede musiala tlumaczyc sie rodzicom i babci dlaczego go nie ma skoro zawsze przyjezdzal ze mna i w ogole pewnie pomysla ze miedzy nami cos nie tak. Nie chce go do niczego zmuszac ale zwyczajnie mi przykro. Nie ma to dla mnie wymiaru religijnego ale lubie jak jest ze mna razem u rodzicow, nie chce tam byc sama robie to z szacunku do rodzicow i ich tradycji. Co byscie zrobili na moim miejscu?