Jestem sama od kilku miesięcy. Byłam przykładną, lojalną, kochającą żoną. Dbałam o męża, o jego potrzeby. Mamy 2 dzieci. Są moim światem. Ja niestety już jego światem nie jestem od roku. Potajemnie posuwał inną mężatkę, w której bez pamięci się zakochał. Twierdzi, że nie ma o czym ze mną rozmawiać...wyczerpały się tematy? Dla mnie nie.
Wikipedia: ,,Zakochanie- stan związania emocjonalnego z drugą osobą. Charakteryzuje się obsesyjnymi myślami o tej osobie i pragnieniem przebywania z nią. W przypadku niedostępności obiektu uczuć osoba zakochana nierzadko cierpi. Zakochanie często błędnie nazywane jest miłością."
Dlatego nas zostawił, postawił swoje pragnienia na pierwszym miejscu, nie patrząc na cierpienie bliskich. Ona go olała, chciała się zabawić a teraz nie ma zamiaru odejść od rodziny. Jest sam ale i tak nie ma zamiaru wrócić. Mimo to w jego głowie będzie tkwić jako legenda, ktoś lepszy ode mnie.
Nie biorę pod uwagę powrotu, jestem silna, daję radę sama. Zastanawiam się tylko dlaczego faceci są takimi egoistami. Dlaczego szukają szczęścia poza domem skoro mieli wszystko? Każdy związek powszednieje, motylki z brzucha odfruwają ale pozostaje miłość, troska, przywiązanie i wspólne sprawy. Czy jeśli żona w natłoku obowiązków przestaje malować paznokcie to świadczy o tym ze go zaniedbuje? Czy mężczyzna patrząc na niegdyś atrakcyjną żonę przy kuchni traci do niej szacunek, zaczyna traktować jak własną matkę albo służącą? Czy wierzy w mit laski na obcasach odkurzającej mieszkanie? Czy kochanka nie stała by się kiedyś nudną żoną? WTF? Nie ogarniam!!!
2 2015-08-01 17:17:48 Ostatnio edytowany przez toorank (2015-08-01 17:19:09)
Cześć.
Jestem po drugiej stronie tzn. jestem ta drugą.
Mój kochanek nigdy nie powiedział, że jego zona przestała być atrakcyjna i bardzo docenia to, ze zajmuje się domem i dziećmi.
Myślę, że nie jestem dla niego kimś lepszym, atrakcyjniejszym niż żona. Zwyczajnie jemu wydaje się przy mnie, że jest lepszą wersją siebie, to on czuje się lepszy i tego szukał.
Łatwo jest mu się tak poczuć, bo ja nie wymagam, nie mam pretensji i cieszę się jak wariatka z każdego ochłapu jaki mi rzuci.
Kochanki nie są lepsze, są żałosne.![]()
Oj doskonale wiem co czujesz. Historia jakby z życia mojego małżeństwa, które jeszcze istnieje - na papierku. Podobno są faceci, którzy są w porządku ( jeszcze takiego nie spotkałam jak żyję, ale ponoć istnieją
). I są faceci, którzy bez względu na wiek, zachowują się niepoważnie. Nic na to nie poradzimy, tacy są. Nie będzie ta to będzie inna, a żona, dzieci, co tam - przypomni sobie dopiero na stare lata, jak będzie potrzebna pomoc np w chorobie.
A może to czysta biologia i prawa ewolucji.Może od zarania dziejów tak było,tylko my homo sapiens próbujemy to bardziej uczłowieczyć?A tak naprawdę, to w każdym z nich tkwi pierwiastek zdobywcy i zapładniacza...mniej lub bardziej skłonnego do skoku w bok,czy szukania kolejnej "samicy"...
5 2015-08-01 17:26:32 Ostatnio edytowany przez toorank (2015-08-01 17:26:55)
Mam wrażenie, że mężczyźni mający zainteresowania, pasje rzadziej szukają przygód z kobietami.
My zony ograniczając mężów powodujemy, ze Ci z czasem rezygnują, bo święty spokój najcenniejszy. Ciągłe suszenie głowy, zrób to zrób tamto, to trzeba a Ty z kolegami na lotnie itd...
Paradoksalnie same sparwiamy, ze oni potem poza zyciem domowym nie mają gdzie ulokowac swojej energii i ida na baby.
Nie płakałam ani razu...do teraz. Jestem w szoku, że ktoś zareagował. Dzięki wielkie! Chyba forum to najlepszy terapeuta:)
Toorank....mogłabyś być tą którą tak nienawidzę...ale po części Ci współczuję... chyba obie nie zaznajemy w życiu szczęścia o jakim marzymy.
Często pytałam męża czy jest ze mną szczęśliwy, czy mu czegoś brakuje. Długo staraliśmy się o dziecko, pierwsze nam zmarło. Myślałam, że to nas umocni ale chyba wtedy nasze drogi się rozeszły. Ja nalegałam zeby jak najszybciej uzupełnić stratę a on mówił, że traktuję go jak reproduktora. Teraz mamy 2 maleńkich, zdrowych dzieciaczków a on je zostawił.... Można być spieprzonym genetycznie albo ewolucyjnie ale gdzie odpowiedzialność, ludzkość?
A może to czysta biologia i prawa ewolucji.Może od zarania dziejów tak było,tylko my homo sapiens próbujemy to bardziej uczłowieczyć?A tak naprawdę, to w każdym z nich tkwi pierwiastek zdobywcy i zapładniacza...mniej lub bardziej skłonnego do skoku w bok,czy szukania kolejnej "samicy"...
Zapładniacze - to się zgodzę, ale co do tego zdobywcy, to mam wątpliwości. Jakoś tak nie bardzo muszą się wysilać, żeby zdobywać te kochanki, same w łapy im lezą ![]()
majkaszpilka, a nie uważasz, że my kobiety-żony-matki też nieraz z chęcią wyrwałybyśmy się z domu i pofruwały jak motylki bez zobowiązań i codziennych problemów? Ale są inne rzeczy, ważniejsze i wartościowsze od chwilowego amoku.
,,...my kobiety-żony-matki też nieraz z chęcią wyrwałybyśmy się z domu i pofruwały jak motylki bez zobowiązań i codziennych problemów? Ale są inne rzeczy, ważniejsze i wartościowsze od chwilowego amoku" tak:) właśnie siedzę sama w domu..dzieciaki są pod chwilową opieką dziadków. Mogę wyjść, mogę zabalować, zapomnieć...ale nie mam na to siły. Siedzę przed kompem, palę papierosy, rozpamiętuję, rozmawiam z Wami. Na co dzień liczą się tylko dzieci. Miłość bezwarunkowa- mimo, że co chwilę doprowadzają do szału. Może właśnie to sprawiło, że mąż poczuł się zaniedbany, że nie był już na pierwszym miejscu...
nevertoolate
przyjęłabyś go gdyby chciał wrócić?
gdyby zrozumiał co jest najważniejsze?
Mam wrażenie, że mężczyźni mający zainteresowania, pasje rzadziej szukają przygód z kobietami.
My zony ograniczając mężów powodujemy, ze Ci z czasem rezygnują, bo święty spokój najcenniejszy. Ciągłe suszenie głowy, zrób to zrób tamto, to trzeba a Ty z kolegami na lotnie itd...
Paradoksalnie same sparwiamy, ze oni potem poza zyciem domowym nie mają gdzie ulokowac swojej energii i ida na baby.
A mój miał zainteresowania i pasje, w domu mało do robienia i też zdradził, więc chyba nie ma reguły. Napewno regułą jest to, że są to osoby dla których wartości nie są tak ważne jak poczucie ich szczęścia i spełnienia, a jednym słowem, każdy zdradzacz to EGOISTA, a efektem ubocznym ich zachowania jest cierpienie innych bliskich osób...no ale cóż przecież ich szczęście najważniejsze, coś im od życia się należy nie? :-/
Zaglądam tu co raz częściej- nie wiem, wciąż zadaję sobie to pytanie? Dla dzieci-tak! Chcę, żeby miały normalną rodzinę, żeby nie wstydziły się w szkole, że tata jest bardziej wirtualny niż w realu. Dla mnie samej na tą chwilę jest to bariera nie do przeskoczenia. Kocham go takim jakim był na początku, ubóstwiał mnie, byłam jego światem. To co się z nim stało na przestrzeni lat jest marnym strzępkiem jego osoby. Zaczął dobrze zarabiać i traktować ludzi z góry. Wszyscy mi mówili, że się zmienił i choć to widziałam, broniłam go...że to niby przez stres w pracy. Dla mnie też zaczął być arogancki, zdarzało mu się nie wracać do domu na noc...mówił, że odreagowuje, pije z kolegami, czułam, że kogoś ma ale wypierał się. Teraz na spokojnie próbowałam wyciągnąć z niego jakie są fakty ale on wciąż broni kochankę. Mówi, że ona mu nie daje nadziei ale on czeka. Pytałam czy mogłam temu w jakikolwiek sposób zapobiec-mówi, że nie, to nie była moja wina. Po prostu dał się temu ponieść. Niby żałuje ale sam nie wie czego. Czy tego, że zdradził czy tego, że był z nią i się skończyło. Chciałabym mieć ten przyrząd z ,,Man in black" i wykasować pamięć, inaczej się nie da:)
majkaszpilka napisał/a:A może to czysta biologia i prawa ewolucji.Może od zarania dziejów tak było,tylko my homo sapiens próbujemy to bardziej uczłowieczyć?A tak naprawdę, to w każdym z nich tkwi pierwiastek zdobywcy i zapładniacza...mniej lub bardziej skłonnego do skoku w bok,czy szukania kolejnej "samicy"...
