Nigdy nie naprawię swojego błędu - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » TRUDNA MIŁOŚĆ, ZAZDROŚĆ, NAŁOGI » Nigdy nie naprawię swojego błędu

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 15 ]

Temat: Nigdy nie naprawię swojego błędu

Witam,





Chciałabym podzielić się swoją historią. Może będzie ona przestrogą dla niektórych jak nie zniszczyć czegoś prawdziwego w swoim życiu.

Dla niektórych być może będzie banalna, dla innych mniej.



Damiana poznałam w liceum. Początkowo nie byliśmy sobą zainteresowani, on miał swoich znajomych a ja swoich. W drugiej klasie zaczęło się coś między nami rodzić, przypadkowo usiedliśmy razem w ławce. Krótkie rozmowy, jakiś delikatny flirt, coraz częstszy kontakt przez portale społecznościowe i komunikatory, wkrótce długie konwersacje i przyjacielskie spotkania na kawę albo spacer, wspólna nauka. Przez pewien czas baliśmy się tego uczucia, w końcu to ta sama klasa. Kiedyś wybraliśmy się razem na imprezę i tam nasze uczucia wybuchły. Zostaliśmy parą.



Pierwsze miesiące były piękne, potem coś zaczęło się psuć. Pierwsze rozstanie po pół roku było z inicjatywy Damiana. Mówił, ze nie czuje się dobrze w związku. Żałował rozstania a ja dałam mu szansę. Potem były kolejne kłótnie i rozstania. W sumie tak przetrwaliśmy 5 lat, co rok ponownie się rozstawaliśmy, czasem częściej. Większość rozstań była z mojej inicjatywy. Naszym problemem był brak porozumienia w kwesti spędzania wolnego czasu.

Damian to typowy kanapowiec, ja osoba towarzyska, której wszędzie pełno, uwielbiam żyć aktywnie i przez to związek z nim wkrótce zaczął mnie męczyć, pragnęłam czegoś nowego, kogoś, kto będzie spędzać czas razem ze mną. Damian to dobry facet, pomimo, że sam zostawał w domu rzadko kiedy miał pretensje, że ja gdzieś idę, sprzątał i gotował obiady, okazywał mi miłość. Jednak mi wciąż brakowało spontaniczności, wspólnego szaleństwa. Oprócz kanapowego trybu życia w Damianie przerażała mnie jedna rzecz- depresja na którą leczył się psychiatrycznie. Kiedy miał "nasilenia" stawał się nieobecny. Płakał bez powodu, leżał w łóżku i gapił się w sufit, był osowiały, wszystko go bolało- głowa, kręgposłup kolana. Odcisk na palcu u stopy urastał do rangi straszliwej rany, która uniemożliwia poruszanie się. Czasem po prostu na wszystko narzekał- na pracę, na ludzi, na system polityczny, na życie.

Zawsze brałam z życia garściami, wykorzystywałam każdą wolną chwilę na przezycie czegoś fajnego i cieszyłam się każdą małą rzeczą. Starałam się dostrzegać w życiu to co mam a nie to czego mi brakuje. Dlatego właśnie bałam się życia w smutku i rozpaczy. Bałam się jego bezradności. Kiedy zaś depresja ustępowałą i leki zaczynały działać Damian stawał się kimś nadwyraz pewnym siebie, z wręcz przerośniętym ego. Zdarzyło się nawet, ze złapałam go na pisaniu z dwoma innymi dziewczynami. Ciężkie to były do zrozumienia dla mnie stany.

Długo myślałam o rozstaniu. I to robiłam, zaczęła się seria rozstań i powrotów, ale Damian tak strasznie to przeżywał- płakał, lamentował i próbował mnie przytulać, że płakałam razem z nim i nie potrafiłam go zostawić. Nic się między nami nie zmieniało, dzień po rozstaniu wyglądał dokładnie tak samo- powrót Damiana z pracy, niechęć do wszystkiego, marudzenie i narzekanie sprawiało, że wręcz nie mogłam na niego patrzeć i jednocześnie czułam, że znów nie dam rady go zostawić. Czułam się jak w pułapce. Znajomi mówili, że ten związek stał się toksyczny.

