Witam, z mężem jesteśmy już kilka ładnych lat, wiadomo są lepsze dni ale też gorsze. Jakieś 2 tygodnie temu po kłótni w ktorej padły dość ostre słowa stwierdziłam że tak dłużej być nie może i chciałam porozmawiać z mężem co można zrobić żeby było lepiej. Gdy po tygodniu mąż wrócił (nie pracuje na miejscu) zaczełam na spokojnie rozmowe że wiem co jest moją winą itp. Ok niby pogadaliśmy ale następnej nocy nie było go w domu a jak przyjechał to stwierdził że coś w nim pękło i się wypalił nie widzi szans żeby cokolwiek naprawiać poprostu szok , zatkało mnie. Prosiłam żebysmy spróbowali naprawić to co się popsuło, on się upiera przy swoim nie wiem co zrobić zeby go przekonać po co od razu skreślać nas? Byłam przekonana że może faktycznie chce trochę samotności ale kilka dni temu w jego portfelu znalazłam gumkę szt. 1 kolejny szok przecież nigdy wcześniej ich nie miał i od razu myśl że 2 pozostałe już użył....chciałam wszystko naprawiać ale teraz myśle czy to ma sens jeżeli może kogoś na ba boku i to jest prawdziwy powód takiej decyzji . Z jednej strony nie wyobrażam sobie życia bez niego, boję się reakcji bliskich ( pierwszy rozwód w rodzinie) ale z drugiej strony jak mamy ze sobą być dla świętego spokoju czy warto? Czy komuś udało się przekonać partnera że warto, rozkochac go na nowo w sobie? Jak poradzić sobie finansowo jeżeli to faktycznie mąż zarabia na większość rachunków? Najgorsze że mamy dziecko lat 4 i dla niego wydaje mi się że jest to sytuacja niezrozumiała. Nie mam pojęcia jak to wszystko ogarnąć...
Bardzo Ci współczuję, wiem co przeżywasz, bo od kilku miesięcy przeżywam to samo. Moim zdaniem masz do czynienia ze zdradą, możesz jeszcze próbować porozmawiać, ale czy warto? Ja próbowałam kilka miesięcy i wiem, że tym go jeszcze bardziej zniechęciłam. Teraz zdarza mi się jeszcze (bo ciągle mieszka z nami), ale widzę po sobie, że już coraz rzadziej. Jest wiele osób na forum, które mogą Ci pomóc, pisz, czytaj inne wątki. Trzymaj się ![]()
Witam Cię serdecznie,doskonale rozumiem co czujesz.Pytanie moje jest zasadnicze- na ile jesteś zdeterminowana,że chcesz go odzyskać i z jakiego powodu?Jeżeli chcesz go z powrotem,bo boisz się ''co ludzie powiedzą'' na temat rozwodu to może faktycznie zastanów się co was łączy i chcesz to ratować i dlaczego?A jeżeli już będziesz wiedziała,że go nadal kochasz,że to zwyczajny lub nadzwyczajny kryzys w waszym życiu,to musisz przemyśleć czy jesteś zdecydowana być nieugiętą,czy chcesz go odzyskać i czy wytrzymasz,że to może być długa droga bez gwarancji sukcesu...
Powiem tak-przerabiam to z mężem od kilku miesięcy,z początku moje działania były wręcz śmieszne i upokarzające ;/
Chciałam tak bardzo go przekonać słowami,zapewnieniami i nic,pozostał nieugięty.Miewałam i miewam nadal różne nastroje,burze w moim życiu to codzienność,ale...zmieniłam od pewnego czasu strategię.Nic na siłę,staram się być uśmiechnięta,spokojna przy nim(ciężko,ale da się)nie jest to tylko na pokaz,raczej sposób mojego myślenia się transformuje i podlega nieustannym zmianom ku lepszemu.Żaden mężczyzna nie lubi ostrych słów krytyki wypowiedzianych w gniewie i do tego być może niepoparte żadnymi sensownymi argumentami...Jeżeli chcesz coś zmienić,zacznij od siebie,zacznij się uśmiechać,dbać mimo wszystko o siebie a jednocześnie dyskretnie dbaj o niego w taki sposób,żeby to docenił w tobie.Powiem ci tak-ja staram się uśmiechać,być zdecydowaną,nie pokazywać swoich słabości,ubierać się seksownie nawet po domu(a może w szczególności)
możesz znaleźć sobie jakieś nowe hobby,nie wiem co lubisz może to taniec,może sport,fitness,pływanie,rower,czy nawet bieganie-uwierz mi sport,ruch odświeża myślenie i daje relaks.Ja kiedy mam gorszy dzień po prostu idę na spacer taki długi 2,3 godzinny,idę myśląc np. o tym,że pięknie w parku
takie proste rzeczy dają radość.
