Witam.
Jestem tu nowa. Pisze poniewaz potrzebuje opini ludzi, ktorzy spojrza na sytuacje z boku. Mam 23 lata, moj maz 31. Od sierpnia 2014 jestesmy malzenstwem. W czerwcu urodzilam syna. Mieszkalismy u meza z jego rodzicami.. Tesciowa ma ciezki charakter zawsze wszystko wie najlepiej zawsze najmadrzejsza. Po porodzie zaczela mi sie wtracac do wychowania malego do tego stopnia,ze tego nie wytrzymalam i spaowalam sie i wrocilam mieszkac do moich rodzicow. i tu sie zaczyna dziac... Moj maz zostal mieszkac ze swoimi rodzicami! Powiedzial , ze skoro ja nie chce mieszkac z jego rodzicami, to on nie chce z moimi. No jak w przedszkolu. Jezdzi do malego co drugi dzien na 2-3 h i tyle. Bierze malego na spacer i taki to z niego tatus. Coraz to czesciej mam wrazenie, ze na mnie to mu juz wcale ie zalezy. Nic takiego nie mowi. Tylko powtarza, ze jakby chcial rozwodu to juz by zlozyl papiery.? Juz 1,5 miesiaca sama go wychowuje. Jestem przy nim dzien i noc. Moze mezowi to odpowiada bo moze sie wyspac? bo ma czas dla siebie? bo ma czas na treningi ? Czy nie powinien byc ze mna i wychowywac malego? Teraz wpadl na pomysl, zeby wyjechac razem na pare dni, zeby sie jakos dotrzec...Ale ja nie wiem czy ta sytuacja nas za bardzo juz nie oddalila... Co myslicie czy warto byc z kims dla kogo nie jestesmy najwazniejsi? pozdrawiam O.
1 2015-08-13 02:55:45 Ostatnio edytowany przez orange1110 (2015-08-13 02:58:22)
2 2015-08-13 05:35:32 Ostatnio edytowany przez wok (2015-08-13 05:45:34)
Witam.
Jestem tu nowa. Pisze poniewaz potrzebuje opini ludzi, ktorzy spojrza na sytuacje z boku. Mam 23 lata, moj maz 31. Od sierpnia 2014 jestesmy malzenstwem. W czerwcu urodzilam syna. Mieszkalismy u meza z jego rodzicami.. Tesciowa ma ciezki charakter zawsze wszystko wie najlepiej zawsze najmadrzejsza. Po porodzie zaczela mi sie wtracac do wychowania malego do tego stopnia,ze tego nie wytrzymalam i spaowalam sie i wrocilam mieszkac do moich rodzicow. i tu sie zaczyna dziac... Moj maz zostal mieszkac ze swoimi rodzicami! Powiedzial , ze skoro ja nie chce mieszkac z jego rodzicami, to on nie chce z moimi. No jak w przedszkolu. Jezdzi do malego co drugi dzien na 2-3 h i tyle. Bierze malego na spacer i taki to z niego tatus. Coraz to czesciej mam wrazenie, ze na mnie to mu juz wcale ie zalezy. Nic takiego nie mowi. Tylko powtarza, ze jakby chcial rozwodu to juz by zlozyl papiery.? Juz 1,5 miesiaca sama go wychowuje. Jestem przy nim dzien i noc. Moze mezowi to odpowiada bo moze sie wyspac? bo ma czas dla siebie? bo ma czas na treningi ? Czy nie powinien byc ze mna i wychowywac malego? Teraz wpadl na pomysl, zeby wyjechac razem na pare dni, zeby sie jakos dotrzec...Ale ja nie wiem czy ta sytuacja nas za bardzo juz nie oddalila... Co myslicie czy warto byc z kims dla kogo nie jestesmy najwazniejsi? pozdrawiam O.
