faceci nie umieja kochac vel kocham bylego - Netkobiety.pl

Witaj na Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone przez kobiety dla aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Porozmawiasz na takie tematy jak : miłość, związki, psychologia, edukacja, finanse, religia, zdrowie i uroda...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!

 

#1 2011-06-22 04:46:55

alleha
Niewinne początki
Zarejestrowany: 2011-06-22
Posty: 1

faceci nie umieja kochac vel kocham bylego

kochane, poczytalam was dzis troche. widze, ze kazda walczy o szczescie, ma bagaz doswiadczen i mase wspanialych rad, ktorymi chetnie sie dzieli. zdecydowalam sie napisac.

nie jestem oryginalna w swojej historii. mam 23 lata, moj byly 30. prawie dwa lata temu rozstalismy sie po 8 miesiacach zwiazku. pewnie krotko, ale ... ale ja do dnia dzisiejszego nie moge sie pozbierac. w kazdym razie nie do konca. od czasu rozstania nie spotykalam sie z nikim. nie moglam. przez pierwszy rok depresja, przytylam 15kg. ledwo zaliczylam kolejny rok studiow. teraz jest lepiej, ale ... dalej walcze z depresja i codziennoscia.
a on? ma kobiete, chyba ta sama dla ktorej mnie zostawil. tzn podejrzewam, ze zaczal sie z nia spotykac lub interesowac zanim oficjalnie mnie zostawil. ale nie sadze zeby ja 'kochal'. tzn kocha ja tak jak mnie-niby tak, ale.... to nie jest prawdziwa milosc. nie wiem nawet do konca za czym tesknie. oprocz chwil w krotch bylam szczesliwa zawsze czulam, ze w tym zwiazku czegos brakuje. nawet nazywalam to po imieniu, ze ja kocham go bardziej, ze on mnie niedostatecznie. w dodatku to byl zwiazek na odleglosc. facet wrazliwy, odpowiedzialny, ale wiadomo-facet. nie umie czuc jak kobieta. jak go jakas przestaje interesowac to troche pocierpi, nawet sie poplakal przy mnie kilka razy, to idzie dalej. potem juz nawet nie raczy oddzwonic.
oczywiscie plakalam, blagalam, standard. zenada i ponizenie. a to drugi raz w zyciu. poprzedni tez mnie zostawil, bardzo podobna historia.
mialam b dobry kontakt z mama eksa, wspaniala kobieta. nawet przeszlo jej przez gardlo, ze 'on nie dojrzal do zwiazku'. szkoda, ze nie powiedziala mi o tym wczesniej.
moglabym rozwlekac swoja historie, ale ....
ale chcialam zapytac czy kiedys uwierze w facetow? czuje sie zgorzkniala, nie mam wiary, kazdego faceta od razu skreslam, widze jego wady, ulomnosc. wiem, ze nie bedzie w stanie kochac mnie tak jak ja bylego. tak ze bym zycia za niego oddala. spotkasz kogos-powiecie. ale mi nie chodzi o taka odpowiedz. chcialabym zeby ktoras z was powiedziala -tak, masz racje. nie ma milosci filmowej, nikt cie tak nie pokocha jak ty jego, faceci nie umieja tak kochac. a nawet kesli kochaja , to przez chwile i kzdy dzien moze byc ostatnim w ich wykonaniu. nie zdoluje mnie to. chcialabym tylko nabrac sily w tym, ze nie tylko ja zyje ze swiadomoscia tego. ze wy tez to wiecie i dajecie sobie rade. moze nawet zyjecie w relatywnie szczsliwcyh zwiazkach.
pozdrawiam, przepraszam za brak porzadku, ale pora straszna juz.
bede wdzieczna za odpaoweidz. wszelkie.

Offline

 

