Wiem, że już sporo wątków było na ten temat ale chciałabym usłyszeć może jakieś pocieszające słowa lub radę, która da mi siłę. Byłam z chłopakiem ponad 6 lat, zapewniał o miłości, o tym jaki jest szczęśliwy mając mnie, nie mógł się doczekać wspólnego mieszkania, wspominał o ślubie... Wybaczałam mu sporo, bo już wcześniej mieliśmy parę krótkich rozstań, bo się zakochiwał. Potem jednak zawsze twierdził, że był głupi, że sam nie wierzy jak on mógł i było cudownie.
I nagle, 4 miesiące temu koniec. Zakochał się. Myślałam, że może będzie jak zawsze, że mu przejdzie i wrócimy. Ale nie, nie chce. Powiedział mi prosto w twarz, że doszedł do wniosku, że jednak nigdy mnie nie kochał i mu na mnie nie zależało. Jak można być z kimś tyle czasu i go nie kochać?
Nie idealizuję naszego związku, wiem, ze jest ch..., umiałabym wymienić więcej jego wad niż zalet a mimo to każdego dnia budzę się z myślą i błaganiem, żeby wrócił. Piszę do niego, proszę o szansę - wiem, że nie powinnam, nie szanuję sama siebie, poniżam się, przez co mam o sobie jeszcze gorsze zdanie. Nie wiem kompletnie jak to przetrwać. Myślałam, że z czasem będzie lepiej ale nie jest, tęsknię za nim w każdej minucie.
Staram zająć sobie czymś czas, ale nigdy nie jest tak, że nie da się nie myśleć, to wraca w najmniej oczekiwanej chwili. Nie szanuję siebie, mam niską samoocenę, no bo do czego się nadaję, skoro przez tyle czasu nie byłam warta miłości? Dlaczego ze mną był, dla seksu? Nie wiem jaka mogłaby być inna przyczyna. A jeśli tak to wychodzi na to, że tylko do tego się nadaję. Wszyscy mówią przetrzymaj, przejdzie, zapomnisz, ale co jeśli nie? Minęło już tyle czasu a ja nadal zachowuję się jak wariatka, jakby coś mnie przymuszało do próbowania, bo inaczej rozpadnę się od środka. A co jeśli to nie przejdzie? Jeśli już zawszę będę miała tak żałosne życie? Byłam z nim każdego dnia a teraz jestem sama. Niektóre złamane serca się nie zrastają ![]()
Kiedyś byłam wesołą, pewną siebie, inteligentną osobą. A teraz jestem żałosna, ciągle płaczę i uważam, że jestem nic niewartym zerem. On mnie zniszczył. A mimo to wciąż go kocham.
Znielubiłam siebie, jedyną pociechą wydają się myśli, że wypadki się zdarzają, może i dla mnie jest szansa? Zdaję sobie sprawę, że to nie jest zdrowe, ale jak zmienić myślenie? Każdy twierdzi, że trzeba lubić siebie, zmienić myślenie. Ale jak? Wiem, że powinnam ale zwykłe wmawianie sobie nic nie daje. Jak?
2 2015-07-31 17:25:57 Ostatnio edytowany przez madoja (2015-07-31 17:26:40)
Oczywiście że Cię kochał, inaczej nie byłby z Tobą tyle czasu. Po prostu to ten typ któremu szybko przechodzi i wciąż zakochuje się w kimś nowym. Nie ma w tym żadnej Twojej winy, to sprawa jego osobowości.
4 miesiące to bardzo krótko.
Nie wiem dlaczego sądzisz że to "tyle czasu".
"Niektóre złamane serca się nie zrastają" - pierwsze słyszę. Nie znałam ani nie słyszałam jeszcze o osobie której by w końcu nie przeszło. Chyba tylko w filmach romantycznych jest inaczej.
To co teraz przechodzisz jest zupełnie normalne. Nawet to że go prosisz i się poniżasz jest normalne. To, że boisz się że nigdy Ci nie przejdzie, a także to że czujesz się jak śmieć - też.
Po prostu pozwól by upłynął czas. Nie ma żadnej innej metody na złamane serce. Po prostu czekać. Postaraj się przy tym jednak powalczyć z pokusami i przestać do niego pisać. Sama widzisz, że spróbowałaś wszystkiego, a on nie chce. Masz czyste sumienie - dawałaś mu szanse. Nic więcej nie możesz zrobić.
Płacz, rozpaczaj, tęsknij - zrób wszystko czego ta żałoba od Ciebie wymaga. A po jakimś czasie sama zobaczysz że z dnia na dzień jest coraz lepiej.
3 2015-07-31 17:36:35 Ostatnio edytowany przez weronka44 (2015-07-31 17:42:44)
I rób coś - typu fitness, taniec, przestawianie mebli - zajmij ręce, ciało, przy tym głowę. Wysiłek fizyczny dostarczy ci endorfin ![]()
Poczytaj co tu ludzie piszą- niektórzy mają rację ![]()
Będzie lepiej. Po prostu - życie płynie i się zmienia, my się zmieniamy - nie ma w tym nic złego. Złe są kłamstwa i manipulacje...
Spójrz na siebie - niedługo wrócisz do takiej siebie jak byłaś przed związkiem. I będziesz mądrzejsza i "świadomsza"
Jesteś warta miłości - ja też
i każdy...
