Witam wszystkich,
Na wstępie chcę zaznaczyć że chcę po prostu się wygadać. Nie mam z kim porozmawiać o moim problemie.
Mam 22 lata. Jestem jedynaczką. Ludzie mi mówią że jestem mądra, ładna, wykształcona. Po prostu: Wow. Mimo tych komentarzy (nie wiem czy szczerych) nie czuje sie ani mądra ani ładna ani nic. Czuje się pusta w środku, bez wiary w siebie i swoje możliwości. Czemu? Nie uroiłam sobie tego, przyczynili się do tego rówieśnicy oraz po części rodzina.
Gdy byłam mała, byłam gruba. Po prostu gruba. W wieku 10 lat ważyłam tyle samo co waże teraz. Przez to byłam szykanowana, wyśmiewana, poniżana. Nie radziłam sobie z tym. Nie rozumiałam jak to możliwe że rówieśnicy nie akceptują mnie tylko dlatego że jestem większa. Przez to stałam się obiektem drwin, kozłem ofiarnym. Bolało ale jakoś dawałam sobie radę. Najgorsze miało nastąpić gdy zdałam do wyższych klas. Zamknęłam sie w sobie. Gdy zaczęłam dorastać zamknęłam sie w sobie jeszcze bardziej. Zauważyły to dziewczyny z mojej klasy. Dobrze wiedziały co robić z takim koziołkiem. Poniżanie, dotykanie mnie nie tam gdzie trzeba, wyzywanie, dokuczanie, ŁAŻENIE za mną by tylko uprzykrzyć mi życie udawało im sie w 100%. Nie umiałam sie obronić, odpysknąć, nic. Miałam wewnetrzna blokade, bałam sie ich bo wiedziałam ze jakikolwiek sprzeciw spowodowałby ze atakowałyby ze zdwojoną siła. Wymyśliłam że będe trzymać się osob dorosłych, bo wtedy sie mnie nie czepiały. Poskutkowało ale na troche. Zaczeły sie wyzwiska od innych osob z klasy, szkoły (od K..ew, sz..t smieci i wiele wiele innych) mimo ze nic im nie zrobiłam. Byłam słaba z wfu. Śmiali sie ze mnie nawet nauczyciele widząc ze nie moge przebiec czy czegoś przeskoczyć. Prosiłam rodziców, błagałam żeby przenieśli mnie do innej szkoły. Dla nich to byłby wstyd. Jedyne co mogli dla mnie zrobić to porozmawiać z nauczycielem, ew. tymi osobami nie biorąc pod uwagę faktu że po takiej "interwencji" mogłoby sie stać wszystko. Nikt nie chciał mi pomóc.
Jestem emocjonalnym wrakiem człowieka. Mimo że w liceum było bardzo fajnie i na studiach też to te wydarzenia wracają do mnie co jakiś czas jak bumerang i paraliżują na długo. Właśnie teraz mam taki dół. Nikt nie wie jak cierpie, nikt nie wie ze jeszcze to pamiętam a to wyryło mi taką schizę w psychice ze mimo iz schudlam, wykształciłam sie to dalej czuje się jak śmieć. Co więcej mam wypaczony obraz samej siebie: musze być perfekcyjna żeby udowodnić swiatu że sie do czegoś nadaje: prefekcyjnie szczupła, oczytana, mądra, zaradna. Jak nie to mam doła.
W tym czasie kiedy dorastałam dostałam wiadomość od rodziców nauczycieli kolegow ze jestem własnie śmieciem którego zdanie się nigdzie nie liczy. Czasem dalej sie tak czuje ale skutecznie to ukrywam.
Chciałam się wygadać; w sumie to nawet mi to pomogło...