Zapładniacze - to się zgodzę, ale co do tego zdobywcy, to mam wątpliwości. Jakoś tak nie bardzo muszą się wysilać, żeby zdobywać te kochanki, same w łapy im lezą
majkaszpilka, a nie uważasz, że my kobiety-żony-matki też nieraz z chęcią wyrwałybyśmy się z domu i pofruwały jak motylki bez zobowiązań i codziennych problemów? Ale są inne rzeczy, ważniejsze i wartościowsze od chwilowego amoku.
Owszem,mamy na to ochotę bardzo często...ale nie wszystko musi sprowadzać się do seksu czy szukania wrażeń.Tak jak powiedziałaś, są ważniejsze rzeczy.Nie po to człowiek będący w związku układa szczeble drabiny,żeby potem jakimś kretynizmem ją spieprzyć,bo po co?
Świat jest piękny,ludzie są mniej lub bardziej sympatyczni,można robić wiele rzeczy,wiele zobaczyć,mieć pasję, zainteresowania...i wcale nie musi to być nic ekstremalnego.Można spełniać się w tym,co jest ciekawe i daje dreszczyk emocji.Człowiek jest pobudzony,endorfiny pracują.
A potem wrócić do domu,w którym będzie ktoś kto kocha,zrobi herbatkę,wymasuje nogi i powie...jestem z Ciebie dumny/a.
Majkaszpilka...mądra z ciebie dziewczyna. Gdyby faceci posiadali taką mądrość świat byłby lepszy! Mam wrażenie, że są ludzie, którym rzeczywiście nie dane jest wspiąć się ponad instynkty. Zjeść, wyspać się i poru...ć. Kodeks honoru, uczuć wyższych jest im nieznany. Założyłam sprawę z orzeczeniem o winę, zaskoczyło go to bo myślał, że jestem ciepłą kluchą, która poczeka aż mu się zmieni tok myślenia. Teraz zmiękł i dzwoni, pyta co słychać. Jak do starej dobrej przyjaciółki. Twardo daję mu odczuć, że to nie jego interes ale chyba podświadomie chciałabym żeby żałował, żeby zmiękł...błagał o wybaczenie....
Nevertoolate...wiesz,że oni są z innej planety.Wszystkie wiemy,że żyć z nimi trudno,a zabić nie wolno...hahaha...ale z nimi też może być pięknie.Jak są podobne priorytety,bo kalek niestety brak.
Masz zatem dwa wyjścia...pierwsze,to takie jakie masz w Swoim nicku...never too late,zawsze możesz spróbować wybaczyć i żyć dalej,jak dasz radę mentalnie,albo pogodzić się z Jego wyborem i niech robi co chce i żyje jak chce.Tylko wydaje mi się,że to tak jak z biciem kobiet, jak raz uderzy,to nie zawaha się ponownie.Jak raz zdradzi...to będzie dalej właziła na wszystko co ma puls,bo w konsekwencji i tak zostanie mu odpuszczone...dla..."dobra dzieci" czy innych rzekomych wartości,które i tak ma w głębokim poważaniu.
I niech żałuje...
Właśnie to mnie obezwładnia. Mam nadzieję, że doceni moje miłosierdzie a wiem, że w myślach będzie śmiał się z mojej słabości.
Dobro dzieci to też przekonanie, że mama to twarda baba i broni ich przed takimi sytuacjami, gdzie raz jeżdżą do taty później on mieszka z nami a jeszcze później nie widzą go miesiącami bo jest walka między rodzicami. Muszą mieć stabilną sytuację bo popsuję im psychikę.
Jeszcze pytanie do Toorank...czy widziałaś, poznałaś żonę swojego kochanka. Czy miałaś odwagę z nią porozmawiać? Zobaczyć dzieci, wytłumaczyć? To chyba pomogło by Ci zrozumieć co się dzieje po drugiej stronie....
Ja mówiąc o dobru dzieci,miałam raczej na myśli druga stronę.Bo jak czytam w niektórych komentarzach,ktoś kto sam naraża małżeństwo na szwank,potem ma taką właśnie wymówkę, aby w tym związku pozostać...pretenduje niemalże do rangi bohatera,męczennika.Bo przecież tak się poświęca zostawiając kochanka/kochankę.I musi na odkupienie swoich win żyć w tym nieszczęśliwym związku, w rodzinie...ale robi to dla dzieci,żeby nie było.
Jakie to puste
Mam wrażenie, że mężczyźni mający zainteresowania, pasje rzadziej szukają przygód z kobietami.
My zony ograniczając mężów powodujemy, ze Ci z czasem rezygnują, bo święty spokój najcenniejszy. Ciągłe suszenie głowy, zrób to zrób tamto, to trzeba a Ty z kolegami na lotnie itd...
Paradoksalnie same sparwiamy, ze oni potem poza zyciem domowym nie mają gdzie ulokowac swojej energii i ida na baby.
Nie sądzę. Miałam okazję bywać w środowiskach, w których panowie realizowali swoje pasje na absolutnego maksa i szukali przygód z babami dokładnie tak samo, jak ma to miejsce np. w nudnej korpo wśród panów w garniakach i z teczuszkami.
Jak kogoś ma dorwać kryzys wieku średniego czy zwyczajnie ma mu się zaplątać penis nie tam gdzie trzeba, to stanie się to niezależnie od trybu życia.
Kochankę można znaleźć nawet w warzywniaku, jak się chce.
Dbałam o męża, o jego potrzeby.
Co to znaczy? Czy nie jest to tylko Twoje subiektywne odczucie? Co to oznacza dla Ciebie " dbałam o jego potrzeby"? Ja z doświadczenia wiem, że niejednokrotnie wtedy żona też twierdziła, że jest np: wdzięczna mi za to czy za tamto. Ja zdaje pytanie. W jaki sposób ta wdzięczność się objawiała? W jaki sposób to dbanie się objawiało? To jest tylko i wyłącznie subiektywne odczucie. Dla żony np: przygotowanie obiadu, czy uprasowanie ubrań jest właśnie objawem takiej dbałości o męża. Problem polega na tym, że dla tego właśnie męża takie zachowania nie są odbierane jako dbanie, czy też wdzięczność. Dlatego pojawiają się takie stwierdzenia i rozczarowania. Dbałam on niego prasując i piorąc itp. A dla męża np: nie ma to najmniejszego znaczenia bo on dbanie postrzega np; poprzez wyjście razem na spacer czy tez w innej formie spędzić czas. Stąd te rozczarowania i rozgoryczenia.
Nigdy dla faceta kochanka nie będzie żoną i na odwrót. Muszę przyznać że miałem takie chwile kiedy mówiłem podobnie jak autorki mąż. Nie mamy o czym rozmawiać. A o czym mieliśmy rozmawiać, skoro dzień po dniu zachowania żony sprawiały, że człowiekowi nie chciało się nawet słowem wspomnieć o tym co było w pracy itp. Wszystko negatywne było piętnowane i wyśmiewane a pozytywy nie zauważalne.
Natomiast kochanka zapewne wie jak rozmawiać z facetem bo nie jest przybita ciągłymi problemami jakie mogą doskwierać żonie.
Stąd takie sytuacje. Zdarzały się i będą się zdarzać.
JA tylko chcę zwrócić uwagę, że to co jednemu sprawia przyjemność innemu może przeszkadzać. To że mamusia żony zawsze swojemu mężowi piekła kaczkę na dowód wdzięczności to wcale nie oznacza, że gdy córka upiecze kaczkę swemu mężowi by sprawić mu przyjemność. TO MU JĄ SPRAWI.