Nigdy,przenigdy nie daj się wpędzić w stan dołka siedząc i szlochając,no chyba,że się wyryczysz przez dobrych 20 minut i po tym wyjdziesz z domu jak młody Bóg ![]()
Może wyda ci się to śmieszne to co piszę,ale powiem tobie tak-ja to wdrożyłam z życie od miesiąca,powiedziałam sobie w duchu do męża,że i tak ci nie odpuszczę,bo jesteś mój do grobowej dechy czy ci się to podoba czy nie.On stara się być nieugięty,ale widzę,że się miota,sam już nie jest tego taki pewny.Oczywiście,nie ma tu mowy jeszcze o moim sukcesie,ale dzięki temu zmieniam się ja na lepsze,jestem bardziej wyluzowana,burze które się zdarzają są krótsze i umiem się do nich szybciej zdystansować i po prostu lepiej to wszystko znoszę.Mam nadzieję,przekonanie,że dam radę,że wytrzymam,bo mam cel,mam ważny cel do którego zmierzam i nie odpuszczę.Wiem,że sprawa indywidualna każdego związku,ale nie chcę sobie wyrzucać kiedyś,że nie uczyniłam wszystkiego,żeby go odzyskać.Wiem,że mam w sobie siłę,że dam radę mimo tego,że mnie nie przytula,że mnie odrzuca,ale jeśli ze mną rozmawia to już jest coś,a ja się nie naprzykrzam,po prostu mieszkamy razem i to też jest dużo.Skoro on sobie myśli,że już nie chce,to ja go nie wyprowadzam z błędu...:) niech sobie tak myśli a ja wiem swoje,że i tak będzie znowu mój.Potrzeba czasu aż znowu za mną zatęskni.
Przepraszam,jeśli zbyt długo się rozpisałam,chciałam tylko może w jakiś sposób pomóc od siebie,a ty musisz sama dojść do tego, czego chcesz tak naprawdę i to realizować.
Chcę o niego walczyć bo poprostu nie wyobrażam sobie życia bez niego. Na codzień jestem sama z dzieckiem bo mąż jest w domu co 2 tyg. Na weekend, ale pamiętam te dobre chwile i chcę żeby było tak znowu. Nasza znajomość była "szalona" po 3 miesiącach oświadczył się rok później ślub, rzuciłam dla niego swoje życie, wyprowadziłam sie na drugi koniec kraju początki były koszmarne ale byłam silna dla niego bo przecież nie sztuka zawinąć się bo jest ciężko, a tu teraz on jak jest pod górkę to łatwiej wszystko skonczyć. Im dłużej myślę o tym wszystkim to jestm przekonana że jakaś panienka za tym stoi, mąż od dawna nie dbał o siebie nie trzymał diety a teraz ćwiczy dieta więc co się oszukiwać. Najdziwniejsze w tym wszystkim jest to że maż mówi nie wyprowadzaj się ja będę opłacał rachunki więc co będzie tak jak było tylko będzie sie spotykal z inną dalej nie dociera to do mnie.