#2 2011-06-22 09:56:58

Gladys
Przyjaciółka Forum
Wiek: 25
Zarejestrowany: 2011-06-08
Posty: 968

Re: faceci nie umieja kochac vel kocham bylego

czytając Twoją historię ,to tak jakbym widziała siebie w niej.mialam dokladnie tak samo,facet 27 lat,jego niedojrzałość ,i chyba nie umiejętność kochania,mimo że wyznał mi miłość niby pierwszy raz w swoim życiu to i tak cala sielanka skonczyła sie szybciej niz myslalam...rownież jego mama i siostra ogolnie cala rodzinka bardzo za mną przepadała,i jak pózniej rozmawiałam z jego siostrą tak samo mowila ze to niedojrzały egoistyczny dupek itp heh też myśle ze mogła mi to wcześniej powiedziec...ale i tak pewnie bym jej nie posluchala,również zakochałam sie jak chyba nigdy przedtem,oddałam się mu cała,moje dnie polegały na tym ze czekałam az skonczy prace i jak tylko przyjedzie do mnie...chyba sie uzaleznilam od niego;/rozstalismy sie...najpierw nie wiedzial czy kocha,pozniej czy chce ze mna byc,....niby był mały powrot ale bez szczesliwego finału.czuję sie tak samo jak Ty.jak się uchronić przed tym żeby własnie nie kochać za bardzo,musimy wyciągnąc wnioski na przyszlość i naukę,żeby starać się nie okazywać tak jak bardzo ich kochamy,mieć swoj świat ,pasje itp,troche tajemniczości ,czasem zdrowego egoizmu,tak jak oni się zachowywali,pewnie wtedy będą nas kochać do końca życia.polecam książke"dlaczego mężczyzni kochają zołzy" warto przeczytać i dojść do pewnych wniosków.ja wierzę że przyjdzie taka miłość do nas gdzie nie będzie trzeba powadzić zadnych gierek itp ,i facet który nas naprawde doceni,zobaczy nasze piękno i tą miłość jaką mamy w sobie ,który pokocha nas równie mocno,cierpliwości,to dopiero rok po rozstaniu,ja jestem ponad dwa miesiące i też nie jest łatwo,rozglądaj  się ,spotykaj,baw ,poznawaj facetów aż wkoncu trafisz:)tak jak ja to robię.powodzenia ,jeszcze będziemy szczęsliwe!!!

Offline

 

#3 2011-06-22 10:42:14

aga333
Przyjaciółka Forum
Wiek: 38
Zarejestrowany: 2009-10-17
Posty: 726

Re: faceci nie umieja kochac vel kocham bylego

Jak to kidys gdzies uslyszalam, kobieta w mezczyzni widzi konkretny zestaw cech, mezczyzna w kobiecie widzi zestaw otworow, z ktorych moglby skorzystac, dlatego chyba im latwiej zamienic jedna kobiete na druga. Co do szczescia...bycia szczesliwym czlowiek uczy sie cale zycie, zarowno mezczyzna, jak i kobieta. Musicie odnalezc najpirw szczescie w sobie, cudzie zycia, byciu dobrym, udoskanalaniu siebie, musicie poznac swoja wartosc, a raczej zrozumiec, ile znaczycie same dla siebie. To nie jest zaden egoizm. Nawet Bog dal takie przykazanie :"Kochaj Pana Boga swego ze wszystkich sil swoich.... A BLIZNIEGO SWEGO JAK SIEBIE SAMGO". Nie mniej, i przede wszystkim nie bardziej.
Dlugie lata bylam w szczesliwym zwiazku, wdlog mnie, czulam milosc swojego meza, nigdy nie mialam watpliwosci, ze mnie kocha. Pewnego dnia mnie zdradzil w sposob, ktorego nie zrozumiem do konca zycia. Zranilo mnie to tak bardzo, ze nieomal wyladowalam u czubkow. Ale jestem cholerna optymistka, kocham zyci, kocham swiat, kocham ludzi. Nawet w tym najgorszym okrsie czulam milosc meza. On sam robil takie rzeczy, o jakie nigdy go nie podejrzewalam. I absurdalnie poczulam sie jeszcze bardziej kochana, doceniana, cenna...dla niego.
Czego mnie to nauczylo miedzy innymi? Poznalam chlopaka, pokochalam, popelnilam typowy kobiecy blad. Uwazalam, ze poniewaz on jest moj, dlatego jest wyjatkowy, zawsze taki bedzie dla mnie i nigdy mnie nie zawiedzie. Tak jakbym kupila nowy samochod, wymarzony, wyczekiwany, na ktory dlugo odkladalam pieniadze. Wsiadlam, poczulam zapach nowej tapicerki, dotknelam blyszczacych, nieruszanych jeszcze przez nikogo przelacznikow, zakochalam sie w nim od razu. Zrozumialam, a raczej wyobrazila sobie, ze skoro wlozylam tyle serca w to, zeby go zdobyc, on bedzie moj na zawsze, bedzie mnie wozil dokad zechce, nigdy sie nie zepsuje, jest wyjatkowy, bo jest moj. Ale samochod sie zepul, nieoczekiwanie, akurat kiedy byl mi najbardziej potrzebny. Dodatkowo okazalo sie, ze wcale nie prowadzi sie tak dobrze, a fotele nie sa takie wygodne. Rozczarowal mnie.
Dzis wciaz jezdze moim samochodem, usunelam usterki, dbam o regularny serwis, to czego nie moglam zmienic, zaakceptowalam i jestem wdzieczna, ze dalej mnie wozi. Gdzies w podswiadomosci od czasu do czasu pojawi sie mysl, ze znow moze sie popsuc. Wtedy uwazniej slucham pracy silnika, ogladam z zewnatrz, aby zapobiec, ale na ogol wszystko jest ok.
Jestem pewna, ze gdybym mila kupic nowy, juz nie podchodzilabym do tego tak emocjonalnie. Zachwyty sprzedawcy, rekomendacje, reklamy nie zrobilyby na mnie wrazenia. W glebi serca wiedzialabym, ze to tylko samochod i moze zawiesc w kazdej chwili. Mogloby sie okazac po latach, ze trafilam na niesamowity model, ktory niezawodnie zawsze dowozil mnie na miejsce, nie wymagal jakiegos nadmiernego serwisu i nie rozkraczal sie w najtrudniejszych chwilach. Wtedy naprawde moglabym byc dumna i szczesliwa. Nauka - lepiej z gory zakladac rozczarowanie i byc mile zaskoczonym, niz idealizowac i sie rozczarowac.