Oczywiście że Cię kochał, inaczej nie byłby z Tobą tyle czasu. Po prostu to ten typ któremu szybko przechodzi i wciąż zakochuje się w kimś nowym. Nie ma w tym żadnej Twojej winy, to sprawa jego osobowości.
4 miesiące to bardzo krótko.
Nie wiem dlaczego sądzisz że to "tyle czasu".
"Niektóre złamane serca się nie zrastają" - pierwsze słyszę. Nie znałam ani nie słyszałam jeszcze o osobie której by w końcu nie przeszło. Chyba tylko w filmach romantycznych jest inaczej.To co teraz przechodzisz jest zupełnie normalne. Nawet to że go prosisz i się poniżasz jest normalne. To, że boisz się że nigdy Ci nie przejdzie, a także to że czujesz się jak śmieć - też.
Po prostu pozwól by upłynął czas. Nie ma żadnej innej metody na złamane serce. Po prostu czekać. Postaraj się przy tym jednak powalczyć z pokusami i przestać do niego pisać. Sama widzisz, że spróbowałaś wszystkiego, a on nie chce. Masz czyste sumienie - dawałaś mu szanse. Nic więcej nie możesz zrobić.
Płacz, rozpaczaj, tęsknij - zrób wszystko czego ta żałoba od Ciebie wymaga. A po jakimś czasie sama zobaczysz że z dnia na dzień jest coraz lepiej.
Nie wiem czy można moje przykłady podciągnąć pod niezagojone serce ale moja była nigdy się nie odkochała do swojego ek 2 lata, 3 miesiące temu mnie rzuciła i wróciła do niego ![]()
Drugi przykład to mój znajomy, 2 albo 3 lata po rozstaniu a on wciąż się nie wyleczył z tej miłości.
Witam! Czytajac twoja historie myslalam ze jest o mnie napisana .... Mam taki sam problem:( jesli masz ochote mozemy porozmawiac przez emaile ? Razem bedzie nam latwiej .....?
Jadzka123 - bardzo chętnie, napisz, będzie mi miło.
Jedno, co ciężko mi jeszcze pojąć, to to, że on żyje jakby nic się nie stało - bawi się, imprezuje, śmieje, jest szczęśliwy. Nie życzę mu źle, nie umiem, ale nie mogę zrozumieć jak może gdy tak bardzo mnie skrzywdził, jak może się cieszyć życiem, kiedy ja najchętniej bym z nim skończyła?
Jestem może nieco zbyt wrażliwa, przejmuję się wieloma rzeczami ale to dla mnie niepojęte. Zrujnować komuś życie i nie mieć wyrzutów sumienia, żyć jak gdyby nigdy nic.
Jedyne co cię postawi na nogi to poczucie godności. Robi się to tak: siada się przed lustrem, patrzy się i mówi: "No stało się, jestem sama, a temu frajerowi do widzenia! A teraz idę z koleżankami na basen a potem na rower, żeby mieć fajną pupcię". Proste?
. Chyba wiesz, co to znaczy poczucie godności? Każdy wie. Tylko odkop je w sobie.
No właśnie z tym mam problem. Próbuję, powtarzam sobie często, że na mnie nie zasługuje i jestem wartościową osobą a on będzie żałował. Ale to gadanie. Bo tak nie czuję, mimo, że to powtarzam. I kompletnie nie wiem jak to zmienić.
Robię rzeczy, które lubię, małe przyjemności, ćwiczę, schudłam już sporo, nawet ja pierwsza zagadałam do obcego faceta. Ale tak naprawdę nie mam ochoty wychodzić do ludzi, bo to mnie nuży, nigdy nie byłam zbyt rozrywkową osobą. Tak naprawdę jedyną osobą, z którą chciałabym porozmawiać jest on - i koło się zamyka.
No właśnie z tym mam problem. Próbuję, powtarzam sobie często, że na mnie nie zasługuje i jestem wartościową osobą a on będzie żałował. Ale to gadanie. Bo tak nie czuję, mimo, że to powtarzam. I kompletnie nie wiem jak to zmienić.
Robię rzeczy, które lubię, małe przyjemności, ćwiczę, schudłam już sporo, nawet ja pierwsza zagadałam do obcego faceta. Ale tak naprawdę nie mam ochoty wychodzić do ludzi, bo to mnie nuży, nigdy nie byłam zbyt rozrywkową osobą. Tak naprawdę jedyną osobą, z którą chciałabym porozmawiać jest on - i koło się zamyka.
Eeee tam, bo to oznacza, że się nie przeprojektowałaś na poziomie emocjonalnym. Ale jest szansa. Jak będziesz dalej dzień w dzień robiła to, co opisujesz w drugim akapicie (tylko dołóż do tego jeszcze spotkania i wyjścia ze znajomymi) to się w końcu emocjonalnie i rozumowo spotkasz
.