Staram sie być raczej pogodną osobą, lecą zły to jest silniejesze ale. zaczęłam chodzić na ćwiczenia żeby wypocić złość
Opal74 ale podobami,się twoje podejście nic na siłę bo wydaje mi się że to jak się zachowuje żeby,go przekonać jest śmieszne i tak narazie będziemy mieszkać razem więc takie podejście może być dobre
Nie możesz mieszkać tam gdzie On pracuje?
nic na sile jak nie chce to na sile go nie przekonasz a utrzymywanie takiego zwiazku tylko dla dziecka ma koszmarne nastepstwa proponuje ci z nim usiasc na spokojnie go zapytac jak teraz ma wygladac wasze zycie i jak on to wszystko widzi zapytaj go konkretnie czy jest ktos inny ja jak mialam takie kryzysy z moim panem to mowilam mu tak ,wiesz teraz to i mi juz nie zalezy to mozesz mi prawde powiedziec , i pytalam go o rozne rzeczy z regoly odpowiadal prawde
Nie mogę mieszkać tam gdzie pracuje mąż a to z jednego prostego powodu jest marynarzem i nawet gdybym chciała nie ma takiej możliwości, przeprowadziłam się tu gdzie mieszkamy tylko dlatego że wiedziałam że mój m, ma tu większe możliwości w swoim zawodzie nie myśląc o sobie
Opal74 zgadzam się z Tobą , JakTakMozna- nic na siłę , przeczekaj, zajmij się sobą , wiem że ciężko jak się kocha ,ale spróbuj mu pokazać ze jesteś kobieta z klasą
(nie rycz, nie kłuć się , nie czepiaj)
JakTakMozna, mam podobną sytuację i jestem w totalnej rozsypce. Czy u Ciebie coś się polepszyło?
@JakTakMożna
Ano można - co słyszę od 4 miesięcy od mojego męża. Mam identyczną sytuację, tylko staż dużo dłuższy. Nic na siłę, dziewczyno. Dobrze Ci tu radzą inne. Ja też walczę o męża, którego kocham, który zdradził, który oszukał(i nadal jeszcze oszukuje, choć mniej). Jeśli uważasz, że warto, walcz. Tylko nie przymuszaj. Ja też prosiłam, błagałam, płakałam, kusiłam.. Na nic wszystko. On niszczył moje każde staranie.
W końcu zaczęłam wyciszać emocje, a potem dałam wolność, tzn. bez rozwodu i odejścia. Może robić, co chce i iść gdzie chce. Mieszkamy razem, ale śpimy osobno. Zaznaczyłam, że z Jego moralności nie ja będę rozliczana. Widzę, że dało Mu to do myślenia. Choć miota się i miota złe słowa na mnie, jestem (a przynajmniej bardzo się staram) być spokojna i miła. Jestem, nie narzucając się. Kiedy lekko obojętnieję, nawet sam zaczyna rozmowę i przychodzi do mnie - i nawet potrafimy się śmiać, kiedy już rozmawiamy. Ja WIEDZIAŁAM i WIEM, że potrafimy być RAZEM, nawet tylko na zasadzie przyjaźni (ja kocham, On mówi, że już nie, że w Nim coś pękło i się wypaliło, że nie chce naprawiać - choć ja czuję, że nie jestem Mu jednak całkiem obojętna.). Najpierw się wycisz i oddystansuj. Ale bądź miła (tylko się nie płaszcz przed Nim!). Potem, kiedy już odzyskasz pewniejszą pozycję, możesz - bardzo, bardzo powoluteńko i po kroczku maleńkim - zacząć podsyłać Mu do świadomości, że wina za to co się stało, nie jest tylko po Twojej stronie. Będzie się wściekał i odpychał tę prawdę, ale to powinno w końcu uruchomić Twojemu mężowi myślenie i nieco zachwieje jego gruntem pod nogami. To może, powtarzam: może być początek drogi ku naprawie. Bolesnej i trudnej drogi, a faceci wolą w takiej sytuacji raczej uciekać a nie naprawiać - i tu przyda się Twoja determinacja.
Zdrada - z tym prawdopodobnie masz do czynienia, niestety. Zastanów się, czy umiesz NAPRAWDĘ wybaczyć. Bo zapomnieć się nie da (ale można nie zaprzątać tym sobie głowy). Jeśli umiesz wybaczyć, walcz. Ja wybaczyłam. Bo kocham, ale najpierw musiałam zrozumieć bardzo wiele spraw i popatrzeć na nasz związek JEGO oczami.
Też postanowiłam w myślach jak Opal74: jesteś mój do grobowej deski. Ale nie mam żadnej pewności, że nam się uda, zanim On zrobi coś głupiego. Mam tylko niezmąconą wiarę i głębokie przekonanie, że jednak będzie dobrze i że znów do siebie w pełni wrócimy. Za ile? Nie wiem.