Ostatnio edytowany przez aga333 (2011-06-22 10:46:55)

Offline

 

#4 2011-06-22 21:08:34

un hombre
Net-facet
Wiek: 30
Zarejestrowany: 2008-08-28
Posty: 688

Re: faceci nie umieja kochac vel kocham bylego

aga333 napisał:

Jak to kidys gdzies uslyszalam, kobieta w mezczyzni widzi konkretny zestaw cech, mezczyzna w kobiecie widzi zestaw otworow, z ktorych moglby skorzystac, dlatego chyba im latwiej zamienic jedna kobiete na druga.

Takiej bzdury dawno nie czytalem, to tak jakby powiedziec, ze kobiety widza w mezczyznach tylko kase na ciuchy i sa cholernymi materialistkami.
Litosci, dziewczyno...


"Milsza mi niebezpieczna wolnosc, niz bezpieczna niewola."

Offline

 

#5 2011-06-22 21:22:08

aga333
Przyjaciółka Forum
Wiek: 38
Zarejestrowany: 2009-10-17
Posty: 726

Re: faceci nie umieja kochac vel kocham bylego

un hombre napisał:

aga333 napisał:

Jak to kidys gdzies uslyszalam, kobieta w mezczyzni widzi konkretny zestaw cech, mezczyzna w kobiecie widzi zestaw otworow, z ktorych moglby skorzystac, dlatego chyba im latwiej zamienic jedna kobiete na druga.

Takiej bzdury dawno nie czytalem, to tak jakby powiedziec, ze kobiety widza w mezczyznach tylko kase na ciuchy i sa cholernymi materialistkami.
Litosci, dziewczyno...

Bo tak jest, w wiekszosci. Sa tez wyjatki

Offline

 

#6 2011-06-22 21:34:43

niekochana72
Przyjaciółka Forum
Wiek: 40
Zarejestrowany: 2010-10-10
Posty: 6861

Re: faceci nie umieja kochac vel kocham bylego

aga333 napisał:

un hombre napisał:

aga333 napisał:

Jak to kidys gdzies uslyszalam, kobieta w mezczyzni widzi konkretny zestaw cech, mezczyzna w kobiecie widzi zestaw otworow, z ktorych moglby skorzystac, dlatego chyba im latwiej zamienic jedna kobiete na druga.

Takiej bzdury dawno nie czytalem, to tak jakby powiedziec, ze kobiety widza w mezczyznach tylko kase na ciuchy i sa cholernymi materialistkami.
Litosci, dziewczyno...

Bo tak jest, w wiekszosci. Sa tez wyjatki

Aga333 - gdyby tak było, to nic, tylko się położyć i czekać na rychłą śmierć - bo po co żyć?
Absolutnie zgadzam się z un hombre - to totalna, niesprawiedliwie generalizująca bzdura. Oba te stwierdzenia.
Są dobrzy i źli ludzie. To, że  w naszym życiu natykamy się na tych drugich - nie może powodować, że TYLKO takich widzimy.
Od nas zależy, jak postrzegamy świat i ludzi.

