Witajcie
bardzo dziękuję wam za wasze opinie
oczywiście szczególnie za punkt widzenia mężczyzny
))
Pablo masz racje, ja tak naprawdę się w tym wszystkim bardzo pogubiłam.. mój cały świat runął ;( były plany, marzenia a teraz same problemy..
Ostatnie miesiące doprowadziły u mnie do załamania fizycznego i psychicznego.. Wszystko zwaliło mi się na głowę i nie wytrzymałam 
Wszystko zaczęło się od tego, że w listopadzie byłam u ginekologa i dowiedziałam się, że w pewnym stopniu jestem bezpłodna i ona mnie na to leczy.. zapytała mnie czy mam narzeczonego, nie wiedziałam co odpowiedzieć niby jestem z facetem 8 lat ale się nie zaręczyliśmy.. Pani gin. uświadomiła mi, że po takim czasie jak go nie przycisnę i nie będę planowała życia, dzieci to za rok czy dwa mnie zostawi, bo stwierdzi, że się wypaliło ;( przez jakiś czas milczałam i pewnego dnia powiedziałam mu, że mogę być bezpłodna i że muszę już myśleć o dziecku, by ewentualnie mieć czas na leczenie.. jego reakcja była tragiczna.. powiedział, że napatrzyłam się na znajomych i zachciało mi się dziecka.. ręce mi opadły.. powiedział też, że chce jeszcze pożyć i przed trzydziestką nie chce się wiązać.. wracałam do tej rozmowy kilkakrotnie i mówiłam, że jeśli się nie określi do końca roku to ja odejdę.. Miałam nadzieję, że coś zrobi a było coraz gorzej ;( kłutnie nacisk (oboje mieliśmy się bronić pod koniec grudnia dodatkowy stres i powód do kłutni ;(((
Na począdku grudnia wzięłam urlop żeby pisać pracę, a mój ex ciągle mnie do czegoś zatrudniał gdzieś mnie wyciągał.. jednym słowem marnował mój czas, który przeznaczyłam na pisanie pracy.. ja się opierałam i bardzo się kłuciliśmy, aż doszło do tego, że mnie szarpnął (jak napiałam na począdku tego posta).. następnego dnia spakowałam najważniejsze rzeczy i się wyprowadziłam..
Byłam u mamy przez kilka dni, później zaczęłam dojeżdżać do pracy.. wszystkie wydarzenia sprawiły uszczerbek na moim zdrowiu ;( zaczęłam tracić przytomność w miejscach publicznych, nie wiedomo dlaczego.. za pierwszym razem zabrało mnie do szpitala pogotowie z urazem głowy.. mój ex bardzo się przejął i przyjechał do mnie, był ze mną cały dzień w szpitalu.. jestem mu bardzo wdzięczna, bo strasznie się bałam
później po tym całym zajściu mieszkałam u mamy, on do mnie dzwonił czasmi się spotykaliśmy.. spędziliśmy razem święta i nowy rok, ale później znowu wrócił temat "określ się człowieku" i tak mi obiecał, że wszystko się ułoży po jego obronie.. ja go wspierałam, byłam przy nim, pomagałam, opiekowałam się.. później świętowałam z nim jego sukces i wymarzone MGR
)) Aż do momentu, kiedy powiedziałam, że wracam do siebie, bo nic na mnie nie czeka.. on był rozczarowany, bo myślał, że do niego wróciłam a ja powiedziałam że wrócę ale jako ktoś a nie "konkubina" i tak się wszystko posypało.. ja miałam egzamin, na który nie dotarłam, bo znowu straciłam przytomność.. Po tym kolejnym zdarzeniu, skierowano mnie do szpitala na badania.. strasznie się dodatkowo tym przejęłam.. zadzwoniłam do mojego ex powiedziałam mu o mojej chorobie a on był zbyt zajęty, by mnie wspierać.. wpadł w wir imprez i towarzycha.. z tego wszystkiego nie domyślił się, że ja w tym szpitalu leżę.. myślał, że idę na chwilę na badanie.. a ja sama wśród chorych umierających ludzi.. (odwiedzała mnie mama ale to nie to samo ja potrzebowałam mojego P.)
W szpitalu przeżyłam załamanie, było mi tak źle że miałam chore myśli, szukałam pomocy u psychologa.. na szczęście znalazłam
opowiedziałam o moich planach, o moich niepowodzeniach, o tym że nie potrafię dalej ciągnąć ;( też o tym chłopaku którego poznałam a boje się z nim spotkać.. wypłakałam się i usłyszałam mądre słowa, które pamiętam i stąd ta moja zmiana 
W rozmowie z Panią psycholog na wszystkie pytania odpowiadałam że powinnam, chciałam żeby mi powiedziała, że ten drań nie jest mnie wart, że nie mogę z nim planować i marnować życia.. na co pani psycholog odpowiedziała, że ona mi nie powie co mam zrobić, bo to ja sama wiem czego chcę i mam nie patrzeć na to co powinnam, tylko na to co chcę..
Powiedziała również, że problem mam nie tylko ja ale również mój P. który został postawiony przeze mnie pod ścianą...
Tak więc Drogi PABLO moja zmiana wyglądu miała mi dać siłę do nowego lepszego życia, mojej zmiany charakteru i uwierzenia w siebie 
Narazie jestem na zawieszonej pozycji nie wiem co dalej, jestem chora (omdlenia wazowagalne) nie ma na to leków ;( tylko kolejny pobyt w szpitalu.. co z pracą nie wiem ;( wypowiedzenia jeszcze nie dostałam chyba prezes czeka na hapy end..
A co z moim ex????
Z mojego punktu widzenia bardzo bym chciała żebyśmy wrócili do siebie ale musimy do tego dojrzeć oboje.. nie tylko ja albo tylko on.. czas pokaże czy jesteśmy sobie przeznaczeni czy też miłość, która nas łączyła przez tyle lat jest tak silna i wszystko naprawi
)
Z ex punktu widzenia: wszystko jest możliwe <czuje, że mnie kocha ale czy znów będziemy razem.. tego nie wiem> czas pokaże
Ta cała sytuacja czegoś nas nauczyła, szczególnie mnie - nie zawsze jest tak jak powinno i tak jak byśmy tego chcieli..
Moje marzenie o własnej rodzinie jest realne
nie koniecznie z nim chociaż nie wykluczam 