Próbuję i nie odpuszczam, bo Go naprawdę kocham.
Wczoraj się wykąpałam i z mokrymi, rozczesanymi włosami, wybalsamowana, w krótkiej koszulce nocnej, pachnąca i zaróżowiona od ciepłej wody przyszłam do naszego salonu, gdzie siedział mój małżonek, aby zamienić jeszcze kilka zdań o następnym dniu i odnieść przy okazji szklankę po herbacie (bo pretekst musi być ;-)). Rzeczowa rozmowa, ale ten błysk w Jego oku! (Dodam, że ponoć WCALE Mu się juz nie podobam ;-)). Błysk w oku mężczyzny zawsze zdradzi jego prawdziwe uczucia ;-). Wymieniliśmy informacje, a ja bez zwłoki okręciłam się na pięcie i krokiem modelki na wybiegu przeszłam przed Jego nosem najpierw do kuchni, a potem - rzuciwszy Mu tylko obojętne "Dobranoc" i zero spojrzenia, poszłam do swojej sypialni. Dam się posiekać, że zadziałało.
Tak działaj: bądź, nie narzucaj się, bądź miła i koniecznie zajmij się sobą, skup się na dziecku - bo ono teraz Cię potrzebuje.
Radzę ci iść do dobrego psychologa: ja też nie ogarniałam tego, co mąż zrobił z naszym życiem. I żałuję, że męczyłam się z tym problemem sama tyle czasu. Zaproponuj terapię wspólną. Pewnie odmówi, ale nawet jeśli tak zrobi - idź sama. Staniesz na nogi i zyskasz inne spojrzenie na to wszystko, na niego i na siebie. Piszę to z własnego doświadczenia, a miotałam się wcześniej okropnie. Teraz nadal mam chwile w dołku, ale umiem żyć z bólem wnętrza i z chłodem i z okropnym czasem zachowaniem męża. Trzymaj się!
U mnie na pewno nie jest gorzej, ale też nie jest lepiej. Przez pierwsze dni nie umiałam się powstrzymać przed błaganiem męża o szansę o to że przecież było tak dobrze a tu taki cios. Postanowiłam tak jak radziłyście dać mężowi zatęsknić za sobą, pierwsza do niego nie dzwonię, żeby nie czuł się osaczony, normalnie z nim rozmawiam, jestem miła , nie mam o nic pretensji, chociaż staram się nie okazaywać jak bardzo bym chciała znowu się do niego przytulić....ale spokojnie przyjdzie w końcu i sam to zrobi:)
Nie wiem czy tylko ja sobie to ubzdurałam ale czuję, że za jakiś czas będzie dobrze, nie mówię że to już za kilka dni może będzie to trwało kilka miesięcy ale wszystko to co piękne wróci.
Tak naspokojnie sobie wszystko analizowałam dlaczego mąż z dnia na dzień to wszystko postanowił i doszłam do wniosku (może się mylę) że jest już wszystkim zmęczony, tzn. w ciągu miesiąca jest ok 5-6 dni w domu, kredyt na głowie, mnóstwo problemów a on jednak zawsze starał się zapewnić mi i dziecku wszystko to co nam potrzeba, może wkońcu w nim pękło, myślał albo lepiej dalej myśli że jeżeli byłby sam to nie było by tych problemów.....może to moje naiwne myślenie.
Ja swoje błędy zrozumiałam i staram się nad sobą pracować, może nie doceniałam tego co mam ale teraz wszystko zrozumiałam, powinnam się cieszyć z tego co mam, na jakiego męża trafiłam, oczywiście ma swoje wady dzięki czemu się wkurzałam i były kłótnie bo ile można chodzić sprzątać, prosić ja też jestem sama z dzieckiem po pracy lecę po dziecko później obowiązki w domu, plac zabaw itp. same wiecie....