Czy aby na pewno miał wszystko? Wg Ciebie Autorko - tak, ale wg Niego, czy aby na pewno niczego mu nie brakowało? Spytałaś się go kiedyś, że jesteś pewna. Powiedział Ci tak szczerze. Wiadomo, że związek z czasem powszednieje. Wpierw jest silne zauroczenie, mocna chemia, później hormony się stabilizują, serce już tak nie bije, nie ma rumieńców. Zaczyna się zwykłe, codzienne życie. Faceci lubią być zaskakiwani, zdobywani, lubią jak się im pokazuje, że są ważni. Wiesz samo "Kochanie zlew mi się zatkał. Zrobisz coś z tym?" nie wystarczy. On musi się czymś wykazać, zaimponować. Tak jak na pierwszych randkach - on wspiął się na sam czubek drzewa by krzyknąć "kocham Cię", a Ty mówisz "wow, ale jesteś wysportowany i jaki romantyczny" i cała promieniejesz. Widocznie czegoś mu brakowało, skoro poszukał innej, ona czymś mu zaimponował, że nadal o niej myśli, a nie o Tobie. Może fizyczność tej kobiety, może sposób bycia, może z nią czuł się sobą, może dawała mu coś, czego on akurat potrzebował, może seks był intensywniejszy. Większość facetów nie potrzebuje wiele do szczęścia, ale większość żon próbuje przestawić ich na swoje modły: w tym Ci do twarzy, ten sweter lepiej leży, ten zapach jest dla Ciebie za intensywny, a jutro jedziemy do mamusi na obiad, a po południu to powiesisz półkę itp. Facet czuje się jak na smyczy, ciągle tylko praca-dom-praca-dom i ciągle te same historie. Kiedyś jeden z facetów (nie mój) powiedział mi, że jego denerwuje jak on wraca po pracy, a jego dziewczyna od progu już buziaki mu daje i pyta "Kochanie jak Ci minął dzień", a on wtedy myśli "No kurw...tak jeszcze na dupi..nie siadłem, a ta już jak Ci dzień minął" Więc widocznie każdy facet lubi co innego. Inny kolega opowiadał, jak działa mu na nerwy to, że jego kobieta wszystko mu planuje - jak był sam to nie musiał się ani spowiadać, o której wróci, ani stawiać na żądanie. Wiele kobiet zapomina, że faceci lubią czuć się wolni, że nie są ich własnością.
Inny kolega opowiadał, jak działa mu na nerwy to, że jego kobieta wszystko mu planuje - jak był sam to nie musiał się ani spowiadać, o której wróci, ani stawiać na żądanie. Wiele kobiet zapomina, że faceci lubią czuć się wolni, że nie są ich własnością.
To widocznie kolega jest pipą grochową, skoro daje sobą pomiatać. Albo wciska Ci kit, bo raczej w związku nikt go na siłę nie trzyma.
Nie wiem dlaczego niektóre osoby usiłują wmówić zdradzonym kobietom, że to ich wina? Bo nie dbała, albo dbała za bardzo, bo już nie ten seks, albo zmęczenie, bo paznokcie wczoraj były nie pomalowane. Aż przykro się czyta takie bzdety. A ja widzę statystycznego żonkosia po trzydziestce, w gaciach przed tv z piwskiem w ręku,puszczającego cichacze, któremu nie chce się nawet zmienić od lat cieknącej uszczelki. I co - one takich kochają mimo wszystko. A nie powinny, bo on powinien prężyć piękne muskuły, zasypywać ją kwiatami i szeptać czułe, namiętne słówka do uszka. Idźmy tym tropem i bądźmy sprawiedliwi i obiektywni w ocenie, jeśli już chcemy doszukiwać się win.
22 2015-08-01 23:31:16 Ostatnio edytowany przez kwadrad (2015-08-01 23:31:45)
"Mimo to w jego głowie będzie tkwić jako legenda, ktoś lepszy ode mnie."
Wszystko sobie juz poustawiałaś.
Moze po prostu nie rozmawialiście ze sobą ?
Ty zajęłaś sie dzieckiem a on praca.
23 2015-08-02 11:34:26 Ostatnio edytowany przez redapples (2015-08-02 11:36:34)
Ponoć zanotowano więcej rozwodów niż więcej zawartych małżeństw, ludzie są bardziej niezależni i samowystarczalni. Mąż zaczął zarabiać, stał się wolny i poszedł po bandzie, wcześniej nie miał odwagi. Może to też wpływ towarzystwa, coś w nim pękło. Nie tylko dotyczy to mężczyzn jednak im łatwiej wejść w układ, bo my mamy zakodowaną walkę o utrzymanie związku.
24 2015-08-02 11:34:31 Ostatnio edytowany przez smallangel (2015-08-02 11:35:29)
Jestem sama od kilku miesięcy. Byłam przykładną, lojalną, kochającą żoną. Dbałam o męża, o jego potrzeby. Mamy 2 dzieci. Są moim światem. Ja niestety już jego światem nie jestem od roku. Potajemnie posuwał inną mężatkę, w której bez pamięci się zakochał. Twierdzi, że nie ma o czym ze mną rozmawiać...wyczerpały się tematy? Dla mnie nie.
Wikipedia: ,,Zakochanie- stan związania emocjonalnego z drugą osobą. Charakteryzuje się obsesyjnymi myślami o tej osobie i pragnieniem przebywania z nią. W przypadku niedostępności obiektu uczuć osoba zakochana nierzadko cierpi. Zakochanie często błędnie nazywane jest miłością."
Dlatego nas zostawił, postawił swoje pragnienia na pierwszym miejscu, nie patrząc na cierpienie bliskich. Ona go olała, chciała się zabawić a teraz nie ma zamiaru odejść od rodziny. Jest sam ale i tak nie ma zamiaru wrócić. Mimo to w jego głowie będzie tkwić jako legenda, ktoś lepszy ode mnie.
Nie biorę pod uwagę powrotu, jestem silna, daję radę sama. Zastanawiam się tylko dlaczego faceci są takimi egoistami. Dlaczego szukają szczęścia poza domem skoro mieli wszystko? Każdy związek powszednieje, motylki z brzucha odfruwają ale pozostaje miłość, troska, przywiązanie i wspólne sprawy. Czy jeśli żona w natłoku obowiązków przestaje malować paznokcie to świadczy o tym ze go zaniedbuje? Czy mężczyzna patrząc na niegdyś atrakcyjną żonę przy kuchni traci do niej szacunek, zaczyna traktować jak własną matkę albo służącą? Czy wierzy w mit laski na obcasach odkurzającej mieszkanie? Czy kochanka nie stała by się kiedyś nudną żoną? WTF? Nie ogarniam!!!
Ktoś mnie uprzedził.
Co to znaczy dbałam o Jego potrzeby?
Co jest tym wszystko?
Nie płakałam ani razu...do teraz. Jestem w szoku, że ktoś zareagował. Dzięki wielkie! Chyba forum to najlepszy terapeuta:)
Toorank....mogłabyś być tą którą tak nienawidzę...ale po części Ci współczuję... chyba obie nie zaznajemy w życiu szczęścia o jakim marzymy.
Często pytałam męża czy jest ze mną szczęśliwy, czy mu czegoś brakuje. Długo staraliśmy się o dziecko, pierwsze nam zmarło. Myślałam, że to nas umocni ale chyba wtedy nasze drogi się rozeszły. Ja nalegałam zeby jak najszybciej uzupełnić stratę a on mówił, że traktuję go jak reproduktora. Teraz mamy 2 maleńkich, zdrowych dzieciaczków a on je zostawił.... Można być spieprzonym genetycznie albo ewolucyjnie ale gdzie odpowiedzialność, ludzkość?
Powiedział Ci to, co czuł. Kim był dla Ciebie.
Nie wiem dlaczego niektóre osoby usiłują wmówić zdradzonym kobietom, że to ich wina? Bo nie dbała, albo dbała za bardzo, bo już nie ten seks, albo zmęczenie, bo paznokcie wczoraj były nie pomalowane. Aż przykro się czyta takie bzdety. A ja widzę statystycznego żonkosia po trzydziestce, w gaciach przed tv z piwskiem w ręku,puszczającego cichacze, któremu nie chce się nawet zmienić od lat cieknącej uszczelki. I co - one takich kochają mimo wszystko. A nie powinny, bo on powinien prężyć piękne muskuły, zasypywać ją kwiatami i szeptać czułe, namiętne słówka do uszka. Idźmy tym tropem i bądźmy sprawiedliwi i obiektywni w ocenie, jeśli już chcemy doszukiwać się win.
To nie jest wmawianie zdradzonym kobietom ich winy.
To pokazanie,że to co my uważamy za słuszne, dobre - , słusznym (dobrym) w innych odczuciu być nie musi.
I pięknie przedstawiają to Panowie tu na forum.
To, że różnica w postrzeganiu partnerstwa przez kobiety, jest różna od postrzegania partnerstwa przez mężczyzn.
Mam wrażenie, że mężczyźni mający zainteresowania, pasje rzadziej szukają przygód z kobietami.