Dark.wings to jest mój e-mail AgnieszkaPier@wp.pl
Tydzien po przyjezdzie z moim dzieckiem do polski na wakacje dostalam dlugiego smsa od mojego ukochanego ze nie mam juz powrotu bo ten dom juz jest jego i kobiety jego zycia,ze zakochal sie jak nigdy dotad i nie widzi zycia bez niej,co sie okazalo z moja najlepsza przyjaciolka.powiedzial ze zabierze mi tylko dziecko a ja mam sie nie pokazywac.zycie w jednej sekundzie stanelo,myslalam ze to sen ze zaraz sie obudze ,to nie byl jednak sen,moja ex przyjaciolka mi tylko napisala ze to bylo silniejsze od niej i wreszcie jest szczesliwa. Obydwoje mi groza za zabiora mi dziecko a ja mam isc w piz.....groza ze jak sie zblize do ich mieszkania to pozaluje i mnie zniszcza wiedza ze jedtem slaba psychicznie, stracilam jego,dom a teraz dziecko chca mi zabrac,to nie jest takie proste bo mam tam meldunek i jak wroce za tydzien moge wezwac policje ale.....jest 5letnie dziecko ktore codziennie mnie pyta kiedy wracamy do domku.,szkoly i kolegow,nie moge mieszkac z nimi w jednym domu,Serce mi rozrywa,ja tak go kocham i kocham mojego ukochanego,dlaczego to tak boli a walka jeszcze przedemna
No właśnie z tym mam problem. Próbuję, powtarzam sobie często, że na mnie nie zasługuje i jestem wartościową osobą a on będzie żałował. Ale to gadanie. Bo tak nie czuję, mimo, że to powtarzam. I kompletnie nie wiem jak to zmienić.
Robię rzeczy, które lubię, małe przyjemności, ćwiczę, schudłam już sporo, nawet ja pierwsza zagadałam do obcego faceta. Ale tak naprawdę nie mam ochoty wychodzić do ludzi, bo to mnie nuży, nigdy nie byłam zbyt rozrywkową osobą. Tak naprawdę jedyną osobą, z którą chciałabym porozmawiać jest on - i koło się zamyka.
dark.wings jestem dokładnie na tym samym etapie co ty, powtarzam sobie dziennie że nie był mnie wart, że zasługuje na kogoś lepszego niż on, ale nie czuję że jestem wewnętrzne przekonana do tych słów. Były zdeptał poczucie mojej wartości :-/
A ciągle zmuszanie się do wyjścia chwilami mnie już męczy
Nie chce mi sie zyc myslalam o zrobieniu czegos tragicznego ale mam dziecko,choc nie mam juz domu .i zabral mi wdzystko,nadzieje,milosc,szczescie,ja dalej czekam az wroci do mnie
Najgorsze jest ze obwinia mnie,ze to przezemnie znalazl nowa milosc ,ze ja jestem winna wszystkiemu ,nie umiem z tym zyc
aniolek-k1 - bardzo Ci współczuje, Twoja sytuacja pokazuje, że są gorsze tragedie od mojej (przez co notabene czuję się chyba jeszcze gorzej, bo ja się zadręczam a innych spotykają "prawdziwe" tragedie). Wiem, co powinnaś zrobić, i Ty też wiesz. Tylko między wiedzą a siłą do tego jest przepaść - i to jest najgorsze. Życzę i sobie i Tobie, abyśmy znalazły tę siłę. Ty stanowczo masz dla kogo.
Jako chemiczka uważam, że osoba, która znajdzie związek blokujący związki odpowiedzialne za odczuwanie różnych emocji powinna dostać Nobla.
Powtórzę się ale kompletnie nie rozumiem jak można stać się kompletnie nikim dla kogoś, dla kogo rzekomo znaczyło się wiele
I żyć normalnie, kiedy Ty nie masz siły wstawać z łóżka...
doskonale Cię rozumiem bo sama przeszłam podobną historię, od mojego ostatniego rozstania minęło dopiero 2 dni, więc sprawa jest bardzo świeża. Popełniałam przez ostatni rok wiele błędów i wiem jedno, nie pisz do niego, nie błagaj, wiem, że to trudne ale nie masz innego wyjścia. Jeśli sam zda sobie sprawę, że źle postąpił to będzie wiedział jak Cię znaleźć. Twoje prośby błagania nic nie dadzą. On sam musi zrozumieć czego tak naprawdę chce i sam dla siebie musi się zmienić, jeśli tego nie zrobi to znaczy, że nie jest dla Ciebie. Staraj się odciąć od niego, wyznacz sobie cele i do nich dąż. Czas naprawdę działa cuda i będzie lepiej. Być może za jakiś czas zrozumiesz, że nie jest i nie był Ciebie wart.