Wiesz, owszem: dla kogoś, dla kogo najważniejszymi NIE JESTEŚMY poświęcać swego zycia NIE WARTO. Ale... Ale to jest MAŁŻEŃSTWO. Inaczej wszystko wyglądałoby gdybyscie byli ze soba niczym nie związani ...i nie byłoby dziecka. Sytuacja jest złozona i o ile wczesniejsze słowa miałyby zastosowanie w przypadku zwykłego zwiazku - o tyle w Twojej sytuacji nie mają racji bytu.
Podstawowe pytanie: nim zdecydowałas sie na małzeństwo z tym człowiekiem i urodzenie dziecka w tym zwiazku ...nie widziałaś jakim jest człowiekiem? Nie mam tu na mysli jakichs jego zalet, chodzi mi o jego "relacja" z rodzicami, uzależnienie, niesamodzielność i ...niedojrzałość. Tak - NIEDOJRZAŁOŚĆ. Przecież to facet mający już 31 lat... Z Twoich słów wygląda na to, ze związałaś się z niesamodzielnym "maminsynkiem", dla którego zawsze rodzice (a matka w szczególnosci) bedą najważniejsi. Z kimś takim nie ma szansy na stworzenie udanego związku, związku samodzielnego i dojrzałego.
Obecna sytuacja przypomina mi wiele podobnych w innych wątkach, gdzie są porównywalne relacje... I taki stan moze się utrzymywać w nieskończoność.
Jako 31-letni mężczyzna majacy zonę i dziecko POWINIEN poczuć się mężem i ojcem i z Wami być bez wzgledu na wszystko. Powinien widzieć, ze źle się czujesz współdzieląc swoje życie i małżeństwo z jego rodzicami, powinien STAĆ ZA TOBĄ, powinien "stanąć na głowie" i oderwać się od rodziców, zorganizować dla Waszej trójki mieszkanie abyscie mieli szansę na normalny dom i pełna rodzinę bez dostępu innych osób. Jak widzimy - tewgo nie robi... Smutne.
Moja rada: zorganizuj jakieś spotkanie z nim na neutralnym gruncie i szczerze porozmawiaj - moze to coś da? I powiedz mu, że nie wyobrażasz sobie takiego "małżeństwa" na dochodzenie; że jeśli mu zalezy na Tobie i na rodzinie, małżeństwie - niech wyprowadzi sie od rodziców, pokaże, że jest dorosłym mężczyzną i zadba o Was. W przeciwnym razie małżeństwo sie zakończy a jemu zostaną zasądzone alimenty na dziecko... Fakt - to jest juz ostateczność, ale powinien miec tego swiadomość. Powinien... Moze inaczej: każdy dorosły człowiek powinien zdawać sobie sprawę z dalszego rozwoju takiej sytuacji. Czy on jest tego swiadomy? Osobiscie wątpię, bo odnosze wrażenie, ze pomimo wieku mentalnie jest wciąż na poziomie 15 latka...
przed slubem bylismy ze soba 4 lata ale nie mieszkalismy razem takze nie zdarzalo sie czesto zebym widziala jakoe ma relacje z mama, jakim jest maminsynkiem. to prawda jest nim. tesciowa mowila o.mnie ze jestem zla zona i matka a on nie reagowal tylko sie smial... w dodatku nie interesuje sie tym.czy mam pieniadze w ciagu miesiaca kupil tylko paczke pampersow. dopiero jak mu wykrzyczalam jakim jest ojcem to zrobil przelew 500 zl. przelew z tytulem " przelew na dziecko" zeby miec podkladke w razie czego w sadzie. I przeciez nie na mnie przelew bo mam.macierzynski tyle to uslyszslam od niego. Wszyscy dookola mi mowia ze mu na nas nie zalezy bo przeciez jakby tak bylo to byl.by z nami a nie tam.. Mamy teraz mozliwosc xamieszkania w mieszkaniu mojej babci ktora zmarla i on o tym wie ale wgl sie o to nie pyta, nie interesuje dlatego ciagle mam.wrazenie ze moeszkanie osobno jest mu na reke. Dokladnie tutaj wszystko sie toczy przy dziecku. Nie chce by byl wychowywany bez ojca ale z drugiej strony nie mohe przeciez byc z kims komu za bardzo nie zalezy na nas...
