Sukces zmienia człowieka, czyli nie pamiętał wół jak cielęciem był? - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Sukces zmienia człowieka, czyli nie pamiętał wół jak cielęciem był?

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 54 ]

Temat: Sukces zmienia człowieka, czyli nie pamiętał wół jak cielęciem był?

Siemx,
Ostatnio sobie tak rozmyślałem, jak to z ludźmi jest. Czy waszym zdaniem sukces mocno zmienia ludzi, zaczynają bujać bardziej w obłokach, stają się wyniośli? Jak obserwujecie w ogóle tendencję co do ludzi, którzy czegoś nie mieli, potem zyskali, to częściej wydaje wam się że jak traktują tych, którzy czegoś nie mieli, z góry czy bardziej pomocnie? Przykładowo znałem pewną koleżankę, megaprzyjaciółka, tyle że strasznie długo była singielką, cierpiała z tego powodu, koleżanka mówiła że nawet płakała. Ostatnio w końcu znalazła jakiegoś kolesia (oczywiście typowego miśka, jak inaczej) i jako osoba ewidentnie się zmieniła. Traktuje ludzi bardziej z góry, nie jest tak pomocna, rzadko zagaduje, do tego zauważyłem że chamsko traktuje ... singielki! Pewnej koleżance która akurat jest wolna powiedziała, żeby przestała się mazać tylko zaczęła brać życie na poważnie. Podczas gdy kiedyś na pewno by ją pocieszała, mówiła że będzie lepiej itd. Generalnie znam mnóstwo takich przypadków, na przykład osoby które kiedyś były grube teraz nazywają grubasami osoby grube, itd, wiecie o co mi chodzi? Ja osobiście nie rozumiem takiego zachowania, jak ja byłem w coś cienki i się nauczyłem, to chcę bardziej pomóc komuś kto jest cienki albo czegoś nie ma, żeby był lepszy. Myślicie, że to takie wyładowywanie się "za moje biede" coś na zasadzie? Dostrzegacie takie przypadki w waszym otoczeniu? A może sami/same też tak postępujecie? Jak myślicie, co kieruje takimi ludźmi i czy to jest w porządku?
Tak samo jakiś czas temu pamiętam taka jedna dziewczyna nabijała się z mojego znajomego w towarzystwie że jest mało urodziwy, podczas gdy sama ma chłopaka z wyraźną nadwagą który zresztą jest życiową ciamajdą i mało co potrafi sam załatwić. Myślicie, że to problem współczesnej ludzkości, że ludzie oceniają innych nie dostrzegając własnych wad? Według mnie jest to coraz powszechniejsze.

Zobacz podobne tematy :

2 Ostatnio edytowany przez cslady (2015-08-07 17:46:20)

Odp: Sukces zmienia człowieka, czyli nie pamiętał wół jak cielęciem był?

A ja myślę, że dzieje się tak właśnie przez to, że ludzie dostrzegają własne wady. Osobę grubą, która schudła, wkurza to, że kiedyś sama była gruba i nie umiała się wziąć za siebie. Jeśli po zrzuceniu kilogramów traktuje inne osoby z nadwagą z wyższością, to nie dlatego, że się zmieniła. Robi to dlatego, że w tych osobach widzi swoje własne wady, słabości i to ją wkurza. Inni ludzie są zwierciadłami w których sami się przeglądamy. Podobnie z koleżanką, która już nie jest singielką. Kiedyś cierpiała, płakała i nienawidziła stanu wolnego, więc teraz patrząc na inne singielki przypomina jej się ten okres, co budzi złość i frustrację. Szybko przyzwyczajamy się do swoich sukcesów i czasami zapominamy jak ciężka była droga do ich osiągnięcia. A kiedy u innych ludzi widzimy nasze wady i słabości, to niejako wymagamy od nich, by się ogarnęli, skoro my daliśmy radę. Spora część osób chce raczej takich znajomych, którzy będą pchać ich do przodu, a nie przypominać o okresie, który był dla nich koszmarem. Pocieszanie i wykazywanie się empatią w takich przypadkach nie przychodzi łatwo, ponieważ musimy na nowo zmagać się z naszymi demonami. Jeśli osoba, która schudła ma pocieszać osobę grubą, która tak naprawdę niczego z wagą nie robi, to przecież tej pierwszej trudno znowu "wejść" w skórę grubasa i go usprawiedliwiać, bo to oznaczałoby, że musiałaby znowu usprawiedliwiać samą siebie z przeszłości. Nie wiem czy dobrze wyjaśniłam o co mi chodzi.

3

Odp: Sukces zmienia człowieka, czyli nie pamiętał wół jak cielęciem był?

Też mnie to w ludziach  denerwuje. ja tak nie postępuje,że czuje się lepsza bo jestem w związku bo w każdej chwili może wszystko prysnąć jak bańka mydlana.

4

Odp: Sukces zmienia człowieka, czyli nie pamiętał wół jak cielęciem był?

Mnie takie słowa motywują. Skoro komuś się "udalo" coś zrobić, dlaczego mnie ma się nie udać? Wolę coś takiego niż spotkanie w gronie osób typu:I tak nie schudniemy, bo to wina genów albo i tak u nas w mieście jest bezrobocie więc cieszmy się z tego co mamy. Jedni ludzie motywują a inni ściągają nas w dół. Wolę ta pierwsza grupę.

5

Odp: Sukces zmienia człowieka, czyli nie pamiętał wół jak cielęciem był?

Samo bycie w związku nie jest sukcesem. O jakimś sukcesie w kontekście związku można moim zdaniem mówić dopiero wówczas, gdy mamy z partnerem na koncie np. 20 wspólnie przeżytych lat, podczas których oboje byliśmy ze sobą szczęśliwi. To jest w jakimś stopniu wypracowany sukces, choć niby wydaje się czymś naturalnym.

6

Odp: Sukces zmienia człowieka, czyli nie pamiętał wół jak cielęciem był?
rossanka napisał/a:

Mnie takie słowa motywują. Skoro komuś się "udalo" coś zrobić, dlaczego mnie ma się nie udać? Wolę coś takiego niż spotkanie w gronie osób typu:I tak nie schudniemy, bo to wina genów albo i tak u nas w mieście jest bezrobocie więc cieszmy się z tego co mamy. Jedni ludzie motywują a inni ściągają nas w dół. Wolę ta pierwsza grupę.

I to prawda....to motywuje.Czasami denerwuje mnie,jak ludzie mówią "jakoś to będzie"...wtedy jakoś tam jest,tylko,że nikt nie jest wtedy w pełni zadowolony.A "pracować" nad sobą nie każdy chce.Taka zblazowana ,szara masa nic nie mogących ludzi,do tego ciągle narzekających.

7

Odp: Sukces zmienia człowieka, czyli nie pamiętał wół jak cielęciem był?

A czy nie macie takiego wrazenia, ze jak ktos odniosl sukces to mu nie wolno sie cieszyc, bo zaraz bedzie, ze mu woda sodowa do glowy uderzyla?
Że czasem to niektorzy by chcieli, zeby za ten sukces niemal przepraszac? big_smile

8

Odp: Sukces zmienia człowieka, czyli nie pamiętał wół jak cielęciem był?
Iceni napisał/a:

A czy nie macie takiego wrazenia, ze jak ktos odniosl sukces to mu nie wolno sie cieszyc, bo zaraz bedzie, ze mu woda sodowa do glowy uderzyla?
Że czasem to niektorzy by chcieli, zeby za ten sukces niemal przepraszac? big_smile

Nie wiem czy przepraszać, ale mam wrażenie, że oczekuje się, by człowiek sukcesu umniejszał swoje zasługi. Lepiej powiedzieć "miałem szczęście/ udało się" niż podkreślać konkretną pracę i umiejętności, które do sukcesu doprowadziły. Jak ktoś np. dużo zarabia, to przecież dlatego, że kradnie, a przez niego nie mają co jeść patologiczne rodziny żyjące z 6-tką dzieci na 30 metrach albo bezrobotne lenie, których szukanie pracy ogranicza się do przejrzenia Internetu raz w tygodniu. big_smile

9

Odp: Sukces zmienia człowieka, czyli nie pamiętał wół jak cielęciem był?

O tak,bardzo często tak jest...

10

Odp: Sukces zmienia człowieka, czyli nie pamiętał wół jak cielęciem był?
Iceni napisał/a:

A czy nie macie takiego wrazenia, ze jak ktos odniosl sukces to mu nie wolno sie cieszyc, bo zaraz bedzie, ze mu woda sodowa do glowy uderzyla?
Że czasem to niektorzy by chcieli, zeby za ten sukces niemal przepraszac? big_smile

Nie tylko. Szkoda, że nie wypada być zadowolonym z pracy, mieszkania, pogody.
Na pytanie "co slychac" kto odpowie"swietnie" zamiast:Stara bida,jakoś leci, mało pieniędzy, kryzys, pogoda paskudna....

11

Odp: Sukces zmienia człowieka, czyli nie pamiętał wół jak cielęciem był?
cslady napisał/a:
Iceni napisał/a:

A czy nie macie takiego wrazenia, ze jak ktos odniosl sukces to mu nie wolno sie cieszyc, bo zaraz bedzie, ze mu woda sodowa do glowy uderzyla?
Że czasem to niektorzy by chcieli, zeby za ten sukces niemal przepraszac? big_smile

Nie wiem czy przepraszać, ale mam wrażenie, że oczekuje się, by człowiek sukcesu umniejszał swoje zasługi. Lepiej powiedzieć "miałem szczęście/ udało się" niż podkreślać konkretną pracę i umiejętności, które do sukcesu doprowadziły. Jak ktoś np. dużo zarabia, to przecież dlatego, że kradnie, a przez niego nie mają co jeść patologiczne rodziny żyjące z 6-tką dzieci na 30 metrach albo bezrobotne lenie, których szukanie pracy ogranicza się do przejrzenia Internetu raz w tygodniu. big_smile

To nie jest umniejszanie swoich sukcesów tylko skromność. Z sukcesami nie należy się zbytnio obnosić, ponieważ to przynosi pecha. Doskonale o tym wiedzą ludzie, którzy odnieśli naprawdę duży sukces w życiu. Wielu z nich to zwyczajne osoby tak jak ludzie z sąsiedztwa. Na pewno nie cwaniakują przy ośmiorniczce i francuskim winie w byle knajpie.

Reszty nie skomentuje kto nie przeżył prawdziwej biedy ten nie ma pojęcia co pisze.

