Nie wiem od czego zaczac bo sie tego troche nazbieralo... Moze zaczne od poczatku.
Znamy sie juz 7 lat a jestesmy ze soba od 5 lat, mamy rocznego synka:)
Jak sie poznalismy ON nienawidzil alkoholu, nikomu sie nie dal namowic chocby na lyk piwa,ale jakies 3 lata temu zmienil prace i tam poznal takiego kolesia, ktory teraz jest jego najlepszym przyjacielem a w dodatku jest alkoholikiem. Przez tego kolesia ON poznal smak piwa i nie tylko i mu to posmakowalo, z poczatku mi to nie przeszkadzalo bo wkoncu kazdy ma prawo od czasu do czasu sobie wypic, ale ON zaczal coraz czesciej sobie podpijac.
Czasami zdarzalo sie tak, ze z pracy wracal do domu juz po paru "glebszych" rozmawialam z nim na ten temat wiele razy, mowilam zaniedlugo bedziemy mieli dziecko, ze sie wszystko zmieni itp. Obiecal mi, ze nie bedzie juz pic, ale na obietnicach sie tylko skonczylo. Kilkakrotnie mi obiecywal, ze nie bedzie juz pic i slowa nie dotrzymal....
Kiedys zaproponowalam mu nawet terapie u psychologa, ze jak chce to pojde z nim, a on stwierdzil, ze jemu psycholog nie jest potrzebny bo on nie potrzebuje pomocy, poniewaz jak bedzie chcial to przestanie pic(ale ja juz w to nie wierze poniewaz za duzo razy mnie oklamal). Mowi tez, zebym nie robila z niego alkoholika bo nim nie jest, poniewaz nie wraca do domu ledwie trzymajac sie na nogach, ze nie przepija pieniedzy, ze nie budzi sie z mysla o napiciu sie... Fakt, faktem nie przychodzi do domu pijany i pieniedzy tez nie przepija, ale czy to zle, ze chce zeby przestal pic?? Bo przeraza mnie to, ze on codziennie wypija sobie po pracy po 2-3 piwka(nie mam 100% pewnosci czy sobie nie wypil wracajac z pracy jakiegos piwka) czasami sobie zrobi przerwe 2-3 dniowa a potem to samo i tak w kolko. Juz nie wiem jak mam z nim rozmawiac, jakich argumentow uzyc zeby przestal pic bo do niego nic nie dociera...
Czy on juz jest alkoholikiem czy jeszcze jest jakas szansa aby tego uniknac???