Mężczyzna szukający opieki, zamiast adorować - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Mężczyzna szukający opieki, zamiast adorować

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 25 ]

1 Ostatnio edytowany przez njk30 (2015-08-30 16:54:28)

Temat: Mężczyzna szukający opieki, zamiast adorować

Cześć,
chciałbym w tym wątku opowiedzieć kilka rzeczy o sobie, głównie w kontekście trudności w nawiązywaniu kontaktów z kobietami. Wydaje mi się, że ostatnio zacząłem lepiej dostrzegać jakie mechanizmy działają w moim przypadku. Być może to co napiszę jest tylko zbyt śmiałą interpretacją faktów, ale zacząłem próbować wiązać, to jak postępuje w "dorosłym" życiu z moimi doświadczeniami z dzieciństwa i wydaje mi się, że zacząłem dostrzegać w tym potencjalną spójność. Aktualnie nie mam pomysłu komu mógłbym o tym powiedzieć, dlatego postanowiłem napisać na forum internetowym.

***
Zacznę od tego, że mam niecałe 30 lat. Byłem wychowywany tylko przez mamę. W moim domu oprócz mnie, była jeszcze starsza o 5 lat siostra. Gdy próbuję przypomnieć sobie moje relację z mamą w dzieciństwie, to mam obraz kogoś obojętnego i niereagującego na mnie. Mam w pamięci pewne wspomnienia z dzieciństwa kiedy siadałem na schodach i udawałem, że płaczę. Robiłem to tak długo aż mama to usłyszała i weszła do mnie na górę. Pamiętam też
powtarzające się sytuacje, gdy rano - po przebudzeniu - wstawałem z łóżka, stawałem przy barierce od schodów i krzyczałem tak długo, aż mama przyszła do mnie na górę. Nie wiem ile mogłem mieć wtedy lat, ale musiałem już samodzielnie chodzić. Co prawda nie sądzę aby tak było w rzeczywistości, ale nie pamiętam właściwie sytuacji, aby moja mama mnie przytulała, abym miał z nią bliższy, fizyczny kontakt. Nigdy też nie mówiła o uczuciach. Ponadto
zapamiętałem ją jako kogoś bardzo spokojnego, opanowanego. Niewiele pamiętam sytuacji, w których by krzyczała lub ogólnie denerwowała się. Nie była narzucająca, ani ingerująca. Nie miała też nigdy jakiś szczególnych wymagań wobec mnie. Trudno mi sobie przypomnieć sytuacje aby cokolwiek mi nakazywała lub zakazywała. Wydaje mi się, że najlepsze określenia jakie teraz  przychodzą mi do głowy to obojętna i odległa. Mam też w pamięci pewne sytuacje, kiedy ja jako małe dziecko złościłem się, krzyczałem przy niej, ale ponieważ nie przynosiło to żadnych efektów, ona pozostawała niereagująca, to w końcu przestawałem i wyciszałem się. Dla jasności napiszę, że nie mam do niej żadnego żalu ani złości. Właściwie to bardzo łatwo
jest mi wczuć się w jej sytuacje i wydaje mi się, że bardzo dobrze rozumiem jej postępowanie.

***

Nie wiem czy to mogło mieć jakikolwiek wpływ na moje dalsze życie, ale z tego co wiem, urodziłem się z zapaleniem oskrzeli. Dlatego, bezpośrednio po porodzie musiałem zostać w szpitalu bez mamy. Pamiętam niestety tylko jakieś strzępki rozmów na ten temat. Wszystkie sprzed co najmniej 10 lat lub więcej. Nigdy sam o to nie pytałem. Z tych strzępków zapamiętałem, że podobno, gdy zostałem w szpitalu, to kompulsywnie uderzałem o coś głową,
a lekarz stwierdził, że to z braku kontaktu z matką. Przy czym, to co napisałem jest oparte na strzępkach zapamiętanych rozmów. Sam nigdy o to nie pytałem i raczej nie zapytam. Tak więc, nie potrafię ocenić na ile poprawnie opisałem sytuacje i na ile ona realnie mogła się zdarzyć. Nie mam też pojęcia czy ona mogła mieć jakikolwiek wpływ na moje dalsze życie.

***

Z wczesnego dzieciństwa pamiętam pewne dziwne zjawisko polegające na tym, że"przyczepiałem się" do przypadkowych dorosłych z mojego otoczenia. W pewnym sensie  lgnąłem do nich. Dotyczyło to np. nauczycielek w szkole albo koleżanek mojej mamy. Teraz wydaje mi się, że działo się tak, ponieważ one - wg. mojego odbioru - okazały mi uwagę, zainteresowały się mną. Teraz wydaje mi się, że poszukiwałem tego, czego nie miałem jako dziecko w domu.

***

Odkąd pamiętam, gdy ktoś rozmawiał przy mnie o uczuciach, to czułem się nieswojo, nie wiedziałem co powinienem robić. Czułem coś w rodzaju paraliżu, zażenowania. W szczególności dziwnie się czułem jak ktoś używał tych dziwnych słów typu miłość lub kochać. Ja do dzisiaj nie mam żadnej ich reprezentacji w moim mózgu. Gdy próbuję sobie je jakoś zwizualizować w mojej wyobraźni, to mam zupełną pustkę. Podobnie jest ze słowem przyjaciel. Jednak, abym
nie został źle zrozumiany - nie piszę tego z żadnym rozżaleniem czy złością. Nie odczuwam też żadnego braku z tego powodu. Nie odczuwam żadnej "tęsknoty za miłością" itp. zjawisk. Zupełnie nic takiego nie przychodzi mi do głowy. Prędzej mam ochotę po cichu wyjść z pokoju, żeby nie musieć słuchać gdy ktoś rozmawia o uczuciach - nawet jeśli kierowałby te słowa do mnie. Mam tak całe życie do dzisiaj. Pamiętam pewną sytuacje kiedy na jednej z
uroczystości rodzinnych (miałem wtedy może 20-22 lata) zobaczyłem jak moja ciotka mówi do swojej kilkuletniej córki, że ją kocha. Po czym zapytała się czy "ona mamę też". Dla mnie to było bardzo dziwne. Byłem zaskoczony i zdezorientowany widząc, że coś takiego może dziać się w realnym życiu. Pamiętam, że miałem wtedy wrażenie, że takie rzeczy się dzieją tylko na filmach albo w książkach, że tak nie wygląda prawdziwe życie. Ponownie dodam, że sednem moich reakcji jest poczucie "zażenowania" lub "dziwnego wrażenia", a nie "tęsknota" lub "poczucie jakiegoś braku". W ostatnim czasie zacząłem się
zastanawiać, że być może tak jest, ponieważ w moim rodzinnym domu nigdy nie słyszałem takich rzeczy.

***

W czasie szkoły podstawowej regularnie doświadczałem przemocy psychicznej i do pewnego stopnia fizycznej ze strony rówieśników. Myślę, że można również to zjawisko nazwać odtrąceniem lub ostracyzmem. Zjawisko to przybierały różne formy np. naśmiewanie się, chowanie plecaka, wpychanie do damskiej toalety, wykręcanie rąk, plucie na twarz, bicie po ciele. Tym co dodatkowo odróżniało mnie od większości, był fakt, że nienawidziłem lekcji
WFu - podczas gdy z tego co mi się wówczas wydawało - większość osób uważała to za jakąś formę rozrywki. Nigdy nie radziłem sobie w żadnym sporcie ani ćwiczeniach, co często spotykało się z powszechnym wyśmiewaniem mnie. Mam w pamięci sytuacje jak w 5-6 klasie - gdy mieliśmy lekcje WFu na dworze - starałem się wymknąć w trakcie zajęć i ukryć za drzewami rosnącymi obok boiska szkolnego. Chciałem pozostać tam niezauważony, najlepiej jeśli tylko udałoby się, do końca lekcji.