12

Odp: Sukces zmienia człowieka, czyli nie pamiętał wół jak cielęciem był?

A jakaz to bieda jest "prawdziwa"?

13

Odp: Sukces zmienia człowieka, czyli nie pamiętał wół jak cielęciem był?
Iceni napisał/a:

A jakaz to bieda jest "prawdziwa"?

srebrnemu chyba chodziło o ten fragment wypowidzi cslady:

cslady napisał/a:

...a przez niego nie mają co jeść patologiczne rodziny żyjące z 6-tką dzieci na 30 metrach albo bezrobotne lenie, których szukanie pracy ogranicza się do przejrzenia Internetu raz w tygodniu.

14 Ostatnio edytowany przez cslady (2015-08-07 21:41:57)

Odp: Sukces zmienia człowieka, czyli nie pamiętał wół jak cielęciem był?
srebrny napisał/a:

To nie jest umniejszanie swoich sukcesów tylko skromność. Z sukcesami nie należy się zbytnio obnosić, ponieważ to przynosi pecha. Doskonale o tym wiedzą ludzie, którzy odnieśli naprawdę duży sukces w życiu. Wielu z nich to zwyczajne osoby tak jak ludzie z sąsiedztwa. Na pewno nie cwaniakują przy ośmiorniczce i francuskim winie w byle knajpie.

Reszty nie skomentuje kto nie przeżył prawdziwej biedy ten nie ma pojęcia co pisze.

Nie wierzę w zabobony o pechu, ale też uważam, że obnoszenie się jest bez sensu. Zwłaszcza, gdy żyje się ponad stan po to, by się obnosić z rzekomym sukcesem. Znam sporo osób, które na co dzień chodzą w garniturach i drogich zegarkach, by podkreślić swój status. Jadają homary, ośmiorniczki i piją francuskie wina w eleganckich knajpach. Problem jest taki, że nie stać ich na taki tryb życia i przez to paradoksalnie żyją od pierwszego do pierwszego. Nie chodzi mi też o podkreślanie w każdej rozmowie ile rzeczy się umie i co się osiągnęło. Tylko o normalne i rzeczowe przedstawianie spraw. Jeśli wygrałam jakiś międzynarodowy przetarg lub konkurs i ktoś mnie pyta jak to się stało, to nie odpowiem, że mi się udało, że tak wyszło itp. Choć zapewne takiej odpowiedzi oczekują zwolennicy fałszywej skromności. Odpowiem zgodnie z prawdą, co i jak zrobiłam, że wyszło. Chociaż ten czynnik "szczęścia" też jest bardzo ważny (m.in. Kulczyk też zawsze to podkreślał), ale on sam nie determinuje sukcesu. Tylko dla mnie określenie "szczęście" to nadal duże uproszczenie, bo jeśli na co dzień pracujemy nad networkingiem i potem dostajemy pracę po znajomości, to jednak nie jest tak, że z nieba nam ona spadła. Podobnie jest z wyczuciem czasu. Ten sam pomysł w jednym miejscu i chwili może stać się biznesem, który przynosi krocie, a jeśli byłby zrealizowany w innym czasie i miejscu, to mógłby być niewypałem. Do tego trzeba mieć odpowiednie wyczucie, trochę intuicji, świadomości rynku i nie zrzucać tego na szczęście. Nic się samo nie dzieje.

A co do mojego zdania o patologicznych rodzinach i bezrobotnych, to odniosłam się do nadal funkcjonującego stereotypu, że bogaci rzekomo zabierają biednym i dlatego biedni są biedni. Nie są biedni i bezrobotni ze swojej winy, bo np. uwłacza im praca na kasie, bo nie chciało im się kupić prezerwatyw itp. Są biedni, bo bogaci ludzie ich okradają.

15

Odp: Sukces zmienia człowieka, czyli nie pamiętał wół jak cielęciem był?
cslady napisał/a:

Nie wierzę w zabobony o pechu, ale też uważam, że obnoszenie się jest bez sensu. Zwłaszcza, gdy żyje się ponad stan po to, by się obnosić z rzekomym sukcesem.

Ja natomiast wierzę w historię i przemondrzalstwo nikomu na dobre nie wyszło.
Zwłaszcza, że wiele sukcesów zawdzięczano przypadkowi.
Praca jest ważna, ale nie gwarantuje sukcesu jest jeszcze bardzo wiele czynników, które na nas wpływają.
Ocenianie kogoś tylko pod względem jednego z nich, albo pod względem pewnych wybranych kryteriów jest nie na miejscu.

Ludźmi też nie ma się co przejmować, tylko ktoś kto to potrafi może osiągnąć swoje cele.

16

Odp: Sukces zmienia człowieka, czyli nie pamiętał wół jak cielęciem był?
cslady napisał/a:

A co do mojego zdania o patologicznych rodzinach i bezrobotnych, to odniosłam się do nadal funkcjonującego stereotypu, że bogaci rzekomo zabierają biednym i dlatego biedni są biedni. Nie są biedni i bezrobotni ze swojej winy, bo np. uwłacza im praca na kasie, bo nie chciało im się kupić prezerwatyw itp. Są biedni, bo bogaci ludzie ich okradają.

Zależy też do jakiego kraju przyłożyć to stwierdzenie, bo niestety są kraje, w których jest ono całkowicie aktualne.

Jeśli chodzi o Pl, to jestem po prostu zdania, że panuje zróżnicowanie. Są ludzie, którzy wzbogacili się swoją ciężką pracą i takich szczerze podziwiam, ale są też cwaniaczki.
Po prostu wydaje mi się (jeśli się mylę, to mnie popraw), że postrzegasz jedynie ludzi bogatych - którzy doszli do tego ciężką pracą i biednych - którzy są leniami. A prawda jest raczej taka, że wśród biednych jak i bogatych są ludzie uczciwi, dobrzy, pracowici, jak i ludzie leniwi i głupi po prostu. Tak, znam ludzi bogatych, którzy są głupi jak but.

Tak naprawdę wystarczy, że ktoś jest średnio sytuowany i urodzi mu się bardzo chore (przewlekle) dziecko. I już zaczyna się bieda, bo leczenie jest bardzo drogie, bo trzeba się zajmować i rezygnować z pracy albo płacić opiekunce.
Wystarczy, że matka dzieci zarabia bardzo przeciętnie i umrze jej mąż (albo zostawi, ciężko zachoruje) i przy dwójce dzieci zaczyna się bieda.
Jest wiele scenariuszy i moim zdaniem to, że ktoś jest biedny nie oznacza, że jest człowiekiem leniwym z roszczeniową postawą. A wyształcenie swoją drogą też kosztuje, nie każdy może sobie pozwolić na dobre studia i w konsekwencji na dobre zarobki w przyszłości.

17

Odp: Sukces zmienia człowieka, czyli nie pamiętał wół jak cielęciem był?
daenerys7 napisał/a:

Zależy też do jakiego kraju przyłożyć to stwierdzenie, bo niestety są kraje, w których jest ono całkowicie aktualne.

Jeśli chodzi o Pl, to jestem po prostu zdania, że panuje zróżnicowanie. Są ludzie, którzy wzbogacili się swoją ciężką pracą i takich szczerze podziwiam, ale są też cwaniaczki.
Po prostu wydaje mi się (jeśli się mylę, to mnie popraw), że postrzegasz jedynie ludzi bogatych - którzy doszli do tego ciężką pracą i biednych - którzy są leniami. A prawda jest raczej taka, że wśród biednych jak i bogatych są ludzie uczciwi, dobrzy, pracowici, jak i ludzie leniwi i głupi po prostu. Tak, znam ludzi bogatych, którzy są głupi jak but.

Tak naprawdę wystarczy, że ktoś jest średnio sytuowany i urodzi mu się bardzo chore (przewlekle) dziecko. I już zaczyna się bieda, bo leczenie jest bardzo drogie, bo trzeba się zajmować i rezygnować z pracy albo płacić opiekunce.
Wystarczy, że matka dzieci zarabia bardzo przeciętnie i umrze jej mąż (albo zostawi, ciężko zachoruje) i przy dwójce dzieci zaczyna się bieda.
Jest wiele scenariuszy i moim zdaniem to, że ktoś jest biedny nie oznacza, że jest człowiekiem leniwym z roszczeniową postawą. A wyształcenie swoją drogą też kosztuje, nie każdy może sobie pozwolić na dobre studia i w konsekwencji na dobre zarobki w przyszłości.

Pisałam o Polsce, bo w tym temacie nie był poruszany wątek innych krajów.

Nie bardzo rozumiem o co Ci chodzi. Wątek jest o sukcesie, więc na temat takich ludzi się wypowiedziałam. Potem nawiązałam tylko do stereotypu, który powtarzają nie tacy normalni biedni ludzie jak piszesz, tylko właśnie lenie. Podałam dwa konkretne przypadki, więc to dość oczywiste, że nie można na równi stawiać rodziny z chorym dzieckiem, jak i leniwych bezrobotnych. Jeśli ktoś z własnej winy co roku płodzi sobie nowe dziecko, a do pracy mu nie spieszno, to dlaczego miałabym go dobrze postrzegać? Zresztą o tym były inne wątki, gdzie też się wypowiadałam, więc bez sensu się czepiać. Większość ludzi ma przeciętne dochody. Nie żyją w skrajnej biedzie i nie są bogaci. Oni też odnoszą sukcesy, bo tego się nie mierzy jedynie ilością zer na koncie. Cwaniaczki są zarówno wśród bogatych, biednych, jak i przeciętnych, więc nie można tej cechy przypisywać tylko bogatym.

18

Odp: Sukces zmienia człowieka, czyli nie pamiętał wół jak cielęciem był?
cslady napisał/a:
srebrny napisał/a:

To nie jest umniejszanie swoich sukcesów tylko skromność. Z sukcesami nie należy się zbytnio obnosić, ponieważ to przynosi pecha. Doskonale o tym wiedzą ludzie, którzy odnieśli naprawdę duży sukces w życiu. Wielu z nich to zwyczajne osoby tak jak ludzie z sąsiedztwa. Na pewno nie cwaniakują przy ośmiorniczce i francuskim winie w byle knajpie.

Reszty nie skomentuje kto nie przeżył prawdziwej biedy ten nie ma pojęcia co pisze.