Z mężem rozmawiałam co dalej więc nie śpieszy mu się z rozwodem, mogę mieszkać w naszym mieszkaniu (dokładnie w jego bo jeszcze przed ślubem je kupiliśmy
) czyli w sumie bez zmian tylko że nie śpimy w jednym łóżku. Tak mu mówie że jeżeli nasze życie nie będzie się za bardzo różniło od tego co było to może damy sobie szansę bez obietnic że wróci ta szalona miłość, ale chociaż żeby mógł się przekonać że każdy może się zmienić na lepsze. Czyli na razie dajemy sobie czas i przekonamy się co życie pokaże.
Wzięłam się za siebie od zawsze jestem na jakieś diecie
ale zawsze jestem parę kilo ponad normę ale teraz ćwiczenia żeby mieć ciało takie jak za czasówjak mąż mnie poznał, robie to dla siebie ale chcę mu trochę pobudzić "wyobraźnię".
Więc głowa do góry, powoli do przodu a czas pokaże co z tego wszystkiego będzie.
Nawet nie spodziewałam się że tak wszystko szybko się potoczy. Myślałam że nasze problemy małżeńskie są przez mój wybuchowy charakter, przez to że ostatnio się nie dogadywaliśmy ale doszłam w końcu do tego mój mąż szukał sobie urozmaicenia. Po tym jak stwierdził że nie ma sensu ciągnąć naszego małżeństwa znikał z domu na całe dnie mówiąc że musi iść na zmiane za kolegę a jak jechał na noc to mówił żedo kolegi. Jednak pewnego dnia zostawił włączony komputer i dojrzałam jego rozmowę właśnie z kolegą z którym miał się spotykać a tam co kolega pisał że dziś ma inne plany ale M. i tak pojechał rzekomo do niego. Od tego momentu zaczęłam coś podejrzewać, próbowałam sprawdzić telefon ale miał blokadę, jednak któregoś dnia zobaczyłam mniej więcej jaki wzór wbija i tak metodą prób i błędów odblokowałam tel. Była noc on spał twardo a ja przeszukiwałam tel, nie czułam się z tym dobrze że sprawdzam ale musiałam. Pierwsze co to połączenia jak wracał w nocy to ostatni wybierany numer z jej imieniem, smsów nie było ale były zdjęcia nie ich wspólne ale jej. W ciągu kilku godzin wiedziałam o niej wszystko (siła internetu). Miałam ochotę od razu mu powiedzieć że wszystko wiem ale poczekałam jednak po kilku dniach wybuchłam pokazałam mu jej zdjęcia które były już u mnie na tel, połączyłam wszystkie fakty i miałam całą historię. Jego reakcja?? Był mocno zdziwiony że wiem ale dalej zaprzeczał hmmmm na tym nie koniec było mojej przebiegłości. Nagrywałam wszystko co się dzieje w domu i wiedziałam że dalej do niej dzwonił i kombinował, wytrzymałam kolejne 2 dni ale pękło coś nie chciałam pozwolić żeby jakaś małolata rozwaliła rodzinę, zadzwoniłam do niej zapytałam co sobie myślała, powiedziałam że całe jej otoczenie się dowie jaka to ona święta. Na drugi dzień zadzwoniła do mnie powiedziała że zniknie z naszego życia. Mój M. przeprosił dużo rozmawialiśmy co nim kierowało, ta znajomość trwała jedynie 3 tyg a może aż 3 tyg, nie zdążyli spać ze sobą tylko spotykali się wierzę w to. Stwierdziłam że albo będzie teraz wspaniale albo każdy pójdzie w swoją stronę. Minęło 2 tyg, jest dobrze tylko ciągle myślę dlaczego, dziewczyna ani ładna jedynie może figura lepsza niż moja co on w niej widział???
Pewnie większość z was powie że lepiej by było zacząć żyć osobno ale ja nie umiem bez niego, kocham go i tu jest problem. Może ktoś z was miał taką sytuację i poradzi jak zapomnieć i nie myśleć o tym bez przerwy? Nie wiem co jest gorsze czy zdrada w sensie fizycznym spotykanie tylko na zaspokojenie swoich potrzeb czy taka właśnie bardzie od strony emocjonalnej poznawali się, spotykanie codziennie cośgo do niej ciągnęło. Trudno to wszystko ogarnąć.