... tesciowa mowila o.mnie ze jestem zla zona i matka a on nie reagowal tylko sie smial...
Czyli jesteś w gronie tych, którzy zwiazali sie z kimś kogo zupełnie nie znały...
Bo znajomość nawet kilkuletnia, ale bez wspólnego mieszkania 24 gdozniny/dobe, bez "sprawdzania sie" w kryzysowych sytuacjach - to żadne poznawanie drugiej osoby. Teraz sama to juz wiesz...
Wybacz, ale czarno to wszystko widze.
Zwróć uwagę na fragment, jaki "wydobyłem" z Twojej wypowiedzi (powyżej). Masakra... Z kimś takim chyba nie da się stworzyc udanego zwiazku.
O dbałosci o swoją małżonkę, o własne dziecko już nie chcę sie rozpisywać, bo musiałbym używać wielu niecenzuralnych wyrażeń...
Autorko, ratować małżeństwo zawsze warto, ale czy to się uda to muż inna para kaloszy.
Niestety Twój mąż ma jeszcze nie odciętą pępowine.
Jest wygodnicki bo mamusia wszystko za niego zrobi.
Musisz mu postawić sprawę jasno i konkretnie, że Tobie takie życie nie pasuje i na to się nie godzisz.
Przykre to jest, że ojciec Twojego dziecka Ciebie nie szanuje.
A jak nie szanuje to chyba mu za bardzo na Was nie zależy.
Jedynym rozsądnym wyjściem jest wasze wspólne zamieszkanie w mieszkaniu po babci.
To chyba jedyny sposób na uratowanie Waszego małżeństwa.
no bardzo mnie zabolala gdy tesciowa o mnie tak mowila a on nie reagowal bo dobrze wie ze jestem wychowana tak by dbac o rodzine. do ostatnich dni ciazy wszystko w domu robilam, mylam podlogi a on gral w tym czasie na konsoli... z reszta od niego tez duzo uslyszalam. gdy moja mama wziela malego abym ja mogla spokojnie zjesc stwierdzil ze ja malego nie wychowuje tylko moja mama. ogolnie jak mieszkalam u teaciow to bronil mi jezdzic do mamy. a ja jezdzilam.tylko wtedy jak on byl w pracy bo po prostu nie mialam co robic to urzadzal mi awantury ze powinnam siedziec w domu. choc nie rozumiem co w tym takiego dziwnego skoro w domu bylo wszystko zrobione a gdy on wracal do domu to ja juz tez bylam.. powiedzial tez ze jesli bysmy zamieszkali w tym mieszkaniu to on sobie nie zyczy zeby moja rodzina nas odwiedzala skoro ja nie chcialam mieszkac z jego rodzicami. no rozmowa jak z dzieckiem...
...zabolala gdy tesciowa o mnie tak mowila a on nie reagowal...do ostatnich dni ciazy wszystko w domu robilam, mylam podlogi a on gral w tym czasie na konsoli...bronil mi jezdzic do mamy...urzadzal mi awantury...on sobie nie zyczy zeby moja rodzina nas odwiedzala...rozmowa jak z dzieckiem...
Rzeczywiście - jak z dzieckiem... I z takim "dzieckiem" chciałas stworzyc rodzinę...
Jak czytam takie wątki, jak słyszę o takich osobnikach to zachodzę w głowę dlaczego ...o zdolności płodzenia dzieci nie decyduje dojrzałość psychiczna? Nie byłoby wówczas takich sytuacji i dzieci rodzących się w takich nienormalnych związkach...
a jest to normalne ze tak mlodemu facetowi nie zalezy na bliskosci z zona? bo wiadomo ze odkad razem nie mieszkamy nic miedzy nami nie ma..
