Współżycie seksualne w związkach zawsze było dla mnie tematem mało istotnym. Kiedy zdecydowałam się na mój pierwszy raz musiałam być pewna swoich uczuć i czekałam z moim chłopakiem dwa lata zanim się zdecydowaliśmy. Chciałam być pełnoletnia, odpowiedzialna...on nie naciskał wręcz czasem dawał do zrozumienia, że nie ma takich silnych potrzeb i będzie czekał ile zechcę. Kiedy nadszedł ten piękny dzień i mu powiedziałam w końcu,że jestem gotowa, że już nadszedł ten czas....ciężko go było do tego przekonać.
Na początku robiliśmy to, jak na tamte czasy myślałam,że często bo raz , dwa lub trzy razy na miesiąc jeśli były do tego warunki. Potem raz lub dwa na pół roku. Myślałam,że to normalne, tak ma być i starczy.
A teraz, mamy po 22lata...aktualnie jesteśmy razem 4 lata i 6 miesięcy, zaczełam więcej o tym myśleć i rozumieć, że moje potrzeby zaczeły być większe, że ciągnie mnie do niego fizycznie ogromnie bardzo, ale nie mogę liczyć na spełnienie tych potrzeb... I trapi mnie,że on chyba nie czuje takiego pociągu do mnie. Chociaż oczywiście twierdzi inaczej, lecz czyny nie przekładają się na słowa. Mówi mi, że będzie jeszcze na to czas...,ze on umie bez tego żyć , wytrzymać i to ja jestem nie wyżyta jakaś. [ ... seriooo?]
Nie mieszkamy jeszcze razem, wiec wymówki są konkretne; albo,że nie ma gdzie bo chata zajęta, zmęczenie, zły biorytm, mało czasu, on nie chce tak byle jak na szybko..itd. Czasem w innych aspektach twierdził ,że jak się coś komuś rzadko daje, to ktoś to bardziej docenia..wiec idzie na jakość a nie na ilość? może jego teoria odnosi się również do seksu?... Zaciekawiona i zdesperowana szukałam na różnych forach tematu, który byłby podobny do mojego problemu, ale takiego nigdzie nie znalazłam. Wszędzie czytam masę postów gdzie kobiety narzekają,że ich faceci kochają sie z nimi raz na...DWA TYGODNIE <szok>. Uważają,że tak nie powinno być, że na pewno je partner zdradza i wymyślają różne inne przerażające historie. Jeżeli bym miała się kochać raz na dwa tygodnie to szczerze? ...było by super.
Ale każdy człowiek jest tak stworzony ,że narzeka i się nie dogodzi. Tyle,że ja nie wiem czy powinnam narzekać czy po prostu to jest okej?
Myslę ,ze piszę tu bo wynika to z mojego małego doświadczenia w tym temacie, nie mam za bardzo kogo zapytać.
A więc moje pytanie do Was brzmi: Czy zachowanie mojego partnera jest dziwne czy może normalne bo ze sobą nie mieszkamy i jesteśmy bez ślubu..
Jak jest u was czy macie podobny problem? Piszcie co myślicie.
