Tylko kobieta będzie potrafiła zrozumieć inną kobietę, a więc przedstawię Wam swoją historię i skromnie proszę o porady i wskazówki.
Niestety nie wiem już jak żyć w tym związku i co dalej robić.
Bohaterowie:
Marta: Miła, bardzo wrażliwa i uczuciowa brunetka, od ponad roku wegetarianka z szacunku dla zwierząt. Dzieciństwo miała raczej trudniejsze ze względu na bardzo konserwatywnych rodziców (sympatyzujących ze Świadkami Jehowy), są to dobrzy ludzie ale jej ojciec potrafi wejść na psychikę mówiąc w złości za wiele, sam ma problemy z depresją.
Adam: Twardo stąpający po ziemi realista, wywodzący się z przeciętnej rodziny. Od roku na diecie pół-wegetariańskiej ze względu na poglądy partnerki jak i fakty naukowe (zdrowsza dieta
).
Ich historia:
Poznali się całkiem przypadkowo - w internecie
zaczynali wtedy studia w Warszawie, a tam już ze spotkania do spotkania byli sobie coraz bliżsi.
Mieli zupełnie odmienne charaktery, przez co przeżyli wiele wspaniałych chwil ale i często się kłócili. Jako studenci prowadzili normalne, skromne życie, chcieli ze sobą spędzać jak najwięcej czasu ale nie mogli ze względu na poglądy rodziców Marty.
Prawda była taka, że jej rodzice nawet nie wiedzieli o Adamie, nigdy o nim nie wspominała - obawiała się ich reakcji, w końcu była ich dziewczynką i broń Boże miałaby się z kimś jeszcze całować zamiast siedzieć nad książkami.
Po roku znajomości jak i bycia razem w związku, powstało ich wspólne dziecko - nie człowiek, lecz projekt. Razem nad nim pracowali dniami i nocami, oddając się wspólnej pasji. Stworzyli coś ciekawego i użytecznego, na czym jeszcze byli nawet w stanie zarobić, a był to portal społecznościowy. Ta wspólna pasja połączyła i zbliżyła ich jeszcze bardziej, nasiliły się wspólne marzenia o przyszłości, o pracy, o wspólnym domu z ogrodem i psem na podwórku.
Studia dobiegły końca, Adam znalazł bardzo dobrą pracę, gdzie po kilku miesiącach wciągnął Martę. Oboje świetnie zarabiali, niestety praca etatowa pochłonęła ich tak bardzo że wspólny projekt zaczął umierać. Nie mieli już na niego czasu, ale planowali jeszcze kiedyś wrócić do tego biznesu.
Mieszkali osobno, ale razem pracowali, widzieli się codziennie w tej samej firmie, w tym samym zespole, w tym samym pokoju i tak dzień w dzień przez 2 lata. Bardzo często spotykali się po pracy, wychodzili do kina i na kolację, stronili natomiast od szerszego życia towarzyskiego i nigdy nie imprezowali, nie spotykali się w szerszym gronie. Adam zauważył że wspólna praca wpływa negatywnie na ich związek, ich życie osobiste połączyło się z pracą. We własnym projekcie potrafili się świetnie dogadać, ale nie w pracy etatowej, gdzie każdy problem w zespole miał swoje odbicie po godzinach w ich związku. Tak narodziła się decyzja w głowie Adama, że dla dobra związku pracę musi zmienić... zaczął szukać nowej, a dodatkowo nakłaniał Martę aby również się rozejrzała na rynku. W jego oczach, sama praca w tym zespole - nie ważne czy z nim czy bez niego - wpływała na Martę negatywnie, jeżeli w zespole był jakiś problem - obwiniana była Marta (taką miała rolę).
Mimo wszystko związek się dalej układał, potrafili spędzać miło czas i pozornie zależało im na sobie.