Wreszcie podjęłam decyzję, znów zerwałam "tym razem się nie poddaj"- powtarzałam w myślach. Pożegnałam go i, żeby nie oglądać jego rozpaczy pojechałam spać do koleżanki. On tak strasznie się załamał ,że jego brat musiał pomóc mu się pakować i w ogóle wyjść z naszego mieszkania, które wynajmowaliśmy.



Potem nasza historia jeszcze ciągnęła się przez dwa tygodnie, rozmowy, niby przyjacielskie spotkania. Damian miał nadzieję a ja mętlik w głowie. Odwiedziła mnie nawet jego mama, prosiła, żebym się zastanowiła, że przecież tyle lat. Że dla nich jestem już członkiem rodziny. Fakt, jego rodzice zawsze mi pomagali, kiedy miałam problemy, ale wtedy byłam pewna ,że jestem silna, ze nic mnie nie złamie i, ze nie potrzebuję niczyjej pomocy.



W końcu ostatecznie powiedziałam mu ,że to koniec. Podjęłam tak zwaną "męską" decyzję. Pierwszy miesiąc po tym był bardzo trudny. Aż nagle po miesiącu zaczęłam żyć, żyć pełną piersią. Zaczęłam randkować, poznawać innych, miałam w sobie tyle energii, że gdziekolwiek bym nie poszła zawsze zawarłam jakąś nową znajomość, przypomniałam sobie o dawnych koleżankach i kolegach. Było pięknie.

Damian w tym czasie zmagał się z problemami w pracy i złamanym sercem. Od wspólnej znajomej dowiadywałam się, że dzwoni do niej i płacze, że nie potrafi się pozbierać.



Aż u mnie przyszedł czas na pierwsze po związku zauroczenie i... pierwsze rozczarowanie. Chłopak którego poznałam nie mógł zapomnieć o byłej dziewczynie, którą podobnie jak ja, zostawił. Od jego związku minęły 3 lata i ona nawet nie chciała z nim rozmawiać a on wciąż żył tą miłością. Mówił,że przyszedł czas, w którym zbudził się w takim momencie życia, że popełnionych błędów nie da się już naprawić. Wtedy tego nie rozumiałam, jak można tęsknić dalej za kimś tak długo?



Dzisiaj rozumiem i obawiam się ,że czeka mnie taki sam los.

Od rozstania z Damianem minęło pół roku. Rozmawiałam z nim parę razy od tamtego czasu. Podniósł się całkowicie, zaczął imprezować i uprawiać sport, znalazł dobrą pracę na świetnych warunkach i przede wszystkim - wyleczył się ze mnie.



Raz próbowałam zainicjować spotkanie, odmówił. Nigdy nie przyznałam mu się do swoich uczuć. Boję się usłyszeć, że już nic do mnie nie czuje, spotyka się z kimś,  albo, że mam co chciałam.



Męczyły mnie wspomnienia, tęsknota, sny. Randki i nowe zdobycze przestały cieszyć, każdy facet miał "coś nie tak". Na imprezach stałam pod ścianą. Wciąż o nim myślałam, myślałam jakby to było gdyby ze mną był, gdyby czekał na mnie w łóżku jak zawsze, przytulił. Czekał po pracy z obiadem. Jak jechalibyśmy na weekend do jego rodziny. Po prostu dziś nie potrafię uwierzyć w to jaka byłam głupia. Zakończyłam związek i teraz czuję się strasznie pokierszowana wewnętrznie. Rozbita.



Nie poddaję się, nie siedzę w domu z płaczem i jego zdjęciem, chociaż zrobiłabym wszystko, żeby do mnie wrócił. Dziś nawet nie umiałabym spojrzeć w oczy jego rodzinie po tym co przeze mnie przeszedł.