Nie wierzę w zabobony o pechu, ale też uważam, że obnoszenie się jest bez sensu. Zwłaszcza, gdy żyje się ponad stan po to, by się obnosić z rzekomym sukcesem. Znam sporo osób, które na co dzień chodzą w garniturach i drogich zegarkach, by podkreślić swój status. Jadają homary, ośmiorniczki i piją francuskie wina w eleganckich knajpach. Problem jest taki, że nie stać ich na taki tryb życia i przez to paradoksalnie żyją od pierwszego do pierwszego. Nie chodzi mi też o podkreślanie w każdej rozmowie ile rzeczy się umie i co się osiągnęło. Tylko o normalne i rzeczowe przedstawianie spraw. Jeśli wygrałam jakiś międzynarodowy przetarg lub konkurs i ktoś mnie pyta jak to się stało, to nie odpowiem, że mi się udało, że tak wyszło itp. Choć zapewne takiej odpowiedzi oczekują zwolennicy fałszywej skromności. Odpowiem zgodnie z prawdą, co i jak zrobiłam, że wyszło. Chociaż ten czynnik "szczęścia" też jest bardzo ważny (m.in. Kulczyk też zawsze to podkreślał), ale on sam nie determinuje sukcesu. Tylko dla mnie określenie "szczęście" to nadal duże uproszczenie, bo jeśli na co dzień pracujemy nad networkingiem i potem dostajemy pracę po znajomości, to jednak nie jest tak, że z nieba nam ona spadła. Podobnie jest z wyczuciem czasu. Ten sam pomysł w jednym miejscu i chwili może stać się biznesem, który przynosi krocie, a jeśli byłby zrealizowany w innym czasie i miejscu, to mógłby być niewypałem. Do tego trzeba mieć odpowiednie wyczucie, trochę intuicji, świadomości rynku i nie zrzucać tego na szczęście. Nic się samo nie dzieje.

A co do mojego zdania o patologicznych rodzinach i bezrobotnych, to odniosłam się do nadal funkcjonującego stereotypu, że bogaci rzekomo zabierają biednym i dlatego biedni są biedni. Nie są biedni i bezrobotni ze swojej winy, bo np. uwłacza im praca na kasie, bo nie chciało im się kupić prezerwatyw itp. Są biedni, bo bogaci ludzie ich okradają.


Nie wierzysz w zabobony o pechu,ale wierzysz w zabobony o szczęściu...interesujące.
Co do bogatych,którzy zabierają biednym,czyli odwrotnie niczym Robin Hood,to w isoticie tak jest,chociaż zabierają brzmi źle...po prostu,natura lubi równowagę i do niej dąży,nigdy wszyscy ludzie nie będą bogaci,ani wszyscy biedni,to jest ciągła rywalizacja,którą determinuje mądrość i inteligencja jednostki.

19 Ostatnio edytowany przez cslady (2015-08-08 08:12:34)

Odp: Sukces zmienia człowieka, czyli nie pamiętał wół jak cielęciem był?
theonlyone napisał/a:

Nie wierzysz w zabobony o pechu,ale wierzysz w zabobony o szczęściu...interesujące.

Nie, nie wierzę w szczęście, co wyżej napisałam mówiąc, że to uproszczenie określając coś w ten sposób. "Szczęście" też zależy w dużej mierze od nas samych, a czasami to po prostu przypadek, zbieg okoliczności. Kiedy potocznie ludzie mówią o czynniku szczęścia w sukcesie, to nie twierdzę, że całkowicie nie mają racji, tylko ja to "szczęście" rozumiem dużo bardziej konkretnie i dla mnie to nie jest jakaś mityczna siła, która może się pojawić w naszym życiu lub nie w zależności od kaprysu.

20

Odp: Sukces zmienia człowieka, czyli nie pamiętał wół jak cielęciem był?

Ależ pamięta, pamięta i właśnie dlatego triumfuje.Nie wszyscy tacy są.Sprawa charakteru.To jest coś  na kształt przekonania o własnej wyjątkowości. Nie ma tego u ludzi,których cechuje skromność.
Jak w podanym przykładzie,kiedy komuś udało się zrzucić sporą nadwagę, stanął po drugiej stronie barykady.Nie należy już  do świata ludzi z nadwagą i nie zamierza spoglądać  na świat ich oczami.Owszem, stara się współczuć, ale przy tym stale podkreśla swój sukces.
Można to prześledzić też na przykładach ludzi ze świata polityki i show-biznesu.

21

Odp: Sukces zmienia człowieka, czyli nie pamiętał wół jak cielęciem był?

Z kolei w moich stronach mówi się, że nie ma nic gorszego ,, jak z dziada - pan ". Ci co nie mieli nic albo niewiele i nagle jakoś się wzbogacili i sodówka uderzyła im do głów. To nic, że owo wzbogacenie bywa krótkotrwałe albo na prawdę niewielkie. Od razu podnoszą uszka i nos do góry, i nagle są ą i ę, nie pamiętają wielu nieprzyjemnych faktów, no i wymądrzają się na każdy temat. I straszne to i śmieszne:)

22

Odp: Sukces zmienia człowieka, czyli nie pamiętał wół jak cielęciem był?
Peacock napisał/a:

Generalnie znam mnóstwo takich przypadków, na przykład osoby które kiedyś były grube teraz nazywają grubasami osoby grube, itd, wiecie o co mi chodzi? Ja osobiście nie rozumiem takiego zachowania, jak ja byłem w coś cienki i się nauczyłem, to chcę bardziej pomóc komuś kto jest cienki albo czegoś nie ma, żeby był lepszy.

Mnie się wydaje, że chodzi o to, że taka osoba, która np. schudła boi się, że otoczenie nadal będzie w niej widzieć grubasa. Złośliwymi komentarzami próbuję się odciąć od tej "grupy". Nie chce już być z nią utożsamiana. Do gry wchodzą też kompleksy, jak sobie kilka razy solidnie na kimś użyje, to zrobi się jej lepiej. Ale to raczej nie działa długoterminowo i od tego już bliska droga, do zostania wykluczonym z towarzystwa. Nikt nie lubi ludzi, którzy sieją ferment swoimi głupimi i wrednymi komentarzami. wink

cslady, odniosłam się jedynie do Twojego komentarza, wiem że był już taki temat. Nie miałam zamiaru się czepiać i jeśli tak to odebrałaś, to szkoda. Może spróbuję jeszcze raz wytłumaczyć i oczywiście nie musisz się ze mną zgadzać. Nie wszyscy biedni obwiniają o to cały świat. A bieda nie zawsze jest "z winy", czasem życie tak sie po prostu układa, nie na wszystko mamy wpływ. A temat patologicznych rodzin też jest złożony, jeśli ktoś sam wychowywał się w takim domu, ba! w takim środowisku, bo niestety to zazwyczaj są większe grupy, to nie zna innego życia. Dlatego w tym wypadku, też do końca nie wiem czy można mówić o winie takiego człowieka. Nie mówię, że bogaci i ogólnie ludzie sukcesu mają to brać na klatę, absolutnie nie, ale to z domu wynosimy nasze przekonania i zwyczaje. Niestety, ale jak ktoś miał w domu tatę - pijaka i mamę - nieroba, to rzadko kiedy zostanie "człowiekiem sukcesu" (szeroko pojętego). Zazwyczaj powieli schemat.

23

Odp: Sukces zmienia człowieka, czyli nie pamiętał wół jak cielęciem był?

Nie wiem jak ma sie objawiac ta skromnosc? Jak kogos stac i ktos lubi to nie moze isc na drogie wino? To nie moze sobie kupic wyspy, bo ma taki kaprys?
Czy to juz jest obnoszenie sie?

Moj wlasny krewny jest przeciwienstwem teorii Srebrnego. Uwielbia swoje pieniadze i sukces i nie kryje sie z tym. Wrecz przeciwnie, nie jest osoba najskromniejsza - plawi sie w swoim osiagnietym ciezka praca sukcesem.  I tak juz od wielu, wielu lat. W tej chwili ma lat 70, jest na emeryturze i cieszy sie swoimi milionami w banku.

W Polsce, lekka arogancja dotyczaca wlasnego talentu i sukcesu jaki ten talent przynosi jest nie mile widziana. Ale nie dziala to tak koniecznie w innych krajach.

24

Odp: Sukces zmienia człowieka, czyli nie pamiętał wół jak cielęciem był?
daenerys7 napisał/a:

cslady, odniosłam się jedynie do Twojego komentarza, wiem że był już taki temat. Nie miałam zamiaru się czepiać i jeśli tak to odebrałaś, to szkoda. Może spróbuję jeszcze raz wytłumaczyć i oczywiście nie musisz się ze mną zgadzać. Nie wszyscy biedni obwiniają o to cały świat. A bieda nie zawsze jest "z winy", czasem życie tak sie po prostu układa, nie na wszystko mamy wpływ. A temat patologicznych rodzin też jest złożony, jeśli ktoś sam wychowywał się w takim domu, ba! w takim środowisku, bo niestety to zazwyczaj są większe grupy, to nie zna innego życia. Dlatego w tym wypadku, też do końca nie wiem czy można mówić o winie takiego człowieka. Nie mówię, że bogaci i ogólnie ludzie sukcesu mają to brać na klatę, absolutnie nie, ale to z domu wynosimy nasze przekonania i zwyczaje. Niestety, ale jak ktoś miał w domu tatę - pijaka i mamę - nieroba, to rzadko kiedy zostanie "człowiekiem sukcesu" (szeroko pojętego). Zazwyczaj powieli schemat.

Nigdzie nie napisałam, że wszyscy biedni obwiniają i że bieda jest z "winy", więc nadal nie bardzo rozumiem o co chodzi, bo odbieram to jako próbę polemiki z moimi słowami, których nie wypowiedziałam. No ale mniejsza o to. Ja mam alergię jedynie na ludzi, którzy niczego nie robią, a jednocześnie oczekują wszystkiego podanego na tacy. Obwiniają bogatych o swój los, którego jednocześnie nie chcą wziąć w swoje ręce. I tylko to napisałam, więc proszę nie dorabiać ideologii o biedzie, patologii itp. Tutaj nie ma dla mnie znaczenia czy ktoś pochodzi z patologii, czy jest zwyczajnie leniwy. W pewnym momencie życia uzyskujemy nad tym życiem kontrolę (nie jesteśmy zależni od rodziców) i nie można się ciągle tłumaczyć złym dzieciństwem. Owszem, osoby z takich rodzin mają dużo trudniej niż inni, ale przecież nie chodzi o to, by każdy zarabiał miliony. Sukcesem w tym przypadku będzie wyjście ze schematu. To będzie ogromny sukces i nieważne ile się wtedy zarabia, można nawet 1200 zł.