Ja bylam w związku prawie 7 lat tego roku we wrześniu miałam wychodzić za mąż
mieszkalismy razem 2 lata u moich rodziców wiadomo były kłótnie ale jak w każdym związku aż do czasu gdy dostalismy od gminy mieszkanie do remontu wszystko super pięknie bylam szczęśliwa że w końcu na swoim wzięłam sama 11,5 tysiąca kredytu na remont zaczęliśmy remontować kasa wydana remont zrobiony i zaczęło się psuć ciągle wtrącanie jego rodzinny tolerowałam do czasu aż nie wytrzymalam i pow że dłużej nie będą się wtrącać bo my będziemy tam mieszkać a nie jego siostra! Dodam że mój ex zawsze za mną szedł chociaż czasem nie miałam racji aż do tego dnia gdy usłyszała że się wyprowadza do siostry i nie będzie ze mną rozmawiał nie wiem co mu siostra obiecała ale zmienił się nie do poznania już nie umielismy rozmawiać zwodzil mnie
chciałam wiedzieć na czym stoję a tu po jakimś czasie dowiedzialam się ze nie chce ślubu bo siostra mu tak doradziła żeby poczekał rok albo dwa.... Nie rozmawialiśmy ze sobą tydzień aż w końcu poszlam na mieszkanie i doznalam szoku wszystko inaczej niż ustalalismy wszystko tak jak jego siostra chciała.... Doszło do tego że zrzekłam się mieszkania na ich korzyść bo nie umialam tego psychicznie wytrzymać
zostałam sama z kredytem i bez niczego a jak ostatnio spotkałm mojego ex z siostrami to wysmiali mi się w twarz. Tak mnie zapewniał że kocha że jestem ta jedyną że nigdy mnie nie skrzywdzi a teraz nawet mnie wyzywa:((((
18 2015-08-01 15:18:12 Ostatnio edytowany przez inaczej_inna (2015-08-01 15:24:30)
Przechodziłam przez to samo około 2,5 roku temu. Rozumiem dokładnie te uczucia, o których piszesz. Zajęło mi ponad pół roku, żeby dojśc do siebie, też próbowałam się z nim kontaktowac itd., ale przeszło. Teraz nawet spotykamy się u wspólnych znajomych, On z kolejnymi dziewczynami, a ja nie czuję już tego. Wtedy podczas tego rozstania byłam sama, dlatego tak cierpiałam, wszystko ukrywałam. Teraz przechodzę kolejne rozstanie i wiem, że bardzo pomagają rozmowy, chocby takie mailowe, jak opiszesz komuś, jak się czujesz, co Cię boli. Zajmiesz wtedy swoje myśli, skierujesz je w inną stronę. Jeśli chcesz możesz do mnie też napisac, opisac co się u Ciebie dzieje, wyrzucic żale. Osoba z zewnątrz łatwiej wytknie wady Twojego ex i zwróci Ci uwagę, że to Ty byłaś bardziej wartościowa i jesteś. ![]()
Najważniejsze, żebyś nie obserwowała, co On teraz robi, jak sobie radzi, to Cię wpędza tylko w większy dołek. Wyrzuc go na fb, usuń numer telefonu i skasuj miłosne smsy i, nie wracaj do tego. Wierz mi, jeśli będzie chciał do Ciebie wrócic, to sam Cię znajdzie, Tobie kontakt do niego nie jest już potrzebny.
Wszystkie osoby tu piszące mają rację, zajmij czymś swoje myśli i ciało, biegaj, uprawiaj jakiś sport. Niekoniecznie ze znajomymi, bo ja wiem, że w takich momentach unika się ludzi.
Za mną dopiero pierwszy tydzień od rozstania, też mam myśli może by napisac i sprawdzic jak się ma. Ale nie, nie będę pisac, zranił mnie jak nikt inny i za dużo czasu mu już poświęciłam, teraz czas dla mnie i dla CIebie też dark. wings
Powodzenia
19 2015-08-01 16:30:36 Ostatnio edytowany przez zahir2603 (2015-08-01 16:47:06)
Nie obwiniaj się! To nie twoja wina! Ten typ tak ma;) a tak serio. U mnie minęło pół roku. Przez dwa pierwsze miesiące zachowywałam sie tak jak ty. SMS-y z prośbami żeby wrócił itp. To nic nie da, tylko siebie niszczysz. On nie wróci bo cię nie kocha!
Mi ppomogła wizyta u psychologa. Jedno proste pytanie Pani psycholog: czy to coś da?! ( te esmsy)...no właśnie!. Nic ci to nie da. Tracisz czas, który mozesz poswiecic na zapominanie ( im szybciej tym lepiej).
Musisz się czymś zająć. Rób to co lubisz. Mi najbardziej myśli zajmuje czytanie i oglądanie filmów. Na początku jest ciężko. Ani fajna książka, ani film nie wciągają na długo. Bo te myśli o nim w pierwszych tygodniach u mnie były non stop. Ale z każdym dniem, tygodniem będzie lepiej (Naprawdę!)
I najważniejsze: ludzie. Wychodz do ludzi. Spotykaj się z rodzina, koleżankami ( oczywiscie jak masz akurat na to ochote) Otaczaj się pozytywnymi ludźmi. Przebywanie w towarzystwie smutasów i pesymistow pogorszy twój nastrój. Obgadaj go jak trzeba ale nie z każdym i nie co dzień!:).
No i dbaj o siebie. Kupuje co chcesz, jedź co chcesz, pij ile chcesz(:-) z tym umiarkowanie bo pogarsza nastrój)
Po prostu musisz te cholerne myśli odgonić od siebie za wszelką cenę. U mnie po tych 6 miesiącach jest już w miarę ok!( jak na ten etap).
Polecam ci blog uciekamydoprzodu.
I najważniejsze silna wola i zerwij kontakt całkowicie . Ja dalam rade! Trzy miesiące spokoju potem mąż się odezwał( żeby pokazać że jest dupkiem do kwadratu)!
Na szczęście jestem już silniejsza i potrafię nie odpisywac.
Z emocjami też lepiej. Choć jeszcze wiele zmiennych uczuć przed nami...
Dziękuję wszystkim za słowa wsparcia
gdy chcę napisać kolejny raz, czytam od nowa posty i na razie wytrzymuję.