Nawet nie spodziewałam się że tak wszystko szybko się potoczy. Myślałam że nasze problemy małżeńskie są przez mój wybuchowy charakter, przez to że ostatnio się nie dogadywaliśmy ale doszłam w końcu do tego mój mąż szukał sobie urozmaicenia. Po tym jak stwierdził że nie ma sensu ciągnąć naszego małżeństwa znikał z domu na całe dnie mówiąc że musi iść na zmiane za kolegę a jak jechał na noc to mówił żedo kolegi. Jednak pewnego dnia zostawił włączony komputer i dojrzałam jego rozmowę właśnie z kolegą z którym miał się spotykać a tam co kolega pisał że dziś ma inne plany ale M. i tak pojechał rzekomo do niego. Od tego momentu zaczęłam coś podejrzewać, próbowałam sprawdzić telefon ale miał blokadę, jednak któregoś dnia zobaczyłam mniej więcej jaki wzór wbija i tak metodą prób i błędów odblokowałam tel. Była noc on spał twardo a ja przeszukiwałam tel, nie czułam się z tym dobrze że sprawdzam ale musiałam. Pierwsze co to połączenia jak wracał w nocy to ostatni wybierany numer z jej imieniem, smsów nie było ale były zdjęcia nie ich wspólne ale jej. W ciągu kilku godzin wiedziałam o niej wszystko (siła internetu). Miałam ochotę od razu mu powiedzieć że wszystko wiem ale poczekałam jednak po kilku dniach wybuchłam pokazałam mu jej zdjęcia które były już u mnie na tel, połączyłam wszystkie fakty i miałam całą historię. Jego reakcja?? Był mocno zdziwiony że wiem ale dalej zaprzeczał hmmmm na tym nie koniec było mojej przebiegłości. Nagrywałam wszystko co się dzieje w domu i wiedziałam że dalej do niej dzwonił i kombinował, wytrzymałam kolejne 2 dni ale pękło coś nie chciałam pozwolić żeby jakaś małolata rozwaliła rodzinę, zadzwoniłam do niej zapytałam co sobie myślała, powiedziałam że całe jej otoczenie się dowie jaka to ona święta. Na drugi dzień zadzwoniła do mnie powiedziała że zniknie z naszego życia. Mój M. przeprosił dużo rozmawialiśmy co nim kierowało, ta znajomość trwała jedynie 3 tyg a może aż 3 tyg, nie zdążyli spać ze sobą tylko spotykali się wierzę w to. Stwierdziłam że albo będzie teraz wspaniale albo każdy pójdzie w swoją stronę. Minęło 2 tyg, jest dobrze tylko ciągle myślę dlaczego, dziewczyna ani ładna jedynie może figura lepsza niż moja co on w niej widział???
Pewnie większość z was powie że lepiej by było zacząć żyć osobno ale ja nie umiem bez niego, kocham go i tu jest problem. Może ktoś z was miał taką sytuację i poradzi jak zapomnieć i nie myśleć o tym bez przerwy? Nie wiem co jest gorsze czy zdrada w sensie fizycznym spotykanie tylko na zaspokojenie swoich potrzeb czy taka właśnie bardzie od strony emocjonalnej poznawali się, spotykanie codziennie cośgo do niej ciągnęło. Trudno to wszystko ogarnąć.
Nie powinnas wiezyc ani w jego, ani w jej slowa.
Ja tez bylem swiecie przekonany, ze moja jż mnie fizycznie nie zdradzila, zapewniala mnie o tym, a ja glupi wierzylem.
Nie potrafilem sobie uzmyslowic, kiedy by mogla cos takiego zrobic.
A jednak, pomimo jej zapewnien, po jakims czasie wyszla prawda na jaw. Ja do pracy, ona mi mowila, ze pojdzie z bratem i bratowa na koncert po pracy oo 18.
Dzieci w domu same zostaly a ona poszla ,,ogladac kolekcje plyt kochanka". ![]()
Badz czujna.
Udawaj, ze wiezysz w tlumaczenia, ze nie robisz problemu, ale sprawdzaj, zbieraj dowody, nie daj sie zaslepic glupimi tlumaczeniami.
Po prostu badz madrzejsza i bardziej przebiegla od nich.