25

Odp: Sukces zmienia człowieka, czyli nie pamiętał wół jak cielęciem był?
cslady napisał/a:

Nigdzie nie napisałam, że wszyscy biedni obwiniają i że bieda jest z "winy", więc nadal nie bardzo rozumiem o co chodzi, bo odbieram to jako próbę polemiki z moimi słowami, których nie wypowiedziałam. No ale mniejsza o to.

Jeżeli źle Cię zrozumiałam to przepraszam, wystarczyło jedynie napisać i nie byłoby wcale tematu.

daenerys7 napisał/a:

Po prostu wydaje mi się (jeśli się mylę, to mnie popraw), że postrzegasz jedynie ludzi bogatych - którzy doszli do tego ciężką pracą i biednych - którzy są leniami.

cslady napisał/a:

Ja mam alergię jedynie na ludzi, którzy niczego nie robią, a jednocześnie oczekują wszystkiego podanego na tacy. Obwiniają bogatych o swój los, którego jednocześnie nie chcą wziąć w swoje ręce. I tylko to napisałam, więc proszę nie dorabiać ideologii o biedzie, patologii itp. Tutaj nie ma dla mnie znaczenia czy ktoś pochodzi z patologii, czy jest zwyczajnie leniwy.

To wkurza większość ludzi, zwłaszcza tych, którzy do tego co mają, doszli ciężką pracą i jest to zrozumiałe. Widzisz i o tym właśnie piszę, że dla mnie np. ma to znaczenie czy ktoś pochodzi z patologii czy jest zwyczajnie leniwy (rodzina normalna, żadna patologia, ale leń po prostu).

26

Odp: Sukces zmienia człowieka, czyli nie pamiętał wół jak cielęciem był?

sukces zmienia ludzi, ale najwięcej tych trzecich. Człowiek, który odnosi sukces, cieszy się jego owocami a to bije po oczach.
Najczęsciej człowiek sukcesu to złodziej ( bo przecież uczciwie w Polsce dorobić się nie wolno, wręcz niemożliwe); oszust ( patrz punkt pierwszy); wyzyskiwacz (swoich pracowników dusi a sam zarabia a powinien zarabiać tyle samo co jego pracownicy).
Ja nie uważam siebie za człowieka sukcesu, ale za kogoś kto ma ustabilizowaną sytuację, zarabia w okolicach dwóch średnich krajowych, stać mnie na to i owo.
Oczywiście niejednokrotnie słyszę że w związku z tym, mam obowiązek się dzielić z innymi, bo skoro ja mam...
Nie uważam abym zmienił swoje podejście do ludzi. Ale jest coś w tym, co ktoś napisał powyżej. Wkurzają mnie wszelkiej maści narzekacze, oczekujący że im rząd da... bo sam lata temu tak myślałem, że mi się należy. Dzisiaj wiem że się nie należy. Ale to nie oznacza że nie można czegoś osiągnąć. Można. I wymaga to więcej pracy niż zwykły etat.
Dzisiaj wśród moich znajomych nie ma ludzi narzekających. Nie chcę się z takimi spotykać. Po co. Wolę spotkać się z kimś aby wymienić się doświadczeniem, pogadać o dzieciakach, dobrych pomysłach, wakacjach itp itd.

Czy to oznacza że sukces mnie zmienił? Tak, zmienił mój pogląd na świat. Ale nie żałuję. Kibicuję takim, któzy chcą iść w górę, ale nie zatrzymuję się przy tych, którzy uważają że nie ma sensu iść gdziekolwiek. niech sobie są tam gdzie są.

27

Odp: Sukces zmienia człowieka, czyli nie pamiętał wół jak cielęciem był?
NinaLafairy napisał/a:

Nie wiem jak ma sie objawiac ta skromnosc? Jak kogos stac i ktos lubi to nie moze isc na drogie wino? To nie moze sobie kupic wyspy, bo ma taki kaprys?
Czy to juz jest obnoszenie sie?

Moj wlasny krewny jest przeciwienstwem teorii Srebrnego. Uwielbia swoje pieniadze i sukces i nie kryje sie z tym. Wrecz przeciwnie, nie jest osoba najskromniejsza - plawi sie w swoim osiagnietym ciezka praca sukcesem.  I tak juz od wielu, wielu lat. W tej chwili ma lat 70, jest na emeryturze i cieszy sie swoimi milionami w banku.

W Polsce, lekka arogancja dotyczaca wlasnego talentu i sukcesu jaki ten talent przynosi jest nie mile widziana. Ale nie dziala to tak koniecznie w innych krajach.

Myślę, że nie do końca zrozumiałaś, to co miałem na myśli.

28

Odp: Sukces zmienia człowieka, czyli nie pamiętał wół jak cielęciem był?
srebrny napisał/a:
NinaLafairy napisał/a:

Nie wiem jak ma sie objawiac ta skromnosc? Jak kogos stac i ktos lubi to nie moze isc na drogie wino? To nie moze sobie kupic wyspy, bo ma taki kaprys?
Czy to juz jest obnoszenie sie?

Moj wlasny krewny jest przeciwienstwem teorii Srebrnego. Uwielbia swoje pieniadze i sukces i nie kryje sie z tym. Wrecz przeciwnie, nie jest osoba najskromniejsza - plawi sie w swoim osiagnietym ciezka praca sukcesem.  I tak juz od wielu, wielu lat. W tej chwili ma lat 70, jest na emeryturze i cieszy sie swoimi milionami w banku.

W Polsce, lekka arogancja dotyczaca wlasnego talentu i sukcesu jaki ten talent przynosi jest nie mile widziana. Ale nie dziala to tak koniecznie w innych krajach.

Myślę, że nie do końca zrozumiałaś, to co miałem na myśli.


Bardzo mozliwe, chociaz osoba o, ktorej mowie wcale nie jest skromna.
Podobnie jak np. Salvador Dali nie byl.

"Skromność przy przeciętnych zdolnościach jest zwykłą szczerością; przy wielkich talentach – obłudą."

i na tyle.

29

Odp: Sukces zmienia człowieka, czyli nie pamiętał wół jak cielęciem był?
NinaLafairy napisał/a:
srebrny napisał/a:
NinaLafairy napisał/a:

Nie wiem jak ma sie objawiac ta skromnosc? Jak kogos stac i ktos lubi to nie moze isc na drogie wino? To nie moze sobie kupic wyspy, bo ma taki kaprys?
Czy to juz jest obnoszenie sie?

Moj wlasny krewny jest przeciwienstwem teorii Srebrnego. Uwielbia swoje pieniadze i sukces i nie kryje sie z tym. Wrecz przeciwnie, nie jest osoba najskromniejsza - plawi sie w swoim osiagnietym ciezka praca sukcesem.  I tak juz od wielu, wielu lat. W tej chwili ma lat 70, jest na emeryturze i cieszy sie swoimi milionami w banku.

W Polsce, lekka arogancja dotyczaca wlasnego talentu i sukcesu jaki ten talent przynosi jest nie mile widziana. Ale nie dziala to tak koniecznie w innych krajach.

Myślę, że nie do końca zrozumiałaś, to co miałem na myśli.


Bardzo mozliwe, chociaz osoba o, ktorej mowie wcale nie jest skromna.
Podobnie jak np. Salvador Dali nie byl.

"Skromność przy przeciętnych zdolnościach jest zwykłą szczerością; przy wielkich talentach – obłudą."

i na tyle.

Nie miałem na myśli nie skromności, tylko przemądrzalstwo, które strasznie razi w oczy.

30

Odp: Sukces zmienia człowieka, czyli nie pamiętał wół jak cielęciem był?
NinaLafairy napisał/a:

"Skromność przy przeciętnych zdolnościach jest zwykłą szczerością; przy wielkich talentach – obłudą."

i na tyle.

Dokładnie o to samo mi chodziło. Jeśli np. spotykam osobę władającą jedenastoma językami i ona mówi, że no jakoś tak wyszło, że to nie jej zasługa itp., to odbieram taką osobę nie jako skromną, ale jako zakłamaną. Nie lubię też pychy i arogancji, jeśli to jest przerost formy nad treścią. Natomiast jeśli spotykam osoby bardzo zdolne, do których umiejętności nie mogę się przyczepić, to nawet lubię ich lekką arogancję. Kiedyś bardzo mi się to podobało w mężczyznach (oczywiście przy założeniu, że byli wybitni), teraz już trochę spowszedniało. Wolę lekką arogancję niż fałszywą skromność, bo nienawidzę zakłamania. Jeśli ktoś dużo osiągnął własną pracą, to nie powinien za to przepraszać i wbijać oczu w ziemię, gdy mówi o swoich sukcesach. Między przechwalaniem się a skromnością jest cała gama pośrednich zachowań i jak zwykle opowiadam się za nimi, a nie za skrajnościami. Moja babcia mawiała, że jeśli ktoś jest bardzo skromny, to widocznie ma do tego powód.

Nie lubię socjalistów, którzy uważają, że nawet leniwym ludziom wszystko się należy za sam fakt, że istnieją. Mam alergię na siostrę mojego partnera, bo ona uważa, że wszystko jej się należy. Nie ma żadnych ambicji, pracuje za 2 tys. na rękę w mało wymagającej pracy. Mnie to jest obojętne ile zarabia, bo 2 tys. to nie jest źle. Tylko ona ciągle chce więcej, ale żeby jej dano. Niczego nie robi, by się rozwijać, a spokojnie mogłaby zarobić więcej. Mój partner i ona mają w kilkuletniej perspektywie odziedziczenie aż pięciu mieszkań (po dziadkach i rodzicach, bo są po rozwodach i każdy ma swoje). No i ona od kilku lat przy każdym spotkaniu rodzinnym namawia wszystkich, że to ona powinna dostać co najmniej 4 mieszkania, bo ma tak małe zarobki i wszystko jej się należy. Mojego partnera to strasznie wkurza, że miałby zostać ukarany za zaradność i życiowe ogarnięcie. Staram się łagodzić ich spory, ale za bardzo się nie wtrącam, bo to nie moja sprawa i jest mi ona obojętna. Jednak tej siostry nie cierpię, bo nie znoszę roszczeniowych osób. Chora jestem, gdy muszę się z nią spotkać. Nie rozumiem w ogóle jak można mieć taką mentalność pasożyta i jeszcze umieć spojrzeć w lustro.

31

Odp: Sukces zmienia człowieka, czyli nie pamiętał wół jak cielęciem był?