Kiedyś myślałam, że ze wszystkim poradzę sobie sama. Jak widać nie wyszło.
Żałuję też, że moje przyjaciółki tak naprawdę nie rozumieją, nie mogę im się zwierzać, bo uważają, że mam zapomnieć i sama się nakręcam tylko ;/ i tyle.
To co wszystko piszecie, mimo, że w teorii to wiem (a mimo wiedzy i tak robię coś przeciwnego) to jednak trochę pomaga. Najgorsze chyba jest to poczucie, że nic sobą nie reprezentuję. No bo skoro przez 6 lat mnie nie kochał jak twierdzi, to może po prostu nie jestem warta miłości? Boję się być zawsze sama, ale jednocześnie nie chcę być z kimś, byle być, chcę jego, mimo, że nie powinnam.
Naprawdę, dziękuję za okazane wsparcie, od obcych osób można go doświadczyć bardziej niż od znajomych (okazało się, że "nasi" znajomi jak sądziłam okazali się jego znajomymi, nikt nawet nie zapytał jak się trzymam, nie zagadał, zostałam sama).
Ja też tak mam z moim niby przyjaciółkami doskonale cię rozumiem... Ja dziś wróciłam z pracy i znowu ta pustka
zawsze mialam od niego co godz tel SMS-y wracalam do domu i mnie witał a teraz cisza ![]()
22 2015-08-01 20:38:12 Ostatnio edytowany przez zahir2603 (2015-08-01 20:38:41)
Wielokrotnie zdarzy ci się nie wytrzymać. Zapewne nie raz napiszesz, być może zadzwonisz. Ale nie przejmuj się,kiedyś będzie takich ciężkich dni mniej.Kobiety, kktóre nie przeszły porzucenia nie zrozumiejá. Nie wiedzą jak to jest budzić sie i zasypiac z myślą o nim , choć cholernie tego nie chcesz.
I blagam cie nie obwiniaj się! Jesteś wartościową kobieta a ten dupek ma poczucie winy więc zwalic na kogoś musi. Ja co chwilę dostaje SMS-y, że to moja wina!
I na początku się przejmowałam a teraz to olewam, bo po co przejmować się dzieciuchem! Mam dziecko które potrzebuje matki a nie tatusia, który nie wie co chce!
Zapamiętaj " ...z czasem poznasz kogoś wartościowego, bo byłe gowno można znaleźć na poczekaniu":)
Zahir2603 bardzo bym chciała mieć takie nastawienie jak Ty bardzo Cię podziwiam.... Mam nadzieję że za nie długo my też tak będziemy tak pozytywnie nastawione
Żal mi Was dziewczyny...żal mi ludzi,kobiet mężczyzn,którzy muszą się borykać z takim życiowym szambem,bo inaczej tego nazwać nie można.I nie dajcie sobie wmówić,że to Wasza wina.Niech idzie patałach tam gdzie mu dobrze.A Wy wstańcie z kolan i pokażcie skoorwielom klasę.
25 2015-08-01 21:06:03 Ostatnio edytowany przez zahir2603 (2015-08-01 21:07:00)
Jadzka123 czasem trzeba upaść na dno, żeby wstać. A w moim przypadku upadlam i kiedy już wstawalam dostałam kopa, który mnie powalił. Powalił ale tez uswiadomil, że to nie są żarty. Ten PAN nie żartuje.
Musimy dać radę. Ja muszę dla corci, która na pytanie: chcesz spać u taty? Odpowiada: nigdy w życiu!...i to jest moja wina????!:)
26 2015-08-01 21:36:30 Ostatnio edytowany przez dark.wings (2015-08-01 21:59:40)
Naprawdę, jak czuć się coś wartym, skoro przez tyle lat nie zasłużyłam na jego miłość
? I skoro wszyscy znajomi mnie opuścili, wybierając jego?
Musimy się wspierać nawzajem
jesteś warta duzoo i wierze w to że oni będą żałować tego że nas tak potraktowali....
Czasem, w takich chwilach jak teraz czuje, ze sobie nie poradze, nie chce bez niego zyc
nie dam rady
Dark.wings musisz ja dziś jade z kolegami na basen taki mały relax muszę zapomnieć i ty też kochana.... Ja jak sobie pomyśle że on się bawi doskonale z znajomymi a może z jakąś inną dziewczyna to mnie krew zalewa ale nic nie poradze na to :\
Ależ oczywiście,że dasz radę.Musisz tylko chcieć,dla siebie, nie innych.Myślę sobie,że facet z którym byłaś był niedojrzały emocjonalnie,skoro skakał ciągle z kwiatka na kwiatek.Pomyśl teraz,że stałoby się to jak mielibyście dzieci.Wtedy, byłoby zapewne ciężej...
Jadzka123...ma rację...wyskocz gdzieś,zajmij się czymś,czytaj...rób bzdury,cokolwiek.Choć z autopsji wiem,jak to będzie wyglądało.Przyklejony uśmiech nr.2 i ciągła gadka,że wszystko jest w porządku.A z tyłu głowy myśli wwiercające się z siłą młota pneumatycznego.
Zacznij może od takiej terapii...przypomnij sobie i myśl o tym,jakie złe rzeczy były w Twoim związku,bo zwykle po rozstaniu człowiek pamięta tylko te dobre...