My zony ograniczając mężów powodujemy, ze Ci z czasem rezygnują, bo święty spokój najcenniejszy. Ciągłe suszenie głowy, zrób to zrób tamto, to trzeba a Ty z kolegami na lotnie itd...
Paradoksalnie same sparwiamy, ze oni potem poza zyciem domowym nie mają gdzie ulokowac swojej energii i ida na baby.
To nie jest reguła, mój facet miał zainteresowania i pasje w których zawsze go wspierałam, nigdy mu nie zabraniałam ich spełniać, nawet sama podrzucałam mu pomysły co mógłby jeszcze zrobić w tym kierunku. I oczywiście zdradzał. czytam te wszystkie tematy, Wasze wypowiedzi, historie bo szukam odpowiedzi, staram się zrozumieć....
W jaki sposób ta wdzięczność się objawiała? W jaki sposób to dbanie się objawiało? To jest tylko i wyłącznie subiektywne odczucie. Dla żony np: przygotowanie obiadu, czy uprasowanie ubrań jest właśnie objawem takiej dbałości o męża. Problem polega na tym, że dla tego właśnie męża takie zachowania nie są odbierane jako dbanie, czy też wdzięczność. Dlatego pojawiają się takie stwierdzenia i rozczarowania. Dbałam on niego prasując i piorąc itp. A dla męża np: nie ma to najmniejszego znaczenia bo on dbanie postrzega np; poprzez wyjście razem na spacer czy tez w innej formie spędzić czas. Stąd te rozczarowania i rozgoryczenia.
Skoro maz dbanie postrzega inaczej to pytanie: czy jej to zakomunikowal? W jaki sposob sam dbal o zone?? Czy chociaz raz w tygodniu poprosil kogos by popilnowali dzieci ?, zamowil obiad z resteuracji, albo sam cos upichcil? i zrobil zonie niespodzianke tym. zaprosil ja do wspolnej kapieli i rozpalil do niewytrzymalosci i wzial ja na kuchennym blacie? Alez skad, najlepiej to brac, brac, brac i oczekiwac i zadac ....Trzeba cos dac by cos zyskac.... ![]()
Nie wiem sama. Przerabiam ten temat w głowie miliony razy od rozstania? On powiedział, że to nie moja wina, że wiedział, że go kocham i nic mu nie brakowało. Po prostu mu odwaliło. Ma wśród znajomych wielu rozwodników chyba im zazdrościł swobody. Tylko właściwie on tą swobodę miał. Ja byłam od opieki nad dziećmi, domem...a on pracował..z nią. Oczywiście, że mu za to suszyłam głowę ale już nie rozumiem. Małżeństwo to chyba wspólne prawa i obowiązki. Jeśli człowiek pochodzi z normalnego domu to chyba widzi jak postępują rodzice i czai jak wygląda życie w związku. Czyli co? Zdrada jest jakimś szantażem? Bądź dla mnie miła, uległa, zrozum, że muszę wyjść, muszę czuć się wolny, chcę leżeć i nic nie robić a Ty jak skończysz myć podłogę to wypnij się bo mi się chce...i masz być radosna i jęczeć z rozkoszy bo Bogu Cię dosiądzie na dwie minuty!
Owszem dawał sygnały, że tylko go krytykuję i nie mamy czasu na sex. Ale przy dwójce malutkich dzieci nie ma czasu na nic...czy nie można było przeczekać tego pierwszego najtrudniejszego okresu tylko od razu iść w tak proste i żałosne rozwiązanie?!
Ze swej strony mogę powiedzieć to co obserwowali nasi znajomi i rodzice. Byłam za dobra. Robiłam mu niespodzianki, miał wszystko podane na tacy. W zamian nie żądałam nic. Klasyczny przykład męczennicy służebnicy. Kochałam go do ostatniej chwili mimo podejrzeń, że może zdradzać, bo miałam nadzieję, że się opamięta. Teraz po raz pierwszy czuję, że mam kontrolę nad swoim życiem. Poza wielką pustką w sercu, nie odczuwam różnicy, że go nie ma bo właściwie tylko z nami nocował.
Kiedyś słyszałam tekst,który by tutaj idealnie pasował,mianowicie..."wartość rzeczy,mierzy się miara poświęceń,koniecznych do ich zdobycia"( nie pamiętam autora).I tak chyba właśnie jest...w domu wszystko co ma być to jest,bo żona obrotna,gospodarna i dba.A inne sfery...i tu zaczyna się problem,bo zanim ta żona się wypnie,to trzeba jeszcze ją dopieścić emocjonalnie,a z tym czasami jest ciężko.Więc,lepiej,szybciej i bez zbędnych ceregieli pójść tam gdzie jest łatwo...zamówić seks tak, jak zamawia się pizzę.A nie oszukujmy się,dostarczenie sobie orgazmu, jest na pewno o wiele prostsze, niż dostarczenie sobie poczucia bliskości.
Majkaszpilka rozwalasz mnie. Trafiasz w sedno. To zadręczanie się pytaniami co robiłam źle jest bezzasadne. On nie robił nic dla mnie , nie doceniał, nie patrzył na moje potrzeby. Zero wysiłku, po dwóch latach małżeństwa powiedział, że mnie nie kocha. Przeżyłam szok. Tak po prostu mu przeszło zakochanie i właściwie już możemy się rozstać. Wtedy jakoś się dorozmawialiśmy, że spróbujemy uratować to małżeństwo. Jednak chyba to tylko ja ratowałam a on to olał co nie stanęło mu na przeszkodzie narobić dzieci.
Jedyne co teraz mnie przeraża to ten czas kiedy przyjdzie mi decydować czy przyjąć go z powrotem...a może on już nie wróci?
no, bo mezczyzni kochaja zolzy.
kobiety btrudne, wymagajace i niepewne...
a wy sie zaglebiacie, czy aby na pewno potrzeby misia byly zaspokojone...i czy misio wyrazil brak zaspokojenia, itd....
zupelnie bez sensu- wystarczy rozejrzec sie dookola- im podlejsza baba, tym ma wierniejszego chlopa...
31 2015-08-02 22:36:23 Ostatnio edytowany przez majkaszpilka (2015-08-02 22:40:58)
Myślę,że będziesz musiała decydować,niestety ale ten typ cechuje...tchórzostwo.
Lepiej "stare" sprawdzone,bezpieczne,wygodne.
Chciał się na chwilkę oderwać,zrobić Twój "upgrade" na rzekomo lepszą wersję....ale za chwilkę okaże się,że ta "nowa" wersja też potrzebuje pamięci,też zostawia niewiele wolnych rescures,może uruchamiać dodatkowe procesy typu "many" albo co gorsza "child",świetnie działa button "nie przypominaj mi o tym więcej", a coraz słabiej i to z zacięciami button- sex.I zacznie się żałosny lament,bo przeinstalowanie do oryginalnej wersji, może okazać się trudne,bądź wręcz niemożliwe ![]()
32 2015-08-02 23:37:38 Ostatnio edytowany przez bullet (2015-08-02 23:43:39)
,,... By poczuł się zaniedbany, że nie był już na pierwszym miejscu...
Przestań, to idiotyczne .... jesli tak powiedzial to, poprostu, jak buc kłamie. Jedynym celem jest przerzucenie części odpowiedzialności na Ciebie ... by on mógł się lepiej poczuć. Nie wierz w to.
,,...jak buc kłamie. Jedynym celem jest przerzucenie części odpowiedzialności na Ciebie ... by on mógł się lepiej poczuć." Skoro mówi tak facet, znaczy, że jest w tym sporo prawdy.
Mężczyźni kochają zołzy:) czytałam oczywiście! ale jak widać wniosków nie wyciągnęłam...
Może już taka moja uroda, że przyciągam lekkoduchów. Kiedyś byłam z kolesiem 7 lat i też polazł do innej...brzydszej panny z wielohektarowym posagiem ![]()
34 2015-08-03 10:49:19 Ostatnio edytowany przez toorank (2015-08-03 10:52:33)
.
nevertoolate napisał/a:Jeszcze pytanie do Toorank...czy widziałaś, poznałaś żonę swojego kochanka. Czy miałaś odwagę z nią porozmawiać? Zobaczyć dzieci, wytłumaczyć? To chyba pomogło by Ci zrozumieć co się dzieje po drugiej stronie....
Poznałam osobiście żonę kochanka zanim to wszystko się zaczęło. Przelotnie, była z dziećmi. Potem zamieniłyśmy kilka słów na imprezie. Dokładnie wtedy kiedy był z zona i dziećmi zauważyłam, że mi się przygląda. Patrzył jak bawię się z jego córką. Po tym własnie wszystko się rozhulało. Jego żona do tej pory nie wie, tzn. nie wie na pewno, bo coś tam do niej dociera, ktoś jej coś powiedział, że relacje między nim a mną są inne niz powinny byc, ale poniewaz on warca do odmu jak nalezy, wykłada gotówkę jak nalezy chyba nie potraktowała tego powaznie, a może zwyczajnie jej nie zalezy dopóki pozory są zachowane.