Ostatnio edytowany przez niekochana72 (2011-06-22 21:37:39)


Nadejdzie czas, gdy uznasz, że wszystko skończone. I to będzie początek.

Offline

 

#7 2011-06-23 09:14:22

niekochana72
Przyjaciółka Forum
Wiek: 40
Zarejestrowany: 2010-10-10
Posty: 6861

Re: faceci nie umieja kochac vel kocham bylego

aga333 napisał:

Jak to kidys gdzies uslyszalam, kobieta w mezczyzni widzi konkretny zestaw cech, mezczyzna w kobiecie widzi zestaw otworow, z ktorych moglby skorzystac, dlatego chyba im latwiej zamienic jedna kobiete na druga.

Wypowiedziałam się już powyżej na temat tego powiedzenia, ale nie dawało mi to cały czas spokoju. Rozszerzę więc wypowiedź. Tego typu slogany z czasem zmieniające się w obraźliwe stereotypy, nie mające nic wspólnego z rzeczywistością są bardzo zgrabnym wytłumaczeniem dla naszych grzechów zaniechania.
Myślimy i mówimy "wszyscy faceci są tacy" - i bach! : mamy świetne wytłumaczenie, dlaczego tkwimy w związku z facetem, który nas krzywdzi/skrzywdził. No bo po co się starać? Przecież i tak następny będzie taki sam, a nawet gorszy.  No więc jestem rozgrzeszona w mojego strachliwego zaniechania. Tak - to strach jest Panem takich sytuacji. Strach przed samotnością, przed przyznaniem się, że nie kocha, że uważa, ze jestem za głupia, za gruba, za chuda, mam za małe, za duże piersi, krzywe nogi, grube nogi. Że jestem za stara, że za mało doświadczona, że nie chcę robić rzeczy, które mnie upokarzają, że dałam się upokorzyć. Powodów jest mnóstwo.
Czy chcesz by strach kierował Twoim życiem? Nikt Ci nie zagwarantuje, że jeśli odejdziesz, to kolejny związek będzie udany. Ale jedno jest pewne - nic nie daje takiej wolności, spokoju i szczęścia jak bycie uczciwym wobec samego siebie. Można siebie oszukiwać, można się uśmiechać i głośno mówić, że jest się szczęśliwym w popapranym związku. Tylko po co? Czy nie lepiej otwarcie powiedzieć: "Jestem zraniona, nieszczęśliwa i nie potrafię zaufać. W imię czego, jeśli nie swojego własnego szczęścia mam podjąć odpowiednia decyzję." No właśnie - i tu jest dobry moment na zadanie sobie pytania: " Dlaczego tak kurczowo trzymam się tego związku? Nie w imię udanej przeszłości - bo tej już nie ma. Czyżbym uważała, że jedyną drogą do szczęścia mnie, jako kobiety i jako człowieka jest BYCIE u boku mężczyzny?" Myślę, że zawsze warto sobie szczerze odpowiedzieć na to pytanie.

aga333 napisał:

Co do szczescia...bycia szczesliwym czlowiek uczy sie cale zycie, zarowno mezczyzna, jak i kobieta. Musicie odnalezc najpirw szczescie w sobie, cudzie zycia, byciu dobrym, udoskanalaniu siebie, musicie poznac swoja wartosc, a raczej zrozumiec, ile znaczycie same dla siebie.

To następne, z czym się pozwolę nie zgodzić. Nie można się nauczyć być szczęśliwym. Szczęśliwym po prostu się jest lub się nie jest. Akurat wczoraj napisał do mnie ktoś słowa bardzo a propos, pozwolę sobie zacytować: " To, że właśnie teraz jest Pani szczęśliwa, wcale mnie nie dziwi. (...) Proszę wziąć pod uwagę swoją własną sygnaturę z
Forum... doskonale koresponduje z Pani sytuacją. Poza tym, zawsze podkreślam, że poczucie szczęścia wcale nie zależy od bieżącej sytuacji. Szczęście się jakoś tak nosi w sobie".
Moja sygnatura mówi, że koniec jest jednocześnie początkiem - ja już to wiem. I wiem też, że szczęście jest we mnie - bez względu na to, co dzieje się na zewnątrz.
Ty najwyraźniej w swojej aktualnej sytuacji nie czujesz tego szczęścia wewnątrz siebie. Jestem w stanie to zrozumieć. Tylko zastanawia mnie jedno - jakiego szczęścia Ty chcesz się nauczyć? Bo podskórnie czuje, że takiego, które w tej sytuacji nazwiesz szczęściem. A wcale szczęściem nie jest. Powtarzanie sloganów o "swojej wartości" bez wprowadzania ich w czyn jest bez sensu. W ten sposób zdradzasz, okłamujesz samą siebie. A to najgorszy z możliwych grzechów. 