Po pięciu latach związku, Adam powiedział dość, zacznijmy żyć normalnie, zacznijmy żyć razem. Zabrał Martę na pyszną kolację, do kina, do parku.. a tam się oświadczył. Na drugi dzień rodzice otrzymali zdjęcie brylantowego pierścionka i wspaniałą wiadomość, cudownie! Wszyscy byli zadowoleni. Mimo radości rodziców Marty, nie było mowy o tym aby zamieszkać razem przed ślubem... no cóż biedny Adam nie do końca zrealizował swój plan... ale chwila, skoro wszyscy są szczęśliwi, mimo różnych poglądów w rodzinie wszyscy się dogadują i akceptują... czas zaplanować ślub! W końcu czas narzeczeństwa do tego właśnie prowadzi, a skoro oboje się kochamy i tego chcemy? Dlaczego nie.
Zaczęły się gorączkowe przygotowania do ślubu, Marta nie chciała typowego polskiego wesela na sali, chciała aby było pięknie i cudownie. Za tym szły również spore koszta, no ale co zrobić, Adam chciał aby Marta była szczęśliwa, zarezerwował więc na tą uroczystość prawdziwy pałacyk, niestety były tylko dwa terminy - kwiecień lub październik. Wspólnie uznali że w październiku będzie już za zimno, a więc wybrali kwiecień - niestety zostało mało czasu (6miesięcy)!
Po za miejscem, Marta wynegocjowała jeszcze: bardzo dobrego fotografa, słodki stół z muffinami, dekoratorkę ślubną, suknie szytą u znanej projektantki i tylko ślub cywilny (kościelny odpadał ze względu na rodziców i to jak została wychowana). Adam zaciskał zęby, nie patrzał na koszta i mówił sobie że przynajmniej wszystko będzie jak z bajki, szkoda tylko że znaczną większość rzeczy musiał załatwiać sam, bo Marta czasu nie miała.
Zostały już niecałe dwa miesiące do ślubu, oboje pojechali do dekoratorki podpisać umowę. Tego dnia Marta była obrażona, a powodem tego było to że Adam noc wcześniej wrócił do domu godzinę później niż zapowiadał - na spotkaniu integracyjnym firmowym, dał się namówić na jedną partię bilarda więcej. Adama jak zawsze irytowała taka sytuacja, tym bardziej że na początku nawet nie wiedział o co jej chodzi natomiast bardzo było widać jej "focha". Po spotkaniu dowiedział się dlaczego się obraziła, wszystko wytłumaczył i zaproponował aby skoczyli razem do meksykańskiej knajpki na obiad, niestety to nie pomogło, foch dalej wisiał w powietrzu, a to wszystko tak skumulowało złość w Adamie, do tego stopnia że wyrzucił wszystko z siebie, wyrzucił wszystko jej w twarz na ulicy, że go denerwuje, że jest nieporadna, że sama nic by nie osiągnęła w życiu itp. itd. w skrócie wszystko co najgorsze. Odeszła w płaczu, a Adam nawet nie zamierzał jej zatrzymywać, po prostu miał już dość obchodzenia się nią jak z jajkiem, może przedstawił swoje zarzuty zbyt dobitnie i krzywdząco, w końcu się uniósł.. ale miał dość.
Nastały ciche dni, cichy tydzień, ciche dwa tygodnie... a czas do ślubu leciał. Okazało się że Marta pogrążona w depresji zdążyła odwiedzić psychiatrę i psychologa, dostała leki antydepresyjne i radę aby ślubu nie brała - jak się okazało miała już wątpliwości wcześniej.
Nie bardzo angażowała się w przygotowania, Adam musiał zasuwać za dwóch aby wszystko dopiąć, a przed rodzicami udawał że wszystko jest dobrze.
Zostały już tylko trzy tygodnie do ślubu, u Adama w mieszkaniu zadzwonił dzwonek u drzwi... nikogo się nie spodziewał a więc poszedł otworzyć, w drzwiach stanęła Marta i zapytała czy może wejść. Oczywiście, powiedział i pomógł ściągnąć kurtkę.