Chciałabym z nia porozmawiać. Jesli kiedykolwiek by poprosiła zgodzę się. O tym co sie dzieje w tym związku mam nie od niego. Zanjomi o tym mówią. On nigdy le sie o niej nie wypowiada, jedyne co mówi to to, ze znowu okazało sie, ze jest do d... i do niczego sie nie nadaje takietam... banał
oczywiście twierdzi, że z nia nie sypia
Mój się skarżył kochance(podsłuchałam, tego dnia mleko się wylało), że ode mnie nie dostał. Więc pytam, jaka kobieta po takiej wypowiedzi chce kontynuować znajomość? Czy to nie uwłacza godności? Znaczy, że ona mu da bo biedny został olany przez żonę?...kiedyś przyszłam z córeczką pod jego pracę a on do nas nie wyszedł...teraz wiem, że razem pracowali i zwyczajnie się nas wstydził. To boli.
...kiedyś przyszłam z córeczką pod jego pracę a on do nas nie wyszedł...teraz wiem, że razem pracowali i zwyczajnie się nas wstydził. To boli.
Wiesz co z całym szacunkiem, to jakiś idiota.
Chciałabym Ci życzyć żeby wrócił do ciebie i na kolanach błagał o wybaczenie, ale szkoda Ciebie i dziecka dla kogoś takiego.
I jeszcze jedno, to nienajlepiej wróży jego przyszłej partnerce.
Może się nie układać, można się zakochać, ale facet, który źle mówi o swojej żonie obcym babom to za przeproszeniem pizad bez honoru
jak można wynosić to co jest między dwojgiem ludzi między małżeństwem poza dom, opowiadanie o relacji intymnej z żoną jakiejś przygodnej d... to dno ![]()
różne rzeczy się na świecie zdarzają, czasami nigdy bysmy nie pomyśleli, ze to mozliwe
życzę Ci Nevertoolate, żebyś spotkała prawdziwą miłość, kogoś kto rozkocha Cie do szaleństwa, tak, ze o tamtym dupku nawet nie będziesz wspominała.
Idź w świat z kimś kto pokaże Ci niebo i pieprz idiotę, który jest najlepsza karą dla siebie i dla kochanki ![]()
Zobacz toorank. Weszłam na to forum bo myślałam, że możesz być kochanką mojego ,,męża". Wszystko co czytałam pasowało mi do mojej sytuacji. Romans w pracy trwający rok, mąż odchodzi od żony,która jest silną babką. Im dłużej pisałaś fakty się rozchodziły ale ja zaczęłam rozumieć Twoją sytuację i powiem, że Ci współczuję. Miotasz się. Kochasz ale nie masz odwagi pójść na całość. Chyba kochanki mają gorzej:( Poza tym dzielnie zniosłaś dużo krytyki, dziewczyny Cię nie oszczędzały. Chcę wierzyć, że ta moja następczyni też cierpi. Chyba po to Was tak utożsamiałam. Przykro mi, że obie mamy przechlapane a oni mają na to wyje...ne. Dzięki za miłe słowa. Chciałabym znaleźć w końcu kogoś wartościowego... Tobie też życzę mądrego wyboru jeśli nie pośród tych dwóch oczywistych to może trzeci wariant? Ktoś ponad tym wszystkim....
Chcę wierzyć, że ta moja następczyni też cierpi. Chyba po to Was tak utożsamiałam. Przykro mi, że obie mamy przechlapane a oni mają na to wyje...ne. Dzięki za miłe słowa. Chciałabym znaleźć w końcu kogoś wartościowego... Tobie też życzę mądrego wyboru jeśli nie pośród tych dwóch oczywistych to może trzeci wariant? Ktoś ponad tym wszystkim....
Cierpi na pewno, a to dopiero początek.
Strzał w dziesiątkę, my drzemy koty a oni zacierają ręce. Beniaminki. My same stworzyłyśmy te potwory.
Wiesz Never, ja jeszcze rok temu nigdy nie pomyślałabym, że mogłabym taka być.
Szczerze gardziłam takimi firmowymi cichodajkami. Uważałam, że nie powinno się takich tolerować, że wręcz powinno się je napiętnować społecznie.
Z taką która zabiera się za zajętego nikt nie powinien rozmawiać. jawnie powinno się im okazywać dezaprobatę. Tolerowanie i usmiechanie sie do takich uważałam za nienormalne, bo to przecież zły czlowiek. Złodziej, który kogoś okrada.
A teraz popatrz na mnie. Jak można było upaść tak nisko, tak się zeszmacić, upodlić. Ganiać za żonatym facetem. Oszukiwać męża.
I co gorsza zadając sobie z tego wszystkiego sprawę nie móc kopnąć takiego w dupę. A najlepiej obu
tak jak napisałaś.
Może żaden z nich. Może w ogóle żaden. Pies ich wszystkich trącał.
Baby powinny trzymać się razem, bo ja same wzajemnie o siebie nie zadbamy to żaden z nich tego dla nas nie zrobi.
Toorank 100 % RACJI! Jest taki film z Cameron Diaz ...może nie najwyższych lotów ale oglądałam go jeszcze z mężem nie wiedząc, że to mnie:0
,,Inna kobieta". Polecam, w naszej sytuacji mimo, że komedia może doprowadzić do łez:)
Rozgościłam się na forum, strasznie mi tu dobrze. Pomagacie mi przetrwać to co do niedawna było nie do zniesienia. Jakoś przestało mnie obchodzić co ON teraz robi, co myśli, czy w ogóle myśli. Cieszą mnie wasze odpowiedzi, są cenne, mądre, bezstronne...nie ma czegoś takiego jak samotność w sieci. Tu są prawdziwi ludzie i ich historie. Doświadczenia, z których można wyciągnąć wnioski i które uczą pokory. Nigdy nie myślałam, że tu zajrzę i dam się wciągnąć. Uważałam to za słabe...
Pozdrawiam Was wszystkie: Majkaszpilka, Zbytdelikatna, Toorank, Bart.k, Biedroneczka86,Ninka123,Bullet - uwielbiam Was i tych bardziej oschłych, nieczułych drani:) bez litości nad samotną matką - kopów trochę dostałam ale przyjmę więcej dla równowagi:)
Jeśli przyjdzie moment, ze ułożę sobie życie na nowo, nie omieszkam Was powiadomić ku pokrzepieniu serc. Wy też piszcie jeśli pojawi się iskierka nadziei, jeśli odnajdziecie nowy sens!.............się rozczuliłam:)
Toorank 100 % RACJI! Jest taki film z Cameron Diaz ...może nie najwyższych lotów ale oglądałam go jeszcze z mężem nie wiedząc, że to mnie:0
,,Inna kobieta". Polecam, w naszej sytuacji mimo, że komedia może doprowadzić do łez:)
Rozgościłam się na forum, strasznie mi tu dobrze. Pomagacie mi przetrwać to co do niedawna było nie do zniesienia. Jakoś przestało mnie obchodzić co ON teraz robi, co myśli, czy w ogóle myśli. Cieszą mnie wasze odpowiedzi, są cenne, mądre, bezstronne...nie ma czegoś takiego jak samotność w sieci. Tu są prawdziwi ludzie i ich historie. Doświadczenia, z których można wyciągnąć wnioski i które uczą pokory. Nigdy nie myślałam, że tu zajrzę i dam się wciągnąć. Uważałam to za słabe...
Pozdrawiam Was wszystkie: Majkaszpilka, Zbytdelikatna, Toorank, Bart.k, Biedroneczka86,Ninka123,Bullet - uwielbiam Was i tych bardziej oschłych, nieczułych drani:) bez litości nad samotną matką - kopów trochę dostałam ale przyjmę więcej dla równowagi:)
Jeśli przyjdzie moment, ze ułożę sobie życie na nowo, nie omieszkam Was powiadomić ku pokrzepieniu serc. Wy też piszcie jeśli pojawi się iskierka nadziei, jeśli odnajdziecie nowy sens!.............się rozczuliłam:)
Nie, no mam nadzieję,że Ty nie zamierzasz Nas opuszczać??Nawet "se" nie myśl,bo zmienię nick na "neverforgive" ![]()
I nie rycz mi tu!
Dzięki za pozdrowienia i wzajemnie
Dobrze będzie,musimy w to wierzyć ![]()
Może jeszcze nie teraz ale ... Majkaszpilka, gdybyś Ty była facetem..ech!
Tak z ciekawości: Czy Ty masz za sobą jakąś równie żałosną historię jak my bidoty? Czy może piszesz pracę magisterską o sierotach życiowych? ![]()
Może jeszcze nie teraz ale ... Majkaszpilka, gdybyś Ty była facetem..ech!
