Witajcie. Wielu z Was historia ta może wydawać się przesadzona, ale czy można mówić o przesadzie, kiedy człowiek czuję się nieszczęśliwy?
Jeszcze w lutym byłam za granicą. Samotność doskwierała mi, będąc w obcym kraju, wśród obcych ludzi nie potrafiłam tak po prostu się z kimś zapoznać. Skupiłam swój wolny czas wokół rozmów z osobami z Polski, które znałam. Padło na niego. Znaliśmy się bardzo słabo, widzieliśmy się pare razy, mieszkał w tym samym akademiku, w którym ja kiedyś, ja mam 21 lat, on jest o rok starszy. Zawsze miałam słabość do mężczyzn jego urody. Nasze krótkie wymiany zdań szybko zamieniły się w wielogodzinne wideorozmowy. Potrafiliśmy nawet nie spać całymi nocami. Tematy do rozmów były niemal jak niekończąca się studnia. Pobyt za granicą nie cieszył mnie ani trochę. Postanowiłam wrócić po miesiącu rozmowy z nim. Dodam, iż był wtedy w związku. Pare dni przed moim powrotem zerwał z dziewczyną, rzekomo chciały tego obie strony. Nie moja sprawa, ja tylko się zakochałam.
Pierwszy tydzień spędzony z nim był niesamowity. Byłam w wielu związkach, ale nigdy nie wydawało mi się, że facet może być tak opiekuńczy, tak uczuciowy... Zanurzyłam się w nim cała, nie chciałam wypłynąć na powierzchnię bo po co? Kto chciałby przestać się czuć tak świetnie jak ja z nim? Minęły prawie 3 miesiące. To niewiele, wiem. Chociaż muszę przyznać, że te prawie 3 miesiące spędziliśmy razem. Non stop. Nigdy nie miałam nic przeciwko jego samotnym wyjściom, ale on zwyczajnie nie chciał nigdzie wychodzić beze mnie. Jednak po jakimś czasie... wiele się zmieniło. Nie mieliśmy już o czym rozmawiać, on spędzał wiele godzin z jego kolegami grając w gry. Na jednej z imprez, po alkoholu dosłownie przemacał jakąś dziewczynę. Nie pamiętał tego, ale przeprosił, BŁAGAŁ, żebym go nie zostawiała. Prosił o ostatnią szansę. Kto by się mu oparł? No, z pewnością nie ja... Ostatnio poznałam jego rodziców, zaprosił mnie do siebie, chciał żeby mnie poznali, bo planujemy razem wyjechać za granicę. Wczoraj znowu mnie do siebie zaprosił. Wieczorem nagle zapytał mnie, czy będę zła, jeśli wyjdzie pić z kolegami (ja nie chciałam, zwyczajnie nie miałam ochoty na alkohol). Szczerze mówiąc, powiedziałam mu, że tak. Otóż, odkąd się znamy zawsze uczyłam go, żeby robił co chce. Że wtedy człowiek jest najszczęśliwszy (no cóż, ja zaczęłam się tym kierować i podjęłam pare ważnych decyzji które wyszły mi naprawdę na dobre).
- Przecież kazałaś mi robić co chcę. - i wyszedł.
Wrócił po 5/6 godzinach, totalnie pijany, cuchnący alkoholem. Zostawił mnie w swoim domu samą... Od rana nie rozmawiamy ze sobą. Jedynie krótkie pytania typu "Źle się czujesz?", "Nie jesteś głodna?" i moje jeszcze krótsze odpowiedzi. Siedzi i gra, jak gdyby nic się nie stało.
Jestem nieszczęśliwa. Bywają dni, w których jest najcudowniejszym mężczyzną na świecie, opiekuje się mną, głaszcze, całuje. Ale zaraz po tym są dni, w które czuję się jak odrzucona zabawka. Wiele razy o tym rozmawialiśmy, o tym, że się nie rozumiemy, że mamy widocznie inne potrzeby, że on nie jest jeszcze gotowy do związków, że widać, że jeszcze się nie wyszalał. Byłam w stanie to zrozumieć. Chciałam to zakończyć, czułam, że tak będzie dobrze zarówno dla mnie jak i dla niego, mimo, że czuję, że go kocham. Ale czy można kogoś kochać i nienawidzić jednocześnie? Pozostawić to na pastwę czasu? Czy spakować się i wyjechać jutro z rana? Ja nie potrafię myśleć obiektywnie, Wy tak. Co o tym myślicie?
No cóż sądząc z opisu związek NIE ma sensu i ja bym odeszła. ewidentnie nie jesteś z nim szczęśliwa. Zmienia twarze , jest niestabilny , ma problemy ze sobą. Początki są cudowne, lecz sztuką jest utrzymać uczucie. Widzisz jak się zachowuje, ja bym brała nogi za pas póki czas. Wiem, że człowiek to nie maszyna, ale poboli i przestanie, inaczej czuję że możesz zmarnować swoje życie. Skoro rozmowy nie przynoszą efektów, facet jest jakiś zawieszony raz dobry, raz takie teksty wali, więc dałabym sobie spokój i tyle. Albo jest miłość, albo tak jak piszesz niepewność, a nawet nienawiść. Mówią że od miłości do nienawiści jest tylko jeden krok, ale skoro już zaczyna się nienawidzić to zły znak, nie można już wtedy mówić o prawdziwym uczuciu. Powodzenia
Rozumiem Cię , ale piszę z serca to co doradziłabym przyjaciółce, bliskim i ogólnie co sama bym najprawdopodobniej zrobiła. Trzeba się szanować. Zacznij życie od nowa, znajdz pasję , zajmij się czymś, kochaj siebie a spotka Cię miłość na jaką zasługujesz.