Szukam wciąż nowych zajęć, odpuściłam randki, bo nie ma sensu robić komuś innemu nadziei na związek , jeśli ja nie umiem się zaangażować. Z nikim innym nie spałam, Damian był moim jedynym facetem.



Skupiam się na sobie, mam dodatkową pracę. Mogłabym się zaharować na śmierć, byleby tylko było mi lepiej, bylebym tylko mogła zapomnieć. Daję sobie szansę na zbudowanie czegoś nowego, nie zamykam się, wierzę, ze jeszcze się zakocham.



Jakie wyciągnęłam wnioski? Nie jestem inną osobą, wcale się nie zmieniłam, jestem wciąż tą samą niespokojną dziewczyną, tyle, ze bogatszą w nowe doświadczenia i emocje. Wiem, ze jeśli uda mi się zbudować coś nowego to na pewno zrobię wszystko, żeby już nigdy nikogo tak nie skrzywdzić.

Dziś już sama nie wiem jak to wszystko poukładać. Spotykam wielu facetów i chciałabym się zakochać, ale w mojej głowie wciąż jest drzazga- życie którym żyłam z nim. Nie było idealnie to fakt , ale kocham go i nie umiem zapomnieć. Czasami śni mi się ,że wciąż mieszkamy w poprzednim mieszkaniu, które wynajmowaliśmy. Kiedy widzę na facebooku zdjęcia jego brata z dziewczyną czuję ukłucie, ból, że ci ludzie nie będą mi już bliscy, że już nigdy nie będę częścią tej rodziny. Niby niczego mi nie brakuje, mam przyjaciół, dobrą pracę, zainteresowania, powodzenie u płci przeciwnej, niby mogłabym wejść w nowy związek, stać się częścią czyjejś rodziny i zbudować nowy świat, nowe realia. Ale wciąż czuję się jak ktoś wyciągnięty z jakiegoś obrazka, kto nie umie wpasować się w żaden inny.

Nie wiem, być może lepiej by było mu powiedzieć co czuję, może gdyby mi powiedział, że już do mnie nic nie czuje, może wtedy potrafiłabym zamknąć ten rozdział, bo wiedziałabym, ze już nie ma do czego wracać a tak to jeszcze pozostaje ta niepewność i wyrzuty sumienia. A może nie mam prawa mu tego mówić po tym wszystkim co przeszedł? Może to właśnie jest dla mnie lekcja na przyszłość, że życia nie da się cofnąć?

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Nigdy nie naprawię swojego błędu

Nie masz czego żałować. Jakbyś została z nim to on by się nie zmienił i wściekałabyś się, że zmarnowałaś z nim tyle lat. To tak jak zmieniasz pracę, bo w starej są słabe zarobki i okazuje się, ze po Twoim odejściu były szef nie mógł nikogo znaleźć na Twoje miejsce i podniósł pensję. Plujesz sobie w brodę, że odeszłaś, a tak naprawdę w życiu byś tej podwyżki i tak na oczy nie widziała, gdybyś została.

Sentyment do eks to norma, ale nie można z tego robić wielkiego żalu. Po tylu wspólnych latach zrozumiałe, że brak Ci bliskości i zaufania do drugiego człowieka. Ale to nie znaczy, że brak Ci byłego.

Odp: Nigdy nie naprawię swojego błędu

hmmmm, możliwe. Możliwe ,że dręczy mnie pustka, która jest normalna przy utracie drugiego człowieka.

Czasem też staram się to sobie tak tłumczyć, że on nigdy by się nie zmienił, tylko dalej tkwił by w dole a ja przy nim sfrustrowana, że niczego nie zmieniłam w swoim życiu.

Ale mimo wszystko nie jest to łatwe.

4

Odp: Nigdy nie naprawię swojego błędu

Przejdzie za jakis czas jak wszystko. Jak wskoczysz na nowe tory to zapomnisz o starym zyciu.

5

Odp: Nigdy nie naprawię swojego błędu

Karolino,

nie podoba mi się tytuł twojego wątku. Świadczy on o tym, że sama siebie ograniczasz. Błędy nie są po to, żeby je wałkować przez lata i wbijać jak drzazgę coraz głębiej, ale by je przeanalizować, wyciągnąć wnioski, wcielić je w życie i iść dalej. A ty wałkujesz i wałkujesz, ileż można...