aga333 napisał:

Zranilo mnie to tak bardzo, ze nieomal wyladowalam u czubkow. Ale jestem cholerna optymistka, kocham zyci, kocham swiat, kocham ludzi. Nawet w tym najgorszym okrsie czulam milosc meza. On sam robil takie rzeczy, o jakie nigdy go nie podejrzewalam. I absurdalnie poczulam sie jeszcze bardziej kochana, doceniana, cenna...dla niego.

Mam wrażenie, że ostatnie słowo, które przychodzi mi do głowy po przeczytaniu tego, co piszesz to "optymistka". Gdybyś była optymistką i postanowiła zostać z mężem, to potrafiłabyś zaufać mu na nowo, naprawdę wybaczyć. A gdybyś była optymistką i postanowiła odejśc od męża, to powiedziałabyś "Trafił mi się kiepski mężczyzna. Niegodny zaufania i mojej miłości. Dlatego odchodzę. Chcę być z kimś, kto spełnia moje oczekiwania i do kogo mam zaufanie." Pomimo, że mnie osobiście odpowiada TYLKO druga opcja, to rozumiem tych, którzy wybiorą pierwszą. Zwróć uwagę, że w żadnej z nich nie ma mowy o "uczeniu się szczęścia".   

aga333 napisał:

Uwazalam, ze poniewaz on jest moj, dlatego jest wyjatkowy, zawsze taki bedzie dla mnie i nigdy mnie nie zawiedzie.

Kochana, proszę nie daj sobie wmówić, ze powyższe to jakaś utopia lub zjawisko na granicy fatamorgany. Jak Ty sobie wyobrażasz funkcjonowanie w związku bez poczucia bezpieczeństwa, bez zaufania, bez poczucia wyjątkowości? Przecież to w ogóle NIE JEST ZWIĄZEK.
Jeśli Twój aktualny związek ma funkcjonować BEZ tego wszystkiego, to odpowiedz mi proszę - PO CO?

aga333 napisał:

J W glebi serca wiedzialabym, ze to tylko samochod i moze zawiesc w kazdej chwili. Mogloby sie okazac po latach, ze trafilam na niesamowity model, ktory niezawodnie zawsze dowozil mnie na miejsce, nie wymagal jakiegos nadmiernego serwisu i nie rozkraczal sie w najtrudniejszych chwilach. Wtedy naprawde moglabym byc dumna i szczesliwa. Nauka - lepiej z gory zakladac rozczarowanie i byc mile zaskoczonym, niz idealizowac i sie rozczarowac.

Moim zdaniem odarto Cię z możliwości odczuwania wszystkich wspaniałych uczuć, które niesie ze sobą słowo MIŁOŚĆ, ZWIĄZEK. Zastanów się, czy to, w imię czego TRWASZ jest warte tego? Ja odczuwam tak ogromny smutek przebijający z Twoich postów, mam wrażenie, że Ty sama coraz bardziej znikasz, coraz mniej czujesz.
Mam nadzieję, że Cie nie uraziłam tym, co napisałam, ale taka jest moja opinia.

P.S. A tak w ogóle - mnie, pomimo iż jestem kobietą, nie raz zdarzyło się spoglądać na mężczyznę jako na zestaw hm... wypukłości. I nie widzę w tym nic złego, dopóki nie jest to JEDYNE spojrzenie, na jakie mnie stać. tongue

Ostatnio edytowany przez niekochana72 (2011-06-23 09:34:07)


Nadejdzie czas, gdy uznasz, że wszystko skończone. I to będzie początek.

Offline

 

#8 2011-06-23 10:23:27

Tisha
Przyjaciółka Forum
Wiek: 24
Zarejestrowany: 2010-07-31
Posty: 1189

Re: faceci nie umieja kochac vel kocham bylego

A ja Ci właśnie powiem: POZNASZ JESZCZE WARTOŚCIOWĄ OSOBĘ.

