Kochani, onego czasu regularnie czytałam forum i szukałam wątków, które dałyby mi nadzieję na pozytywne rozwiązanie pewnej relacji
Poznałam faceta na portalu internetowym, od razu zaskoczyło - był interesujący, inteligentny, bardzo dobrze nam się gadało. Dość szybko związaliśmy się z sobą i jak to bywa, po pewnym czasie - po około roku, pojawiły się problemy. Facet zaczął traktować mnie lekceważąco i źle, podejrzewam, że wtedy kogoś miał. Wzbudzałam w nim irytację, robił mi bezsensowne sceny.... No nic - ja go kochałam, brałam na klatę, znosiłam. Po kryzysie jakby było lepiej, ale ja już nie potrafiłam zapomnieć tej masy przykrości i poniżeń, które mi zaaplikował. Długo dojrzewała we mnie myśl o odejściu, bo przecież go kochałam.... Na wspólnych wakacjach w Grecji, które były naszymi ostatnimi, po "akcji" którą mi zafundował facet, podeszła do mnie zbulwersowana starsza Polka i powiedziała mi, że z mężem i znajomymi obserwowali jak były mnie potraktował i że ona ma dwóch synów i gdyby któryś z nich potraktował tak swoją żonę, to ona by mu sama w pysk strzeliła.... Było to dla mnie przykre, ale miło było mi, że ktoś bierze "moją stronę" i w taki sposob okazuje mi swoją troskę i współczucie.
Niejedną noc przeryczałam ...
No cóż ... wakacje minęły, nadeszła proza. Mój facet traktował mnie jak osoba do której można wpaść na weekendową rozrywkę, po dwóch latach związku (ja 38 on 40) zero chęci deklarowania jakichkolwiek wspólnych planów na życie. Żyłam w jakimś matriksie oszukując się i nadinterpretowując, że pewne drobne objawy jego zainteresowania, świadczą o miłości. W jednej awanturze, powiedział że on się do związku nie nadaje, w innej na moją prośbę, że chcę mieć rodzinę, dzieci, powiedział mi, ze "możemy sobie zrobić dziecko". Kochałam go, ale związek był jak wrzód, który rósł, rósł i mimo tego, że wiedziałam, że operacja będzie bolesna, zdecydowałam się w końcu na zakończenie relacji.
On był "dumny" - po zerwaniu z mojej strony nie odezwał się do mnie. Myślę, że jeszcze po kobiecemu miałam nadzieję, że przemyśli, zreflektuje się, wróci
Nic z tych rzeczy.... Ukuł sobie swoją własną idiotyczną teorię, że .... planowałam rozstanie od dawna.... owszem - poczułam, że już nie mogę tak dalej na dwa tygodnie przed rozstaniem. Istotnie - cynicznie zaplanowałam odejście po miesiącach złego traktowania z jego strony. No cóż .... bolało jak cholera, ale......... czas minął i kiedy widzę, ile czasu mu poświęciłam, jak bardzo go kochałam i ile dawałam z siebie totalnie bez sensu.
Piszę to dla osób, które czują się w związku źle traktowane, wykorzystywane.... zostawcie toksyczną relację. U mnie bolało 3 miesiąca i ból minął szybko, kiedy poznałam swojego aktualnego partnera. Tamten miał wiele "nadzwyczajnych" cech, przy czym był okrutny i wielokrotnie podły. Ból mija, nawet jeżeli ma się 38 lat i jak się wydaje "małe szanse na nowy związek". Mam nowego partnera, jestem w ciąży (nieplanowanej, ale szczęśliwej)....
Naprawdę ból mija i czas leczy rany, w co ciężko uwierzyć, ale uciekajcie od toksycznych związków póki macie czas.... jak przypomnę sobie, ile razy czułam się zmaltretowana psychicznie, to chyba "TA miłość" nie była tego warta
pozdrawiam