Witajcie kochani.
Moje małżeństwo to małżeństwo z temperamentem. Bylo dużo sprzeczek,fochów ale zawsze jakos z tego wychodziliśmy i żyliśmy szczęśliwie. Jestesmy małżeństwem z krótkim stażem bo zaledwie 2letnim. I wszystko bylo ok,jeszcze w sobotę byliśmy roześmiani i weseli. Dwa tygodnie temu podjęliśmy decyzje o staraniu się o drugie dziecko (mamy 2letnia córeczkę). Jeszcze w sobotę z reka na sercu mówił ze mnie kocha. W niedziele odszedł.. Odszedł bo sie wypalil,bo nie wie czy mu zalezy, czy chce ze mną jeszcze byc, BO NIE WIE czy KOCHA..
Nie chce walczyć,dawać następnych szans mimo ze o to błagam.. Jak można tak nagle bez racjonalnego powodu skreślić wszystko. W tym wszystkim najgorsze jest to ze on nadal mieszka w naszym mieszkaniu tylko przeniósł sie do drugiego pokoju. Wczoraj poprosiłam go po raz tysięczny o rozmowę, tradycyjnie zbombardowalam mililnem pytan, odpowiedział ze stawia sprawę na ostrzu noża, ze mam sie zmienić pokazac mu ze potrafię. Ostatnie wydarzenia spotegowaly u mnie objawy depresji, podejmuje leczenie psychoterapeutyczne, tak naprawde na codzien nie mam nikogo kto w jakiś sposób spróbowałby mnie wesprzeć. Gdy zapytałam czy pojedzie ze mną do lekarza i po prostu przy mnie będzie.. Nie chcial.
Jest mi cholernie ciężko,bo tak naprawde daje mi minimalne nadzieje ze jeszcze jest cień szansy dla tego małżeństwa a za chwile mówi co innego. Jest chlodny,oschly, nie okazuje żadnych uczuć,żadnego żalu,smutku. Wczoraj przyszedł spać do naszego lozka.. Ale noc poza tym. Jak to wszystko odbierać? Jak zyc by nie zwariować?
Z ręką na sercu, czym sobie nagrabiłaś??
Caly czas bylam mu wierna jak przyslowiowy pies, nie klamalam, nie oszukiwalam. Bylam lojalna. On stwierdził ze zbyt często sie klocimy. Ale przeciez jest różnica miedzy kłótnia a sprzeczka. U nas częściej sprzeczalismy sie o cos co potem i tak konczylo sie zgoda i śmiechem. Co ja mu takiego zrobiłam.. Czym zawinilam, bo go kocham? Znudzila mu sie rodzinna sielanka chyba
Robi ze mnie idiotkę, bo nie daje nam żadnych szans, ale przychodzi spać do mnie. Prosiłam czy mogę go przytulic bo naprawde tego potrzebuje mogłam. Ale tylko ja jego. Nie jem,nie pije,nie śpię. Nie umiem ogarnac w co on ze mną gra
Za dużo od niego wymagałaś, za dużo pytaniami go dręczyłaś.
Faceci są prości i nie lubią kobiet, które cały czas coś narzucają, albo mówią jacy mają być.
Nadzieja jest taka, wyrzuć wszystko z głowy i pokaż mu, że jesteś uśmiechnięta i potrafisz żyć bez niego, sam wróci.
Boje się ze właśnie wtedy juz nie wróci wcale. Stwierdził ze on to wszystko robi dla mnie, ze uloze sobie życie lepiej bez niego, ze jestem wspaniala i kochana kobieta i dlatego na mnie nie zasługuje. Życzy mi szczęścia
Boje się ze właśnie wtedy juz nie wróci wcale. Stwierdził ze on to wszystko robi dla mnie, ze uloze sobie życie lepiej bez niego, ze jestem wspaniala i kochana kobieta i dlatego na mnie nie zasługuje. Życzy mi szczęścia
stara spiewka, nie wierz w to. Moj tez tak gadal, tez spalismy razem, a tak jest oschly i kompletnie go nie obchodze. Jest tylko dla dzieci, a tak go nie ma...