Nieco roztrzęsiona w głosie i bardzo ozięble powiedziała, że coś się w niej wypaliło... ze ślubem chce poczekać i nie potrafi powiedzieć czy go kocha. Nie trudno sobie wyobrazić reakcję Adama, zdziwiony, zszokowany nie potrafił uwierzyć w to co słyszy. Wszystko gotowe do ślubu, zaproszenia wysłane, przeżył pięć lat które miło wspomina i nagle słyszy takie słowa... prawdopodobnie wtedy wyszedł z domu, nikt tego nie pamięta, musiał pobyć sam ze sobą.
Zadzwonił do swoich rodziców i drżącym głosem ze łzami w oczach powiedział - Ślubu nie będzie. W telefonie chwile ciszy przerwały słowa - ale co się stało? - no co się stało, przyszła i powiedziała że coś się w niej wypaliło - odparł.
Jego rodzice zadzwonili do Marty, oczywiście nie odebrała, nawet normalnie nie odbierała telefonów których się nie spodziewała (jakiś ukryty lęk?).
Zadzwonili następnie do rodziców Marty, odebrała jej mama, powiedziała że z nią porozmawiają i żeby niczym się nie przejmować.
Tak też się stało, porozmawiała z córką, powiedziała aby przyjechała do nich na weekend to na spokojnie porozmawiają, oddzwoniła do rodziców Adama i powiedziała aby się nie przejmowali i dali Marcie czas do poniedziałku.
Nastała cisza, chwile chłodne i szare. Wydarzenie, które miało być jak z bajki stało pod znakiem zapytania, owinięte ciężkimi chmurami burzowymi.
Marta wróciła od rodziców i była nadzwyczaj spokojna ale i stłamszona w sobie, teraz już wiemy że nie stanowili w tych dniach dla niej wsparcia, ale raczej próbowali ją naprostować mówiąc że nie tak ją wychowali, zawiedli się na niej jak mogła drugiemu człowiekowi zrobić taką krzywdę itd. Kolejne dni wydawały się w miarę normalne, ale chłodne, Adam i Marta dopinali ostatnie kwestie związane ze ślubem, wszystko wydawało się wracać na normalną drogę.
Dnia kiedy Adam miał jechać wybrać menu weselne w pałacyku i już wsiadał do samochodu, dostał dziwny telefon.. dzwoniła Marta, lekko zdezorientowanym dziwnym głosem zapytała czy może po nią przyjechać.
Oczywiście odparł że tak - ale co się stało? - zapytał, odpowiedź została wyrażona równie niepewnym głosem - nie wiem.. .
Korki na drodze były ogromne, dotarł do Marty (która przebywała w centrum handlowym) po 20 minutach. Spotkał ją ławce obok łazienki, przytulił mocno i próbował dowiedzieć co się wydarzyło.
Marta nie pamiętała nic, Adam zasugerował że może to od tabletek na depresje, które bierze od jakiegoś czasu... i wtedy okazało się że Marta nie pamięta nawet że jakieś tabletki bierze..
Po chwili przypomniała sobie że była w restauracji i nagle obudziła się na podłodze, a w okół niej stali kelnerzy i tłum ludzi.
Adam wiedząc o jaką restaurację chodzi, udał się tam z nią i wypytał kelnerów co się stało.
Kelnerzy stwierdzili że był to atak padaczki, no ale przecież Marta nie jest chora na padaczkę? - zastanawiał się.
Pojechali najszybciej jak było to możliwe do szpitala, poinformowali lekarzy co się stało, jakie tabletki przyjmuje, co mówili lekarze.
Po wielu godzinach spędzonych w pustym szpitalu, lekarz poprosił Martę do siebie i wydał następującą receptę - Proszę pić co najmniej 2 litry wody dziennie, prawdopodobnie odwodniła się Pani.
Zarówno Adam jak i ich rodzice byli zdziwieni taką diagnozą, ale lekarza nie szło już dorwać i dopytać się o co chodzi.
Wszyscy wrócili do domu, Adam został u Marty dopilnować aby nic tego dnia już więcej złego się nie wydarzyło...