Wy po prostu nie pasowaliście do siebie, byliście niedobrani, ale ciągnęliście związek - nie wiem, po co - odchodząc i wracając. Tak jakby żadne z was nie miało dość zdecydowania, by raz na zawsze zamknąć ten etap.

Damian przeżywał rozstanie jak każdy człowiek z trudną osobowością. Płakał i lamentował, bo był depresyjny, nie potrafił inaczej przeżyć emocji. Ale pozbierał się, natomiast ty wkręcasz sobie poczucie winy i wyrzuty sumienia, które są ci po nic potrzebne.

Czeka cię dokładnie taki los, jaki sobie wybierzesz. Jeśli będziesz dalej sobie wmawiać, że zrobiłaś źle, to będziesz się czuła jak ostatnia..., która skrzywdziła biednego, niewinnego misia. Jeżeli się ogarniesz, to znajdziesz kogoś, kto spełni twoje oczekiwania jako partner. I znowu będziesz szczęśliwa.

Twój były związek był wyjątkowo toksyczny. Związałaś się z chorym psychicznie człowiekiem, który funkcjonuje w emocjonalnej sinusoidzie. Uzależniłaś się emocjonalnie od niego i jego rodziny. Po latach toksyk nadal ma cię w garści - bo sama się w niej zamknęłaś. Stałaś się podobna do niego - pesymistka, smutasek, z wielkim poczuciem winy bez powodu. Przypomnij sobie wszystkie momenty, chwile, które nie były dobre, przypomnij, dlaczego z nim zerwałaś. Przypomnij sobie swój stan emocjonalny z czasu podjęcia decyzji. Czego wtedy dla siebie chciałaś? Jak miało wyglądać twoje życie bez niego? Pomyśl, jaka byłaś silna. Gdzie teraz jest tamta dziewczyna? Czy chcesz, żeby silna, pewna siebie Karolina wróciła? To zależy tylko od ciebie.

Pomyśl - ludzie z depresją albo się z niej wyleczą po krótkiej terapii farmakologicznej połączonej z psychoterapią, albo będą wciąż w zaklętym kręgu choroby, która będzie powracać. On dziś się zmienił, ale czy to jest zmiana trwała? Czy ty go jeszcze kochasz? I kogo kochasz/kochałaś? Damiana smutnego, domatora, czy Damiana, którego chciałabyś widzieć - rozrywkowego imprezowicza (w uproszczeniu)?

Każdy z nas musi zamknąć w swoim życiu jakiś rozdział, żeby otworzyć kolejny. Każdy cierpi, każdy za czymś tam tęskni. Ja też mam za sobą bolesne rozstanie - tylko że mi ta pewność nie przeszła, do dziś, a minęło już sporo lat, uważam, że podjęłam najlepszą z możliwych decyzję. I nie wzruszyły mnie łzy i błagania (fałszywe, kochanka była na boku) eksa. Niech się inna buja z toksykiem.
Niech ci przestanie chodzić po głowie powrót - to się nie uda.

I najważniejsze - daj sobie czas. Pół roku to mało. Za mało na zabicie resztek uczuć w sobie, choć nie w każdym przypadku. W twoim jak widać tak. Nie myśl, nie wspominaj, nie oglądaj zdjęć, nie rozmawiaj o nim ze wspólnymi znajomymi. Powoli rób w sobie miejsce na nowe. Musisz posprzątać swoje myśli i serce - to cały proces.

6 Ostatnio edytowany przez kwadrad (2015-08-27 09:00:19)

Odp: Nigdy nie naprawię swojego błędu
Emilia napisał/a:

Karolino,

nie podoba mi się tytuł twojego wątku. Świadczy on o tym, że sama siebie ograniczasz. Błędy nie są po to, żeby je wałkować przez lata i wbijać jak drzazgę coraz głębiej, ale by je przeanalizować, wyciągnąć wnioski, wcielić je w życie i iść dalej. A ty wałkujesz i wałkujesz, ileż można...