Powodzenia.
ale kilka dni temu w jego portfelu znalazłam gumkę szt. 1 kolejny szok przecież nigdy wcześniej ich nie miał i od razu myśl że 2 pozostałe już użył........................nie zdążyli spać ze sobą tylko spotykali się wierzę w to
???
hmm... wiesz... mój chodził na orlika . To samo. Po kłótni się wyprowadził. A wiesz jak ma na imie orlik ? Beatka
lat 100.
Ja zrobiłam wszystko, żeby uratowac nasze małżeństwo. Ale to były najdłuższe 3 tygodnie mojego życia. Dałam szanse - nie skorzystał. Powiedziałam basta . Przez 3 tygodnie tak mnie zaorał psychicznie że szok.
Radzę Ci dociśnij go do muru. Niech powie o co kaman. Ale tylko raz. Nie proś potem , nie błagaj. Niech idzie w pizdu. JAk ma wrócić to wróci jak nie to chociaż przestanie się nad Tobą znęcać. Ty jesteś najważniejsza. I nie będzie łatwo.
Nawet nie spodziewałam się że tak wszystko szybko się potoczy. Myślałam że nasze problemy małżeńskie są przez mój wybuchowy charakter, przez to że ostatnio się nie dogadywaliśmy ale doszłam w końcu do tego mój mąż szukał sobie urozmaicenia. Po tym jak stwierdził że nie ma sensu ciągnąć naszego małżeństwa znikał z domu na całe dnie mówiąc że musi iść na zmiane za kolegę a jak jechał na noc to mówił żedo kolegi. Jednak pewnego dnia zostawił włączony komputer i dojrzałam jego rozmowę właśnie z kolegą z którym miał się spotykać a tam co kolega pisał że dziś ma inne plany ale M. i tak pojechał rzekomo do niego. Od tego momentu zaczęłam coś podejrzewać, próbowałam sprawdzić telefon ale miał blokadę, jednak któregoś dnia zobaczyłam mniej więcej jaki wzór wbija i tak metodą prób i błędów odblokowałam tel. Była noc on spał twardo a ja przeszukiwałam tel, nie czułam się z tym dobrze że sprawdzam ale musiałam. Pierwsze co to połączenia jak wracał w nocy to ostatni wybierany numer z jej imieniem, smsów nie było ale były zdjęcia nie ich wspólne ale jej. W ciągu kilku godzin wiedziałam o niej wszystko (siła internetu). Miałam ochotę od razu mu powiedzieć że wszystko wiem ale poczekałam jednak po kilku dniach wybuchłam pokazałam mu jej zdjęcia które były już u mnie na tel, połączyłam wszystkie fakty i miałam całą historię. Jego reakcja?? Był mocno zdziwiony że wiem ale dalej zaprzeczał hmmmm na tym nie koniec było mojej przebiegłości. Nagrywałam wszystko co się dzieje w domu i wiedziałam że dalej do niej dzwonił i kombinował, wytrzymałam kolejne 2 dni ale pękło coś nie chciałam pozwolić żeby jakaś małolata rozwaliła rodzinę, zadzwoniłam do niej zapytałam co sobie myślała, powiedziałam że całe jej otoczenie się dowie jaka to ona święta. Na drugi dzień zadzwoniła do mnie powiedziała że zniknie z naszego życia. Mój M. przeprosił dużo rozmawialiśmy co nim kierowało, ta znajomość trwała jedynie 3 tyg a może aż 3 tyg, nie zdążyli spać ze sobą tylko spotykali się wierzę w to. Stwierdziłam że albo będzie teraz wspaniale albo każdy pójdzie w swoją stronę. Minęło 2 tyg, jest dobrze tylko ciągle myślę dlaczego, dziewczyna ani ładna jedynie może figura lepsza niż moja co on w niej widział???
Pewnie większość z was powie że lepiej by było zacząć żyć osobno ale ja nie umiem bez niego, kocham go i tu jest problem. Może ktoś z was miał taką sytuację i poradzi jak zapomnieć i nie myśleć o tym bez przerwy? Nie wiem co jest gorsze czy zdrada w sensie fizycznym spotykanie tylko na zaspokojenie swoich potrzeb czy taka właśnie bardzie od strony emocjonalnej poznawali się, spotykanie codziennie cośgo do niej ciągnęło. Trudno to wszystko ogarnąć.