Witam,
Na początku chciałbym się przywiatać. Nie wiedziałem gdzie napisać, więc napiszę tutaj, jestem chłopakiem i mam problem w związku od jakiegoś czasu. Ale od początku. Sorki za długość postu.
A więc jestem w związku z dziewczyną od 15 miesięcy. Na początku było super, randki, czułość, wiadomo jak zawsze na początku, z biegiem czasu postanowiliśmy jechać na wakacje z jej rodziną i tam poznałem ją można powiedzieć na nowo ponieważ ogromnym zaskoczeniem dla mnie była jej odzywka i zachowanie jak jej coś nie pasuje do rodziców czy rodziny. Z biegiem czasu krzyki, przekleństwa zaczęły leczeć w moją stronę kiedy coś jej nie pasowało, że nie chciałem gdzieś jechać i głównie chodziło o imprezy (nie jestem takim typem). Po wielu kłótniach były dobre chwilę, ale za chwilę znowu były problemy, ze względu że całe życie poświęcam sportu to ogrom szkoleń, zawodów i wyjazdów czy spotkań były powodem większoci poważnych kłótni, bo ja ciągle źle robiłem że jeździłem i że nie wolałem z nią być. Zanim byliśmy razem mówiłem i ostrzegałem jak wygląda moje życie i wspominałem nie raz o wyjazdach itd. A widywaliśmy się codziennie w szkole i całe weekendy razem (chyba że wyjazd miałem). Kiedy unormowało się trochę to był problem może głupi mam 20 lat ale uczono mnie że póki mieszkam z rodzicami to oni są ciągle odpowiedzialni za mnie, były problemy że np pisałem mamie że jesteśmy tu i tu na imprezie żeby się nie martwiła, a to okazał się problem i docinki w moją stronę że po co się spowiadam itp. Po wielu sprzeczkach i kłótniach, nastał przełomowy okres w moim życiu a mianowicie kontuzja która wyeliminowała mnie na 2 lata ze sportu i o rok opuźniła studia i plany które miały się zacząć. Fakt załamałem się i stałem się momentami ordynarny ale nigdy nie przeklinałem na nią czy krzyczałem. Moja kontuzja a z biegiem czasu operacji sprawiły że były kłótnie o to że nie jeżdżę na imprezy z nia, na 18 jej koleżanek albo że przed operacją nie tańczyłem na imprezach (powód kontuzja) ale ona nie rozumiała tego, nie rozumiała że chodzić nie mogłem czy tańczyć. To tak w skórcie co się działo przez ten czas. Od około 3 miesięcy zastanwiam się nad zerwaniem ponieważ przez jej zachowanie zaczęliśmy się oddalać od siebie, brakowało mi zrozumienia z jej strony, uczucie którym ją dażyłem z mojej strony wygasło i przestało mi zależeć już na tym związku żeby go ratować, 3 razy dałem jej szansę po awanturach itd ale z czasem przestało mi zależeć. Problem pojawia się w tym że nasze rodziny bardzo mocno się zżyły i kiedy poruszam jakikolwiek temat z rodzicami to mówią: daj szansę, przemyśl to, nie przekreślaj tego, rozumiem ich ale nikt nie rozumie że przestałem być szczęśliwy w tym. Przekonywałem się, próbowałem ale nic na to poradzić nie mogę, jest moją pierwszą poważną miłością i do pewnego czasu nie chciałem tego tracić ale teraz już mi to obojętne. Ciągłe sceny zazdrości, zakazy wychodzenia z kumplami czy nawet jak kumple do mnie przychodzili to był problem, problem że chce iść daleko na studia a jeszcze większy że będę mieszkał tam z moim najlepszym kumplem do którego ma uraz nie wiadomo o co. Jak ona kiedy nie mogłem jeździła na imprezy to było dobrze, a ja nawet na kebaba nie mogłem wyjść bo zaraz problem.
Doradźcie co mam robić, chce być szczęśliwy ale też nie chce udawać że wszystko ok i robić jej przykrość będąc z nią kiedy mi przestało zależeć. Oraz jak mogę pogadać z rodzicami o tym bo już nie mam na to pomysłu bo wiecznie daj sznasę itd, jedynie tata trochę stara się mnie zrozumieć ale i tak stara się przegadać mi to.
Z góry dziękuje za odpowiedzi i przepraszam za błędy. Pozdrawiam
Odpuść sobie ja to nie jest normalne zachowanie z jej strony, ona chce żebyś latał za nią jak piesek, skoro Tobie jest to obojętne to tym bardziej powinieneś to zakończyć. Bo jak to się mówi "nie niszczy sie kogoś kogo się kocha" jej chore akcje niszczą Ciebie. A jeśli moj chłopak byłby po operacji to siedziała bym z nim w domu i troszczyla się o niego..
Nie mogę powiedzieć że nie troszczyła ale to było czas kiedy byłem w szpitalu, i kilka dni po operacji. Ale ktoś jej nagadał że po 2-3 dniach mogę chodzić już normalnie i że się użalam nad sobą bo tylko o tym gadam, a prawda taka że do tej pory nie stoję stabilnie na nodze a chodzę od jakiś 2 miesięcy jak rehabilitację zacząłem a przede mną jeszcze jakieś 8 miesięcy. Boli to że nie umie mnie zrozumieć i przez te jej akcje przestało mi zależeć na tym.
4 2015-10-01 16:56:02 Ostatnio edytowany przez Nigdy (2015-10-01 16:56:53)
Nie udawaj, za młody jesteś żeby takie jarzmo sobie zakładać. Niech panna idzie swoją drogą i szuka kogoś po kim będzie mogła jeździć, ale nie po Tobie. Jedź na te studia, to może kontakt sam się rozluźni. Rodzicom najlepiej za dużo nie mów. Albo powiedz dobitnie, że jesteś ich synem i powinno im zależeć na Twoim szczęściu, a Ty z tą panną szczęśliwy nie jesteś. Więc co, masz robić wbrew sobie byle ona i oni byli zadowoleni? Nie o to chodzi w życiu.
nigdy mi się rodzice do związku i życia nie wtrącali ale teraz mam wrażenie że tak jakby oni chcieli żebym już tylko z nią był. Chętnie na studia bym pojechał już teraz ale muszę czekać jeszcze rok ze względu na rehabilitację po idę na AWF, chce zacząć w końcu żyć normalnie i nie martwić się tym że jak coś zrobię to będzie kłótnia bo mam dość tych kłótni i ciągłych spin o nie potrzebne rzeczy.
No i bardzo dobrze myślisz. Zakończ ten związek. Najwyżej jeszcze jedna awantura przed Tobą, daj Boże ostatnia:).