Każdy na początku zalicza znajomości z australopitekami, niedojrzałymi chłopcami, którzy nas krzywdzą, poniżają i zdradzają. Wątpię czy którakolwiek z kobiet może się poszczycić, że nigdy nie cierpiała przez faceta, że nigdy, nie przeżywała rozstania, że nigdy nie traciła wiary w mężczyzn i świat. Każda z nas to przeszła i być może przejdzie to po raz kolejny więc weź się w garść, bo na świecie jest wielu wspaniałych, wartościowych facetów, którzy obdarzą Cię miłością o jakiej marzysz i która Ci się należy. Uszy do góry i pozytywne nastawienie. Jak to mówią "nie przestawaj się uśmiechać bo nigdy nie wiadomo kto zakocha się w Twoim uśmiechu".


Start(28.06): 166cm || 77kg
I  Faza: 75kg      (-2,0 kg)
II Faza: 66,0kg    (-9,0 kg)

Offline

 

#9 2011-06-23 10:49:26

Małe_Wredne
Słodka Czarodziejka
Wiek: 18
Zarejestrowany: 2011-06-21
Posty: 174

Re: faceci nie umieja kochac vel kocham bylego

Posłuchaj, to nie jest tak, że nie ma normalnych facetów co potrafią kochać. Są, tylko ty jeszcze takiego nie spotkałaś, musisz poczekać, nie skreślaj każdego nowo napotkanego na wstępie. Daj mu szansę się poznać, poznaj i jego. Nikt wam nie każe od razu brać ślub, zamieszkać ze sobą i udawać szczęśliwą rodzinę. Co do byłego... No wiem co czujesz, miałam podobną sytuację, tylko, że nasz 'zawiązek' trwał 1,5 miesiąca.. Też nie umiałam się pozbierać przez parę miesięcy. Chciałam być 'przyjaciółką' do której może wróci - bez sensu. Jeśli nie byliście sobie pisani to żadne wróżki wam nie pomogą. Trzeba z tym walczyć. Musisz zapomnieć. Oddzielić tamten rozdział w życiu kreską. Mamy tylko i wyłącznie jedno życie i musimy je dobrze wykorzystać, a nie użalając się jaki to świat jest zły. Jeśli potrzebujesz pomocy to bez sensu pisać na forach, wątpię, żeby tu ktoś dał jakieś wspaniałe rady. Może warto udać się do specjalisty, który ma w tym fach i codziennie spotykają go podobne problemy. Przemyśl to, powodzenia.

Offline

 

#10 2011-06-27 02:41:03

aga333
Przyjaciółka Forum
Wiek: 38
Zarejestrowany: 2009-10-17
Posty: 726

Re: faceci nie umieja kochac vel kocham bylego

niekochana72 napisał:

aga333 napisał:

Jak to kidys gdzies uslyszalam, kobieta w mezczyzni widzi konkretny zestaw cech, mezczyzna w kobiecie widzi zestaw otworow, z ktorych moglby skorzystac, dlatego chyba im latwiej zamienic jedna kobiete na druga.

Wypowiedziałam się już powyżej na temat tego powiedzenia, ale nie dawało mi to cały czas spokoju. Rozszerzę więc wypowiedź. Tego typu slogany z czasem zmieniające się w obraźliwe stereotypy, nie mające nic wspólnego z rzeczywistością są bardzo zgrabnym wytłumaczeniem dla naszych grzechów zaniechania.
Myślimy i mówimy "wszyscy faceci są tacy" - i bach! : mamy świetne wytłumaczenie, dlaczego tkwimy w związku z facetem, który nas krzywdzi/skrzywdził. No bo po co się starać? Przecież i tak następny będzie taki sam, a nawet gorszy.  No więc jestem rozgrzeszona w mojego strachliwego zaniechania. Tak - to strach jest Panem takich sytuacji. Strach przed samotnością, przed przyznaniem się, że nie kocha, że uważa, ze jestem za głupia, za gruba, za chuda, mam za małe, za duże piersi, krzywe nogi, grube nogi. Że jestem za stara, że za mało doświadczona, że nie chcę robić rzeczy, które mnie upokarzają, że dałam się upokorzyć. Powodów jest mnóstwo.
Czy chcesz by strach kierował Twoim życiem? Nikt Ci nie zagwarantuje, że jeśli odejdziesz, to kolejny związek będzie udany. Ale jedno jest pewne - nic nie daje takiej wolności, spokoju i szczęścia jak bycie uczciwym wobec samego siebie. Można siebie oszukiwać, można się uśmiechać i głośno mówić, że jest się szczęśliwym w popapranym związku. Tylko po co? Czy nie lepiej otwarcie powiedzieć: "Jestem zraniona, nieszczęśliwa i nie potrafię zaufać. W imię czego, jeśli nie swojego własnego szczęścia mam podjąć odpowiednia decyzję." No właśnie - i tu jest dobry moment na zadanie sobie pytania: " Dlaczego tak kurczowo trzymam się tego związku? Nie w imię udanej przeszłości - bo tej już nie ma. Czyżbym uważała, że jedyną drogą do szczęścia mnie, jako kobiety i jako człowieka jest BYCIE u boku mężczyzny?" Myślę, że zawsze warto sobie szczerze odpowiedzieć na to pytanie.