***

Nie mam i nigdy nie miałem żadnego wyobrażenia czym jest "związek". Nie mam do dzisiaj żadnej wizji jak on powinien wyglądać i na czym polega. Pamiętam, że mniej więcej na granicy szkoły podstawowej i liceum moi rówieśnicy zaczęli łączyć się w pary, tworząc jakiś nowy nieznany dla mnie typ relacji. Ja nigdy nie przeszedłem tego etapu. Jednak, od 10-11 roku odczuwałem popęd płciowy i jakąś formę pociągu do kobiet. Od tamtego czasu również
regularnie masturbuję się. Gdy w wieku 17 lat uzyskałem dostęp do internetu, zacząłem starać się odnaleźć partnerkę. Jednak z pominięciem związków i tej całej dziwnej dla mnie otoczki, przez którą czułem się nieswojo. Trudno mi było określić czego dokładnie szukałem, jakiej formy relacji. W pewnym doszedłem do wniosku, że szukałem kogoś w rodzaju "koleżanki", jednak dla mnie samego było to mocno rozmyte. Zanim zacząłem poszukiwania w internecie, nie miałem praktycznie żadnych doświadczeń w kontakcie z płcią przeciwną. Moje próby nawiązania kontaktu z kobietami okazały się dla mnie bardzo frustrujące. Metody, które próbowałem stosować, to głównie czaty oraz w mniejszym stopniu portale randkowe.

***

Nie wiem czemu, ale dopiero niedawno zdałem sobie sprawę z tego dlaczego prawdopodobnie moje próby były nieskuteczne. Dopiero w tym roku zdałem sobie sprawę z tego, że ja prawdopodobnie nigdy nie realizowałem "wzorca mężczyzny". Jeśli pisałem do jakiejś kobiety, to dlatego, bo liczyłem, że ona odwzajemni mi uwagę, okaże mi zainteresowanie i w jakiś sposób "zaopiekuje się mną". Gdy rozmówczyni okazywała się w moich oczach bierna, obojętna, chłodna lub wprost  odtrącająca - a tak jest zazwyczaj gdy obcy mężczyzna zagaduje do kobiety w internecie - wycofywałem się czując frustrację. Zamiast adorować i "zdobywać", szukałem u kobiet opieki i rozumiejącej akceptacji.

***

Gdy wydawało mi się, że ktoś mógł mną się interesować i jednocześnie czułem się podczas rozmowy wystarczająco bezpiecznie, to zaczynałem lgnąć do kogoś takiego. Dopiero niedawno zdałem sobie sprawę, że to prawdopodobnie to samo zjawisko, którego doświadczałem w dzieciństwie gdy "przyczepiałem się" do przypadkowych dorosłych. Niestety, prawie zawsze okazywało się, że te sygnały były przeze mnie źle odczytane. Takich
przypadków miałem tylko kilka w życiu. Wydaje mi się, że trafiałem na kobiety z pewnym specyficznym typem zaburzeń emocjonalnych. One same inicjowały ze mną kontakt, okazywały mi zainteresowanie, wydawały mi się miłe i ciepłe. To powodowało, że w jakiś instynktowny sposób natychmiast przywiązywałem się do nich. Jednak równie szybko (w ciągu kilku dni) stawały się dla mnie aroganckie, agresywne, ignorujące lub odtrącające. Kiedyś w takiej
sytuacji rozpłakałem się czując się jak dziecko porzucone przez mamę - mimo, że cały epizod trwał zaledwie niecałe dwa tygodnie. Zdaję sobie sprawę, że sednem problemu jest tutaj fakt, mojego patologicznego przywiązywania się do osób, które w jakiś sposób okazały mi uwagę.

***

Jakieś 8 lat temu miałem epizod, w którym spotykałem się z pewną dziewczyną. Raczej nie był to związek, a przynajmniej nigdy tak tego nie określiliśmy. Ciężko mi nazwać tą relacje. Teraz gdy wspominam ten okres, to wydaje mi się, że doświadczałem w niej przemocy psychicznej. Pamiętam sytuacje, kiedy byłem w wulgarny sposób wyzywany. Kiedyś zdarzyło się, że gdy chciałem wyjść od niej z mieszkania, ona zabrała mi dokumenty aby mnie zatrzymać.
Poczułem się wtedy jak w szkole, kiedy ktoś w czasie przerwy chował mój plecak i nie chciał powiedzieć gdzie on jest.

Przyznaję, że to było bardzo nierozsądne, ale kilka lat temu pożyczyłem pewnej kobiecie poznanej w internecie pieniądze (spotkaliśmy się kilka w przeszłości). Po przelaniu pieniędzy na jej konto przestała odpowiadać na moje wiadomości. Nie mam z nią kontaktu do dziś. Wydaje mi się, że to może również pokazywać moją potencjalną naiwność i łatwowierność.

***

Od dawna mam wrażenie jakby mój rozwój emocjonalno-społeczny zatrzymał się na poziomie dziecka. Poniżej próbuję przytoczyć kilka przykładów obrazujących to zjawisko:

1. W wieku 30 lat nadal boje się ciemności.
Nie jest to już dla mnie dużym problemem, ponieważ śpię przy zapalonej lampce. Jakiś czas temu zdarzyło się, że obudziłem się w środku nocy i zobaczyłem, że jest ciemno. Wystraszony od razu wstałem, żeby zapalić główne światło w pokoju. Okazało się, że żarówka w lampce się spaliła. Gdy byłem dzieckiem lęk przed ciemnością był dla mnie istotnym problemem. Noce regularnie kojarzyły mi się z panicznym lękiem. Do dziś pamiętam moment, kiedy zauważałem,
że na dworze robiło się szaro i ogarniał mnie spokój. Wtedy mogłem spokojnie zasnąć. W każdym razie w wieku 30 lat nadal boje się ciemności i wydaje mi się, że nie bałbym się gdybym spał z kimś obok mnie i mógłbym na przykład trzymać kogoś w nocy za rękę.

2. Mam wrażenie, że moje rozumienie "bliskości" z drugim człowiekiem może być prymitywne lub w jakimś stopniu niedojrzałe. Gdy wyobrażam sobie bliskość z partnerką to w moich wyobrażeniach jest ona właściwie tożsama z dotykiem i bliskością fizyczną. Odczuwam silną potrzebę w tym zakresie - chciałbym się przytulać, dotykać kogoś, czuć fizycznie jej istnienie. W wyobraźni wtedy czuję się bezpiecznie. Pewnie to naciągana interpretacja ale mi to się ostatnio z poziomem kilkuletniego dziecka, dla którego podstawowy kontakt z matką do dotyk (a przynajmniej tak mi się wydaje).

3. Gdy doświadczam trudnej do zniesienia sytuacji, w której brakuje mi wzorca prawidłowej
reakcji, to zdarza się, że reaguje niedojrzałym płaczem. Gdy miałem ok. 20 lat byłem ofiarą napadu. Pewien mężczyzna zatrzymał mnie na ulicy, chciał żebym poszedł zszedł z nim w boczną uliczkę. Chciał abym oddał mu pieniądze, pokazał portfel itd. Podczas rozmowy z nim w pewnym momencie zacząłem płakać. Wydaje mi się, że brakuje mi jakiś mechanizmów radzenia sobie z pewnymi sytuacjami. Lub inaczej, że dorośli ludzie tak nie reagują. Może być też tak, że wynika to po prostu z moich nikłych doświadczeń życiowych. Innymi słowy, że "nie zdążyłem nabrać dystansu i oswoić się z pewnymi sytuacjami", ponieważ do tej pory ich nie doświadczyłem lub doświadczyłem w bardzo ograniczonym zakresie.

4. O tym pisałem już powyżej - niedawno zdałem sobie sprawę, że prawdopodobnie nie potrafię zrealizować "poprawnego wzorca mężczyzny". Nie jestem aktywny, nie umiem "zdobywać". Zamiast adorować, szukam opieki lub okazania uwagi. Gdy obiekt okazuje się dla mnie obojętny, chłodny lub odtrącający - a tak jest statystycznie zawsze gdy nieznajomy mężczyzna "zagaduje" do kobiety - rezygnuję czując frustrację. Gdy zauważam sygnał, że ktoś
może okazać mi zainteresowanie, to w jakiś sposób zaczynam "lgnąć" do takiej osoby. Aktualnie mam wrażenie jakbym ciągle robił to samo co w dzieciństwie względem swojej mamy.