Temat dotyczy mnie w sensie zawodowym. Uzyskałam awans i pieniądze w męskim świecie jako kobieta. Jak? Po prostu zawsze ciężko pracowałam,często po godzinach. Zawsze myślałam o innych ludziach, z myślą o innych wprowadzałam w życie swoje pomysły. Nigdy nie myślałam, że robię to dla pieniędzy. Studiowałam w internecie mnóstwo rzeczy,które mnie interesowały. I miałam odwagę przedstawić dyrekcji swoje zdanie, oraz przedstawić swoje wizje. Marzyłam o lepszej firmie, o lżejszej pracy dla ludzi. I pewnego razu po prostu otrzymałam zaskoczona aneks z podwyżką. Nie mieli takich pieniędzy długoletni pracownicy,mężczyźni, ani tez żadna kobieta. A potem możliwość awansu na lepsze stanowisko, na którym obecnie pracuję. Jednocześnie też zajmuję się kilka godzin dziennie pracą na jeszcze innym stanowisku w firmie.
Sukces=praca. Z myślą o ludziach i dla ludzi. Mój sukces mnie wzmacnia.
A ludzie? Jedni nie podają ręki,inni się odsunęli,inni się naśmiewają za plecami, a niektórzy doceniają i proszą o więcej. Ale przy okazji poznałam też innych ludzi, którzy mają podobne osiągnięcia do moich i podobne problemy. I z nimi zawsze mam o czym rozmawiać. Nie spoczęłam na laurach. Jestem szczęśliwa, kiedy udaje mi się osiągnąć kolejne założenia.Nawet małymi kroczkami. I kiedy choć jeden człowiek w firmie podziękuje mi czasem za to,co robię dla wszystkich...

32

Odp: Sukces zmienia człowieka, czyli nie pamiętał wół jak cielęciem był?
NinaLafairy napisał/a:

Nie wiem jak ma sie objawiac ta skromnosc? Jak kogos stac i ktos lubi to nie moze isc na drogie wino? To nie moze sobie kupic wyspy, bo ma taki kaprys?
Czy to juz jest obnoszenie sie?

Nie myślałam o skromności w tych kategoriach, a raczej w kategoriach odnoszenia się do innych.Ktoś skromny pozostaje sobą w kontaktach z innymi.
Drogie ubrania,domy, samochody jako oznaka  awansu daje ludziom poczucie komfortu. Dla mnie nieobnoszenie się z nimi nie jest obłudą. Ukrywanie ich już tak.

33

Odp: Sukces zmienia człowieka, czyli nie pamiętał wół jak cielęciem był?

Kurka siwa, piękne niewiasty, trochę niektóre z Was mylą pojęcia odnośnie przypadku o którym mówię. Ja nie uważam, że człowiek, który osiągnął sukces, ma na siłę udawać skromnego. Byleby po prostu ZOSTAŁ TYM, KIM BYŁ co nie znaczy że kiedyś był nieudacznikiem i coś osiągnął więc zawsze powinien być nieudacznikiem, tylko jeśli chodzi o postawę- jak ze skromnego, ułożonego gościa kasa robi aroganckiego bufona to chyba nie jest w porządku, prawda? Chodzi mi o ten tupet ludzki. Sam miał albo ma jakieś przywary, teraz ich nie ma (albo nawet ma,niektórzy nie patrzą na siebie a wytykają coś innym) to ciśnie po tych, co mają takie same przywary. Ja od zawsze patrzyłem na to zdrowo. Nawet jak byłem młodszy, przykładowo umiałem fajne kiwki jak graliśmy z kumplami na podwórku. Gdy zauważyłem, że komuś gorzej wychodzi, to zawsze służyłem pomocą, pokazywałem im jak to się robi, żeby byli lepsi. Tak samo jak lubię kosza, to na przykład jak moja koleżanka powiedziała, że kojarzy Kobe Bryanta to ... odczuwałem taką jakby dumę,że kogoś tam zna, coś tam ogarnia, nie wiem jak to określić, taka satysfakcja, macie coś takiego? Za to zauważam, że inne osoby w takiej sytuacji zareagowaliby ze śmiechem, że zna TYLKO niego. A na miejscu moim przy pomocy tym kolegom przy nauce kiwania wcale by nie chcieli pomóc tylko się śmiali, że tak słabo drybluje. Naprawdę aż takie trudne mieć większe zrozumienie dla innych? Ludzie są strasznymi egoistami. Cslady może masz trochę racji, ale takie myślenie bardzo świadczy o egoiźmie, "nie chcę by wróciły demony z przeszłości, bo ktoś mi o nich przypomina" zamiast "ciesz się, że tego nie masz, więc tym bardziej rozum innych, których też spotkało to nieszczęście". A może to ja po prostu jestem zbyt ułożony czy dobry. Sam już nie wiem. Może moje myślenie jest zbyt grzeczne?

34

Odp: Sukces zmienia człowieka, czyli nie pamiętał wół jak cielęciem był?
Peacock napisał/a:

Cslady może masz trochę racji, ale takie myślenie bardzo świadczy o egoiźmie, "nie chcę by wróciły demony z przeszłości, bo ktoś mi o nich przypomina" zamiast "ciesz się, że tego nie masz, więc tym bardziej rozum innych, których też spotkało to nieszczęście". A może to ja po prostu jestem zbyt ułożony czy dobry. Sam już nie wiem. Może moje myślenie jest zbyt grzeczne?

Ja tylko podałam moją interpretację takiego zachowania. Nie twierdzę, że tak jest na pewno. Sama mam coś takiego, że jeśli już coś osiągnę, to tracę zainteresowanie tym tematem. Np. gdybym była gruba a potem schudła, to odchudzanie się przestałoby mnie interesować, bo skupiłabym się na czymś nowym - utrzymaniu wagi. Szybko zapominam o moich okresach "przed", bo zawsze skupiam się na tym, co nowe. Dlatego właśnie nie miałabym problemów z pomaganiem ludziom, którzy są jeszcze "przed", bo nie dotykałoby mnie to w żaden sposób. Po prostu w moim kontekście problem by już nie istniał, więc mogłabym obiektywnie i bez emocji komuś doradzić, nie wspominając sobie co chwilę jak to było ze mną kiedyś. Nie jestem fanką grzebania w przeszłości i wspominania jej.

Szczerze mówiąc nie znam ani jednej osoby, którą pieniądze by zmieniły. Np. ja zawsze byłam arogancka i egoistyczna, jeszcze zanim zaczęłam zarabiać i odnosić sukcesy. Mnie to w pełni odpowiada, a komu nie, to nie musi się ze mną zadawać. Zawsze lubiłam piękne i drogie przedmioty, bo odczuwam ogromną przyjemność z patrzenia na nie. Kiedy nie było mnie na to stać, no to patrzyłam sobie np. na wystawy albo u kogoś w domu. Bynajmniej nie z zazdrością. Z ludźmi, których znam było podobnie. Może ktoś zawsze lubił drogie zegarki, szybkie samochody i drogie wina, tylko wcześniej nie było go na to stać, więc otoczenie odbierało go jako skromnego. Jeśli ktoś nie ma pieniędzy, to raczej trudno go posądzić o nieskromność. A jeśli ktoś lubi się obnosić z bogactwem, to dlaczego zakładać, że się zmienił? Może zawsze taki był, tylko nie mógł tej strony pokazywać, bo nie miał jak. Ja tam w cudowne zmiany nie wierzę i moim zdaniem to tak nie działa.

35 Ostatnio edytowany przez NinaLafairy (2015-08-09 01:23:43)

Odp: Sukces zmienia człowieka, czyli nie pamiętał wół jak cielęciem był?

Ja musze powiedziec, ze dosc trudno w Polsce byc osoba, ktora odniosla sukces. Kiedy ja zostane zapytana i cos odpowiem na temat mojej pracy to natychmiast leci na mnie lawina tekstow o tym jak to oni pracuja CIEZKO I UCZCIWIE (jakgdybym ja pracowala nie  ciezko i nie uczciwie) i jak to mimo to nie maja pewnej wygody i jak to niektorzy maja szczescie ^ ^
W sytuacji kiedy chce sie pozostac soba jest czesto ciezko, bo albo jest sie soba i jest sie oskarzonym o udawanie wielce skromnisia i normalnej osoby i ukrywanie sie ze swoja praca. Albo sie np kupi biedniejszym znajomym prezenty, zaplaci sie za nich w sklepie i opowie sie o swojej pracy troche i jest, ze sie obnosi z sukcesem.
Takze i tak zle i tak nie dobrze. Jak kupuje malo, to ze skapa. Jak duzo, to ze sie pokazuje. I badz tu madra.

I ten argument, ze ja nie wiem jaka sytuacja jest. Jakgdyby zapomnieli, ze ja mialam zycie ciezsze niz oni mieli, tylko, ze to juz za mna. 

Oczywiscie nie kazdy tak robi, ale dosc zaskakujaco duza liczba osob.

36

Odp: Sukces zmienia człowieka, czyli nie pamiętał wół jak cielęciem był?
NinaLafairy napisał/a:

Ja musze powiedziec, ze dosc trudno w Polsce byc osoba, ktora odniosla sukces. Kiedy ja zostane zapytana i cos odpowiem na temat mojej pracy to natychmiast leci na mnie lawina tekstow o tym jak to oni pracuja CIEZKO I UCZCIWIE (jakgdybym ja pracowala nie  ciezko i nie uczciwie) i jak to mimo to nie maja pewnej wygody i jak to niektorzy maja szczescie ^ ^
W sytuacji kiedy chce sie pozostac soba jest czesto ciezko, bo albo jest sie soba i jest sie oskarzonym o udawanie wielce skromnisia i normalnej osoby i ukrywanie sie ze swoja praca. Albo sie np kupi biedniejszym znajomym prezenty, zaplaci sie za nich w sklepie i opowie sie o swojej pracy troche i jest, ze sie obnosi z sukcesem.
Takze i tak zle i tak nie dobrze. Jak kupuje malo, to ze skapa. Jak duzo, to ze sie pokazuje. I badz tu madra.

I ten argument, ze ja nie wiem jaka sytuacja jest. Jakgdyby zapomnieli, ze ja mialam zycie ciezsze niz oni mieli, tylko, ze to juz za mna. 

Oczywiscie nie kazdy tak robi, ale dosc zaskakujaco duza liczba osob.