Daj mu jasno do zrozumienia ze nie chcesz juz miec z nim do czynienia, ze ma sam spac, prac itd. Inaczej to TY sie bedziesz meczyc i zadreczac, bedzie ci jeszcze ciezej jesli wlasnie bedziesz go do siebie dopuszczac bo sama mowisz ze nie wie w co on z toba gra.
Chce byc jedna noga w zwiazku, a druga na zewnatrz. Mysle ze po prostu z przyzwyczajenia...
Nie warto sie meczyc, wierz mi. Okresl jasne zasady bo sie zameczysz kobieto.
Jestem w podobnej sytuacji. U nas tak jak i u ciebie drobne sprzeczki, ale nigdy nie mówił że mu źle dopiero teraz pewnego dnia przyszedł i powiedział że się wypalił, mieszkamy razem, on chyba nie ma zamiaru składzać pozwu. Najgorsze że to samo mówi że mu podziękuję za to że się rozejdziemy ale nie rozumie że ja tego nie chcę, chcę o nas walczyć a mąż jest obojętny. Masz jakiś plan żeby wszystko wróciło do normy? Łatwo mówić daruj sobie ale nie dopuszczam do siebie myśli że nie ma już nas
Niestety czego bym nie zrobiła nic nie pomoże. Mysle ze chyba będzie lepiej jezeli faktycznie dam spokój. Tylko pogarszam sytuacje. Jezeli on już podjął decyzje to mogę góry przenosić s nic to nie da. Mi też ciężko z mysla ze nas już nie ma, nie mogę iść z nim jak kiedys na spacer pośmiać sie pogadać o glupotach. Widziałam ze on szuka juz mieszkanka dla siebie, wiec u mnie chyba juz sama sytuacja sie rozwiazala. Po co mam walczyć skoro on i tak podjął juz decyzje? Musze sie z tym pogodzić, i tak jak wczesniej ktos napisal, postawić pewne warunki i zasady,bo sie wykoncze.
wszystkonanowo.blogspot.pl polecam dla kogoś,kto również cierpi z powodu porzucenia. W kupie raźniej.
11 2015-06-19 12:13:15 Ostatnio edytowany przez verdad (2015-06-19 12:14:46)
Hej, mamola, o co naprawde poszlo ?
Nie bardzo wierze, ze w sobote bylo super, a w niedziele juz nie ? I kiedy zdazlas sie nabawic depresji ? I juz zaczelas terapie ? W ciagu 4 dni ?
Napisz cos o nim.Czy pracuje, czy jest zadowolony, czy nie ? Piszesz, ze byliscie rozesmiani.A moze tylko tak Ci sie wydawalo.
Teraz duzo mezczyzn ma depresje,Stad to wypalenie, zobojetnienie.
Zamiast histerzyowac sie sie zadreczac, otworz szeroko oczy i zobacz co sie wokol Ciebie dzieje.
Moze mam racje, a moze nie.Sama ocen.
Moja depresja nie powstała w przeciągu kilku dni a miesięcy, mój mąż mimo tego iż wiele razy mu mówiłam o tym nie pomagal mi w tym,nie wspieral. Psychoterapie zaczynam od ponoedzialku,bylam juz tez na wylewnej rozmowie i specjalisty wiec nie myśl że napisałam to aby ukazać drastycznosc sytuacji. Nie. Mój mąż pracuje w wojsku w kuchni. Jest raczej otwarta osoba. Kiedys miał pare epizodów z inna kobieta ale nie byliśmy wówczas małżeństwem i poszli w zapomnienie. Dzis twierdzi ze ma dość kłótni,których po prawdzie nie ma. I tak jak dla Ciebie jest dziwne to ze w sobotę bylo dobrze a w niedziele odszedł tak i dla mnie jest to cholernie dziwne,dla rodziny i znajomych. Mysle może mu cos dolega,może ma problem i nie chce rozmawiać. On z nikim nie chce rozmawiać. Tworzy pancerz ochronny wokół siebie.