5. Moje preferencje seksualne wydają mi się w pewnym sensie niedojrzałe. Wiele moich fantazji wciąż ogranicza się do dotykania, pettingu, wspólnej masturbacji ale również np. seksu analnego. Trudno mi powiedzieć do końca czemu, ale mam też pewną niechęć do klasycznego (waginalnego) stosunku. Po części pewnie dlatego, że panicznie boję się ciąży. Generalnie w moich fantazjach często przewija się taki niedojrzały, nieporadny, niezdarny seks niczym u nastolatków, którzy nie wiedzą sami co powinni robić.

6. Nie mam zbyt wiele okazji do tego, ale wydaje mi się, że lubię być traktowany jak dziecko i móc zachowywać się infantylnie. Wstyd mi trochę o tym pisać, ale mam w głowie głęboko skrywane fantazje, kiedy np. partnerka mnie sama przytula i głaszcze po głowie jak dziecko i wtedy ja się uspokajam, czuję coś w rodzaju absolutnego bezpieczeństwa.

7. Mimo moich doświadczeń z przemocą w szkole, odczuwam dość silną nostalgię z okresem kiedy byłem dzieckiem lub nastolatkiem. Czasem wydaje mi się, że chciałbym nadal móc robić pewne rzeczy z tamtego okresu np. lepić z kimś bałwana. Czasami, mając prawie 30 lat słucham audycji radiowych dla dzieci. Chciałbym też wrócić do różnych aktywności, które robiłem w dzieciństwie ze starszą siostrą np. grać z partnerką w gry karciane lub planszowe. W pewnym sensie chciałbym nadal być dzieckiem.

8. Czasem mam wrażenie, że bardziej "ogarnięty" gimnazjalista ma większe doświadczenia życiowe ode mnie (szczególnie w zakresie kontaktów z kobietami).

***

Mam silną awersję do wszelkich form agresji i rywalizacji. Być może jest to związane z faktem, że doświadczyłem przemocy w okresie szkolnym. Mimo, że ogólnie jestem bardzo tolerancyjny, to nie potrafię zaakceptować zachowań typu arogancja, naśmiewanie się z kogoś, robienie komuś żartów, robienie czegoś z czystej złośliwości itd. Czasami wydaje mi się, że niektóre osoby uważają mnie przez to wręcz za gbura bez poczucia humoru. Jednak... dla mnie to naprawdę jest nie w porządku i wydaje mi się okropne. Podobnie źle reaguje gdy ktoś krzyczy lub złości się. Jednak nie w tym sensie, że sam reaguje na
to emocjonalnie. Wtedy raczej się "zamykam" i odsuwam od takiej osoby.

***

Jestem introwertykiem, nigdy nie prowadziłem aktywnego życia towarzyskiego. Od dłuższego czasu pracuję zdalnie przez internet i raczej rzadko wychodzę z domu. Jednak taki tryb życia odpowiada mi. Nigdy nie chodziłem do miejsc publicznych typu pub, bar, klub, dyskoteka itp. Jednak, nie czułem też nigdy żadnego braku z tego powodu. Jednocześnie nie chciałbym aby ktoś narzucał mi zmianę w tym zakresie.

***

Nigdy nie miałem fantazji na temat założenia rodziny, posiadania dzieci, ożenienia się. Dopuszczałem myśl, że być może mógłbym się kiedyś z kimś związać i nawet zamieszkać razem, jednak nadal ślub wydawał mi się czymś nieprzydatnym. Jestem też pewny, że nie chcę mieć dzieci - jest to niezmienne przez całe moje życie.

***

Dla uniknięcia nadinterpretacji napiszę, że mój rozwój w pozostałych rejonach np. intelektualnym lub zawodowym wydaje mi się w normie. Ukończyłem studia wyższe, pracuję jako specjalista. Moja praca ma raczej charakter indywidualny i w dość znacznym stopniu wymaga ode mnie samodzielności, odpowiedzialności oraz kreatywności .
Unikam też sytuacji, w których w istotny sposób byłby zależny od innych ludzi lub ktoś byłby zależny ode mnie. Toteż wbrew temu co można by pomyśleć nie szukam kogoś kto przejąłby za mnie całą odpowiedzialność za swoje życie. Jeśli już, to w tym zakresie poszukuję raczej kogoś kto da mi nienarzucające wsparcie.
Ponieważ kilkakrotnie odwołałem się do relacji matki z dzieckiem, to chciałbym też sprostować przypuszczenia jakobym był w jakiś znaczny sposób zależny od swojej własnej mamy. Nasz kontakt nigdy nie był intensywny. Właściwie nigdy nawet nie rozmawialiśmy poza formalnymi sprawami. Nie jestem też od niej w żaden sposób zależny w zakresie mojej decyzyjności.

***

Podsumowując, w ostatnim czasie zdałem sobie sprawę, że być może przez całe życie poszukuję tego czego nie otrzymałem w dzieciństwie. Szukam u kobiet tego, że obdarzą mnie one opieką, dadzą poczucie bezpieczeństwa, okażą rozumiejącą akceptacje. Czyli w pewnym sensie też tego, że staną się stroną aktywną i kimś w rodzaju "opiekuńczej, spokojnej i troskliwej mamy". Wydaje mi się, że to zupełnie odwrotnie w stosunku do tego, jakich mężczyzn szukają kobiety.

To czego szukam:
- poczucie bezpieczeństwa
- aktywne zainteresowanie (opieka)

To od czego uciekam:
- narzucanie, nadmierna ingerencja, próba zmieniania mnie
- brak stabilności (nadmierna emocjonalność, chwiejność emocjonalna itp.)
- jakakolwiek agresja (arogancja, złość, krzyk, poniżanie, manipulacja, szantaż, wyśmiewanie itp.)

***

Z góry dziękuję za wszelkie opinie i porady.

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Mężczyzna szukający opieki, zamiast adorować

Odspołeczniasz sie jednym słowem, a socjalizację masz infantylnie zwyrodniałą. Musisz to radykalnie zmienić, bo będzie coraz gorzej. Idź na terapię GRUPOWĄ. Jesteś chyba idealnym przypadkiem do takowej. Musisz mieć kontakt z ludźmi, spróbuj sprawić, by praca nie była tak indywidualistyczna i zatomizowana, ale bardziej kolektywna i wymagała realnego kontaktu z ludźmi.

3

Odp: Mężczyzna szukający opieki, zamiast adorować
Truhijo01 napisał/a:

Odspołeczniasz sie jednym słowem, a socjalizację masz infantylnie zwyrodniałą. Musisz to radykalnie zmienić, bo będzie coraz gorzej. Idź na terapię GRUPOWĄ. Jesteś chyba idealnym przypadkiem do takowej. Musisz mieć kontakt z ludźmi, spróbuj sprawić, by praca nie była tak indywidualistyczna i zatomizowana, ale bardziej kolektywna i wymagała realnego kontaktu z ludźmi.

Truhijo, już wcześniej to u Ciebie zauważyłam, ale teraz z większą jaskrawością - pewnie dlatego, że autor potrafił opisać swój przypadek i zrobił sobie autodiagniozę w sposób bardzo syntetyczny, a zarazem przystępny.. U Ciebie jest tendencja do używania "trudnych" słów i przeitelektualizowywania prostych komunikatów.

Zastanawiałeś się kiedyś czemu to robisz?

4

Odp: Mężczyzna szukający opieki, zamiast adorować

Taka moja uroda big_smile

5

Odp: Mężczyzna szukający opieki, zamiast adorować

Wymijająca odpowiedź, ale nie spodziewałam się innej wink

Wiesz, po prostu czasem można coś napisać w przystępny dla wszystkich sposób i wcale nie świadczy to o niższym IQ wink

6 Ostatnio edytowany przez Truhijo01 (2015-08-30 20:29:03)

Odp: Mężczyzna szukający opieki, zamiast adorować

No, ale, w czym problem? Ja tak lubię pisać, dbać o kulturę słowa i tym podobne umierające obecnie zwyczaje w komunikacji internetowej. Może taką miałem socjalizację...
Poza tym, widzę, ze autor pisze rzadko tutaj spotykane dobre literacko zdania, więc tym bardziej nie chce się odbiegać od poziomu. I moją wypowiedź zrozumie zapewne bez problemu big_smile

7

Odp: Mężczyzna szukający opieki, zamiast adorować

Dobrze dobrze.