I dlatego trawa jest mniej zieleńsza a truskawki ze śmietaną nie smakują już tak jak kiedyś...z nim.
Pomyśl ile zrobił złego,jak płakałaś za każdym razem kiedy on postanowił się "zakochać"...
Pomyśl o tym w jakim świetle stawiał Ciebie,kiedy wracał?Ty go kochasz,a on nie był w stanie okazać Ci elementarnego szacunku...i nie mówię tu o szacunku tylko w odniesieniu do związku,ale jako człowieka.
Niech idzie,niech próbuje bawić się w dom...na takich glinianych fundamentach, nie zbuduje nic trwałego,to pozory.
Wiem,że to oklepany slogan,ale jak najbardziej prawdziwy...czas leczy rany.Daj go sobie...dla siebie.
Majkaszpilka ma rację ją dziennie przypominam sobie ile złego mi wyrządził S a itak czasem za nim płacze w poduszkę jest ciężko ale musimy dać sobie radę... A najgorsze jest to gdy podchodzą do mnie znajomi i pytają jak przygotowania do śluby że już pewnie się doczekać nie umiem że to już tylko miesiąc i uwierz mi wtedy łzy same pojawiają się w moich oczach ale zaciskam zeby i mowie o rozstaniu i że jestem szczęśliwa bez niego chociaż to bzdury.
Tak czytam Wasze historie i widze, ze kazda z Was sobie w koncu poradzila. A mimo to do glupiego umyslu nadal nie dociera, nie moge pojac jak mozna zyc, a moze nawet zapomniec o kims, kto jest dla ciebie najwazniejszy, dla ktorego zrobilabys wszystko, mimo, ze na to kompletnie nie zasluguje.
Oboje mamy teraz urlopy, bo planowalismy wspolne wakacje i on pojechal ze znajomymi... boje sie, ze kogos moze poznac, bedzie sie bawil ![]()
Mój ex już chyba kogoś poznał i dobrze się bawi serce mi pęka
ale nic nie mogę zrobić 4 miesiące minęły od rozstania a ja ciągle nie potrafię normalnie funkcjonować jest mi ciężko bardzo a w szczególności teraz gdy jestem sama w domu ![]()
Jadzka123 napisalam do Ciebie na mejlu, nasze historie chyba rzeczywiscie sa bardzo podibne, moze razem bedzie nam lzej
35 2015-08-03 15:54:01 Ostatnio edytowany przez Elle88 (2015-08-03 15:56:08)
nie moge pojac jak mozna zyc, a moze nawet zapomniec o kims, kto jest dla ciebie najwazniejszy, dla ktorego zrobilabys wszystko, mimo, ze na to kompletnie nie zasluguje .
Pewnie właśnie dlatego. Na logikę - skoro nie zasługuje to zachował się zgodnie z tym, jaki był/jest, wszystko się zgadza ![]()
A na przyszłość nie radzę uganiać się i "rzucać świat do stóp" komuś, kto nie odpłaca nam tym samym, albo kogo przy nas zwyczajnie nie ma i potem mieć pretensje do świata, że się nam odpowiednio (wg naszego pojęcia) nie odpłacił.
To tak jakby mieć pretensje do pieniędzy, które wydało się na bezdurno, że ..się wzięły i wydały. Same! ![]()
Dostaniesz tylko tyle, na ile druga osoba Cię "wyceniła", a tak naprawdę - na ile sam siebie wyceniasz, na ile sobie warunki wynegocjujesz.
Mało romantyczne stwierdzenie? Może, choć tylko pozornie brzmi zimno i sucho. Ważne, że jest prawdziwe.
Dark.wings napisałam do ciebie na e-mail
Elle88 to nie bylo tak, ze ja bylam na kazde jego zawolanie, mielismy swoje zajecia, jak cos mi nie pasowalo to tego nie robilam. Sila rzeczy no znajomych mielismy wspolnych, bo jestesmy z jednego miasta.
Po prostu mam ta swiadomosc, ze gdyby naprawde stalo sie cos waznego, nie wahalabym sie sekundy, zeby mu pomoc. Powinnam byc dla siebie najwazniejsza ale jak zmienic myslenie?
Chcialabym tylko zeby mnie kochal ![]()
Dark.winks to nie jest tak, że my sobie poradzilysmy a ty tego nie możesz pojąć jak on mógł to zrobic?! Po prostu jest jeszcze za wcześnie dla ciebie. Ja jestem już na etapie, że wiem, że on jest inny, że myśli inaczej niż ja, że ma inne priorytety zyciowe itp itd, a ty jesteś na etapie: dlaczego?! jak on mógł, dlaczego mnie to spotkało?!...te wszystkie emocje są normalne i musisz je przejść. Niczego nie przyspieszysz.
Jest ciężko dziewczyny ale nie my pierwsze i nie ostatnie:( niestety. Mnie też szlag trafia, że jestem sama z dzieckiem a on sobie karierę robi, zarabia grubą kasę.
Na dodatek nadal mną manipuluje. Chciałby mnie mieć ale na swoich warunkach i w swoim czasie. A rodzina to chyba powinna być całodobowa. Chyba, że jak w tej reklamie: corciu chcę dziś wolne!? mam katar, boli mnie głowa:)...ech to zycie
A jeśli to nie przejdzie i już tak żałosne będzie moje życie? Naprawdę nie zdarza się już tak, że można kochać jedną osobę na zawsze?