Tak z ciekawości: Czy Ty masz za sobą jakąś równie żałosną historię jak my bidoty? Czy może piszesz pracę magisterską o sierotach życiowych?
Życiowe sieroty, to te zagubione ogniwa w ewolucji Darwina.Ludzie bez zasad,honoru,poszanowania samego siebie i innych.Tornada,które dla spełnienia własnych żądzy,są w stanie poświęcić wszystko.Dla których spełnienie podstawowych potrzeb biologicznych,a przynajmniej niektórych z nich,jest ważniejsze od uczuć,emocji,zaufania,zaangażowania,miłości,rodziny,dzieci.Dla których zdrada to "piece of cake".
Never nie,nie pisze pracy...teraz już tylko obserwuję te pokrętne tłumaczenia,dorabianie ideologii.Cała reszta jest już poza mną.Powiem tylko tyle,że gdybym wybaczyła,to traktowałabym tego człowieka gorzej niż szmatę do podłogi,przez co skrzywdziłabym siebie.A ja nie chciałam krzywdzić siebie,bo zwyczajnie siebie lubię,a wyrzutów sumienia za palanta mieć nie zamierzałam.
Majko, czy możesz napisać ile lat z nim byłaś? I czy po Waszym rozstaniu on próbował wrócić do Ciebie? Dzięki i pozdrawiam ![]()
Majko, czy możesz napisać ile lat z nim byłaś? I czy po Waszym rozstaniu on próbował wrócić do Ciebie? Dzięki i pozdrawiam
Zorija...byliśmy prawie pięć lat,to w porównaniu ze stażem niektórych z Was...niewiele.Ale wystarczająco dużo,żeby dowiedzieć się jacy potrafią być ludzie,jak kłamią,oszukują, a potem próbują się z tego w idiotyczny sposób tłumaczyć.
Próbował,owszem i jakkolwiek bolało mocno,to nie mogłabym już znieść "takiej" osoby w swoim życiu.Szarpałam się z nim długo,łaził,prosił,błagał,wydzwaniał,słał kwiaty,czekał pod pracą,angażował członków rodziny,aby przemówili mi do "rozsądku"...długo mogłabym wymieniać.Ale ja nie umiem wybaczać(przynajmniej nie tego)a poza tym... nie chciałam.
Na szczęście...dawno jestem już w fazie obojętności...mogę patrzeć na to chłodnym okiem.Co wcale nie znaczy,że nie mam wyrobionego zdania na temat zdradzających i kochanek...mój konserwatyzm w tym względzie to stała.Bo skoro dla kogoś nie liczy się nic,to sam nie jest wart funta kłaków.
47 2015-08-07 14:01:31 Ostatnio edytowany przez Zorija (2015-08-07 14:06:39)
Dzięki Majko... ![]()
zapytałam, bo ja mam 20-letni staż... mąż odszedł do innej 5 miesięcy temu... i szukam informacji, jak się najczęściej kończą takie historie...
I z tego co widzę (i czytam) to wielu mężów chętnie wróciłoby po pewnym czasie do swoich byłych żon...
Nie to, że ja tego chcę! Podobnie jak Ty - nie chcę go już... tak tylko rozmyślam o tym wszystkim... o nim... o jego nowym układzie (kobieta wcale nie taka młoda, nie piękna, niedawno rozwiedziona, z trójką własnych, małych jeszcze dzieci... ciasne mieszkanie w bloku... noooo ale nowa adrenalina... na razie
)
Wiem, że to co napisałam pewnie zabrzmiało jak tęsknota za jego powrotem... ale tak nie jest... ja faktycznie pogodziłam się z tym jak teraz jest i jest mi dobrze, lepiej niż z nim było...
Natomiast wiem, jaki to jest drań i egoista... i obawiam się, że jak tam mu się znudzi, to nie będzie miał żadnych oporów, żeby z powrotem sprowadzić się do "swojego" domu...
Co do kochanek... moje zdanie jest dokładnie takie samo
I też - nigdy go nie zmienię... żadnego usprawiedliwienia jak dla mnie... każdy może być z każdym... ale są naprawdę cywilizowane sposoby, o wiele mnie krzywdzące, raniące... nie tak po prostu - po trupach...
Bo to świetny "układ" dla takowych.W domu żona od "wszystkiego",dbająca o ognisko domowe kobieta, troskliwa mama,idealna pani domu...wzbudzająca zazdrość kolegów "akuratna" babeczka.Bez stresu,że zrobi ups! i wpadnie na przypadkowego kut...asa.Można jej zaufać i ślizgać się na jej plecach do oporu,pukając sobie na boku jakieś pospolite lafiryndy.A potem wrócić do domku i pieprzyć...jak ja Ciebie kocham
:
Ale...jak to mówią,każdy ma prawo do szczęścia,jeżeli mu pasuje układanie sobie życia z kimś,kto jest równie pokrętny w myśleniu i działaniu,to droga wolna.Zycie zweryfikuje ile to jest warte.
Majko, dokładnie tak jest...
Opisałaś mój przypadek... ja na szczęście już teraz mogę spokojnie się temu wszystkiemu przyglądać z boku... i chętnie zobaczę to "szczęście" za rok... dwa lata...
Majko, dokładnie tak jest...
Opisałaś mój przypadek... ja na szczęście już teraz mogę spokojnie się temu wszystkiemu przyglądać z boku... i chętnie zobaczę to "szczęście" za rok... dwa lata...
To bardzo optymistyczne prognozy Zorija,bo jak wynika z badań 90% mężczyzn zdradza z powodów czysto biologicznych.No ale może Twój "były" zalicza się do tych..."wyjątkowo uduchowionych" 10% zdradzających inaczej? ![]()
51 2015-08-07 16:37:55 Ostatnio edytowany przez annaJo (2015-08-07 16:40:48)
Dzięki Majko...
zapytałam, bo ja mam 20-letni staż... mąż odszedł do innej 5 miesięcy temu... i szukam informacji, jak się najczęściej kończą takie historie...
I z tego co widzę (i czytam) to wielu mężów chętnie wróciłoby po pewnym czasie do swoich byłych żon...
Nie to, że ja tego chcę! Podobnie jak Ty - nie chcę go już... tak tylko rozmyślam o tym wszystkim... o nim... o jego nowym układzie (kobieta wcale nie taka młoda, nie piękna, niedawno rozwiedziona, z trójką własnych, małych jeszcze dzieci... ciasne mieszkanie w bloku... noooo ale nowa adrenalina... na razie)
Wiem, że to co napisałam pewnie zabrzmiało jak tęsknota za jego powrotem... ale tak nie jest... ja faktycznie pogodziłam się z tym jak teraz jest i jest mi dobrze, lepiej niż z nim było...
Natomiast wiem, jaki to jest drań i egoista... i obawiam się, że jak tam mu się znudzi, to nie będzie miał żadnych oporów, żeby z powrotem sprowadzić się do "swojego" domu...
Co do kochanek... moje zdanie jest dokładnie takie samoI też - nigdy go nie zmienię... żadnego usprawiedliwienia jak dla mnie... każdy może być z każdym... ale są naprawdę cywilizowane sposoby, o wiele mnie krzywdzące, raniące... nie tak po prostu - po trupach...
Zorija 5 miesięcy nie niedługi okres na żałobę, a co by nie mówić, to jest to żałoba po związku i trudniejsza od zwyczajnej żałoby. Ty wciąż żyjesz jego życiem, co jest absolutnie normalne, ale przyjdzie taka chwila, że z uśmiechem pomyślisz "eureka!!! oni juz mnie g. obchodzą"
Scenariusze są różne, jak i ludzie są różni. Ja rozstałam się z ex po 25 latach małżeństwa, zdrada była tylko gwoździem do trumny, najpierw to on chciał mieć nas dwie, potem się rozwieść, potem już chciał tylko separacji, chciał też wrócić do domu. Ja też miałam rozterki, też żyłam ich życiem, ale dość szybko zdałam sobie sprawę, że on mi się przestał podobac jako człowiek, jako mężczyzna, a moje nowe życie jest dużo lepsze od życia z nim. Jak to często bywa, on się postarzał, zdziadział, a ja rozkwitłam. Czasami docierają do mnie plotki co u niego, jak im się układa. Jeszcze jak mieliśmy z ex kontakt, wielokrotnie miał do mnie pretensję, że nie jest szczęśliwy przeze mnie, o niej przez kilka lat mówił ona, ta kobieta, nigdy nie używał imienia ani cieplejszych określeń nie tylko do mnie ale i do znajomych. Nawet jej ciut współczułam. Wciąż są razem, bo po kilku rozstaniach wracał z powodów mieszkaniowych bo nie miał gdzie mieszkać. Ona go pilnuje, wszędzie z nim jeździ, śledzi każdy krok, wolno mu tylko do pracy chodzić, czasami wolno mu odwiedzić rodziców, z młodszą córką widuje się 2-4 razy w roku, ze starszą wcale. Może to jest to, czego chciał, to od dawna nie moja sprawa.