Mówię tylko, że czasem można wyluzować.   wink

8

Odp: Mężczyzna szukający opieki, zamiast adorować

Autor doprowadził do zwiększenia u mnie potrzeby pisania pseudo-analiz na forum. Przedstawił niezłą autodiagnozę,a to się powinno cenić. Ale już znikam ;-).

9

Odp: Mężczyzna szukający opieki, zamiast adorować

A gdzie podział się nasz autor. Wzbudził we mnie sympatię i uciekł big_smile

Powiem Ci autorze, że miałam podobnego "znajomego" do Ciebie - tylko on próbował czegoś więcej.. "próbował" to dobre słowo, bo miałam wrażenie, że nie ma pojęcia jak się zabrac do tego tematu.
I w sumie nie przeszkadzało by mi jakoś mocno, bo to się da wypracować, nauczyć..natomiast nie do zniesienia były jego pretensje, że "nie lecę na niego" i ta potrzeba bycia "zagarniętym"/pochłoniętym/zaopiekowanym w taki specyficzny sposób..

Zabijało to jakiekolwiek pożądanie w moich oczach. I też nie przepadał za 'tradycyjnym seksem' w sensie penetracji, z tego samego powodu co Ty plus obawiał się po prostu "pochłonięcia", a zdrugiej strony tego pragnął..

Z tego co wiem nie leczy się, ale Ty masz szansę sobie z tymi problemami poradzić.

10 Ostatnio edytowany przez njk30 (2015-08-31 02:08:41)

Odp: Mężczyzna szukający opieki, zamiast adorować
Truhijo01 napisał/a:

Idź na terapię GRUPOWĄ. Jesteś chyba idealnym przypadkiem do takowej.

Aktualnie mój stosunek do psychoterapii jest mocno zdystansowany. W przeszłości uczęszczałem na psychoterapie, zarówno grupowe jak i indywidualne. Mój najdłuższy epizod związany z psychoterapią grupową trwał ok. 12-16 miesięcy.
Niezależnie od tego miałem też kilka epizodów, podczas których kontaktowałem się z psychiatrą.  Wszystkie były inicjowane przez trudną do zniesienia sytuację stresową. Podczas nich najczęściej przyjmowałem leki przeciwpsychotyczne, przeciwdepresyjne oraz jednorazowo przeciwlękowe.

Truhijo01 napisał/a:

Musisz mieć kontakt z ludźmi, spróbuj sprawić, by praca nie była tak indywidualistyczna i zatomizowana, ale bardziej kolektywna i wymagała realnego kontaktu z ludźmi.

Poziom mojego życia towarzyskiego jest aktualnie na zadowalającym mnie poziomie.  W tym sensie, że nie odczuwam żadnego dyskomfortu ani braku związanego z tą sferą życia. Mam 2-3 znajomych, z którymi spotykam się kilka razy w roku. Oprócz tego z paroma osobami utrzymuję kontakt drogą internetową.
Charakter wykonywanej pracy jest dostosowany do moich osobistych preferencji i predyspozycji. Zorganizowanie swojego życia zawodowego w taki, a nie inny sposób, uważam za jedną z najlepszych rzeczy, jakie do tej pory osiągnąłem.

Truhijo01 napisał/a:

Autor (...) Przedstawił niezłą autodiagnozę (...)

Warto wspomnieć, iż to co opisałem nie jest w 100% moją autodiagnozą. Podczas terapii, o której wspomniałem wyżej, otrzymałem diagnozę schizoidalnego zaburzenia osobowości. Według danych literaturowych jedną z przyczyn powstawania osobowości schizoidalnej są chłodni i obojętni rodzice (w szczególności przypadek kiedy jeden z rodziców sam jest schizoidalny) oraz odrzucenie ze strony rówieśników w okresie szkolnym.

Elle88 napisał/a:

Powiem Ci autorze, że miałam podobnego "znajomego" do Ciebie - tylko on próbował czegoś więcej.. "próbował" to dobre słowo, bo miałam wrażenie, że nie ma pojęcia jak się zabrac do tego tematu.

Nie jestem pewny czy poprawnie zrozumiałem, to co napisałaś. Czy mogłabyś wyjaśnić, co miałaś na myśli pisząc "coś więcej"? Jeśli dobrze Cię zrozumiałem, to może chodzić o klasyczny związek lub idąc dalej ślub i planowanie rodziny.

Elle88 napisał/a:

(...) natomiast nie do zniesienia były jego pretensje, że "nie lecę na niego" i ta potrzeba bycia "zagarniętym"/pochłoniętym/zaopiekowanym w taki specyficzny sposób..(...)

Zachowanie, które opisałaś wydaje mi się  bardzo odległe. W szczególności nie umiem się zidentyfikować z sytuacją, w której "mam do kogoś pretensje". Przede wszystkim, gdy wyobrażam sobie, że ktoś wchodzi w jakąś relacje ze mną, to w moim poczuciu nie ma on żadnych formalnych zobowiązań wobec mnie. Wobec tego, ja nie mam poczucia, że mogę czegokolwiek wymagać, ale również tak samo widzę sytuację w drugą stronę.

To co opisałaś kojarzy mi się z przyjmowaniem pozycji roszczeniowej, która wydaje mi się bardzo odległa.

Pisząc o potrzebie bycia zaopiekowanym myślałem przede wszystkim o mechanizmie powstawania mojego przywiązania do drugiej osoby. W mojej wyobraźni, jednymi z elementów, które powodują, że odczuwam przywiązanie do hipotetycznej partnerki ("chcę z nią być"), są poczucie "bycia zaopiekowanym" oraz poczucie rozumiejącej akceptacji. Jeśli miałbym dookreślić w jaki sposób rozumiem opiekę w tym kontekście, to wydaje mi się, że przede wszystkim jako aktywne zainteresowanie moimi potrzebami, okazanie zrozumienia w tym zakresie oraz pomoc w ich realizacji.
Innymi słowy, to co opisałem nie jest czymś czego w roszczeniowy sposób oczekuję, ale jest czymś co powoduje moje przywiązanie się do drugiej osoby.

Elle88 napisał/a:

Zabijało to jakiekolwiek pożądanie w moich oczach.

Wydaje mi się, że taka postawa dla większości kobiet okazałaby się nieatrakcyjna, toteż prawdopodobnie nie byłabyś odosobniona.

Elle88 napisał/a:

I też nie przepadał za 'tradycyjnym seksem' w sensie penetracji, z tego samego powodu co Ty plus obawiał się po prostu "pochłonięcia", a zdrugiej strony tego pragnął.

Nie wiem na ile dobrze zrozumiałem postawę Twojego "znajomego", jednak to co opisałaś wydaje mi się raczej odległe. Mimo, że klasyczna penetracja rzeczywiście powoduje u mnie pewien lęk przed ciążą (bez względu na stosowane zabezpieczenia), to nie jest to zjawisko znajdujące się "na pierwszym planie".
Niezależnie od tego, moje fantazje są zdominowane przez inne, na ogół bardziej "prymitywne" formy kontaktów. Jednak, nie wynika to z lęku przed waginalnym stosunkiem, a raczej wprost z moich preferencji. Innymi słowy, chciałbym wykonywać takie, a nie inne czynności ponieważ wydają mi się one pociągające seksualnie, a nie dlatego, że boję się innych form.

11

Odp: Mężczyzna szukający opieki, zamiast adorować

Poziom mojego życia towarzyskiego jest aktualnie na zadowalającym mnie poziomie.  [...] Mam 2-3 znajomych, z którymi spotykam się kilka razy w roku.

Nie wiem, jak to nawet skomentować. To jest coś szokującego.

12 Ostatnio edytowany przez madinka (2015-09-01 08:46:25)

Odp: Mężczyzna szukający opieki, zamiast adorować

Fajnie ze jesteś świadomy swojego "problemu". Jestem w szoku jak brak miłości i bliskościmmoże zdetrrminowac życie dorosłego człowieka. Z drugiej strony Twoje wypowiedzi pozwalają mi odrobinę zrozumieć swojego męża. W odróżnieniu od Ciebie on nie wyobraża sobie życia bez kobiety i dzieci. Dla niego to źródło szczęścia i bezpieczeństwa aczkolwiek teraz widzę ze trochę to przejaskrawia.

