Witam kochane. Jestem tu nowa i pierwszy raz pisze na forum wiec proszę o wyrozumiałość. Potrzebuje wsparcia, porady, pomocy. Nie wiem co już robić mamy problemy w małżeństwie... Znamy się cztery lata i dwa lata po ślubie u dwuletni synek. Było wspaniale na początku jak zaszłam w ciążę tez się obyło bez większych kłótni... Najgorzej się jest teraz.. Mały się robi samodzielny nie słucha nie posiedzi w jednym miejscu długo i jak to dziecko jest niegrzeczny mąż cały czas nie obwinia o to. Obwinia dosłownie o wszystko.. Musze uważać jak się do niego odzywać bo zaraz się unosi i się obraża... Żyjemy na gospodarstwie u jego rodziców mamy jeden pokój dla nas troje.. Jak wezmę małego na pole jadę z nimi jak się mu naprzykszy steka, jeka i marudzi to zaraz mąż ze jest tak wychowany ze nie usiedzieć.. Ze to moja wina.. Dziś mieliśmy taka sytuacje ze tez byliśmy blisko domu na polu i małego juz godzina spania szła i pow ze idziemy do domu a on ze będzie w traktorze spał a ja ze nie bo się zapoci bo wiadomo gorąco a on do mnie ze najlepiej żebym go sama wychowywała żeby zachowywał się jak niepełnosprawnych sprawny ze nie może chwili usiedzieć.... Ciągle porównuje mnie do swojej brązowej lub siostry których się nie cierpi... A jak przyjadą nie będę chyba uciekać lub się chować żeby z nimi nie porozmawiać... Robi się coraz gorzej ostatnio kazał mi się wyprowadzać i śpiew... Od niego... Ech... Ręce opadają.. Nie mam sił walczyć.. Cały Czas porównuje moje zachowanie.. A ja się polecimy potrafi się nie odzywać tygodnia i do mnie i do małego... Omija go... Płacze biegnie a nim a on nic.. Olewa jak najbardziej... Myślę o rozstaniu.. Lub o terapii skokowej.. Aby pewnego dnia wrócił z pola i nas nie zastał aby zastał list na biurku... Bo ja już mam tego dość... Co ja mam robić.. ?
:(:(:(
Zyjecie w małokomfortowych warunkach. Moim zdaniem to ten brak komfortu powoduje te zachowania.
Wieksza przestrzeń poprawiłaby relacje.
Czy mąż zajmuje się dzieckiem? Czy macie okazję pobyć sam na sam czasem? Wyjść na randkę? Porozmawiaj z nim, że się między wami psuje i że musicie razem to naprawić. Jak się nie opamięta, to chyba zostanie ci ta terapia szokowa.
Tak zajmuje się małym. Lubię go ze sobą zabierać bawić itd. Ale kiedy staje się nieznośny zarazbwola mnie... Są dni kiedy jest kochany i nie. Może się odemnie oderwać ale też coraz częściej się gniewać o głupstwa. A jeśli mowie ze należy rozmawiać to twierdzi ze że mną się nie da... A ja nie unoszenie głosu jak on tylko spokojnie rozmawiam i dążę do kompromisu... Lecz on nie potrafi... Sądzę że ma za dobrze ma nas na codzień... Wszystko jego mamusia robie jedzenie kupuje jesteśmy na ich utrzymaniu dostajemy tysiąc zł na nas troje i utrzymanie auta.. Staram się jak mogę oszczędzać... Nic sobie nie kupuje... I ciągle brak.. Bo zawsze jakiś wydatek...
A co jeszcze jest najgorsze porównuje mnie do swojej bratowej i siostry ze niby nimi przerasta... U nas jest ciągły problem z siostra męża bo przyjeżdża i miesza teściowej w głowie i wtedy jest tzw dym w domu... Bo teściowa się nie odzywa do nikogo zaczyna się burzyc i każdy okruszek choć sprzątam po sobie i mężu non stop... I co wtedy się dzieje porównuje nasze dzieci siostra męża ma też syna starszego o pół roku i tamten zawsze jest mądry grzeczny itd jak o nim wspomina a nasz synek jest niedobry Nie posłuszny... .. Eh.. Nie mam siły...
Sami zostajemy tylko w nocy lub jakiś wyjazd na zakupy jeśli teście zostaną z małym... A tak po za tym nie da rady... A co do miejsca zamieszkania to na nie zmieni go raczej nigdy... Jest zakochany w gospodarstwie i pracy tutaj uwielbia to... Chociaż widzi że jest tu trudno żyć nie daje za wygraną stara się aby było nam tu razem dobrze... Choć to je jest łatwe...
7 2015-08-20 08:24:35 Ostatnio edytowany przez Iwona40 (2015-08-20 14:56:30)
Jeżeli zle się czujesz w tym małżeństwie, w tej rodzinie to zostaw to. Zadbaj o swoja niezależność- poszukaj sobie pracy, wynajmij lub kup mieszkanie. http://www.bgk.pl/program-rodzina-na-swoim-2
Nie masz wsparcia u meża i jesteście finansowo zależni od teściów- toksyczny układ.