Kupowanie biedniejszym podkreśla różnice. Kiedyś  tak raz zachowała się moja szefowa i nikt tego  nie docenił, a wręcz przeciwnie, nasilił u tych osób roszczeniową postawę. Rozprawianie  o swojej  pracy wśród ludzi, którzy nie będą nigdy jej mieli, to takie usprawiedliwianie się. Bardziej przemawia reprezentacyjny wygląd i zwyczajne zachowanie.

37

Odp: Sukces zmienia człowieka, czyli nie pamiętał wół jak cielęciem był?
Summerka napisał/a:
NinaLafairy napisał/a:

Ja musze powiedziec, ze dosc trudno w Polsce byc osoba, ktora odniosla sukces. Kiedy ja zostane zapytana i cos odpowiem na temat mojej pracy to natychmiast leci na mnie lawina tekstow o tym jak to oni pracuja CIEZKO I UCZCIWIE (jakgdybym ja pracowala nie  ciezko i nie uczciwie) i jak to mimo to nie maja pewnej wygody i jak to niektorzy maja szczescie ^ ^
W sytuacji kiedy chce sie pozostac soba jest czesto ciezko, bo albo jest sie soba i jest sie oskarzonym o udawanie wielce skromnisia i normalnej osoby i ukrywanie sie ze swoja praca. Albo sie np kupi biedniejszym znajomym prezenty, zaplaci sie za nich w sklepie i opowie sie o swojej pracy troche i jest, ze sie obnosi z sukcesem.
Takze i tak zle i tak nie dobrze. Jak kupuje malo, to ze skapa. Jak duzo, to ze sie pokazuje. I badz tu madra.

I ten argument, ze ja nie wiem jaka sytuacja jest. Jakgdyby zapomnieli, ze ja mialam zycie ciezsze niz oni mieli, tylko, ze to juz za mna. 

Oczywiscie nie kazdy tak robi, ale dosc zaskakujaco duza liczba osob.

Kupowanie biedniejszym podkreśla różnice. Kiedyś  tak raz zachowała się moja szefowa i nikt tego  nie docenił, a wręcz przeciwnie, nasilił u tych osób roszczeniową postawę. Rozprawianie  o swojej  pracy wśród ludzi, którzy nie będą nigdy jej mieli, to takie usprawiedliwianie się. Bardziej przemawia reprezentacyjny wygląd i zwyczajne zachowanie.

No wlasnie nie przemawia wcale ^ ^
Wtedy mowia, ze udaje na sile zwyczajna i udaje, ze jestem jak oni, a nie jestem.  A jak nie kupie, to ze jestem skapa i ze powinnam zrozumiec sytuacje ich i zaproponowac, ze ja wszystkim wszystko oplace.
Ja nie lubie rozmawiac o pracy - oni sami pytaja. Moge odmowic odpowiedzi, ale wtedy tez sa wlasnie zale.
Z tym sie spotkalam tylko w Polsce , szczerze mowiac.

38

Odp: Sukces zmienia człowieka, czyli nie pamiętał wół jak cielęciem był?
NinaLafairy napisał/a:
Summerka napisał/a:
NinaLafairy napisał/a:

Ja musze powiedziec, ze dosc trudno w Polsce byc osoba, ktora odniosla sukces. Kiedy ja zostane zapytana i cos odpowiem na temat mojej pracy to natychmiast leci na mnie lawina tekstow o tym jak to oni pracuja CIEZKO I UCZCIWIE (jakgdybym ja pracowala nie  ciezko i nie uczciwie) i jak to mimo to nie maja pewnej wygody i jak to niektorzy maja szczescie ^ ^
I ten argument, ze ja nie wiem jaka sytuacja jest. Jakgdyby zapomnieli, ze ja mialam zycie ciezsze niz oni mieli, tylko, ze to juz za mna. 

Oczywiscie nie kazdy tak robi, ale dosc zaskakujaco duza liczba osob.

Kupowanie biedniejszym podkreśla różnice. Kiedyś  tak raz zachowała się moja szefowa i nikt tego  nie docenił, a wręcz przeciwnie, nasilił u tych osób roszczeniową postawę. Rozprawianie  o swojej  pracy wśród ludzi, którzy nie będą nigdy jej mieli, to takie usprawiedliwianie się. Bardziej przemawia reprezentacyjny wygląd i zwyczajne zachowanie.

No wlasnie nie przemawia wcale ^ ^
Wtedy mowia, ze udaje na sile zwyczajna i udaje, ze jestem jak oni, a nie jestem.  A jak nie kupie, to ze jestem skapa i ze powinnam zrozumiec sytuacje ich i zaproponowac, ze ja wszystkim wszystko oplace.
Ja nie lubie rozmawiac o pracy - oni sami pytaja. Moge odmowic odpowiedzi, ale wtedy tez sa wlasnie zale.
Z tym sie spotkalam tylko w Polsce , szczerze mowiac.

Może nie powinnaś brać sobie tych odpowiedzi do serca? O czymś inni  muszą mówić.  Awans wymusza odporność  na stres i krytykę innych. A ty rób swoje i  nie rozgaduj się na temat pracy. Ja zbywam żartem zbyt natarczywe i niedyskretne pytania. Na przykład mówię, żeby udali się  do mojego rzecznika prasowego:)

39

Odp: Sukces zmienia człowieka, czyli nie pamiętał wół jak cielęciem był?

Pytanie brzmi, czy osoba uważana za bufona tym bufonem faktycznie jest, czy to nie jest po prostu zazdrość. Ja dość szybko wspiąłęm się po szczebelkach "kariery" tam gdzie pracuję i też spotkałem się z opinią, że inni ucziciwie i cieżko pracują a cały czas są na tym poziomie. To ja zapytałem tak całkiem szczerze, co zrobili żeby tę sytuację zmienić. Bo ja ciągle proponowałem jakieś nowe rozwiązania, sam coś wdrażałem, miałem pomysły na inne rozwiązanie problemów, które potem sam realizowałem. Ciągle się doszkalałem itd. No to się poobrażali, bo ich całe życie wyglądało tak samo. Taśma, 8 godzin i do domku. Potem piwko, tv i spać. I kolejny dzień to samo. I chcieliby żeby im za to dać więcej. Zero własnej inicjatywy. No i w ten sposób w pewnych kręgach zostałem bufonem. Bo zamiast siedzieć z piwem przed TV to robiłem coś dodatkowo. Sukces zmienia człowieka, szczególnie jak sukces wymaga dużo pracy. Człowiek często zmienia środowisko, bo nie chce być w środowisku narzekaczy i ludzi ciągnących w dół. Takie środowisko zaczyna przeszkadzać. Po prostu do niego nie pasujesz. I w sumie dobrze. Dzięki temu nie muszę codziennie spotykać się z narzekaniem jak to w tym kraju jest źle i niedobrze, a dobrze to mają tylko oszuści i złodzieje.

40

Odp: Sukces zmienia człowieka, czyli nie pamiętał wół jak cielęciem był?

Myślę, że chodzi tu głównie o to, że osoba, która była niegdyś nieszczęśliwa - miała problemy, była samotna i w tym złym dla siebie czasie spotkała się z tylko z negatywnymi reakcjami otoczenia lub nie dostała wsparcia, zapamiętała sobie to. Gdy już osiągnęła to czego od zawsze pragnęła, to osoby, które przypominają jej tą osobę, którą była w przeszłości, traktuje je właśnie jak wtedy była traktowana.
Widzi w nich siebie i daje dokładnie to co sama otrzymała. Jest w lepszej sytuacji, ma lepszą pozycję i nie widzi potrzeby, aby pomagać tym, którzy są niżej. Taka psychika człowieka.
Aczkolwiek myślę, że wiele spraw zależy od charakteru. O zwyczajną wdzięczność i poczucie człowieczeństwa.
Jednak w wielu przypadkach myślę, że gdy dostajemy w życiu pewne wzorce, to ciężko nam z nich się uwolnić. Bo jak niby mamy nagle być mili, gdy wszyscy wokół nas byli dla nas wrodzy.
Trzeba się napracować, żeby wytworzyć nowe wzorce. Dlatego tak bardzo liczą się ludzie, z którymi przebywamy.

41 Ostatnio edytowany przez kammiś (2015-08-18 23:10:34)

Odp: Sukces zmienia człowieka, czyli nie pamiętał wół jak cielęciem był?
cslady napisał/a:

A ja myślę, że dzieje się tak właśnie przez to, że ludzie dostrzegają własne wady. Osobę grubą, która schudła, wkurza to, że kiedyś sama była gruba i nie umiała się wziąć za siebie. Jeśli po zrzuceniu kilogramów traktuje inne osoby z nadwagą z wyższością, to nie dlatego, że się zmieniła. Robi to dlatego, że w tych osobach widzi swoje własne wady, słabości i to ją wkurza. Inni ludzie są zwierciadłami w których sami się przeglądamy. Podobnie z koleżanką, która już nie jest singielką. Kiedyś cierpiała, płakała i nienawidziła stanu wolnego, więc teraz patrząc na inne singielki przypomina jej się ten okres, co budzi złość i frustrację. Szybko przyzwyczajamy się do swoich sukcesów i czasami zapominamy jak ciężka była droga do ich osiągnięcia. A kiedy u innych ludzi widzimy nasze wady i słabości, to niejako wymagamy od nich, by się ogarnęli, skoro my daliśmy radę. Spora część osób chce raczej takich znajomych, którzy będą pchać ich do przodu, a nie przypominać o okresie, który był dla nich koszmarem. Pocieszanie i wykazywanie się empatią w takich przypadkach nie przychodzi łatwo, ponieważ musimy na nowo zmagać się z naszymi demonami. Jeśli osoba, która schudła ma pocieszać osobę grubą, która tak naprawdę niczego z wagą nie robi, to przecież tej pierwszej trudno znowu "wejść" w skórę grubasa i go usprawiedliwiać, bo to oznaczałoby, że musiałaby znowu usprawiedliwiać samą siebie z przeszłości. Nie wiem czy dobrze wyjaśniłam o co mi chodzi.

Niekoniecznie.
Nigdy nie miałam problemów z własną edukacją, a najbardziej wnerwiają mnie ludzie, którzy mają z nią problemy i chcą żeby ich pocieszać, a mam parę takich znajomych, co zawsze jojczą, że czegoś nie umieją i nie rozumieją. I nie widzę tu żadnych swoich słabości. Nieudolność umysłowa mnie wkurza i robię się wredna.
Martainn - przyznam Ci rację. I też w niektórych kręgach jestem bufonem, mimo że nie pracuję jeszcze wink Ale ludzie są wiecznie niezadowoleni. Ja jestem osobą która bardzo ostro traktuje samą siebie i dużo od siebie wymaga i nawet sama się karze. A ludzie chcieliby mieć coś za nic.