Pochodzę z domu gdzie miłości czułości i zrozumienia było na pęczki. Mąż całe życie słuchał tylko pretensji i żali. Do tej pory jego naturalnym sposobem wypowiedzi jest podniesiony głos i irytacja. Identycznie jak jego matka.

Należę do tego typu kobiet które miłość utożsamiają z okazywaniem troski np poprzez dbanie o to żeby podstawowe potrzeby były zaspokojone. Np to ja dbam o to co je mój mąż czy ma kanapki do pracy czy ma wystarczającą ilość czystej bielizny czy nie jest mu zimno/ gorąco. Ogólnie strasznie mu matkuje wiec sam widzisz ze są jeszcze kobiety przed 30tka z takim sposobem okazywania miłości. Problem w tym ze w zamian oczekuje poczucia życia w stadzie a mąż nie potrafi tego ogarnąć. Jesteśmy ze sobą od 4 lat i do tej pory on nie mówi my tylko zawsze jest ja. Np jedziemy na spotkanie ze znajomymi i on np mówi ze jak będzie wyjeżdżał to da znać. Pytam czy w takim razie sam jedzie? Odpowiada ze że mną ana moje zzdziwienie dlaczego mówi tak jakby sam jechał nie reaguje bo nie rozumie. Tak samo jest z dzieckiem które lada chwila przyjdzie na świat. To jest jego dziecko. Nie nasze. Dla mnie to chore ale widzę ze wynika z odtracenia go przez matkę i braku wzorca mężczyzny w domu. Z perspektywy przyszłej matki trochę mnie to przeraża bo widzę jak ważna jest mija rola w życiu mojego dziecka.

13

Odp: Mężczyzna szukający opieki, zamiast adorować

Jak będziesz chciał pogadać to napisz do mnie na gg, lubie ludzi z problemami smile
55242399

14

Odp: Mężczyzna szukający opieki, zamiast adorować

lubie ludzi z problemami smile

https://revisiongenie.files.wordpress.com/2015/01/must-not-laugh.jpg

15 Ostatnio edytowany przez ewa.wu (2015-09-01 19:58:02)

Odp: Mężczyzna szukający opieki, zamiast adorować

Źle się wyraziłam, po prostu intrygują mnie, są w pewnym sensie interesujący. Jako, że sama jestem aspołeczną introwertyczką to nie mam zbyt wielu znajomych. Trochę czuję się samotna, a z podobnymi do mnie creepami dobrze mi się rozmawia. A takich ze świecą szukać smile albo w poczekalni u psychiatry.
(Bez obrazy oczywiście, takie mam sarkastyczne poczucie humoru sad )

16 Ostatnio edytowany przez njk30 (2015-09-02 19:16:46)

Odp: Mężczyzna szukający opieki, zamiast adorować
madinka napisał/a:

(...) Twoje wypowiedzi pozwalają mi odrobinę zrozumieć swojego męża. W odróżnieniu od Ciebie on nie wyobraża sobie życia bez kobiety i dzieci. Dla niego to źródło szczęścia i bezpieczeństwa (...)

Nigdy nie chciałem mieć dzieci i nie wydaje mi się aby to kiedykolwiek mogło się zmienić. Poza tym ma to też racjonalne przesłanki - wiem, ze nie byłbym w stanie wytworzyć więzi z dzieckiem i zaspokoić jego/jej potrzeby uczuciowe.

madinka napisał/a:

(...)Mąż całe życie słuchał tylko pretensji i żali. Do tej pory jego naturalnym sposobem wypowiedzi jest podniesiony głos i irytacja. Identycznie jak jego matka (...)

Zachowanie Twojego męża rzeczywiście może w dużym stopniu wynikać z jego relacji w dzieciństwie, jednak w moim przypadku wygląda to inaczej. Ja mam awersje do wszelkiej formy agresji czyli również krzyku, złości, podniesionego tonu głosu. Naprawdę bardzo trudno jest mnie zdenerwować. Wydaje mi się, że jestem raczej łagodny, spokojny i bardzo rzadko okazuję emocje.

17

Odp: Mężczyzna szukający opieki, zamiast adorować

post na forum nic nie da. poza tym większość brzmi jakbyś gdzieś to wyczytał.
polecam zgłosić się do psychoterapeuty i zapisać się do jakiegoś wolontariatu czy gdziekolwiek, gdzie jest okazja by poznać nowych ludzi.

Odp: Mężczyzna szukający opieki, zamiast adorować

90% objawów które posiadasz posiadam sam. Też zostałem wychowywany przez matkę.

Też szukam opieki, chce byc zauwazany jak kobieta narcyz, adorowany. Matka nie nauczyła mnie w życiu nic, oprocz szkodliwych babskich wzorcow. Była wycofana bo sama chciała być adorowana (a nie miała przez kogo bo mezczyzni ją rzucali) to dodatkowo wyładowywała się na mnie zamiast dać poczucie akceptacji.

Teraz czuje sie jak dzieciak, choć może nie jestem tak naiwny jak Ty i nie płacze wciąż to mimo wszystko te zachowania podobne są do zachowań kobiecych. Na w-fie tez nie cwiczylem bo zawsze byłem chuderlawy i moja chęć rywalizacji została wybita ze swiadomosci. Gdy przychodzilem powiedziec mamie o tym mowila ze sobie wmawiam. Zero zrozumienia, totalny chłód i pogarda wręcz. Czulem sie caly czas zagubiony.

Jedyne co matka potrafila to wydawac rozkazy jak tyranka. Ona nie potrafi nic. Idzie do pracy, wraca, pogada, porozkazuje, poplotkuje i tyle.

Brak mi meskiego wzorca.

Czasami nawet zastanawiałem się czy nie jestem gejem przez to - umiem oceniać mężczyzn choc nie wyobrazam sobie z nimi seksu. Brzydzi mnie to i boje sie tego, choc reaguje np na widok penisa podnieceniem ale nie wiem czy to czasem nie jest związane z narcyzmem co wykształciła we mnie mama. Podoba mi sie moj wlasny narząd po prostu.

Z kobietami chce seksu ale potwornie sie boje bo wiem ze nie wypelniam męskich zadan i boje sie wysmiania, odrzucenia. Kobieta by musiała mi dac duzo akceptacji, milosci, a to nie moja mama w koncu i raczej na slabosci patrzy jak na ułomnego, piz*e. To tylko potęguje moje lęki i poczucie bycia dzieckiem.

Niestety bez pewnosci siebie trudno jakąkolwiek wartościową znaleźć i koło się zamyka.

Próbowałem sam się zmieniać to jedyne co udało mi się wypracować to mam nerwice i zaczalem udawac przed ludzmi, oraz stalem sie agresywny gdy nie boje sie konfrontacji fizycznej. Bo tą przegram. W innych walcze i nie mam spokoju.

Bylem u psychologow, psychiatrow. Nikt nie pomogl. Jedynie zalecili znalezc rodzine zastępczą która dałaby mi pełną akceptacje, a mężczyzna nauczył męskiego wzorca. To W polsce nie mozliwe.

Nie wiem ile pożyje. To nie ma sensu.

Wszystko przez matke i jej głupotę sad Matki nie powinny wychowywac chlopcow.

19

Odp: Mężczyzna szukający opieki, zamiast adorować
ZnamtoZdoswiadczenia napisał/a:

90% objawów które posiadasz posiadam sam. Też zostałem wychowywany przez matkę.

Też szukam opieki, chce byc zauwazany jak kobieta narcyz, adorowany. Matka nie nauczyła mnie w życiu nic, oprocz szkodliwych babskich wzorcow. Była wycofana bo sama chciała być adorowana (a nie miała przez kogo bo mezczyzni ją rzucali) to dodatkowo wyładowywała się na mnie zamiast dać poczucie akceptacji.

Teraz czuje sie jak dzieciak, choć może nie jestem tak naiwny jak Ty i nie płacze wciąż to mimo wszystko te zachowania podobne są do zachowań kobiecych. Na w-fie tez nie cwiczylem bo zawsze byłem chuderlawy i moja chęć rywalizacji została wybita ze swiadomosci. Gdy przychodzilem powiedziec mamie o tym mowila ze sobie wmawiam. Zero zrozumienia, totalny chłód i pogarda wręcz. Czulem sie caly czas zagubiony.