9 2015-08-13 10:52:36 Ostatnio edytowany przez smallangel (2015-08-13 10:54:33)
przed slubem bylismy ze soba 4 lata ale nie mieszkalismy razem takze nie zdarzalo sie czesto zebym widziala jakoe ma relacje z mama, jakim jest maminsynkiem. to prawda jest nim. tesciowa mowila o.mnie ze jestem zla zona i matka a on nie reagowal tylko sie smial... w dodatku nie interesuje sie tym.czy mam pieniadze w ciagu miesiaca kupil tylko paczke pampersow. dopiero jak mu wykrzyczalam jakim jest ojcem to zrobil przelew 500 zl. przelew z tytulem " przelew na dziecko" zeby miec podkladke w razie czego w sadzie. I przeciez nie na mnie przelew bo mam.macierzynski tyle to uslyszslam od niego. Wszyscy dookola mi mowia ze mu na nas nie zalezy bo przeciez jakby tak bylo to byl.by z nami a nie tam.. Mamy teraz mozliwosc xamieszkania w mieszkaniu mojej babci ktora zmarla i on o tym wie ale wgl sie o to nie pyta, nie interesuje dlatego ciagle mam.wrazenie ze moeszkanie osobno jest mu na reke. Dokladnie tutaj wszystko sie toczy przy dziecku. Nie chce by byl wychowywany bez ojca ale z drugiej strony nie mohe przeciez byc z kims komu za bardzo nie zalezy na nas...
A dlaczego sama Mu tego nie zaproponujesz byście zamieszkali razem?
Jak tylko przeczytałam pierwszy post - od razu chciałam zapytać czemu mieszkacie z rodzicami.
Przecież to zabójcze dla małżeństwa.
Teraz gdy macie okazje by zamieszkać razem, sama bym zaproponowała i zaczęła żyć jak rodzina.
Pisałaś coś, że w ciąży robiłaś sama. Czy poprosiłaś o pomoc?
Uważam, że gdy zrobi się to w odpowiedni sposób - żaden facet nie odmówi pomocy.
proponowalam.mu mieszkanie on mowi ze mozemy tam zamieszkac i na tym.koniec. gdy zaczynam ten temat to zawsze go ucina i w efekcie dalej mieszkamy osobno. mam go zmuszac? tez bym chciala widziec ze mu zalezy, ze sie stara. oczywiscie ze prosilam o pomoc jednak dla niego wazniejsze bylo granie na konsoli, zawsze musialam czekac az skonczy.
...Uważam, że gdy zrobi się to w odpowiedni sposób - żaden facet nie odmówi pomocy.
Oj, tu to bym się spierał... No chyba, że pisząc to masz na mysli mężczyznę, a przynajmniej faceta. Niestety - według mnie - w tym wątku jest mowa nie o mężczyźnie, nie o facecie ...a o małym (mentalnie) chłopcu.
proponowalam.mu mieszkanie on mowi ze mozemy tam zamieszkac i na tym.koniec. gdy zaczynam ten temat to zawsze go ucina i w efekcie dalej mieszkamy osobno. mam go zmuszac? tez bym chciala widziec ze mu zalezy, ze sie stara. oczywiscie ze prosilam o pomoc jednak dla niego wazniejsze bylo granie na konsoli, zawsze musialam czekac az skonczy.
Normalnie myslącemu i ukształtowanemu facetowi nie trzeby było nawet mówić o takiej mozliwości - sam to potrafiłby zaproponować i tego dopiąć. Mówienie, sugerowanie, namawianie i prowadzenie "za rączkę" dorosłego, trzydziestoletniego mężczyzny jest niedorzecznościa.