42

Odp: Sukces zmienia człowieka, czyli nie pamiętał wół jak cielęciem był?

JA tam już wolę,jak ktoś,kto osiągnął sukces pozostaje skromny,niż tacy co dużo się przechwalają,a nie ma to pokrycia w rzeczywistości ...

Co do ludzi którzy byli przy kości,a potem schudli i teraz naśmiewają się z grubych,to chodzi tu tylko o dowartościowanie się:
"patrz mi się udało,jestem lepszy" tak samo jak z sukcesem,nie każdy go osiągnie,bo nawet jeśli wszyscy będą ciężko pracować,to i tak wygra najlepszy,życie to ciągła rywalizacja o miejsce w stadzie wink

43 Ostatnio edytowany przez Benita72 (2015-08-19 08:37:55)

Odp: Sukces zmienia człowieka, czyli nie pamiętał wół jak cielęciem był?

dubel smile

44

Odp: Sukces zmienia człowieka, czyli nie pamiętał wół jak cielęciem był?
Benita72 napisał/a:

Pierwszy raz w tym watku spotkałam sie ze stwierdzeniem, jakoby bycie w związku czy znalezienie partera bylo określane mianem osobistego sukcesu smile. Owszem, czasem na znalezieniu drugiej polowki troche czasu upływa, ale i tak bycie w udanym związku to efekt pracy, nad sobą, i związkiem, i ta praca nigdy sie nie konczy. Dzis mam superfaceta, ale jutro może sie cos zmienić, warto o tym pamietac, i dbac o siebie nawzajem każdego dnia.

Sukces bardziej zawodowo mi sie kojarzy. Ale zdanie mam to samo, - trzeba dojść pracą, nauką, czasem dobra wspolpracą. Uczyc sie od lepszych, zamiast zazdroscic. Mnie sukcesy innych motywują, choc miałam dość ciężko sie przebic - z domu wyniosłam program prezentowny przez niektórych tu kolegow pt. "nic ci sie nie uda, bo w naszej rodznie nic sie nie udaje". Trzeba sie zresetować czasem smile

45

Odp: Sukces zmienia człowieka, czyli nie pamiętał wół jak cielęciem był?

Wszystko też zależy od punktu widzenia. Ta sama osoba może być widziana jednocześnie jako skromna i jako wyniosła. Przynajmniej ja o sobie tak słyszę. Część ludzi mi mówi, że jestem baaardzo skromna,"poukładana" i spokojna. To wcale nie są odosobnione opinie, bo pojawiają się równie często, co te drugie. I wygłaszają je ludzie, którzy dobrze mnie znają, a nie widzą gdzieś przez 5 minut. Natomiast od drugiej części osób słyszałam, że kiedy jeszcze mnie nie znali, to bali się podejść, bo jestem bardzo wyniosła. A potem się dziwili, że jednak da się ze mną normalnie pogadać i sprawę załatwić. Jeśli chodzi o moje postrzeganie samej siebie, to po prostu miewam różne momenty. Kiedy uczciwie wiem, że na danej sprawie słabo się znam (a mam wobec siebie ogromne wymagania, by powiedzieć, że na czymś się znam), to nie strugam gwiazdy. Natomiast jeśli wiem, że mam z jakiejś dziedziny dużą wiedzę, a jakiś niedouczony krzykacz próbuje przeforsować swój głupi pomysł, to czasami rzeczywiście potrafię taką osobę potraktować bardzo wyniośle i protekcjonalnie. Także święta nie jestem. Moim zdaniem nikt nie jest w 100% wyniosły albo w 100% skromny. Poza tym w pewnych zawodach i na pewnych stanowiskach wyniosłość i pewność siebie nie jest niczym złym. Jeśli np. chodzi o moje zdrowie, to przy ważnej operacji dużo szybciej zaufam lekarzowi, który ma kompleks boga i jest bardzo pewny siebie, niż temu skromnemu i cichemu, którego każdy lubi. Ot, taki odruch. Z prawnikami jest tak samo. Gdybym wpadła w tarapaty, to wolałabym zatrudnić takiego, który nawet jest zarozumiały, niż skromniutkiego i spokojnego. Ale to kwestia gustu. Mnie tam nie przeszkadza, jeśli ktoś traktuje mnie z góry, bo znam swoją wartość i dla mnie taka opinia nie ma znaczenia.

46

Odp: Sukces zmienia człowieka, czyli nie pamiętał wół jak cielęciem był?

Dzieje się tak dlatego, ze każdy patrzy przez swoje własne (nieuświadomione) filtry. Ktos zakompleksiony będzie uwazal osobe pewną siebie za wynioslą i zarozumialą, natomiast komus, kto nie ma kompleksow nie będzie to przeszkadzalo. Co oczywiście nie znaczy, ze nie ma ludzi zarozumiałych.

Notomiast wydaje mi się, ze ta cecha - zarozumialosc czy skromnosc - nie ma nic wspólnego z prefesjonalizmem.

47

Odp: Sukces zmienia człowieka, czyli nie pamiętał wół jak cielęciem był?

Nie wiem, na ile zmienia, na ile nie zmienia, natomiast jeśli chodzi o kwestię finansów, to zauważyłam, że wiele osób drażni nie sam fakt posiadania przez kogoś pieniędzy, a sposób ich wydawania. To znaczy, nie chodzi mi o to, że osiągnęłam nie wiadomo jaki sukces, bo ja nawet studiów nie skończyłam jeszcze, więc nie o to mi chodzi, ale prace dotąd miałam raczej dobrze płatne przy niewielkich nakładach czasu. Ostatnie dwa miesiące mniej, bo rozwaliłam laptop, potem było, że wakacje są, to mi się nie chce, ale np. w zeszłym roku załapałam się do chyba najlepiej płatnej pracy w swoim życiu i faktycznie, jeśli w danym miesiącu przysiadłam, to zarabiałam dużo, jak na swój wiek i kwalifikacje.

I nie rozumiałam tego, ale problemem właśnie nie była kwestia zarobków, wywyższania się czy nie wiem, czego jeszcze, a mojego lekkiego podejścia do tych pieniędzy i sposobu wydawania. Bo jeżeli już ktoś ściągał rozmowę na temat pracy, to były gratulacje, ciekawość. Natomiast jak jakoś tam wychodziło, co ja z tymi pieniędzmi robiłam, to miałam wrażenie, jakbym rozmawiała z mamą, która jest oburzona tym, że pieniądze na podręczniki wydałam na cukierki. Nie chodzi o to, że się chwaliłam, bo nie to zarzucano, po prostu wszyscy praktycznie uważali, że ja powinnam te pieniądze odkładać, nieważne na co, ale odkładać, nie szastać, ojej, co ja wyprawiam. A kiedy chciałam uciąć rozmowę czymś w stylu, że zarabiam właśnie po to, żeby swoje zachcianki spełniać, to wtedy faktycznie czuli się obrażeni. Tak, jak pisze cslady - co najmniej, jakbym komuś pieniądze zabrała. No ale to się nie pojawiało przy pracy, zarobkach, a przy wydawaniu. Nie rozumiem tego. To znaczy, ja wiem, że ja mogę być "trzpiotką" dla kobiety, która ma męża i dziecko, ale nie bardzo ogarniam negatywne podejście do... mojego podejścia. big_smile Gdybym mozolnie odkładała grosz do grosza na mieszkanie czy po kilku miesiącach kupiła sobie samochód, to byłoby okej. Bardzo ewentualnie tolerowane było odkładanie na wakacje. Natomiast kiedy ja stwierdziłam, że niczego nie odkładam, za to spontanicznie kupiłam sobie xboxa z kinectem, to zgorszenie. Jakby absolutnie nie można było wydawać pieniędzy na przyjemności. I to nawet nie chodziło o to, że ich nie stać i im to solą w oku - nie, przynajmniej nie wszystkim, po prostu mogłabym zarabiać i 10 razy więcej, ale wydawać "rozsądnie", a najlepiej odkładać.

48

Odp: Sukces zmienia człowieka, czyli nie pamiętał wół jak cielęciem był?
Eileen napisał/a:

Nie wiem, na ile zmienia, na ile nie zmienia, natomiast jeśli chodzi o kwestię finansów, to zauważyłam, że wiele osób drażni nie sam fakt posiadania przez kogoś pieniędzy, a sposób ich wydawania. To znaczy, nie chodzi mi o to, że osiągnęłam nie wiadomo jaki sukces, bo ja nawet studiów nie skończyłam jeszcze, więc nie o to mi chodzi, ale prace dotąd miałam raczej dobrze płatne przy niewielkich nakładach czasu. Ostatnie dwa miesiące mniej, bo rozwaliłam laptop, potem było, że wakacje są, to mi się nie chce, ale np. w zeszłym roku załapałam się do chyba najlepiej płatnej pracy w swoim życiu i faktycznie, jeśli w danym miesiącu przysiadłam, to zarabiałam dużo, jak na swój wiek i kwalifikacje.

I nie rozumiałam tego, ale problemem właśnie nie była kwestia zarobków, wywyższania się czy nie wiem, czego jeszcze, a mojego lekkiego podejścia do tych pieniędzy i sposobu wydawania. Bo jeżeli już ktoś ściągał rozmowę na temat pracy, to były gratulacje, ciekawość. Natomiast jak jakoś tam wychodziło, co ja z tymi pieniędzmi robiłam, to miałam wrażenie, jakbym rozmawiała z mamą, która jest oburzona tym, że pieniądze na podręczniki wydałam na cukierki. Nie chodzi o to, że się chwaliłam, bo nie to zarzucano, po prostu wszyscy praktycznie uważali, że ja powinnam te pieniądze odkładać, nieważne na co, ale odkładać, nie szastać, ojej, co ja wyprawiam. A kiedy chciałam uciąć rozmowę czymś w stylu, że zarabiam właśnie po to, żeby swoje zachcianki spełniać, to wtedy faktycznie czuli się obrażeni. Tak, jak pisze cslady - co najmniej, jakbym komuś pieniądze zabrała. No ale to się nie pojawiało przy pracy, zarobkach, a przy wydawaniu. Nie rozumiem tego. To znaczy, ja wiem, że ja mogę być "trzpiotką" dla kobiety, która ma męża i dziecko, ale nie bardzo ogarniam negatywne podejście do... mojego podejścia. big_smile Gdybym mozolnie odkładała grosz do grosza na mieszkanie czy po kilku miesiącach kupiła sobie samochód, to byłoby okej. Bardzo ewentualnie tolerowane było odkładanie na wakacje. Natomiast kiedy ja stwierdziłam, że niczego nie odkładam, za to spontanicznie kupiłam sobie xboxa z kinectem, to zgorszenie. Jakby absolutnie nie można było wydawać pieniędzy na przyjemności. I to nawet nie chodziło o to, że ich nie stać i im to solą w oku - nie, przynajmniej nie wszystkim, po prostu mogłabym zarabiać i 10 razy więcej, ale wydawać "rozsądnie", a najlepiej odkładać.