Wy po prostu nie pasowaliście do siebie, byliście niedobrani, ale ciągnęliście związek - nie wiem, po co - odchodząc i wracając. Tak jakby żadne z was nie miało dość zdecydowania, by raz na zawsze zamknąć ten etap.

Damian przeżywał rozstanie jak każdy człowiek z trudną osobowością. Płakał i lamentował, bo był depresyjny, nie potrafił inaczej przeżyć emocji. Ale pozbierał się, natomiast ty wkręcasz sobie poczucie winy i wyrzuty sumienia, które są ci po nic potrzebne.

Czeka cię dokładnie taki los, jaki sobie wybierzesz. Jeśli będziesz dalej sobie wmawiać, że zrobiłaś źle, to będziesz się czuła jak ostatnia..., która skrzywdziła biednego, niewinnego misia. Jeżeli się ogarniesz, to znajdziesz kogoś, kto spełni twoje oczekiwania jako partner. I znowu będziesz szczęśliwa.

Twój były związek był wyjątkowo toksyczny. Związałaś się z chorym psychicznie człowiekiem, który funkcjonuje w emocjonalnej sinusoidzie. Uzależniłaś się emocjonalnie od niego i jego rodziny. Po latach toksyk nadal ma cię w garści - bo sama się w niej zamknęłaś. Stałaś się podobna do niego - pesymistka, smutasek, z wielkim poczuciem winy bez powodu. Przypomnij sobie wszystkie momenty, chwile, które nie były dobre, przypomnij, dlaczego z nim zerwałaś. Przypomnij sobie swój stan emocjonalny z czasu podjęcia decyzji. Czego wtedy dla siebie chciałaś? Jak miało wyglądać twoje życie bez niego? Pomyśl, jaka byłaś silna. Gdzie teraz jest tamta dziewczyna? Czy chcesz, żeby silna, pewna siebie Karolina wróciła? To zależy tylko od ciebie.

Pomyśl - ludzie z depresją albo się z niej wyleczą po krótkiej terapii farmakologicznej połączonej z psychoterapią, albo będą wciąż w zaklętym kręgu choroby, która będzie powracać. On dziś się zmienił, ale czy to jest zmiana trwała? Czy ty go jeszcze kochasz? I kogo kochasz/kochałaś? Damiana smutnego, domatora, czy Damiana, którego chciałabyś widzieć - rozrywkowego imprezowicza (w uproszczeniu)?

Każdy z nas musi zamknąć w swoim życiu jakiś rozdział, żeby otworzyć kolejny. Każdy cierpi, każdy za czymś tam tęskni. Ja też mam za sobą bolesne rozstanie - tylko że mi ta pewność nie przeszła, do dziś, a minęło już sporo lat, uważam, że podjęłam najlepszą z możliwych decyzję. I nie wzruszyły mnie łzy i błagania (fałszywe, kochanka była na boku) eksa. Niech się inna buja z toksykiem.
Niech ci przestanie chodzić po głowie powrót - to się nie uda.

I najważniejsze - daj sobie czas. Pół roku to mało. Za mało na zabicie resztek uczuć w sobie, choć nie w każdym przypadku. W twoim jak widać tak. Nie myśl, nie wspominaj, nie oglądaj zdjęć, nie rozmawiaj o nim ze wspólnymi znajomymi. Powoli rób w sobie miejsce na nowe. Musisz posprzątać swoje myśli i serce - to cały proces.

Mam odruch wymiotny po przeczytaniu takich postów.
Fajnie ze miałas swoje paskudne doswiadczenia i raczylas sie nimi podzielic ale moze nie psuj ludziom smaku na zycie bo nie kazdy ma takiego pecha jak ty.
I nie kazdy musi czuc to co ty czujesz.

7

Odp: Nigdy nie naprawię swojego błędu

A co w moim poście konkretnie powoduje odruch wymiotny?