Tu prócz tego ubezwłasnowolnienia (od rodziców), egoizmu (jest mu tam dobrze, tylko jemu), syndromu "nie odciętej pępowiny", nielojalności (jego postawa wobec Autorki w kryzysowych sytuacjach) - dochodzi jeszcze uzależnienie od gier, które są ważniejsze od własnego małżeństwa i dziecka... A to jest już "gwóźdź do trumny"...
Myślę, że jedynie postawienie sprawy na ostrzu noża mogłoby wstrząsnąć (niestety mało prawdopodobne) nim i uświadomić, że nie ma 15 lat. Ma 31 lat, ma żonę i ma dziecko...
ja mu proponowalam zeby zamieszkal narazie ze mna u moich rodzicow dopoki cos znajdziemy, bo wtedy jeszcze babcia zyla i nic nie zapowiadalo ze to sie zmieni. no ale niestety po smierci mieszkanie jest wolne i spokojnie moze byc moje wiec chyba sam powinien mowic kiedy sie tam przeprowadzic itp a u niego cisza zero rozmowy na ten temat. coraz to bardziej wydaje mi sie ze mu odpowiada ta sytuacja..przeciez jakby tesknil za nami i nas kocha to chyba troche czasu moglby u mnie pomieszkac a on stawia warunek ze absolutnie u mnie nie zamieszka, jedynie moze w tym mieszkaniu. i ja sie musze dostosowac. a poza tym jak mlodemu ojcu moze odpowiadac odwiedzanie dziecka na 2h.. juz tyle stracil z jego wychowania, a ja jestem jak samotna matka...
aha dodam ze jak mu powiedzialam ze sie wyprowadze to on ani slowa nie powiedzial tylko gral na playu... myslalam ze on to przemysli i dotrze do niego ze powinien byc przy nas i co najwyzej po tygodniu bedzie z nami a tu juz prawie dwa miesiace jestesmy osobno...
14 2015-08-13 12:04:29 Ostatnio edytowany przez Kareena (2015-08-13 12:08:40)
Moim zdaniem powinnaś sprawę postawić jasno: żyjemy razem albo rozwód.
Mój brat ma żonę, która też ma nieodciętą pępowinę z rodzicami. Mieszkali u jej rodziców trzy lata, aż pokłócił się z teściem i wrócił mieszkać do naszych rodziców. Żona z dzieckiem została mieszkać u swoich. On szuka mieszkania - intensywnie dopiero od pół roku, bo wcześniej nie zarabiał tyle, by mieć na wynajem i utrzymanie rodziny (żona nie pracuje, chociaż dziecko już w wieku przedszkolnym). Jej żadne mieszkanie nie pasuje, więc na zmianę sytuacji nie ma żadnych widoków, ot takie papierowe małżeństwo.
Ile czasu już minęło od momentu gdy mój brat się wyprowadził i mieszkają osobno? Ponad trzy i pół roku.
Twój 31-letni mąż żyjący pod parasolem ochronnym mamusi to duże dziecko, a nie partner, z którym można stworzyć rodzinę.
Moim zdaniem powinnaś sprawę postawić jasno: żyjemy razem albo rozwód.
Mój brat ma żonę, która też ma nieodciętą pępowinę z rodzicami. Mieszkali u jej rodziców trzy lata, aż pokłócił się z teściem i wrócił mieszkać do naszych rodziców. Żona z dzieckiem została mieszkać u swoich. On szuka mieszkania - intensywnie dopiero od pół roku, bo wcześniej nie zarabiał tyle, by mieć na wynajem i utrzymanie rodziny (żona nie pracuje, chociaż dziecko już w wieku przedszkolnym). Jej żadne mieszkanie nie pasuje, więc na zmianę sytuacji nie ma żadnych widoków, ot takie papierowe małżeństwo.
Ile czasu już minęło od momentu gdy mój brat się wyprowadził i mieszkają osobno? Ponad trzy i pół roku.
trzy i pol roku mieszkaja osobno? masakra.. jak wyglada ich malzenstwo? czesto sie widuja itp?