Może chodzi o zwykłą zazdrość,że Ciebie stać,a kogoś nie,bo ma inne,ważniejsze zobowiązania...
Nie rozumiem tych zazdrośników wink

49

Odp: Sukces zmienia człowieka, czyli nie pamiętał wół jak cielęciem był?

Myślę, że często osoby, które ciężko na coś pracują, są zazdrosne o tych, którzy wyciągają coś od innych, bo im się należy, a pracować przecież nie będą...

50

Odp: Sukces zmienia człowieka, czyli nie pamiętał wół jak cielęciem był?

Theonlyone, nie wiem, może, ale mówię - póki nie dochodziło do wydatków, a o samej pracy była mowa, to nikt nie widział w tym problemu. Mało tego, wypytywali, czy nawet gratulowali - ot, jak dobrzy znajomi. Natomiast kiedy doszło do wydatków, to czułam się tak, jakby chcieli mnie od nowa wychować. ;p

GdyKochamy, a co masz na myśli, bo widzę dwie wersje? Osoby pracujące i osoby wyciągające ręce po zasiłki/zapomogi, czy osoby pracujące i osoby, które utrzymują np. majętni rodzice, więc nie muszą pracować?

51 Ostatnio edytowany przez kammiś (2015-08-19 20:54:09)

Odp: Sukces zmienia człowieka, czyli nie pamiętał wół jak cielęciem był?
cslady napisał/a:

Wszystko też zależy od punktu widzenia. Ta sama osoba może być widziana jednocześnie jako skromna i jako wyniosła. Przynajmniej ja o sobie tak słyszę. Część ludzi mi mówi, że jestem baaardzo skromna,"poukładana" i spokojna. To wcale nie są odosobnione opinie, bo pojawiają się równie często, co te drugie. I wygłaszają je ludzie, którzy dobrze mnie znają, a nie widzą gdzieś przez 5 minut. Natomiast od drugiej części osób słyszałam, że kiedy jeszcze mnie nie znali, to bali się podejść, bo jestem bardzo wyniosła. A potem się dziwili, że jednak da się ze mną normalnie pogadać i sprawę załatwić. Jeśli chodzi o moje postrzeganie samej siebie, to po prostu miewam różne momenty. Kiedy uczciwie wiem, że na danej sprawie słabo się znam (a mam wobec siebie ogromne wymagania, by powiedzieć, że na czymś się znam), to nie strugam gwiazdy. Natomiast jeśli wiem, że mam z jakiejś dziedziny dużą wiedzę, a jakiś niedouczony krzykacz próbuje przeforsować swój głupi pomysł, to czasami rzeczywiście potrafię taką osobę potraktować bardzo wyniośle i protekcjonalnie. Także święta nie jestem. Moim zdaniem nikt nie jest w 100% wyniosły albo w 100% skromny. Poza tym w pewnych zawodach i na pewnych stanowiskach wyniosłość i pewność siebie nie jest niczym złym. Jeśli np. chodzi o moje zdrowie, to przy ważnej operacji dużo szybciej zaufam lekarzowi, który ma kompleks boga i jest bardzo pewny siebie, niż temu skromnemu i cichemu, którego każdy lubi. Ot, taki odruch. Z prawnikami jest tak samo. Gdybym wpadła w tarapaty, to wolałabym zatrudnić takiego, który nawet jest zarozumiały, niż skromniutkiego i spokojnego. Ale to kwestia gustu. Mnie tam nie przeszkadza, jeśli ktoś traktuje mnie z góry, bo znam swoją wartość i dla mnie taka opinia nie ma znaczenia.


O, o, mam to samo.
Ludzie mnie bardzo różnie postrzegają.
Ci, którzy mnie nie znają, uważają, że jestem wyniosła i sztywna. Wśród innych studentów mam opinię "karierowiczki".
ALE jeżeli ktoś pozna mnie bliżej - przyjaciółki, facet, koledzy z koła naukowego, promotor, byli współpracownicy, to postrzegają mnie już jako wrażliwą dziewczynę i mówią że mam dobre serce.
Ja po prostu nie widzę powodu dla którego mam być przymilna do wszystkich i mieć serce na dłoni do ludzi na ulicy.

GdyKochamy - bo ja wiem... wątpię. Przykładowo nie zazdroszczę tym, którzy zdają byle zdać. Uważam ich za idiotów i tyle.

52 Ostatnio edytowany przez cslady (2015-08-19 21:21:37)

Odp: Sukces zmienia człowieka, czyli nie pamiętał wół jak cielęciem był?
kammiś napisał/a:

Ja po prostu nie widzę powodu dla którego mam być przymilna do wszystkich i mieć serce na dłoni do ludzi na ulicy.

Hmm no ja w sumie jestem bardzo miła dla obcych ludzi, takich poznanych na ulicy. Czasami bywam wręcz serdeczna. Tylko zawsze jestem w tym szczera. Nigdy nie jestem miła dlatego, żeby ludzie mnie lubili. Na niektóre osoby mam alergię i wtedy to widać. Jeśli jakaś osoba budzi moją niechęć, to nie uśmiecham się do niej fałszywie. Jeśli kogoś uważam za idiotę, to mu o tym mówię, zamiast szczerzyć zęby, a potem obgadać za plecami (oczywiście mówię to w bardzo dyplomatyczny sposób). Jeżeli dlatego ktoś mnie uważa za wyniosłą i zarozumiałą, to jego problem. Na głupotę ludzką mam alergię i nie będę udawać, że jest inaczej. Na początku chciałam wprowadzić w swojej firmie fajną atmosferę demokracji, że przecież każdy z nas jest równy i zdanie każdego jednakowo się liczy. To się nie sprawdziło, bo powstał chaos. Teraz owszem, można do mnie przyjść, zawsze wysłucham, docenię dobry pomysł oraz pozwolę na pewną autonomię, ale już się nauczyłam, że nie nadaję się na szefa-przyjaciela, a stanowczość i twarda ręka lepiej u mnie działa, bo przychodzi bardziej naturalnie.

53

Odp: Sukces zmienia człowieka, czyli nie pamiętał wół jak cielęciem był?
cslady napisał/a:
kammiś napisał/a:

Ja po prostu nie widzę powodu dla którego mam być przymilna do wszystkich i mieć serce na dłoni do ludzi na ulicy.

Hmm no ja w sumie jestem bardzo miła dla obcych ludzi, takich poznanych na ulicy. Czasami bywam wręcz serdeczna. Tylko zawsze jestem w tym szczera. Nigdy nie jestem miła dlatego, żeby ludzie mnie lubili. Na niektóre osoby mam alergię i wtedy to widać. Jeśli jakaś osoba budzi moją niechęć, to nie uśmiecham się do niej fałszywie. Jeśli kogoś uważam za idiotę, to mu o tym mówię, zamiast szczerzyć zęby, a potem obgadać za plecami (oczywiście mówię to w bardzo dyplomatyczny sposób). Jeżeli dlatego ktoś mnie uważa za wyniosłą i zarozumiałą, to jego problem. Na głupotę ludzką mam alergię i nie będę udawać, że jest inaczej. Na początku chciałam wprowadzić w swojej firmie fajną atmosferę demokracji, że przecież każdy z nas jest równy i zdanie każdego jednakowo się liczy. To się nie sprawdziło, bo powstał chaos. Teraz owszem, można do mnie przyjść, zawsze wysłucham, docenię dobry pomysł oraz pozwolę na pewną autonomię, ale już się nauczyłam, że nie nadaję się na szefa-przyjaciela, a stanowczość i twarda ręka lepiej u mnie działa, bo przychodzi bardziej naturalnie.

A można wiedzieć, czym się zajmujesz? (tak ogólnie)
Czysta ciekawość smile
Chyba że nie chcesz - nie mów.

54

Odp: Sukces zmienia człowieka, czyli nie pamiętał wół jak cielęciem był?
kammiś napisał/a:
cslady napisał/a:
kammiś napisał/a:

Ja po prostu nie widzę powodu dla którego mam być przymilna do wszystkich i mieć serce na dłoni do ludzi na ulicy.

Hmm no ja w sumie jestem bardzo miła dla obcych ludzi, takich poznanych na ulicy. Czasami bywam wręcz serdeczna. Tylko zawsze jestem w tym szczera. Nigdy nie jestem miła dlatego, żeby ludzie mnie lubili. Na niektóre osoby mam alergię i wtedy to widać. Jeśli jakaś osoba budzi moją niechęć, to nie uśmiecham się do niej fałszywie. Jeśli kogoś uważam za idiotę, to mu o tym mówię, zamiast szczerzyć zęby, a potem obgadać za plecami (oczywiście mówię to w bardzo dyplomatyczny sposób). Jeżeli dlatego ktoś mnie uważa za wyniosłą i zarozumiałą, to jego problem. Na głupotę ludzką mam alergię i nie będę udawać, że jest inaczej. Na początku chciałam wprowadzić w swojej firmie fajną atmosferę demokracji, że przecież każdy z nas jest równy i zdanie każdego jednakowo się liczy. To się nie sprawdziło, bo powstał chaos. Teraz owszem, można do mnie przyjść, zawsze wysłucham, docenię dobry pomysł oraz pozwolę na pewną autonomię, ale już się nauczyłam, że nie nadaję się na szefa-przyjaciela, a stanowczość i twarda ręka lepiej u mnie działa, bo przychodzi bardziej naturalnie.

A można wiedzieć, czym się zajmujesz? (tak ogólnie)
Czysta ciekawość smile
Chyba że nie chcesz - nie mów.

Branża IT. Robimy głównie aplikacje mobilne, choć inne projekty też się zdarzają.

Posty [ 54 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Sukces zmienia człowieka, czyli nie pamiętał wół jak cielęciem był?

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024