8

Odp: Nigdy nie naprawię swojego błędu

Jakis taki dziwaczny sposób postrzegania ludzi i emocji.
Moze jak masz swoje wlasne prywatne zale do wylania albo porachunki do wyrównania  do zalóz sobie swoj watek i tam je wylewaj.
A nie przekładaj swoich doswiadczeń na wszystko i wszystkich i to jescze w taki sposób.

9

Odp: Nigdy nie naprawię swojego błędu

Nie wiem, co masz na myśli pisząc "dziwaczny".
Bardzo się mylisz oceniając mnie w ten sposób. Nie mam żadnych żali i frustracji, wręcz przeciwnie smile. Nie potrzebuję swojego wątku, a w tym jestem tylko po to, by pomóc dziewczynie, która się pogubiła i wini się nie wiadomo o co. Swój przykład podałam, żeby widziała, że nie jest sama, że nie tylko ona była w związku z człowiekiem niestabilnym emocjonalnie. Nie potrafisz tego zrozumieć - nie musisz. Wrzuć na luz albo skocz po miskę, bo jeszcze nie raz poczytasz na forum, co myślę o ludziach i o emocjach wink.

Odp: Nigdy nie naprawię swojego błędu

Emilia , Twoja wypowiedź uważam za bardzo mądra,  to jest to co mój umysł wie ale jeszcze tego sercu nie uświadomił. 
Chyba będę musiała ja zapisać i czytać w chwilach zwątpienia żeby przypomnieć sobie dlaczego odchodziłam wink

11

Odp: Nigdy nie naprawię swojego błędu

Nie chce być nieobiektywny ani złosliwy ale w takim razie nie dziwi mnie dlaczego Twoj partner nie mogł stać sie lepszy czy szczesliwy jak był z Toba.
Tak po prawdzie to wyswiadczylas mu przysługe odchodzać teraz płaczesz bo nie masz swojego zywiciela.
Ciesz sie jego szczesciem wink

12

Odp: Nigdy nie naprawię swojego błędu

Jesteś złośliwy i nieobiektywny. Nie masz zielonego pojęcia, o czym piszesz. Ja nie płaczę, ja się cieszę od wielu lat nieprzerwanie smile. Wszystkie twoje idiotyczne tezy na mój temat są chybione.

Karolina, dziękuję smile.
Tak, pomysł ze spisaniem powodów odejścia nie jest zły smile. Zobaczysz, pozbierasz się i zapomnisz, tylko musisz dać sobie czas. Pozdrawiam cię ciepło.

13

Odp: Nigdy nie naprawię swojego błędu

Zwykle klakierstwo napisałas same negatywne rzeczy na temat jej partnera i liczysz na poklask tanie to jak barsz no i ochydne .
Nie wiem z czego sie tu cieszyc.
Szczerze to bardziej załosne niz zabawne.

14

Odp: Nigdy nie naprawię swojego błędu

Napisałam to, co jasno i dobitnie wynika z treści posta autorki.
Nie liczę na nic, a ty jesteś wyraźnie w stosunku do mnie uprzedzony.
Masz jakieś konstruktywne wnioski odnośnie treści postów autorki? Nie? To idź trollować gdzie indziej.
Bez odbioru.

15

Odp: Nigdy nie naprawię swojego błędu

hmm napisałaś to co wynika dla Ciebie.
Napisałaś to w taki sposób zeby powiedzieć masz racje , nie popełniasz żadnych błędów dobrze robisz.
W ten sposób uszczęśliwiłaś 2 osoby autorkę i sama siebie.
Z czego ani jedno ani drugie nie jest chyba tak naprawdę na miejscu.
Moze jezeli potrzebujesz jakichś konstruktywnych wniosków to przeczytaj 2 razy tego posta i moja sugestie ktora bodajże zawarłem juz gdzie powyzej.

Posty [ 15 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » TRUDNA MIŁOŚĆ, ZAZDROŚĆ, NAŁOGI » Nigdy nie naprawię swojego błędu

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024