16 2015-08-13 12:15:06 Ostatnio edytowany przez Kareena (2015-08-13 12:17:40)
Widują się raz na tydzień w weekendy, z rodzicami za ścianą, więc jakie to małżeństwo można sobie wyobrazić
Mój brat dużo pracuje, więc dziecko wychowuje się z weekendowym tatusiem i nadskakującymi dziadkami.
Zresztą nawet nie bywa u nich na wigilii, więc jak tu mówić o rodzinie?
Mój brat jest naiwny i pozwala się finansowo wykorzystywać swojej wygodnej żonce. Twój mąż z Tobą pewnie będzie robić to samo (nie finansowo, ale wykorzysta Cię do wychowywania jego dziecka, podczas gdy on wygodnie sobie siedzi u mamy).
Masz 23 lata, całe życie przed sobą, więc nie rozumiem, dlaczego chcesz tkwić w niby-małżeństwie z facetem, którego Twoja wyprowadzka nie rusza, bo bardziej interesują go gry na PS. Przeciętny 25-latek ma więcej dojrzałości emocjonalnej.
ciezko mi to tak jednoznacznie zakonczyc ze wzgledu na malego. chcialabym zeby maly byl wychowywany w pelnej rodzinie...
18 2015-08-13 13:14:31 Ostatnio edytowany przez Kareena (2015-08-13 13:17:19)
Rozumiem, ale czy Twoje dziecko w tej chwili ma pełną rodzinę? I jakie są widoki na przyszłość? Rodzina powinna mieszkać razem, wspólny wyjazd na kilka dni niczego nie załatwi.
Moim zdaniem Twojemu mężowi jest wygodnie, bo nie musi znosić niedogodności związanych z niemowlakiem w domu. Może chce przeczekać aż dziecko będzie większe i wtedy... nie wiem... namówić cię, żebyś znów mieszkała z nim u rodziców? Ale czy z człowiekiem, który w ten sposób rozwiązuje niedogodności da się w ogóle żyć?
Czy nie powinien byc ze mna i wychowywac malego? .
Tak, powinien
Co myslicie czy warto byc z kims dla kogo nie jestesmy najwazniejsi?
Nie warto
a jest to normalne ze tak mlodemu facetowi nie zalezy na bliskosci z zona? bo wiadomo ze odkad razem nie mieszkamy nic miedzy nami nie ma..
Nie jest to normalne. Może seks go w ogóle mało interesuje, a może poszuka sobie kogoś na boku, o ile już nie ma.
Sama widzisz, że mężowi na Tobie nie zależy, wyżej ceni wygodne życie. Ty chyba też nie jesteś jakoś bardzo zakochana skoro piszesz, że chcesz to ratować "dla dziecka". Rozumiem, bo z Twoich postów wynika, że facet jest wygodnickim kolesiem, któremu ktoś musi usługiwać - Ty albo mama - i on o Ciebie ani o Wasz związek nie dba.
Zastanów się, czego Ty chcesz - jak rozumiem, nie chcesz mieszkać u jego rodziców. Więc co dalej: chcesz mieszkać u swoich czy usamodzielnić się w mieszkaniu o babci? Jak to drugie to tak zrób, układaj sobie życie nie oglądając się na nieogarniętego małżonka. Nie uzależniaj się od jego decyzji. Może - jak typowy facet - gdy zauważy, że Ty na niego nie czekasz, ale podejmujesz sama decyzje i układasz sobie życie, coś go tknie i nagle mu zacznie zależeć. Historia zna mnóstwo takich przypadków.
A może Ty szybko zauważysz, że taka namiastka mężczyzny nie jest Tobie ani Twojemu dziecku do niczego potrzebna i sama go kopniesz, choćby nawet chciał wrócić. Masz do tego prawo, po tym jak on Ciebie traktuje. Ty i Wasze dziecko nie jesteście dla niego najważniejsi, jesteście dodatkiem do jego życia, i to chyba gdzieś na dalekim miejscu.