aga333 napisał:

Co do szczescia...bycia szczesliwym czlowiek uczy sie cale zycie, zarowno mezczyzna, jak i kobieta. Musicie odnalezc najpirw szczescie w sobie, cudzie zycia, byciu dobrym, udoskanalaniu siebie, musicie poznac swoja wartosc, a raczej zrozumiec, ile znaczycie same dla siebie.

To następne, z czym się pozwolę nie zgodzić. Nie można się nauczyć być szczęśliwym. Szczęśliwym po prostu się jest lub się nie jest. Akurat wczoraj napisał do mnie ktoś słowa bardzo a propos, pozwolę sobie zacytować: " To, że właśnie teraz jest Pani szczęśliwa, wcale mnie nie dziwi. (...) Proszę wziąć pod uwagę swoją własną sygnaturę z
Forum... doskonale koresponduje z Pani sytuacją. Poza tym, zawsze podkreślam, że poczucie szczęścia wcale nie zależy od bieżącej sytuacji. Szczęście się jakoś tak nosi w sobie".
Moja sygnatura mówi, że koniec jest jednocześnie początkiem - ja już to wiem. I wiem też, że szczęście jest we mnie - bez względu na to, co dzieje się na zewnątrz.
Ty najwyraźniej w swojej aktualnej sytuacji nie czujesz tego szczęścia wewnątrz siebie. Jestem w stanie to zrozumieć. Tylko zastanawia mnie jedno - jakiego szczęścia Ty chcesz się nauczyć? Bo podskórnie czuje, że takiego, które w tej sytuacji nazwiesz szczęściem. A wcale szczęściem nie jest. Powtarzanie sloganów o "swojej wartości" bez wprowadzania ich w czyn jest bez sensu. W ten sposób zdradzasz, okłamujesz samą siebie. A to najgorszy z możliwych grzechów. 

aga333 napisał:

Zranilo mnie to tak bardzo, ze nieomal wyladowalam u czubkow. Ale jestem cholerna optymistka, kocham zyci, kocham swiat, kocham ludzi. Nawet w tym najgorszym okrsie czulam milosc meza. On sam robil takie rzeczy, o jakie nigdy go nie podejrzewalam. I absurdalnie poczulam sie jeszcze bardziej kochana, doceniana, cenna...dla niego.

Mam wrażenie, że ostatnie słowo, które przychodzi mi do głowy po przeczytaniu tego, co piszesz to "optymistka". Gdybyś była optymistką i postanowiła zostać z mężem, to potrafiłabyś zaufać mu na nowo, naprawdę wybaczyć. A gdybyś była optymistką i postanowiła odejśc od męża, to powiedziałabyś "Trafił mi się kiepski mężczyzna. Niegodny zaufania i mojej miłości. Dlatego odchodzę. Chcę być z kimś, kto spełnia moje oczekiwania i do kogo mam zaufanie." Pomimo, że mnie osobiście odpowiada TYLKO druga opcja, to rozumiem tych, którzy wybiorą pierwszą. Zwróć uwagę, że w żadnej z nich nie ma mowy o "uczeniu się szczęścia".   

aga333 napisał:

Uwazalam, ze poniewaz on jest moj, dlatego jest wyjatkowy, zawsze taki bedzie dla mnie i nigdy mnie nie zawiedzie.