Jedyne co matka potrafila to wydawac rozkazy jak tyranka. Ona nie potrafi nic. Idzie do pracy, wraca, pogada, porozkazuje, poplotkuje i tyle.

Brak mi meskiego wzorca.

Czasami nawet zastanawiałem się czy nie jestem gejem przez to - umiem oceniać mężczyzn choc nie wyobrazam sobie z nimi seksu. Brzydzi mnie to i boje sie tego, choc reaguje np na widok penisa podnieceniem ale nie wiem czy to czasem nie jest związane z narcyzmem co wykształciła we mnie mama. Podoba mi sie moj wlasny narząd po prostu.

Z kobietami chce seksu ale potwornie sie boje bo wiem ze nie wypelniam męskich zadan i boje sie wysmiania, odrzucenia. Kobieta by musiała mi dac duzo akceptacji, milosci, a to nie moja mama w koncu i raczej na slabosci patrzy jak na ułomnego, piz*e. To tylko potęguje moje lęki i poczucie bycia dzieckiem.

Niestety bez pewnosci siebie trudno jakąkolwiek wartościową znaleźć i koło się zamyka.

Próbowałem sam się zmieniać to jedyne co udało mi się wypracować to mam nerwice i zaczalem udawac przed ludzmi, oraz stalem sie agresywny gdy nie boje sie konfrontacji fizycznej. Bo tą przegram. W innych walcze i nie mam spokoju.

Bylem u psychologow, psychiatrow. Nikt nie pomogl. Jedynie zalecili znalezc rodzine zastępczą która dałaby mi pełną akceptacje, a mężczyzna nauczył męskiego wzorca. To W polsce nie mozliwe.

Nie wiem ile pożyje. To nie ma sensu.

Wszystko przez matke i jej głupotę sad Matki nie powinny wychowywac chlopcow.

Straszne jest to stwierdzenie. Masz rację, zostałeś w pewien sposób skrzywdzony, jednak odnoszę wrażenie że dużą część sobie sam ''doprawiłeś'' czyli po prostu drobiłeś.
Po pierwsze: ile masz lat?
Niestety jest u ciebie ten syndrom, często nazwany jako stary czy nieobecny ojciec. Głównie chodzi o to.... zresztą sam wiesz.
Pragniesz wzorca mężczyzny, to naturalne, ale stwierdzenie przeze mnie pogrubione to przesada...
U ilu psychologów i psychiatrów byłeś? Ile trwały terapie?

20 Ostatnio edytowany przez ZnamtoZdoswiadczenia (2015-09-22 18:46:40)

Odp: Mężczyzna szukający opieki, zamiast adorować

Czyzbys oburzyła się bo jesteś samotną matką? Prawda jest taka ze kobieta nie posiada męskich cech, więc chłopca nauczy swojego modelu postępowania. Kobiecego. To tworzy naprawde patologiczne problemy. Czytalem wiele artykulow na ten temat, badan gdzie dzieci wychowywane przez samotne matki maja choroby psychiczne, ADHD, problemy z tozsamoscia itd. Poza tym te matki z reguly sa nieszczesliwe wiec i dziecko staje sie tez słabe.

Ale wpaja nam sie odgornie jakies jedyne poprawne wzorce i pozniej sie tylko ci ludzie bronią.

Mam 28 lat, terapie trwały 5 lat łącznie u 3 roznych terapeutow. Na poczatek byl psycholog i psychiatra z lekami. Nie pomoglo nic, a wręcz pokazalo ze sie ine nadaje do funkcjonowania w spoleczenstwie bo nikt takiego kogos nie zaakceptuje, a walka z chemią organizmu i wzorcem z dziecinstwa jest niemozliwa. Matka oczywiscie nie widzi winy w sobie, a wręcz przeciwnie. Mowi ze nie powinienem sie urodzic to by była szczęśliwsza. Narcyzm i egocentryzm kobiet mnie naprawde zenuje i odstręcza.

Powinienem dostac ok 5 lat pełną akceptacje by sie poczuc wolnym, a nie mam od kogo tego dostac. Nitk sie mną nie zaopiekuje. Wstyd mi nawet to pisac, bo wiem ze powinienem sam sobie radzic, ale to jest proste dla ludzi poprawnie wychowanych. Inni nie zrozumieja.
Powinienem tez nauczyc sie męskich cech a nie mając ich teraz moge jedynie je udawac. Dokładnie tak jak te wszystkie niezalezne agresywne kobiety, ktore pozniej płaczą i staja sie bardzo sprzeczne.

I mam to ja. Zal mi siebie bo widze co sie dzieje z tym swiatem.

21

Odp: Mężczyzna szukający opieki, zamiast adorować
ZnamtoZdoswiadczenia napisał/a:

Czyzbys oburzyła się bo jesteś samotną matką?

Pudło smile
Ale znam kilka samotnych matek, i nie wszystkie ich dzieci są zaburzone.

ZnamtoZdoswiadczenia napisał/a:

Prawda jest taka ze kobieta nie posiada męskich cech, więc chłopca nauczy swojego modelu postępowania. Kobiecego. To tworzy naprawde patologiczne problemy.

No niestety nie jest tak że jesteśmy wszyscy w 100% psychicznie kobiecy i męscy.Mieszanki są częściej niż myślisz
P.S. a co tak na prawdę jest męskie, a co kobiece?

ZnamtoZdoswiadczenia napisał/a:

Czytalem wiele artykulow na ten temat, badan gdzie dzieci wychowywane przez samotne matki maja choroby psychiczne, ADHD, problemy z tozsamoscia itd. Poza tym te matki z reguly sa nieszczesliwe wiec i dziecko staje sie tez słabe.

Ale wpaja nam sie odgornie jakies jedyne poprawne wzorce i pozniej sie tylko ci ludzie bronią.

A z ojcami samotnymi to myślisz lepiej? smile
Wyobraź sobie samotny ojciec wychowujący córke.... i skąd ona ma nabrać wzorców?
Wszystko da sie wypracować... ale potrzeba na to dużo: czasu, chęci, zapału itp...


ZnamtoZdoswiadczenia napisał/a:

Mam 28 lat, terapie trwały 5 lat łącznie u 3 roznych terapeutow. Na poczatek byl psycholog i psychiatra z lekami. Nie pomoglo nic, a wręcz pokazalo ze sie ine nadaje do funkcjonowania w spoleczenstwie bo nikt takiego kogos nie zaakceptuje, a walka z chemią organizmu i wzorcem z dziecinstwa jest niemozliwa.

Ciężko z tobą.... ale nie uwierzę ci w to że jakis psycholog czy psychiatra powiedział ci że nie nadajesz się do życia w społeczeństwie, bo nikt cie nie zaakceptuje.

ZnamtoZdoswiadczenia napisał/a:

Mam  Matka oczywiscie nie widzi winy w sobie, a wręcz przeciwnie. Mowi ze nie powinienem sie urodzic to by była szczęśliwsza. Narcyzm i egocentryzm kobiet mnie naprawde zenuje i odstręcza.

A może tu jest błąd? Ty uważasz że najgorsze jest to że wychowała cie matka, a ja myśle że najgorsze jest to że wychowała cie ZABURZONA kobieta...

ZnamtoZdoswiadczenia napisał/a:

Powinienem dostac ok 5 lat pełną akceptacje by sie poczuc wolnym, a nie mam od kogo tego dostac. Nitk sie mną nie zaopiekuje. Wstyd mi nawet to pisac, bo wiem ze powinienem sam sobie radzic, ale to jest proste dla ludzi poprawnie wychowanych. Inni nie zrozumieja.
Powinienem tez nauczyc sie męskich cech a nie mając ich teraz moge jedynie je udawac. Dokładnie tak jak te wszystkie niezalezne agresywne kobiety, ktore pozniej płaczą i staja sie bardzo sprzeczne.

5 lat? i myslisz że zapomnisz? co to znaczy pełną akceptacje? co to znaczy poczuć sie wolnym?
W twoich oczach to kobiety są źródłem całego zła i jak tu sie tobą zaopiekować? Pamiętaj że tą krzywdę zadała Ci twoja matka, a nie wszystkie kobiety...
Cały czas o tych cechach, a jakich ty cech chcesz sie nauczyć? Czego Ci właściwie brakuje twoim zdaniem ?