Minął prawie rok, odkąd nie jesteśmy razem. Ostatnio próbowałam odnowić kontakt. Gadaliśmy, jednak nie tak jak kiedyś, był taki zimny, odległy. Dziś powiedział wprost, że nic z tego nie będzie
Minął prawie rok a nie jest ani trochę lepiej. Każdy dzień to katorga. Wszyscy mówią, że przechodzi ale to nie przechodzi. Czemu to w ogóle nie przechodzi? Co robić
? Przez resztę życia ma tak boleć? Mam tak tęsknić? To boli tak, że przychodzą myśli, że lepiej już nie żyć
(nie, nie zabiję się).
Dark, przejrzyj sobie mój wątek - mam tam małą psychoanalizę od dziewczyn, która pomogła. Trochę, ale jednak. W takiej beznadziei "trochę" to dużo ![]()
42 2016-01-07 10:16:09 Ostatnio edytowany przez Garance_30 (2016-01-07 10:16:22)
Minął prawie rok, odkąd nie jesteśmy razem. Ostatnio próbowałam odnowić kontakt. Gadaliśmy, jednak nie tak jak kiedyś, był taki zimny, odległy. Dziś powiedział wprost, że nic z tego nie będzie
Minął prawie rok a nie jest ani trochę lepiej. Każdy dzień to katorga. Wszyscy mówią, że przechodzi ale to nie przechodzi. Czemu to w ogóle nie przechodzi? Co robić
? Przez resztę życia ma tak boleć? Mam tak tęsknić? To boli tak, że przychodzą myśli, że lepiej już nie żyć
(nie, nie zabiję się).
Szkoda, że swoje "źródło zasilania życiowego" nadal masz podłączone do ex i byłego związku. Zastanów się co daje ci takie życie przeszłością i dlaczego nie potrafisz się pogodzić z odrzuceniem i stratą. PS. Zaczął się nowy rok - nie przewegetuj go
.
Ja też żałuję ale nie wiem co jeszcze miałabym zrobić, żeby to przeszło... Wiem, że takie życie przeszłością nie daje nic i tylko rani ale nie mozna zablokować mysli, przynajmniej ja nie wiem jak. A pogodzić się nie mogę, bo wciąż go kocham. To, że on zdecydował o rozstaniu nie spowodowało automatycznie, że mi przestało zależeć. Niestety.
44 2016-01-07 13:34:27 Ostatnio edytowany przez paulo71 (2016-01-07 13:39:02)
Ja też żałuję ale nie wiem co jeszcze miałabym zrobić, żeby to przeszło... Wiem, że takie życie przeszłością nie daje nic i tylko rani ale nie mozna zablokować mysli, przynajmniej ja nie wiem jak. A pogodzić się nie mogę, bo wciąż go kocham. To, że on zdecydował o rozstaniu nie spowodowało automatycznie, że mi przestało zależeć. Niestety.
Dziewczyno powinnaś przestać o nim myśleć a już nie rozmawiać. To , że go kochasz to jest zrozumiałe...
to są sprawy duchowe , ale twoja dusza jest nie spokojna dopuki nie przestaniesz myśleć. Ta nić w końcu pęknie między nim.
Aby to się stało, powinnaś poznać kogoś innego. Nie jest łatwo.
U mnie mija 5 lat, i jedynie mnie ona szarpie, a ja mam dość takiej szarpaniny.
Jesteś szczęściarą, że on ci powiedział, że odchodzi, chodź nie wiem z jakiej przyczyny. Nie mniej wiesz, że nie chciałbyć z tobą.
A u mnie, to nie jest zamknięte..... cały czas mnie trzyma a jej nie ma fizycznie.
Nie umiałabym teraz nikogo poznać, czułabym jakbym go zdradzała. Wiem, że to głupie ale nie chcę nikogo innego. Mam szukac na siłę?
A myśleć... Jak mam przestać myśleć? Zajmuję sobie czas jak tylko mogę, jak zaczynam myśleć staram się zmienić tok myślenia. Ale to zawsze gdzieś się tam wedrze, czytam, nagle coś się przypomina, biegam - to samo. Nie mam pojęcia jak nie myśleć.
Skoro jestem szczęściarą i Ciebie paulo71 to wykańcza to czemu sam nie zakończysz? To nie jest takie łatwe. A ja czuję się tak daleka od szczęściary jak to tylko możliwe.
46 2016-01-07 13:51:28 Ostatnio edytowany przez paulo71 (2016-01-07 13:54:39)
Jak byś poznała moją historię, to raczej byś się zdziwiała. A ona jeszcze nie została zakończona.
ALe w skrócie.
Moja dziewczyna wyjechała za granicę do pracy, pisała że jeste chora, itp. a tak naprawdę wyszła za mąż....
a mi ciągle pisze, że nie wyszła za mąż, a ja wiem dokładnie, że tak. Potwierdzone z prawidłowego źródła.
Trzyma mnie ciągle duchowo... ale za nim się dowiedziałem o jej małżeństwie, to mineło prawie 3 lata, ciągle do mnie pisząc, smsując, przysyłając prezenty itd... zapyałem się jej a ona jak wyżej.