Ale bywają też inne warianty, ostatnio koleżanka wpuściłą zdradzacza do domu, a wczoraj powiedziała, że to był błąd, bo ona już go nie kocha.
Znam też trójkąt: on, żona i kochanka, z żoną ma dziecko, z kochanką ma dziecko, zawsze kupuje im takie same samochody, nawet kafelki w obu mieszkaniach są takie same. Trwa to już kilkanaście lat.
Majko, raczej wątpię, choć jak myślę - jemu i jej się tak wydaje
Zobaczymy, czas pokaże...
AnnaJo, kompletnie zerwałam z nim kontakt, nie wiem co robi, gdzie jest; nie wiedziałabym nawet gdyby np. już z nią nie był. Dzieci też nie chcą się z nim spotykać. Syn zupełnie, nawet z nim nie gada przez telefon. Córka bardzo sporadycznie na kawie. Opowiada po takich spotkaniach, że u taty jest równia pochyła w dół... i że on dopiero teraz zdał sobie sprawę co zrobił. Ja w to tak do końca nie wierzę, bo wiem, że zawsze był niezłym manipulatorem... ale z drugiej strony, dzieci czasem mają intuicję...
Ale na pewno jest tak jak piszesz, że dalej siedzi mi w głowie. Tym bardziej, że pomyliłam się - odszedł 4 miesiące temu... sprawa jest świeżutka, ale ja na szczęście jadę na antydepresantach i nieźle sobie już z tym radzę... 5 miesięcy - tyle trwał jego romans, zanim mleko się wylało i wyprowadził się z domu. Stąd moja pomyłka.
Więc - tak, mam go w głowie prawie cały czas. Nie mniej, jest mi już bardzo dobrze bez niego. To nie znaczy, że nie czuję rozgoryczenia i żalu, że to zrobił, jestem na niego zwyczajnie na maksa wkurwiona... (sorry). Ale jednocześnie doceniam WOLNOŚĆ... nic nie muszę... poznałam nowych ludzi... jest mi po prostu dobrze... a i nowi mężczyźni nagle się pojawili (to taki paradoks... przez 25 lat, gdy byłam ze swoim mężem nie było nikogo... teraz nagle dzieje się coś niezwykłego... prawdopodobnie to my same swoją postawą przyciągamy pewne sytuacje... ja na razie absolutnie nie biorę pod uwagę żadnych związków... ale to miłe).
Poza tym, ja byłam z nim od 21 roku życia... wszystko było praktycznie jemu podporządkowane, ja nawet nie wiedziałam, że można inaczej !
Dostałam po łbie, to fakt... ale jednocześnie dostałam ogromną szansę na zmiany, rozwój, pójście do przodu. Mój mąż obsadził mnie w pewnej roli... teraz jestem z niej uwolniona - i doceniam to! cieszę się tym ![]()
I jestem diabelnie, bardzo ciekawa, jak to wszystko potoczy się dalej ![]()
pozdrawiam
Jako założycielka tego postu nie życzę sobie być pomijana w rozmowach na temat tych, których imion nie wypowiadamy:) Pozwólcie, że się wtrącę.
,,Więc - tak, mam go w głowie prawie cały czas. Nie mniej, jest mi już bardzo dobrze bez niego. To nie znaczy, że nie czuję rozgoryczenia i żalu, że to zrobił, jestem na niego zwyczajnie na maksa wkurwiona... (sorry). Ale jednocześnie doceniam WOLNOŚĆ... nic nie muszę... poznałam nowych ludzi... jest mi po prostu dobrze..."
To są przemyślenia z minuty na minutę zmieniające się w zależności gdzie i w jakim momencie zatrzymujemy się by o naszej sytuacji pomyśleć. Też mam chwile: wy...laj! nie potrzebuję Cię, spieprzyłeś mi życie, mam nadzieję, że zdechniesz! Za godzinę zawieszm się, patrzę w ścianę i boli mnie , że nawet nie zadzwoni ,nie zapyta czy dajemy radę... to chyba naturalne ale wścieka mnie to! Chcę być silna i nikomu nie mówię, że mam jakieś wewnętrzne rozterki.
Wiek ma pewnie znaczenie, gdybym była dwudziestką pewnie zaimprezowałabym, trzydziestka ma już inne priorytety, mam małe dzieci więc one pochłaniają większość mojego czasu...czterdziestki mają dzieci odchowane i mogą pomyśleć o sobie..i tak myślę, że to jest najlepszy czas na rozwód. Nie jest za późno by zadbać o swój wizerunek, by wyjść z kimś na kawę, by samolubnie pochylić się w końcu nad sobą i realizować własne pragnienia. Jeśli dzieci same świadomie nie czują potrzeby przebywania z tatusiem, znaczy, że mężulek nie był wart nawet szczypty naszej pracy wkładanej w podtrzymywanie relacji, która i tak padła śmiercią naturalną.
Jesteśmy monogamiczne, brałyśmy ich na całe życie, byłyśmy wierne i tego oczekiwałyśmy od nich. Życie niestety jest okrutne. Żadna z nas nie wyobrażała sobie, że ,,to" może nas spotkać.
Nie chcemy ich powrotu i nie chcemy być same.
Chcemy tylko żeby cierpieli, żeby życie im się nie ułożyło, żeby doświadczyli tego co my teraz.
Nabierzmy przekonania, że jesteśmy lepsze, mądrzejsze. Niech nie widzą nas w roli cierpiętnic. Niech zobaczą, że ich odejście to najlepszy prezent jaki mogli nam sprawić, bo dopiero teraz żyjemy tak jak tego chciałyśmy! Bądźmy Paniami swojego losu, potrafimy o siebie zadbać a do przysłowiowego zapchanego zlewu fachowiec się znajdzie...z resztą ja i tak przepychałam zawsze sama:) Wspierajmy się na forum i szukajmy normalnych ludzi wokół. Czas niezastąpionych Bogów minął, niech będzie jak w Sexmisji....kobieta mnie bije:)
ehh dziewczyny, przed rozpoczęciem czytania tego postu ryczałam jak głupia -żal, tęsknota, ból itp itd. Kończąc czytać ostatnie wpisy siedzę i się śmieję do monitora, dodajecie wiary w lepsze jutro
Nabieram sił aby zacząć walczyć o siebie, to forum to faktycznie był strzał w 10
powoli poza uzależnieniem od mojego ex, którego uczę się wyzbywać, zaczynam uzależniać się od forum
Olimpia234.....ja też się tego nie spodziewałam, to był przypadek. Zajrzałam, przeczytałam, stwierdziłam...nie, to nie dla mnie. W którymś momencie, myślę, nie, muszę powiedzieć co o tym myślę...i wsiąkłam...uwielbiam tu być! To lepsze od zapijania smutków w samotności albo wyjścia ze znajomymi, którzy zamiast doradzić -excytują się twoją historią.
doskonale Cię rozumiem, bo miałam zupełnie tak samo. Też przypadkiem trafiłam na forum i trochę czasu zajęło mi opisanie mojej historii. Ale teraz widzę, że to bardzo mi pomaga, dostałam kilka kopniaków, kilka rzeczy zrozumiałam i co najważniejsze wiem, że z tego się wychodzi !
Ja bałam się, że ktoś mnie rozpozna. Bałam się zostać żałosną osobą szukającą w sieci pocieszenia. Ale myślę, że to nie wstyd bo tu znalazłam prawdziwie przychylne mi osoby a nawet zrozumiałam te dziewczyny, które zdawałoby się powinny być moimi wrogami. Punkt widzenia zależy od punktu leżenia. Wszystkie mamy przesrane ale fajnie, że potrafimy konstruktywnie o tym podyskutować:)
a nawet zrozumiałam te dziewczyny, które zdawałoby się powinny być moimi wrogami. Punkt widzenia zależy od punktu leżenia.
ja niestety nigdy ich nie zrozumiem, zawsze brzydziłam się zdradą i oszustwem. Jestem w stanie zrozumieć, że można się w kimś zakochać będąc w związku, ale trzeba podjąć decyzję - zostaję i motylki w brzuchu zagłuszam albo odchodzę i nie okłamuję. Kiedyś sama tak zrobiłam - zakochałam się (jak teraz się okazało w toksyku) będąc w związku z poprzednim partnerem i odeszłam od niego, nie okłamywałam go, nie działałam na 2 fronty. Skrzywdziłam tym poprzedniego partnera, ale nie tak bardzo jakbym go okłamywała i prowadziła podwójne życie.