Aha, i jeśli jeszcze tego nie zrobiłaś ustal z nim ile miesięcznie ma dawać na dziecko.
19 2015-08-13 17:35:38 Ostatnio edytowany przez Nekuro (2015-08-13 17:39:49)
Wygląda na to, że uważa ,że nie chcesz mieszkać z jego rodzicami bo ich nie lubisz czy coś. Może uświadom go, że to z nim brałaś ślub, a nie z nimi. Ty chyba nie wymagałaś by on mieszkał z twoimi rodzicami...
Może faktycznie gdzieś wyjeździe, przynajmniej atmosfera między wami się poprawi. Jak będzie nadal unikał tematu wspólnego mieszkania to poinformuj go, że się wyprowadzasz do tego wolnego mieszkania i sprawdź jego reakcje. Jeżeli się nie zreflektuje to na wiele już nie licz. No i domagaj się alimentów na dziecko bo masz do tego prawo. Jeżeli nie będzie chciał płacić to pozostaje ci pozew.
jak mnie dzisiaj poinformowal zarezerwowal nam przyszly tydzien w Nosalowym boteraz wielce chce ratowac malzenstwo.zobaczymy na tym wyjezdzie czy potrafimy jeszcze ze soba normalnie gadac bo do tej pory kazdy ma do drugiego pretensje.. jesli nie to chyba nie ma nawet sensu z nim isc mieszkac w tym mieszkaniu tylko to skonczyc..no wlasnie on chyba na wszystko patrzy przez pryzmat rodzicow co oni mowia to swiete. zero wlasnego zdania...
Autorko, ja rozumiem, że mąż się nie stara i faktycznie bardzo dojrzałego partnera to nie masz.
Natomiast trochę wydaje mi się, że za bardzo się w swojej krzywdzie "zapiekłaś". Wolno Ci, a i owszem. Ale jeśli chcesz ratować Waszą relację, to skoncentruj się na rozwiązywaniu sytuacji a nie na mojszej czy twojszej krzywdzie.
A rozwiązanie masz pod nosem. Mieszkanie jest, mąż się chce przeprowadzić. I na tym się skoncentruj.
Gdzieś chce z Tobą wyjechać - bardzo dobrze. A nie się fochasz, że "niby chce ratowac" (sorki, ale to brzmi jak duma urażonej księżniczki).
Dla faceta narodziny dziecka też są wywróceniem życia do góry nogami. Twój nie jest delikatnie mówiąc chodzącą dojrzałością ale moim zdaniem, macie jeszcze szansę, bo coś tam mu się chce. Jak na spokojnie do sprawy podejdziesz, to może się nawet uda poradzić z trudnymi sprawami. Ale stopniowo i bez oczekiwań, że jak mu raz coś wygarniesz, to on już od tej pory będzie chodził jak w zegarku.
U Ciebie czara goryczy się przelała, więc emocji jest pewnie sporo, ale na to żeby odejść, zawsze jest czas. ZOSTAWIĆ KOGOŚ MOŻNA W KAŻDEJ CHWILI, ale jak się spali pewne mosty, to możę się nie dać wrócić, dlaczego warto się dobrze zastanowić. Moim zdaniem jak odejdziesz bez starań, to będziesz żałowała. Ze nie próbowałaś ratować dla dziecka i choćby na złość teściowej.
P.S. Mieszkanie nie jest w bezpośredniej korelacji z tym, kiedy się ludzie rozchodzą. Jak ktoś uwaznie obserwuje, to może podczas weekendowych wizyt wyczaić jakie są relacje rodzinne. Tylko że autorka w sumie młoda jest i może tego nie umie. Codzienność można mieć też na urlopie (czy mnie denerwują jego skarpetki) a ważniejsze jest jak się ktoś sprawdza w kryzysie: dziecko/choroba/utrata pracy itd.
smallangel napisał/a:...Uważam, że gdy zrobi się to w odpowiedni sposób - żaden facet nie odmówi pomocy.
