hej!
Postanowiłam założyć tu wątek bo mój związek przeżywa kryzys, a raczej ja. Mam 23 l. w tym roku skończyłam studia, szukam pracy. Jestem w związku z moim facetem od 5 lat, związek głównie na odległość. Chociaż na początku tego nie odczuwałam. Od 2 lat mój chłopak jeżdżi na Tirach, jego firma mieści się w stolicy, a do pracy ma ok 250km, do mnie 80 km. Jesteśmy w stałym kontakcie, dobrze się dogadujemy tylko te rzadkie spotkania, wizyty..:(. Ostatnio widziałam go 30 maja..Powoli zaczynam znosić to coraz ciężej...a dziś pękłam..płacze..On jeździ w 2,3 tygodniowe trasy, później ma góra 2 dni wolnego i znowu praca. Ma na głowie mame chorą, pomaga jej, ogarnia wszystko, zakupy, lekarze, badania, później był chory, bolały go żeby, musiał wrócić szybciej z trasy tylko do dentysty i tak ten zcas się ciągnie i ciągnie że nie może do mnie przyjechać..dziś myślałam że się uda..ale chyba już wyjechał. Okres wakacyjny pod tym względem jest straszny, ciągle go ganiają w związku z tym że jest świeżym pracownikiem a inni biorą urlopy (starsi). On ma 29 lat, ciągle mówi o przyszłości ( bardziej niż ja) o ślubie, dzieciach..tak nieśmiało..bo ja jeszcze nie mam takich planów. Kocham go bardzo, czuję do niego silną więź ale cierpie jak nie ma go przy mnie. Dziś mam straszny kryzys:(, pomyślałam nawet..może o rozstaniu. Ale jak mogę odtrącić osobę którą kocham:(? tak na prawdę mam tylko jego, nie mam rodzeństwa, jest moim jedynym przyjacielem któremu ze wszystkiego się zwierzam ale powtórzę to kolejny raz: boli mnie to że tak rzadko teraz go widzę:(((. Teraz narazie się do niego nie odzywam, on miał dać mi znać czy będzie mógł przyjechać, myślę że się nie odzywa bo jest mu głupio że znowu musiał jechać..co byście zrobiły w moim przypadku:(? szczera rozmowa? rozstanie:(?