Czesc wszystkim smile
jakis czas temu poznałam naprawdę fantastycznego faceta - no jak z marzeń, przynajmniej na tyle, na ile zdołałam go poznać. Mówił, że czuje jakbysmy znali się dużo dłużej, niż tydzień, że swietnie mu się ze mną rozmawia, że jestem zabawna, wspaniała, delikatna, "niedzisiejsza" i inne takie. Było naprawdę super i zapowiadało się, że będzie z tego cos więcej. Jednak on po tygodniu znajomosci wyznał mi, że był zaręczony z kobietą, która go zdradziła i bardzo mocno skrzywdziła, ale był jej "przypisany" i wciąż nie uporał się z jej obecnoscią w jego myslach i nie chce mnie w ten sposób ranić, chce mnie uchronić przed cierpieniem i przed ewentualnym znienawidzeniem go, dlatego on najpierw musi się uporać z nią, a dopiero potem będzie gotów na rozpoczęcie nowego etapu.
Jest przy tym naprawdę szczery i przekonujący, moja koleżanka z pracy nas ze sobą zapoznała i powiedziała, ze to naprawdę wrażliwy człowiek.
Ja boję się dwóch rzeczy - że albo nasz kontakt osłabnie podczas jego "uleczania się" i nic z tego nie wyjdzie, albo że będę czekała w nieskończonosc, a on w tym czasie znajdzie sobie inną i ja dowiem się o tym po fakcie, marnując tym samym swój czas.
Czuję naprawdę ogromny żal i jestem tym wszystkim rozczarowana, ale było mi na tyle dobrze, że jestem w stanie zaczekać. Czy to nie naiwne i bezsensowne z mojej strony?