Witam serdecznie
Otrzymałam dziś Wyrok Sądu Biskupiego w sprawie unieważnienia małżeństwa mojego i męża. Mój mąż 5 lat temu odszedł do innej kobiety. Skargę powodową złożył mój, mieszkający już z inną kobietą mąż, zarzucając mi brak rozeznania oceniającego co do istoty praw i obowiązków małżeńskich oraz niezdolność do podjęcia istotnych obowiązków małżeńskich z przyczyn natury psychicznej. Wyszłam za męża z miłości i nadal wiem, że on również mnie kochał. Nasze małżeństwo przez wiele lat było szczęśliwym, dlatego nie mogłam się zgodzić, że On uważa je za nieważne przed Bogiem. Mogę powiedzieć, że nie należy się obawiać postępowania przed Sądem Biskupim (a takie opinie znalazłam na wielu forach). Mój mąż wynajął adwokata, ja nie. Dwukrotnie byłam przebadana przez biegłych psychologów (drugi raz na wniosek adwokata męża, który uznał, iż pierwszy psycholog nie był obiektywny). Nie należy się obawiać, wystarczy mówić prawdę. Wyrok, jaki dziś otrzymałam w całości odrzuca zarzuty męża i uznaje nasze małżeństwo za ważne przez Bogiem. Jednakże ja już 5 lat nie mieszkam z mężem, musiałam się wyprowadzić, znaleźć nową pracę, zacząć radzić sobie sama i od początku układać życie, co szczerze nie było łatwe. Nie jestem i nie byłam w żadnym nowym związku, nadal po tym co zrobił mi mąż nie umiem znaleźć w sobie zaufania. Martwi mnie jedna rzecz, po otrzymaniu Wyroku Sądu pomyślałam sobie, że mimo tego, iż nadal wiem, że zawarliśmy z mężem małżeństwo przed Bogiem z miłości i że szczerze przeżyliśmy razem wiele wspaniałych lat, to teraz mój mąż jest dla mnie osobą obcą, która bardzo mnie skrzywdziła. Po tych 5 latach, gdy otrzymałam dziś Wyrok Sądu Biskupiego pomyślałam, że nie chcę być przed Bogiem w związku małżeńskim z obcą mi teraz osobą do której nie czuję żadnych uczuć, mimo że była tak ważną częścią mojego życia wiele lat. Czy jest jakieś rozwiązanie w takiej sytuacji? Czy istnieje możliwość starania się o unieważnienie małżeństwa z powodu wygaśnięcia uczuć? Czy tylko jest jedyna droga udowadniać, że małżeństwa nigdy nie było?
Dziękuję za rady
1 2015-08-03 19:59:10 Ostatnio edytowany przez BeStol (2015-08-03 20:10:56)
Jeśli jesteś osobą dorosłą, za jaką sie podajesz, to - wybacz - powinnaś mieć świadomość, że cos takiego jak "uniewaznienie małzeństwa" moze zostać prawnie uznane za zasadne tylko w kilku i to bardzo skrupulatnie określonych warunkach. Twoje dywagacje, by unieważnić bo ...uczucie wygasło jest czymś, co kwestionuje Twoją dorosłość, lub mocno podważa prawidłowość Twoich procesów myślowych.
Przykro mi.
3 2015-08-03 20:44:46 Ostatnio edytowany przez BeStol (2015-08-03 20:49:49)
Dziękuję za odpowiedź
Dywagacje są czymś różniącym się od pytania. Ja zapytałam. Dziękuję któśinny za odpowiedź na moje pytanie.
4 2015-08-03 20:49:07 Ostatnio edytowany przez któśinny (2015-08-03 20:50:51)
Dziękuję za odpowiedź
Dywagacje są czymś różniącym się od pytania. Ja zapytałam. Dziękuję za odpowiedź na moje pytanie.
No ok, przepraszam - poniosło mnie... A wiesz dlaczego? Bo kazdy, kto w zyciu styka się z widmem rozwodu - chce czy nie - coś zasłyszy, dowie się, poczyta o tym ostatecznym rozwiązaniu. I dlatego dziwię się, ze nie masz krzty swiadomosci tego, co mozna bez trudu znaleźć nawet w internecie. I wybacz, ale gdyby taki ..."powód" był brany pod uwagę (czy to przez sąd czy ...purpuratów) - 3/4 małżeństw byłoby unieważnionych (o ile nie więcej...) Mam nadzieję, że teraz rozumiesz moje poirytowanie...
