Pragnę poinformować tych, którzy jeszcze nie wiedzą, lub nie dowierzają, a utwierdzić w przekonaniu tych, którzy wiedzę taką posiadają, że ideały nie istnieją.
Otóż trafił mi się jeden facet, który bez słowa ulotnił się z mojego życia, oczywiście wcześniej wzbudzając we mnie nadzieje na rozwój interesującej znajomości. Ja 28-letnia panna, naiwna przy tym, uwierzyłam, że tym razem mam szanse na miłość.
On napisał na portalu randkowym, odpisałam, nawiązał się flirt. Nie zasypywaliśmy się masą wiadomości i po kilku dniach zaproponował spotkanie. No ok
pomyślałam. Problem był w tym, że On był sporo starszy, a do tego mieszkał daleko. Jednak pochodził z mojego miasta i mógł do niego przyjeżdżać, więc udogodnienie pewne. Ustaliliśmy termin i kontaktowaliśmy sie już przez telefon. Spotkaliśmy się ogółem 5 razy. Spotkania bardzo udane. Nikt nigdy nie był dla mnie tak miły chyba, tak czuły i grzeczny. Wiedział jak się zachować w każdej sytuacji. Troszczył sie o to by czas wspólnie spędzony był dla mnie jak najbardziej satysfakcjonujący. Pocałunki były nieziemskie. Planował nastepne spotkania, wybiegał z nimi w (nieokreśloną) przyszłość. Mimo swojej wrodzonej ostrożności straciłam czujność. Był inteligentny, czarujący, elokwentny, przemiły, a przy tym przystojny, dobrze ubrany, zadbany. W trakcie znajomości okazało się też, ze dzieki swojej zaradności, zdolnościom, osiagnął duży sukces zawodowy, okazał sie też być zamożnym człowiekiem, bardzo ciekawym facetem, który przy okazji zwiedził kawał świata. Imponował mi.
Jedyne co wzbudzało moje wątpliwości było to, że kontakt pomiedzy spotkaniami był hmm.. raczej słaby, ale i tak codzienny. Ja też szczególnie się nie wyrywałam. To on dzwonił. Od ostatniego spotkania minęło prawie 2 tyg. Przez ten czas kontakt się rozluźnił, ale nie wiem dlaczego i tak czułam się "pewnie". Kilka dni temu mnie zaskoczył. Zaproponował wspólny weekend. Yyy... niby czułam, że za wcześnie, ale stwierdziłam, że to dobry pomysł żeby poznać się lepiej, spędzic ze soba więcej czasu, ale nie spodobał mi sie jego pomysł na ten weekend i zaproponowałam swój, nie ustaliliśmy konkretów. Miał dac znac na nastepny dzień, co myśli. Nie doczekałam się. Napisałam , że może to i byłoby bez sensu i innym razem. Cisza. Miał byc i tak na weekend w moim mieście, nie wytrzymałam i napisałam z zapytaniem, czy chce sie spotkać kiedy będzie (żałuję), odpowiedzi nie uzyskałam. Rozpoczął się weekend. Na nic już nie liczę, tylko nie moge pojąć dlaczego tak bez słowa wyjaśnienia odpuścił.
Dlaczego faceci zamiast powiedzieć jasno, że znajomość według nich nie rokuje milczą? Dlaczego ten (nie)ideał, 40-letni facet nie ma odwagi inaczej dojrzale zakończyć znajomości? Przykro mi, rozczarowałam się