Niestety, tydzień przed ślubem atak się powtórzył, Martę zabrało pogotowie, szczęście w nieszczęściu że do innego szpitala, gdzie zajęli się nią już prawdziwi lekarze.
Diagnoza - atak padaczkowy, do którego przyczyniła się zbyt duża dawka leków antydepresyjnych przepisanych przez psychiatrę, przeprowadzono szereg badań i nie wykryto trwałych uszkodzeń, które mogłyby powodować dalej padaczkę.
Marta musiała wypisać się na własne żądanie ze szpitala aby dotrzeć na własny ślub i dotarła, na szczęście.
Ślub piękny, wszystko się udało, wszyscy goście byli zadowoleni i mówili że nigdy jeszcze na tak pięknym ślubie nie byli.
Świetnie, niestety życie Państwa Młodych po ślubie się już tak dobrze nie układało, mimo iż mieli piękny apartament dla nowożeńców żadnej nocy po ślubnej, ani nawet po po po ślubnej nie było.
Mimo ich wcześniejszego gorącego i namiętnego związku, nawet podróż poślubną przespali na osobnych łóżkach - jak można się domyślić nie było to zbyt miłe dla Adama.
Adam zmienił w końcu pracę, ale małżeństwo było tragiczne, Adam i Marta spali już w osobnych pokojach. Wiele do stracenia już nie było, Adam zaakceptował ofertę pracy za granicą, wyjechał na kilka miesięcy i dał czas Marcie zastanowić się nad tym wszystkim.
Ich kontakt był bardzo ubogi, Marta nie odzywała się za wiele do niego, wolała spędzać czas w internecie wraz z wirtualnymi przyjaciółmi, nie interesowała się nim za bardzo, a jego to mocno irytowało.
Z czasem Adamowi wydawało się że jest odrobinę lepiej.
Po powrocie do Polski Adam rzucił się stęskniony na żonę, przytulił i pokazał co jej naprzywoził, posiedzieli razem na łóżku, porozmawiali.
Rozmowa sama w sobie nie opływała miłością, Adam był nieco zdziwiony że Marta wydała wszystkie pieniądze jakie miała i zarabiała na ubrania, buty i kosmetyki, ale wolał to przełknąć i nie robić afery aby nie popsuć atmosfery.
Marta pokazała mu jaki zrobiła sobie tatuaż pod jego nieobecność i notabene wiedząc że nie jest kutemu przychylny, ale stwierdził że jest całkiem ładny.
Po jakimś czasie, Adam dowiedział się że Marta próbował popełnić samobójstwo... zszokowało go to, starał się podejść do tego odpowiedzialnie i dowiedzieć się co się stało, bez większego rezultatu.
Przejęty tym co miało miejsce, zaprowadził ją do neurologa aby ten zmienił jej lekarstwa (według ulotki mogły wprowadzać w depresje), neurolog wysłał ją do psychiatry gdzie mogła się otworzyć i opowiedzieć o tym zdarzeniu.
Po powrocie do domu, Adam zaczął z nią ponownie rozmawiać na ten temat zgadując, co mogło ją pchnąć do tego...
Okazało się że powodem próby samobójczej było to że nie może sprostać wymaganiom, jakie się wobec niej stawia - a wymaganiem jest to aby była Adama żoną?
Nie do końca zrozumiał to co usłyszał, kochał ją i starał się aby miała wszystko czego potrzebuje, starał się dawać tyle czułości mógł.
Niestety pewnego dnia, okazując Marcie czułość, sucho usłyszał - Myślałam że zrozumiałeś co Ci wtedy powiedziałam? - Adam zdziwiony odparł, że chyba widocznie nie zrozumiał.
Czy Ty w takim razie dążysz do rozwodu, to jest Twój plan? - zapytał, na co rozległo się tylko szlochanie a rozmowa się zakończyła.
W roli narratora było mi łatwiej przedstawić naszą historię, dziękuję wszystkim którzy poświęcili swój czas na przeczytanie tego.
Adam.