5 2015-08-03 20:52:07 Ostatnio edytowany przez BeStol (2015-08-03 20:58:51)
rozumiem, szukałam na necie i nic nie znalazłam. dlatego zapytałam tutaj. I tak, rozumiem Twoje poirytowanie ale zrozum też ludzi, którzy pytają. Zrozum tych co są jak ja. Brali ślub z wielkiej miłości ale coś się zadziało nie z ich winy. Nie mogą się zgodzić, że małżeństwa nigdy nie było bo kochali, jak brali ślub. Ale już nie kochają z różnych powodów. Tak jest czasami. Mój mąż mnie nie kocha, ja przestałam kochać Jego. Ale w świetle boskiego prawa nasze małżeństwo jest ważne. Przecież Bóg widzi kto kogo kocha, czyż nie?
Przecież gdyby brać takie "argumenty" pod uwagę to - pisałem wcześniej - większość małżeństw nie miałaby racji bytu...
Wiem tu masz rację, szczerze masz rację. Ale postaraj się zrozumieć to co napisałam też.
wrzuć w wyszukiwarkę: "unieważnienie małżeństwa kościelnego warunki" - i sama zobacz....
A wracając do meritum: Bardzo często ( w zasadzie zawsze) związki, małzeństwa przechodzą kryzysy, katastrofy... Tylko od dojrzałości osób tworzących te związki zalezy, czy przetrwają czy wszystko sie rozsypie... Gdyby uzyskanie rozwodu było tak łatwe - ...nie byłoby "kryzysów", nie byłoby poradni, nie byłoby mediacji... Ot: trzask/prask ...i po wszystkim. Gdyby też - zgodnie z tematem Twojego wątku - dało się "cofnąć w czasie" i unieważnić zwiąek, czyli wrócić do nieskażonego i wolnego stanu bez większych problemów - podając choćby jako powód to ...wygasnięcie uczuć - większość ludzi chodziłaby po tym padole jako kawalerowie i panny... Poszukaj - sama zobaczysz jakie sa obwarowania...
9 2015-08-03 21:12:44 Ostatnio edytowany przez BeStol (2015-08-03 21:14:15)
Zobacz jestem szczera. Kochałam mojego męża i wyszłam za Niego z miłości. Szczerze. On mnie zdradził. Zostawił mnie. Sąd Biskupi uznał nasze małżeństwo za ważne. Bo takie było. Wiele lat czekałam na Wyrok. Zapomniałam nawet czekać. Zobacz i Wyrok przyszedł i po latach zrozumiałam, że to problem dla mojego męża, który chce mieć ślub kościelny z nową kobietą, dla nich to ważne. A ja nie mam kontaktu z byłym mężem i już nie chcę mieć. I nie widzę powodu by im cokolwiek utrudniać. Nie umiałam tylko zgodzić się z tym, że przed ślubem nie kochaliśmy się, bo kochaliśmy się. Prawo kanoniczne jest surowe, że nie uznaje uczuć jakie są, patrzy tylko na te przed ślubem.
Zobacz jestem szczera. Kochałam mojego męża i wyszłam za Niego z miłości. Szczerze. On mnie zdradził. Zostawił mnie. Sąd Biskupi uznał nasze małżeństwo za ważne. Bo takie było. Wiele lat czekałam na Wyrok. Zapomniałam nawet czekać. Zobacz i Wyrok przyszedł i po latach zrozumiałam, że to problem dla mojego męża, który chce mieć ślub kościelny z nową kobietą, dla nich to ważne. A ja nie mam kontaktu z byłym mężem i już nie chcę mieć. I nie widzę powodu by im cokolwiek utrudniać. Nie umiałam tylko zgodzić się z tym, że przed ślubem nie kochaliśmy się, bo kochaliśmy się. Prawo kanoniczne jest surowe, że nie uznaje uczuć jakie są, patrzy tylko na te przed ślubem.