Przez to ja nie mogę nikogo poznać... tak jak byś była w klatce a nie mogła z niej wyjść... Jest to nitka, która nie została denifitywnie przecięta, nie było rozmowy między nami fizycznie... oczywiście jest na to obejście ale to trwa bardzo długo... i nie należy do łatwych rozwiązań a zwłaszcza do przyjemnych...
47 2016-01-07 14:01:28 Ostatnio edytowany przez najna2016 (2016-01-07 14:07:16)
Minął prawie rok, odkąd nie jesteśmy razem. Ostatnio próbowałam odnowić kontakt. Gadaliśmy, jednak nie tak jak kiedyś, był taki zimny, odległy. Dziś powiedział wprost, że nic z tego nie będzie
Minął prawie rok a nie jest ani trochę lepiej. Każdy dzień to katorga. Wszyscy mówią, że przechodzi ale to nie przechodzi. Czemu to w ogóle nie przechodzi? Co robić
? Przez resztę życia ma tak boleć? Mam tak tęsknić? To boli tak, że przychodzą myśli, że lepiej już nie żyć
(nie, nie zabiję się).
jestem w nieco podobnej sytuacji - tylko od rozstania minął około 1 m-c. Też myślę, że nie znajdę kogoś z kim będę się tak dobrze czuła itp. itd.
Natomiast myślę sobie, że skoro on nie chce to nie zamierzam czekać, unieszczęśliwiać się. Wiem, że teraz mam czas "żałoby" czas dojścia do siebie, pogodzenia się z tym.
Za jakiś czas gdy już pogodzę się z tym będę chciała poznać kogoś innego, kogoś z kim będę mogła stworzyć równie fajną relacją a może się okazać, że będzie mi nawet bliższy niż ten mój "ideał", który był pewnie w mojej głowie.
po co Ci trzymanie się jego? czy od niego dostaniesz to czego pragniesz, to czego potrzebujesz?
czy on będzie Ci wierny, czy będziesz mogła na nim polegać ?
czy jesteś go pewna ? czy pociąga Cię ta adrenalina, ta obawa, że może znowu się zakocha w innej?
czy potrafisz sobie wyobrazić relację nie z nim z kimś innym - taką, że ta druga osoba Ciebie chce, że jesteś dla niej ważna, najważniejsza?
Po Ci bycie na drugim planie ?
Jesteś w pełnowartościową kobietą - która może mieć normalny zwykły związek - gdzie jest lojalność, pewność, miłość z obu stron
tego Ci,sobie i wszystkim obecnym na forum życzę ![]()
a i jeszcze jedno mi co na pewno pomaga to definitywny brak kontaktu - bo wiem, że jeśli bym się z nim kontaktowała to pewnie mogłabym być w podobnej sytuacji, bo miałabym nadzieję, na coś jeszcze.
Jak tutaj ktoś już pisał, że jeśli by chciał to na pewno by znalazł drogę do Ciebie , czy ten mój do mnie. Natomiast jeśli nie są z nami to po prostu nie chcą
Na początku sobie próbowałam to jakoś tłumaczyć a to może jakieś problemy emocjonalne, problem z bliskością itp.
natomiast teraz już patrzę trzeźwo jeśli nie chce to nie - co ja na to zrobię próbowałam wiele, ratować się . Jeśli chce odejść droga wolna - natomiast niech ma swoje życie - z dala ode mnie.
dark.wings napisał/a:Ja też żałuję ale nie wiem co jeszcze miałabym zrobić, żeby to przeszło... Wiem, że takie życie przeszłością nie daje nic i tylko rani ale nie mozna zablokować mysli, przynajmniej ja nie wiem jak. A pogodzić się nie mogę, bo wciąż go kocham. To, że on zdecydował o rozstaniu nie spowodowało automatycznie, że mi przestało zależeć. Niestety.
Dziewczyno powinnaś przestać o nim myśleć a już nie rozmawiać. To , że go kochasz to jest zrozumiałe...
to są sprawy duchowe , ale twoja dusza jest nie spokojna dopuki nie przestaniesz myśleć. Ta nić w końcu pęknie między nim.
Aby to się stało, powinnaś poznać kogoś innego. Nie jest łatwo.
U mnie mija 5 lat, i jedynie mnie ona szarpie, a ja mam dość takiej szarpaniny.
Jesteś szczęściarą, że on ci powiedział, że odchodzi, chodź nie wiem z jakiej przyczyny. Nie mniej wiesz, że nie chciałbyć z tobą.
A u mnie, to nie jest zamknięte..... cały czas mnie trzyma a jej nie ma fizycznie.
jeszcze do Ciebie Paulo71 czemu zostawiasz decyzję tylko po jej stronie? skoro tak perfidnie z Tobą postąpiła, oszukała Cię?
Przecież Ty też możesz podjąć decyzję i zakończyć to. Nie musisz czekać i być nie wiem "kołem zapasowym" kimś kto jest zawsze dostępnym dla niej...
Wiem, że skontaktowanie się z nim to był błąd. Wiem też, że to koniec, skoro on nadal mnie nie chce. Tylko nie wiem jak sobie z tym poradzić. Rok wydaje mi się dość długim czasem a tu nic.
Najbardziej bym chciała, żeby sam napisał, przeprosił i zatęsknił. Szkoda, ze tego nie dostanę. Nie wiem jak nie tęsknić...