Przed ślubem jak umawialiście się, chyba wiedziałaś jak funkcjonuje ta rodzina? A co z twoimi rodzicami, czy są w stanie tobie pomóc, pomagają?
Weszlaś do domu teściowej i to ona jest tam gospodynią, ona podejmuje decyzje w tej rodzinie, bo to jest jej dom. Twój mąż dopóki nie dorośnie-zacznie dbać o swoja rodzinę-ciebie i dziecko-uniezależni się od rodziców, będzie wszystko robić pod dyktando matki.
Potrzebujesz szczerej rozmowy z mężem na temat uniezależnienia się od rodziców- przepisania gospodarstwa na niego jeżeli tam pracuje, sprawiedliwego podziału pieniędzy, oddzielnego mieszkania-domu. Jeżeli na meża przepisane jest to gospodarstwo to jego rodzice otrzymują emeryturę, jeżeli nie to sprawa jest bardzo trudna, bo on przez wiele lat może pracować u rodziców i niczego nie osiągnie, a ciebie nie będą szanować i kiedyś jeszcze to jego siostra odziedziczy ten dom.
Twój mąż nie odcial pępowiny od rodziców, nie widzi tego że ty masz być dla niego na 1 miejscu, że jego rodzina ma liczyc sie z twoim zdaniem ponieważ jesteś żona ich syna i stanowicie odrębną rodzine. Jeżeli nie osiągnięcie porozumienia ze sobą w tak ważnych sprawach twoje małżeństwo może się zakonczyc.
młodzi ludzie powinni mieszkać sami ,oddzielnie , zawsze gdy jest wspólne ognisko lub nadgorliwi rodzice to się zaczyna kołomyja ,
Zasłużona trochę więcej asertywności. Młoda jesteś. Nie uzależniaj swojego szczęścia od innych. To twoje życie. Zastanów sie jak byś chciała żyć i dąż do tego. A mąż? Albo stworzy z Tobą wspólny świat albo musisz o ten świat zadbać sama. Jesteś żoną i matką i masz prawo do swojego miejsca. Po pierwsze to własny dom lub conajmniej jakaś dobudówka z własną kuchnią i łazienką, a nie jeden pokój na 3 osoby. Po drugie pomyśl nad pracą, bo to ci doda skrzydeł i pewności siebie.
Do póki nie zawalczysz o siebie i o swoją pozycję w tej rodzinie nic się nie zmieni, a ty będziesz nieszczęśliwa.
Co do dziecka to jedno jest takie, że wystarczy dać mu książeczkę i ma zajęcie na pół godziny a drugie non stop potrzebuje nowych doznań. Następnym razem powiedz mężowi, że jak mu się nie podoba sposób wychowania to niech się zacznie angażować na pełen etat.
Natomiast ja na Twoim miejscu od razu zastosowałabym wobec męża ostrą taktykę. Nic nie dadzą "poważne" rozmowy skoro jak piszesz on twierdzi, że z Tobą nie da się rozmawiać, więc po co masz nadal tkwić w tym samym punkcie. Twój facet potrzebuje tego, aby zobaczyć, że może Cię stracić inaczej nie zacznie Cię doceniać. Na chwilę obecną sprawa wygląda tak, że on jest pewny, że się stara bo PRACUJE (dla mężczyzny sam fakt, że ma zajęcie zwalnia go z jakichkolwiek innych obowiązków i przyrzeczeń) a Ty siedzisz na Jego utrzymaniu z dzieckiem i jeszcze śmiesz mu robić problemy zamiast cieszyć się z tego, że na Twojej głowie jest tylko wychowywanie dziecka. Niestety tak w wielu przypadkach prezentuje się męska logika. Tak jak ktoś już wyżej napisał dobrze by było gdybyś postarała się choć w najmniejszym stopniu się usamodzielnić, na początek znaleźć sobie jakieś zajęcie a później (gdy problem nadal będzie nie rozwiązany) pomyśleć nad własnym kątem. Inaczej nie będziesz szczęśliwa bo to jak teraz traktuje Cię Twój mąż to tylko wierzchołek góry lodowej. Teraz Cię ignoruje, nie chce z Tobą rozmawiać, Jego własne dziecko go nie interesuje i czy takie zachowanie uważasz za normalne? Bo ja nie i myślę, że natychmiast powinnaś otworzyć mu oczy co w życiu jest najważniejsze - RODZINA. A rodzinę łatwo stracić jeżeli się jej nie docenia i nie dba o nią.