Kochana, proszę nie daj sobie wmówić, ze powyższe to jakaś utopia lub zjawisko na granicy fatamorgany. Jak Ty sobie wyobrażasz funkcjonowanie w związku bez poczucia bezpieczeństwa, bez zaufania, bez poczucia wyjątkowości? Przecież to w ogóle NIE JEST ZWIĄZEK.
Jeśli Twój aktualny związek ma funkcjonować BEZ tego wszystkiego, to odpowiedz mi proszę - PO CO?

aga333 napisał:

J W glebi serca wiedzialabym, ze to tylko samochod i moze zawiesc w kazdej chwili. Mogloby sie okazac po latach, ze trafilam na niesamowity model, ktory niezawodnie zawsze dowozil mnie na miejsce, nie wymagal jakiegos nadmiernego serwisu i nie rozkraczal sie w najtrudniejszych chwilach. Wtedy naprawde moglabym byc dumna i szczesliwa. Nauka - lepiej z gory zakladac rozczarowanie i byc mile zaskoczonym, niz idealizowac i sie rozczarowac.

Moim zdaniem odarto Cię z możliwości odczuwania wszystkich wspaniałych uczuć, które niesie ze sobą słowo MIŁOŚĆ, ZWIĄZEK. Zastanów się, czy to, w imię czego TRWASZ jest warte tego? Ja odczuwam tak ogromny smutek przebijający z Twoich postów, mam wrażenie, że Ty sama coraz bardziej znikasz, coraz mniej czujesz.
Mam nadzieję, że Cie nie uraziłam tym, co napisałam, ale taka jest moja opinia.

P.S. A tak w ogóle - mnie, pomimo iż jestem kobietą, nie raz zdarzyło się spoglądać na mężczyznę jako na zestaw hm... wypukłości. I nie widzę w tym nic złego, dopóki nie jest to JEDYNE spojrzenie, na jakie mnie stać. tongue

Fantastyczna anty psycho - analiza moich uczuc i mojej osoby.

Wzajemny punkt widzenia na plec przeciwna - nawet nigdzie nie napisalam, ze sie zgadzam z tym stwierdzeniem. Raczej mnie rozbawilo, i liczylam na to, ze pozostali czytelnicy tez sie usmiechna pod nosem, mimo, ze jest naukowo udowodnione, ze kobiety i mezczyzni zupelnie inaczej patrza na siebie na wzajem.

Optymizm: wlasnie, ze jestem taka szczera az do bolu, zarowno w stosunku do siebie jak i meza, mowie otwarcie - zraniles mnie tak bardzo, ze jeszcze nie potrafie ci wybaczyc, ale wierze, ze twoje starania sa szczere a milosc prawdziwa, bo tylko one moga przywrocic moja wiare w Ciebie i uczynic ja jeszcze silniejsza. Zawsze mialam sklonnosci do nazywania rzeczy po imieniu. Nawet tych najbardziej skomplikowanych.

Bycie szczesliwym: proste, mozna mowic - o rany zlamalam paznokiec, jak bede wygladac; cholera, torebka nie pasuje mi do butow, co ludzie powiedza...; autobus sie spoznil, znow bede musiala biec do pracy i tak bez konaca. Mozna tez powiedziec - paznokiec? obetne reszte, zeby wszystkie byly rowne,wzmocnia sie przy okazji; torebka? glupi sie nie pozna a madry bedzie myslal, ze tak musi byc,; autobus? bedzie dobra okazja, zeby sie pieknie usmiechnac do szefa... Dla mnie bycie szczesliwym to umiejetnosc znajdowania chocby najmniejszych pozytywow w najnegatywniejszych sytuacjach.

Punkt widzenia na partnera: dostrzezenie w partnerze czlowieka, a nie boga wydaje mi sie bardzo zdrowe. Latwiej zrozumiec i zakceptowac bledy, latwiej podac reke i wybaczyc. Tak jas samochod jest tylko maszyna i ma prawo sie popsuc, tak czlowiek jest tylko czlowiekiem i moze zawiesc. Warto byc tego swiadomym. Co bedzie dalej, to juz inna historia

Moje poczucie szczescia - nie dalej jak wczoraj wlasnie pomyslalam: o Boze, jak jestem szczesliwa, nie myslalam nawet, ze jeszcze tak moge. Czemu tak sie poczulam, bo kocham, bo czuje, ze jestem kochana, bo mam obok siebie czlowieka, ktory bedzie dla mnie bardzo wazny tak dlugo, jak ja bede wazna dla niego.

Offline

 

 

Ostatnie tematy :

Stopka forum

Powered by PunBB
© Copyright 2002–2005 Rickard Andersson

Mapa strony - Archiwum | Kontakt
© www.netkobiety.pl 2007-2013