Oj, tu to bym się spierał... No chyba, że pisząc to masz na mysli mężczyznę, a przynajmniej faceta. Niestety - według mnie - w tym wątku jest mowa nie o mężczyźnie, nie o facecie ...a o małym (mentalnie) chłopcu.
Polemizowałabym na ten temat.
Orange1110 - z takim nastawieniem jak Twoje, to na pewno się uda.
Jeżeli chce ratować małżeństwo to macie jeszcze szansę. Usiądźcie na spokojnie, pogadajcie. Powiedz, że jak się nie opamięta to was straci. Powiedz jasno co ci się nie podoba w jego zachowaniu i jak powinien się zachowywać. Tylko się nie kłóćcie.
Trzymam kciuki ![]()
hej
wrocilismy z tego wyjazdu do Zakopanego... i w sumie nie wiem co myśleć i robic..Mąż synem.sie super zajmowal i zlego slowa nie powiem. Wstawal w nocy do niego, przebieral, nosil na rekach i usypial. Czego nie wiedzial to mu tlumaczylam bo skad mial wiedziec, ale potem dawal rade...Gorzej sytuacja wyglada z nami.. Chcial tam jechac "na spokojnie to wyjasnic" ale gdy ja zaczynalam rozmowe on.milczal ani raz nie zaczal on rozmowy na ten temat. przeprosil tylko ze nie poszedl za nami tylko zostal u rodzicow, ale to tez bylo wymuszone . zamiast pogadac czy wgl idziemy mieszkac na ten blok to dopiero gdy juz podwiozl mnie do domu pod drzwiami zapytal kiedy tam idziemy i czy wgl... na odczepne tak jakby tam niw bylo kiedy o tym.pogadac... on wgl nie ma potrzebt rozmowy o tym wszystkim co sie wydarzylo no a sporo tego bylo... w dodatku chce wziac malego na odwiedziny do swoich rodzicow ale ja nie moge mu dac malego bo karmie piersia a ja sie do tesciow nie wybieram po tym co od nich uslyszalam... to moj maz stwierdzil ze aby bylo sprawiedliwie jesli zemieszkamy razem to ja malego tez nie bede brala fo moich rodzicow tylko on z nim zostanie... a jak maly zacznie juz jesc tez inne rzeczy co on bedzie go bral samwgo do tesciow to wtedy ja tez bede mogla go brac do moich... co to wgl za zasady ludzie zloci...chore... znowu bedzie wyliczanie kto ile widzial wnuka... jest sens byc z takim czlowiekiem z ktorym nie idzie nic wyjasniac tylko wszystko jest wymuszone...
??? co jesli zachoruje powaznie to z kim bede rozmawiac? w kim miec wsparcie...a poza tym jakby tak zalowal ze nie poszedl za nami to po powrocie z gor chyba by zostal z nami a on znowu wrocil do domu i znowu odwiedza malego... co myslicie o tym wszystkim?
pozdrawiam
bardzo prosze o opinie, porady...
Orange ... ale jakich jeszcze opinii się spodziewasz ?
Przykro mi, ale nie uważam, żeby Wasz związek rokował dobrze na przyszłość.
Niby wszystko ustaliliście i Twój mąż się określił, a tymczasem wrócił do starych schematów i ani myśli czegokolwiek zmieniać.
Dla mnie to nie dowodzi dobrej woli, czy chęci zmiany.
A poza tym - to małostkowe podejście oko, za oko - ząb, za ząb, jest idiotyczne dla osób powyżej pewnej średniej wiekowej.
A co będzie jeśli no nie wiem, np. złamiesz nogę ?
Rozumiem, że żeby było sprawiedliwie on też będzie przez 8 tygodni nosił gips i siedział na doopsku ?
No bo wiesz - jak Ty nie możesz chodzić, to on też nie - w myśl jego zasad, prawda ?