Dziękuję wam bardzo za porady... Juz ostatnio miałam chęć się spakować i zadzwonić po siostrę lub mamę. Mieszkają 12 km od nas. A na początku to miało być inaczej miały być dwa pokoje jak jego siostra się wyprowadzi.. I niby się wyprowadziła ale nadal ma zapakowane swoje szafki ciuchami i teściowa niechce nam go dać teraz...teść znowu jest ok. Da się z nim dogadać i rozwiązać wszelkie problemy lecz teściowa faworyzuje młodszego syna co ma 18 lat i średnia córkę o której już pisałam wcześniej. Mój mąż z bratem są najstarsi są bliźniaka i choć wcale nie podobni. Ta siostra męża właśnie żyje w podobnych warunkach Poszła sama w taką bieda do swego męża i wiedziała że tam będzie trudno choć rodzice jej odradzali choć przynosiła wstyd całej rodzinie mamusia cały coś za nią i teraz jeszcze bardziej... Jak rozmawiam o Tm z mężem to zawsze chce jeszcze poczekać sądzi ze to się kiedyś skończy lecz ja w to nie wierzę.. Nasza miłość jest wystawiona chyba na wielką próbę.. Odejdę od niego jeśli znów będzie awantura z blachego powodu i będzie odtracal synka... Może jeśli uwierzy ze możemy od niego odejść ze zostanie sam ze to jego wina opamiętania się i ogarnie w końcu.. Bo rozmowy i mój płacz do niego nie docierają.
A jeszcze wcześniej nie pracował u rodziców, miał prace zarabiał w miarę dobrze był w delegacji.... Jak wzięliśmy ślub wrócił na gospodarstwo twierdząc że będzie nam tu lepiej lecz on nie potrafi się postawić "mamusi" nie powiem o swoich warunkach... Boi się chyba że straci gospodarstwo do którego tak wiele wniósł i zrobił. Kilka maszyn sam zbudował od podstaw i połowę za swoje pieniądze ponieważ nie chciał się tak męczyć a matkę trzeba prosić o pieniądze na jakieś części bo tak to jej nie interesuje.. I zdaje mi się ze porownoje nas do swojej córki i my nie możemy mieć wcale lepiej od niej dlatego tego pokoju nam nie da i przez to nasz pokój jest przechodni... Marzę o drogim dziecku ale gdzie je wychowac... W jednym pokoju? Jestem załamana wszystko miało być takie niby piękne jak mówili przed ślubem ze jak się wprowadzenie to tak bedzie czy siak a tu nie ma nic. U jest jeszcze gorzej... Teściowa nawet od nas pożyczył ze ślubnych pieniędzy 3tys zaraz po ślubie i do tej pory ani widu ani slychu.... Kocham mojego męża u chyba aż za bardzo go kocham... Bo po waszych komentarzach widzę ze daje sobą pomiatac.. A on diametralnie zmienił się po ślubie... A jeszcze bardziej jak się mały urodził... Czyżby hyl o niego zazdrosny.. Choć staram się go nie zaniedbywać pod żadnym względem
. Śniadanie pod nos obiad i kolacja i jeszcze noc żadna nie jest spokojna.... A on jeszcze chyba ma za mało...
Warunków do wychowania dzieci nie macie, w domu mieszka jeszcze 18 letni brat twojego męża, który może jeszcze przez wiele lat tam mieszkać lub nie wyprowadzi się z domu nigdy.... Postawa teściowej jest kluczowa- utrudnia wam "przejecie" wolnego pokoju... dlatego nie powinniście czekać tylko zadbać o swoje własne M, nie uzależniać się od decyzji teściowej, nie liczyc na nic z ich strony, bo teściowie maja jeszcze syna którego może chcą zabezpieczyć, a jeżeli chodzi o jej córkę- to wiadomo że matka zawsze wybierze corkę a nie synową. Rodzice jemu niczego nie obiecywali i niczego nie musza dać, poza tym on przecież nie jest jedynakiem, ma liczne rodzeństwo, które oczekuje pomocy od rodzicow i może w przyszłości spadku po nich.
Najlepszym rozwiązaniem w życiu jest liczenie wyłącznie na siebie, "dorabianie się" dzięki własnej pracy, to daje niezależność, nie ma się długów wdzięzności. W waszym przypadku praca twojego męża na gospodarstwie rodziców jest bardzo mało dochodowa, dlatego może lepiej dla was byłoby zatrudninie się jego w firmie, wyprowadzenie się do wynajętego mieszkania lub kupno niewielkiego M, a i ty może powinnas znaleźć sobie prace, . To da wam wolność i niezależność, a na rodziców nie ma co liczyć, bo niczego dzieciom nie musza dawać. Jest takie madre powiedzenie- "Umiesz liczyć- licz na siebie".
Obwinianie o wszystko teściowej i męża niczego nie zmieni, bo to ty i twój mąż sami zdecydowaliście się na założenie rodziny, więc zadbajcie o nią, wezcie na siebie odpowiedzialność za was. Na drugie dziecko przyjdzie jeszcze czas, gdy stworzycie odpowiednie warunki temu, które już macie, bo dziecko- to nie zachcianka, zabawka.