59 2015-08-07 21:26:47 Ostatnio edytowany przez Zorija (2015-08-07 21:27:16)
Autorko, super, że się tak bezczelnie wtrąciłaś ![]()
Masz mnóstwo racji... i trochę rzeczy mi uzmysłowiłaś...
Jutro napiszę więcej, bo teraz mam wieczorne wyjście... taaaak - sama... tzn. sorry, z moją nową przyjaciółką, będziemy tańczyły i wino piły ![]()
Co robi mój mąż? Nooooo, zajmuje się swoimi nowymi "dziećmi" i ich matką, heheheheeee
...
Olimpia, pozdrawiam ![]()
nevertoolate napisał/a:a nawet zrozumiałam te dziewczyny, które zdawałoby się powinny być moimi wrogami. Punkt widzenia zależy od punktu leżenia.
ja niestety nigdy ich nie zrozumiem, zawsze brzydziłam się zdradą i oszustwem. Jestem w stanie zrozumieć, że można się w kimś zakochać będąc w związku, ale trzeba podjąć decyzję - zostaję i motylki w brzuchu zagłuszam albo odchodzę i nie okłamuję. Kiedyś sama tak zrobiłam - zakochałam się (jak teraz się okazało w toksyku) będąc w związku z poprzednim partnerem i odeszłam od niego, nie okłamywałam go, nie działałam na 2 fronty. Skrzywdziłam tym poprzedniego partnera, ale nie tak bardzo jakbym go okłamywała i prowadziła podwójne życie.
Dlatego dziwię się,że taka "prosta" rzecz, urasta do rangi problemu.Postawić kawę na ławę...nie kocham,odchodzę,trudno będziemy trochę cierpieć ale przejdzie.Mamy wolną wolę,wolną rękę...możemy sobie układać życie na nowo.Nie fałszować rzeczywistości...trudno,nie udało się i kropka.Nikt nie jest skazany na życie z kimś z kim nie chce,czy nie kocha...
Autorko, super, że się tak bezczelnie wtrąciłaś
Masz mnóstwo racji... i trochę rzeczy mi uzmysłowiłaś...
Jutro napiszę więcej, bo teraz mam wieczorne wyjście... taaaak - sama... tzn. sorry, z moją nową przyjaciółką, będziemy tańczyły i wino piły
Co robi mój mąż? Nooooo, zajmuje się swoimi nowymi "dziećmi" i ich matką, heheheheeee
...
Olimpia, pozdrawiam
A ja idę "wybiegać" kolację ![]()
62 2015-08-10 14:17:05 Ostatnio edytowany przez Zorija (2015-08-10 14:20:14)
Troszkę mi się przedłużyło to "jutro" ![]()
Nevertoolate, napisałaś kilka mądrych, fajnych rzeczy.
Po pierwsze - nigdy się nad tym nie zastanawiałam, dlaczego moje dzieci nie pragną kontaktu z ojcem. Uważałam, że to taka solidarność ze mną. Po Twoim wpisie zaczyna do mnie docierać, że ja nie mogłabym im niczego zabronić, gdyby ich więzi były odpowiednio silne, nic bym nie zrobiła. On po prostu nie jest im potrzebny, nie brakuje im go aż tak. To okropne. Jak to o nim świadczy - jak to świadczy jeszcze o czasach, gdy był tatą i mieszkał z nami.
Po drugie - masz rację, we mnie też czai się chęć odwetu. Dla czystej zemsty chciałabym, żeby mu (im) się na tyle nie powiodło, żeby został całkiem sam... albo wrócił do domu na kolanach. Ja mu wtedy powiem dokładnie to, co on mi wcześniej. Czyli spieprzaj gnojku. Chciałabym kiedyś tego doczekać.
I trzymaj się kobieto.
Niczemu nie jesteś winna.
Jest nas tylko tu, na tym forum tak dużo, że to po prostu niemożliwe, żebyśmy wszystkie były winne - czegokolwiek. To ich dopada kryzys wieku średniego, obniża im się poziom testosteronu i czują, że to ostatni moment, żeby jeszcze coś zaliczyć na boku. I to za wszelką cenę - bo muszą sobie jeszcze coś udowodnić, zanim się zestarzeją. Nawet za cenę rodziny, żony. Często robią z siebie zwyczajnych pajaców.
Ciekawa jestem ile czasu to trwa, zanim przychodzi świadomość, co się nawyrabiało...
Hej dziewczyny. Nadal nie wierzę, że tu jestem, ale mam ogromną potrzebe opisac swoja historie. Z moim (jeszcze) mężem jestem od 9 lat w tym 4 lata małżeństwa. Miesiąc po slubie wyjechalismy razem za granice, "by ulatwic sobie start w nowe zycie". Wszystko bylo super, wzajemnie sie wspieralismy, a wiadomo zycie w obcym kraju nie jest latwe. Jedyny problem tkwil w tym, ze pracujemy caly czas w jednej firmie, praktycznie reka, w reke. Zdawalismy sobie sprawe, ze to nie jest dobre dla naszego zwiazku ale wspolnie doszlismy do wniosku, ze na razie tak wszystko zostawiamy, poniewaz nie ma problemow z dojazdem do pracy, ze wspolnym urlopem na wyjazdy do Polski. I tak nasze zycie plynelo...zwiedzalismy co sie dalo, spelnialismy swoje marzenia. W koncu nadszedl czas na dziecko, ja sie troche bronilam, bo nie mialam jeszcze umowy na stale. Ale w koncu ja dostalam i zaczelismy starania. Trwalo to ok 8 miesiecy i udalo sie!!! Bylismy najszczesliwsi pod sloncem. Maż tak sie cieszyl, planowal jak to rozegramy, kupilismy nawet lepszy aparat zeby wszystko "pięknie udokumentowac". Niestety nasze szczescie nie trwalo dlugo. W 8 tygodniu ciazy poronilam. Byl to dla nas ogromny szok, nigdy bym sie tego nie spodziewala. Bardzo to przezywalam, maz mnie pocieszal jak potrafil i powtarzal, ze jak tylko bede mogla bedziemy sie strarac o kolejne dziecko. Zylam z dnia na dzien wyczekujac tego dnia gdy znow pod sercem pojawi sie "nasza mala kruszynka"...Gdy juz ten moment mial nastapic moj maz oznajmil mi, ze cos sie w nim wypalilo i chce sie rozstac, ze jest jeszcze mlody i chcialby sprobowac z "kims innym". Zalamalam sie, zwlaszcza, ze okazalo sie, ze tym kims innym jest kolezanka z pracy ( 2 dzieci, maz, dom na kredyt). Wszystko miedzy nimi zaczelo sie mniej wiecej w okresie gdy bylam w ciazy, bo zaczelismy dojezdzac razem jednym autem do pracy ( ze wzgledow ekonomicznych). Wydawalo mi sie wtedy ze tworzymy fajna ekipe, we trojke dobrze sie dogadujemy. Ale w pewnym momencie moj maz i ona zaczeli sie dogadywac lepiej. Najgorsze jest to, ze romans mojego meza rozgrywal sie (i prawdopodobnie nadal sie rozgrywa) na moich oczach, poniewaz nadal pracujemy razem. To wszystko trwa od 4 miesiecy, maz w miedzyczasie wyprowadzil sie na tydzien, ale wrocil. PO czym znow chcial sie wyprowadzic, ale ublagalam go zeby odpuscil sobie do urlopu w Polsce, z ktorego wlasnie wrocilimsy. Niestety wlasnie mi powiedzial, ze nic sie nie zmienilo i jest w 100 % pewny ze nie chce ze mna byc. Poinformowal o tym naszych rodzicow, ktorzy probowali nam pomoc. Wszyscy nasi wspolni znajomi tez probowali "przemowic mu do rozsadku" ale to nic nie dalo. W tej chwili czuje sie jak na bombie, poniewaz czekam na wyprowadzke meza. Juz raz to przezylam, wtedy po tygodniu wrocil ale ze mna bylo tragicznie. Teraz jest tragicznie juz w tej chwili. Dziewczyny pomozcie!!!! Blagam!!!!
Nadzieja...nic na siłę.Wiem,że to ciężko,znam to z autopsji.Pomóż mu spakować walizkę i niech idzie,tam gdzie będzie mu "lepiej"...
Okazał się gówniarzem,i tyle.
Wiem, ze jest gowniarzem...wszyscy mi to mowia...ale to tak trudno wbic sobie do glowy. Tak trudno zrozumiec, ze osoba, w ktorej widzialo si caly swiat i planowalo zycie w najgorszym momencie zycia po prostu ucieka... Wiem, ze nic na sile...probowalam na sile przez 4 miesiace i nic to nie dalo. Ale jak znalezc w sobie sile, by tak nagle zyc samemu, nie czuc obecnosci tej drugiej osoby, jej zapachu, dotyku...