ZnamtoZdoswiadczenia napisał/a:

I mam to ja. Zal mi siebie bo widze co sie dzieje z tym swiatem.

Mi żal Ciebie, bo widzę co sie dzieje z tobą.

22 Ostatnio edytowany przez njk30 (2015-09-24 03:32:59)

Odp: Mężczyzna szukający opieki, zamiast adorować
quicys napisał/a:

post na forum nic nie da. poza tym większość brzmi jakbyś gdzieś to wyczytał.
polecam zgłosić się do psychoterapeuty i zapisać się do jakiegoś wolontariatu czy gdziekolwiek, gdzie jest okazja by poznać nowych ludzi.

Wydaje mi się, że mój post mógł przez niektóre osoby zostać zinterpretowany nie tak jak to sobie wyobrażałem. Prawdopodobnie dlatego, ze nie napisałem tego wprost. Przede wszystkim nie odczuwam potrzeby aby zacząć żyć tak jak inni. Jedną z rzeczy, które wymieniłem pośród tego czego unikam, była nadmierna ingerencja i próba zmieniania mnie. Toteż porady, które sugerują co mogę zmienić w sobie nie są tym czego oczekiwałem pisząc post. Wbrew pozorom, jestem raczej zadowolony ze swojego życia. Tak jak pisałem, moje życie towarzyskie uważam za satysfakcjonujące i nie odczuwam potrzeby aby dokonywać zmian w tym zakresie.

Innymi słowy, w moim poście opisałem to jaki jestem oraz to czego poszukuję. Celem postu było nawiązanie kontaktu z osobami, dla których to co napisałem wydało się w jakiś sposób bliskie lub przynajmniej interesujące. Jedna osoba w tym wątku pozostawiła mi swój numer gg, co interpretuję tak, że post odniósł zamierzony skutek ("post na forum coś dał").

ZnamtoZdoswiadczenia napisał/a:

(...)Matka nie nauczyła mnie w życiu nic, oprocz szkodliwych babskich wzorcow. Była wycofana bo sama chciała być adorowana (a nie miała przez kogo bo mezczyzni ją rzucali) to dodatkowo wyładowywała się na mnie zamiast dać poczucie akceptacji.(...) Jedyne co matka potrafila to wydawac rozkazy jak tyranka. Ona nie potrafi nic. Idzie do pracy, wraca, pogada, porozkazuje, poplotkuje i tyle.
Brak mi meskiego wzorca. (...)

Wydaje mi się, że nasze sytuacje są odmienne. Przede wszystkim, z tego co piszesz odniosłem wrażenie - jeśli się mylę, to proszę abyś mnie poprawił - że odczuwasz pewien żal lub złość do swojej matki. Taka postawa jest mi całkowicie obca. Tak jak pisałem w pierwszym poście, nie mam niczego za złe mojej mamie. Co więcej - bardzo łatwo jest mi zidentyfikować się z nią. Również bardzo łatwo potrafię wyobrazić sobie samego siebie w jej roli kiedy postępowałbym podobnie wobec hipotetycznego dziecka (i jest to jeden z powodów, dla których nie chcę mieć dzieci). Jej zachowanie wydaje mi się zrozumiałe, bliskie i nie mam jej niczego za złe. Być może kogoś to zdziwi, ale jeśli ktoś dałby mi teraz możliwość cofnięcia się w czasie i zmienienia moich stosunków z mamą na pełne ciepła, opieki i bliskich rozmów to... wydaje mi się to tak żenujące, że wolałbym aby wszystko pozostało tak jak było. Trudno mi to wytłumaczyć, tak po prostu mam, choć dla mnie samego nie jest to do końca zrozumiałe.

Druga różnica jaką zauważyłem, to to, że w Twoich opisach Twoja mama była raczej ingerująca i okazywała Ci negatywne emocje. W moim przypadku tak nie było. Zapamiętałem ją raczej jako odległą, chłodną i niereagującą. Przy czym dla jasności, to nie dotyczyło jedynie moich relacji z nią, ale jej relacji z otoczeniem w ogóle. Od ponad 10 lat mieszka ze swoim partnerem, ale odkąd pamiętam spali w odzzielnych łóżkach, nie pamiętam ani jednej sytuacji aby się całowali lub przytulali. Nigy też nie mówili o uczuciach. Abym nie został źle zrozumiany napiszę, że w takim samym stopniu nie pamiętam ani jednego przypadku aby się kłocili lub byli źli na siebie. Ogólnie rzecz biorąc żyją ze sobą ponad 10 lat, a ich relacje uznaję za pogodne, spokojne i poprawne. W tym sensie, że nie ma w nich wrogości, ani innych negatywnych emocji.

Nie potrafię również zidentyfikować się ze stwierdzeniem jakoby moja mama przekazała mi same złe cechy. Prawdę mówiąc nie potrafię wskazać ani jednej złej cechy, którą ona mi przekazała. Za to - co może wydać się pozornie zaskakujące - gdy przypominam sobie dzieciństwo, to moja mama wydaje mi się wzorcem spokoju i opanowania. Do dzisiaj taka postawa budzi we mnie podziw i mam wrażenie, że w jakiś sposób "nauczyłem się" przy niej zachowywać spokój.

ZnamtoZdoswiadczenia napisał/a:

Z kobietami chce seksu ale potwornie sie boje bo wiem ze nie wypelniam męskich zadan i boje sie wysmiania, odrzucenia. Kobieta by musiała mi dac duzo akceptacji, milosci, a to nie moja mama w koncu i raczej na slabosci patrzy jak na ułomnego, piz*e. To tylko potęguje moje lęki i poczucie bycia dzieckiem.
Niestety bez pewnosci siebie trudno jakąkolwiek wartościową znaleźć i koło się zamyka.

Wydaje mi się, że również w tym aspekcie funkcjonujemy w odmienny sposób. Jeśli dobrze Cię zrozumiałem, to raczej nie jesteś usatysfakcjonowany z tego w jaki sposób funkcjonujesz, szczególnie w obrębie kontatków z kobietami. Innymi słowy, że chciałbyś się zmienić, być "bardziej męski". Jeśli zinterpretowałem to niewłaściwie, to chciałbym abyś mnie poprawił.

Natomiast wydaje mi się, że ja nie mam raczej problemu z akceptacją samego siebie lub zaniżoną samooceną. Raczej nie uważam się za kogoś gorszego od innych. W tym sensie, że dostrzegam pewne sfery, w których funkcjonuję gorzej niż większość, ale również dostrzegam takie, gdzie wydaje mi się, że funkcjonuję lepiej. Również, nie odczuwam potrzeby aby się zmieniać, dążyć do tego aby funkcjonować "tak jak inni" albo stać się "bardziej męski".

Wydaje mi się, że nie mam też przesadnego lęku przed brakiem akceptacji ze strony innych. Swoją sytuację opisałbym bardziej w taki sposób, że zdaję sobie sprawę, że funkcjonuję w dość nietypowy sposób i w związku z tym poszukuję również "nietypowych" ludzi. Innymi słowy nie chce się zmieniać, tylko chciałbym znaleźć kogoś "kompatybilnego" ze mną.

ZnamtoZdoswiadczenia napisał/a:

Próbowałem sam się zmieniać to jedyne co udało mi się wypracować to mam nerwice i zaczalem udawac przed ludzmi, oraz stalem sie agresywny gdy nie boje sie konfrontacji fizycznej. Bo tą przegram. W innych walcze i nie mam spokoju.

Tak jak pisałem w pierwszym poście, jedną z niewielu rzeczy, których nie toleruję (a takich jest naprawdę mało), zarówno u siebie jak i u innych, są wszelkie formy agresji. Zarówno fizycznej jak i psychicznej. Z założenia unikam niepotrzebnych konfliktów. Jeśli takie zauważam, to dążę do ich rozwiązania poprzez racjonalne i spokojne wyjaśnienie wzajemnych intencji lub czasami, kiedy szanse złagodzenia konfliktu wydają mi się wyjątkowo małe, po prostu wycofuję się nie odwzajemniając ładunku emocjonalnego rozmówcy. Z moich doświadczeń wynika, że bardzo rzadko ktoś chce realnie stwarzać konflikty (kłótnie) lub sprawiać przykrość drugiej osobie (a w szczególności swojemu partnerowi). Toteż jeśli już dochodzi do kłótni (sytuacji konfliktowej), to zazwyczaj wynika ona z niezrozumienia swoich intencji. Innymi słowy, agresywne zachowanie jest mi zdecydowanie obce. Z natury jestem spokojny i raczej pogodnie nastawiony do innych ludzi.