Ech... Gdyby to było takie łatwe... W zasadzie chyba każdy (pomijam osoby powodowane pragmatyzmem) wiążąc się z kimś, żeniąc/wychodząc za mąż robił to kierowany miłoscią... Nie przeczę, ze bywają przypadki, ze to uczucie "pryska" w momencie zakładania obrączki, ale to chyba jakieś marginalne przypadki... Zazwyczaj dopiero proza zycia i współdzielenie życia z drugą osobą weryfikują to wzniosłe uczucie i obnaża przygotowanie do roli partnera... Ale to cały proces rozciągnięty w czasie, proces obfity w kłótnie, awantury, wyprowadzki, zdrady... Dlatego teza, Twoja teza, ze "Prawo kanoniczne jest surowe, że nie uznaje uczuć jakie są, patrzy tylko na te przed ślubem" jest mocno naciągana... Nikt nie ustali od kiedy liczy się to uczcucie jako podstawa uznania związku (dość karkołomne załozenie): od sakramentalnego "tak", od ostatniej głoski przysięgi małzeńskiej czy od momentu załozenia obrączki. Mogę sie jeszcze porozdrabniać, ale tylko dałbym upust swej fantazji - "w czym rzecz" chyba już wiadomo... I w tego swietle nie ma żadnych - niestety - podstaw uznawać małżeństwo za nieważne, z powodu szybkiego ulotnienia sioę jakiegoś uczucia...
Tak na marginesie: współczuję Ci małzonka...
11 2015-08-10 13:13:08 Ostatnio edytowany przez maniek_z_maniek (2015-08-10 13:14:28)
Zobacz jestem szczera. Kochałam mojego męża i wyszłam za Niego z miłości. Szczerze. On mnie zdradził. Zostawił mnie. Sąd Biskupi uznał nasze małżeństwo za ważne. Bo takie było. Wiele lat czekałam na Wyrok. Zapomniałam nawet czekać. Zobacz i Wyrok przyszedł i po latach zrozumiałam, że to problem dla mojego męża, który chce mieć ślub kościelny z nową kobietą, dla nich to ważne. A ja nie mam kontaktu z byłym mężem i już nie chcę mieć. I nie widzę powodu by im cokolwiek utrudniać. Nie umiałam tylko zgodzić się z tym, że przed ślubem nie kochaliśmy się, bo kochaliśmy się. Prawo kanoniczne jest surowe, że nie uznaje uczuć jakie są, patrzy tylko na te przed ślubem.
To sa trudne tematy bo nawet instytucje na ktore sie powolujemy "naginaja prawa" do swoich potrzeb co czasami moze podwazac ich wiarygodnosc sadow. Tutaj duzo daje swiadomosc tego jak jest albo moze byc. Np. swiadomosc ze to jest jedno zycie jest absurdalna wobec koncepcji reinkarnacji czy mozliwosci przezywania roznych zyc (obcowanie) na poziomie rzeczywistym. Inaczej zawsze mozna by zarzucic komus "lepsze" lub "gorsze" zycie albo warunki. Twoim problemem dzis nie jest relacja z mezem ale zycie w samotnosci i niemoznosc prowadzenia zycia z kims. Nie powiem Ci co nalezy robic, czy prawo koscielne jest sprawiedliwe czy nie, jednak jako ze sam jestem po rozwodzie ostatnio przychilem sie do takiej opinii, ktora uslyszalem podczas jednego kazania ze prawdziwa istota ponownego zwiazku niesakramentalnego jest zgorszenie dla innych. I ten grzech na siebie przyjalem ale zaluje i licze na wybaczenie. Nie mysle zeby go utrzymywac. Moze sie wydawac ze zgorszenie nie jest to juz tak wazne w naszych czasach ale z drugiej strony to jak ogolnie jest miedzy ludzmi i jak inni ludzie postepuija, wynika wlasnie i z naszego postepowania. Poza tym istota grzechu jest jego przyczepienie sie. Wiele osob np. niby wierzy ale malo kto ma jakas rzeczywista relacje z Ojcem tak ze to na nim moze polegac w swoich ocenach. Np. wyrzekanie sie milosci w imie surowego prawa na pewno dobre nie jest ale juz w imie wiekszej milosci jest. I to wlasnie dlatego ze czlowiek jest obdazony wolna wola wszystko jest dla nas takie trudne. Inaczej to zawsze ktos decydowalby za nas a my bylibysmy marionetkami. Mam wiec wrazenie ze Ty wyrzekasz sie czegos w imie prawa. Nie wiem czy jestes w stanie przejsc przez ten mur "kanoniczny" ale na pewno mozesz zrobic wiele dla milosci i z milosci do ludzi, Ojca inaczej pozostanie Ci zgorzknienie i w rzeczywistosci wyrzeczenie sie milosci.