ZnamtoZdoswiadczenia napisał/a:

(...)Wszystko przez matke (...) Matki nie powinny wychowywac chlopcow.

Jeśli chodzi o mnie, to nie mam przekonania na ile to co opisałem miało wpływ na mój dalszy rozwój. W szczególności, raczej nie przykładam dużej wagi do samego faktu, że wychowałem się bez ojca. Wydaje mi się, że takich przypadków jest dość sporo i nie rzutuje to znacząco na rozwój wychowanych w takich warunkach dzieci - niezależnie od ich płci. Niemniej jednak, nie dysponuję żadnymi obiektywnymi danymi na ten temat, a są to jedynie moje domysły. Toteż, należy zachować dystans do tego co napisałem.

ZnamtoZdoswiadczenia napisał/a:

(...)Wstyd mi nawet to pisac, bo wiem ze powinienem sam sobie radzic, ale to jest proste dla ludzi poprawnie wychowanych. Inni nie zrozumieja.(...)

Zjawisko bycia nierozumianym rzeczywiście może być frustrujące i sam często posiadam poczucie braku w tym aspekcie. Toteż, to co napisałeś zdaje się być mi bardzo bliskie. Ponadto, wydaje mi się, że jedną z podstawowych rzeczy, której poszukuję u potencjalnej partnerki, to przede wszystkim poczucie bycia rozumianym, w szczególności w zakresie moich potrzeb.

Jak sam zauważyłeś, dla większości ludzi problemy, których doświadczasz są odległe i niezrozumiałe. I według mnie raczej nie należy mieć o to pretensji, ponieważ rzeczywiście dla kogoś kto nigdy nie doświadczył czegoś podobnego, mogą one być trudne do wyobrażenia. Tak jak trudne do wyobrażenia są kolory, dla osoby od urodzenia niewidomej. Innymi słowy nie wymagam tego od innych ludzi. Natomiast niezależnie od tego, staram się odnaleźć osobę, dla której to co opisałem jest bliskie, czego efektem jest między innymi mój post. Takie osoby nalezą do mniejszości, jednak mam przesłanki, że istnieją.

23 Ostatnio edytowany przez yuv85 (2015-12-19 08:48:56)

Odp: Mężczyzna szukający opieki, zamiast adorować

Wydaje mi się, że w wielu sprawach mam podobnie jak autor. Szczególnie jeśli chodzi o opisane doświadczenia z dzieciństwa. Co ciekawe, też boję się ciemności. Opisana historia skojarzyła mi się z dwoma artykułami, które jakiś czas temu znalazłem w internecie. Oba dotyczą tzw. zespołu niezaspokojenia emocjonalnego. Być może to jest klucz do opisanej sytuacji.

psychika.net/2009/12/jak-niezaspokojenie-emocjonalne-w.html
psychika.net/2009/12/terapia-w-zespole-niezaspokojenia.html

24 Ostatnio edytowany przez njk30 (2015-12-23 02:53:02)

Odp: Mężczyzna szukający opieki, zamiast adorować
yuv85 napisał/a:

Wydaje mi się, że w wielu sprawach mam podobnie jak autor. Szczególnie jeśli chodzi o opisane doświadczenia z dzieciństwa. Co ciekawe, też boję się ciemności. Opisana historia skojarzyła mi się z dwoma artykułami, które jakiś czas temu znalazłem w internecie. Oba dotyczą tzw. zespołu niezaspokojenia emocjonalnego. Być może to jest klucz do opisanej sytuacji.

psychika.net/2009/12/jak-niezaspokojenie-emocjonalne-w.html
psychika.net/2009/12/terapia-w-zespole-niezaspokojenia.html

Przejrzałem zalinkowane materiały oraz to, co znalazłem dodatkowo w internecie. Okazało się, że to pojęcie nie znajduje się w klasyfikacjach DSM lub ICD, a przynajmniej nie jako wyróżniona, indywidualna jednostka. Co zatem idzie - o ile nie przeoczyłem jakiś istotnych informacji - to pojęcie zespołu niezaspokojenia emocjonalnego nie jest obecnie częścią praktyki medycznej. Moją nieufność wzbudziły również materiały na temat historii, w jaki sposób powstawało to pojęcie. Odnalazłem między innymi następujące informacje:

"[...] Dr  Anna  Terruwe  (1911-2004)  odbyła  studia  medyczne na Uniwersytecie  w  Utrechcie  w  Holandii.  Doktorat  z  filozofii  uzyskała  na
uniwersytecie w Lejdzie. Przez wiele lat prowadziła praktykę psychiatryczną w Nijmegen, dokąd przyjeżdżali pacjenci z całej Europy Zachodniej. Oprócz tego bardzo  aktywnie  zajmowała  się działalnością naukową:  wykładała  (między innymi  na  Katolickim  Uniwersytecie  w  Nijmegen),  brała  udział  w  licznych konferencjach,  wydawała  książki.  Za  jej  największe  osiągnięcia  uważa  się: odkrycie mechanizmu nerwic represyjnych, wyróżnienie, innych niż represyjne, nerwic  deprywacyjnych  oraz  wprowadzenie  do  języka  psychologii  pojęcia afirmacji (jako nadania człowiekowi emocjonalnego poczucia wartości, które dla neurotyka  deprywacyjnego  staje  się psychicznym  „powtórnym  narodzeniem”).
Paweł  VI  nazwał  dorobek  naukowy  A.  Terruwe  „szczególnym  darem  dla Kościoła”.  [...]"

oraz

"[...] Ponieważ Terruwe i Baars bardzo szybko zauważyli, że współczesnej im psychiatrii  i  psychologii  brakuje  podstaw  filozoficznych,  a  tak  ukształtowana nauka  nie  jest  w  stanie  we  właściwy  sposób  pomóc  człowiekowi,  postanowili swoją teorię oprzeć na filozoficznej antropologii  św. Tomasza z Akwinu. W ten sposób powstało zupełnie innowacyjne ujęcie nerwic represyjnych.  [...]"

Podsumowując, wydaje mi się, że bezpieczniej jest zachować w tym przypadku duży dystans.

25

Odp: Mężczyzna szukający opieki, zamiast adorować

Nijk nie mam teraz czasu dłużej się rozpisać,  Wigilia i te sprawy, ale dodaję temat do subskrypcji bo jest dla mnie wybitnie ciekawy. Z tego co tu opisujesz wyłania się bardzo spójna całośćtu, jak zauważyłeś kilka osób chciałoby Ci pomóc pokazując co powinieneś wsobie zmienić i w jaki sposób ale jak sam Dodałeś to nie jest celem napisania tego posta. Wydaje mi się że jesteś całkiem szczęśliwy w takiej rzeczywistości jaką sobie stworzyłeś i bardzo dobrze w niej funkcjonujesz. Mnie nie szokuje wcale to że na przykład lubisz spotykać się z kilkoma osobami tylko kilka razy w roku. Rozumiem że już to zaspokaja twoją potrzebę bliskości. Jestem pewna że praca jaką sobie wybrałeś satysfakcjonuje cię w 100%. Co więcej osoby takie jak T są świetnymi pracownikami bardzo rzetelnymi i można na nich polegać. Znałam dosłownie kilka osób bardzo podobnych do Ciebie i byli to przeważnie prawnicy. Darzyłam ich zawsze bardzo dużą sympatią.
Żona i dzieci czyli rodzina są dla większości ludzi najwyższymi wartościami ale nie musi tak być i człowiek równie dobrze może się realizować na innych polach.
Nie ma w tym nic złego ani nie normalnego a to że być może część ludzi tego nie rozumie nie powinno być przecież żadnym problemem.
Pozdrawiam cię serdecznie i z dużym zainteresowaniem będę śledzić ten wątek.

Posty [ 25 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Mężczyzna szukający opieki, zamiast adorować

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024