Olinko z artykułu wynika, że każdy ma prawo do indywidualnego odbioru dzieła i artysta stwarza tę możliwość przeciętnym odbiorcom,tzn tym, którzy nie znają kontekstów kultury, bo się nigdy z nią nie zetknęli. Tu wskazanie na społeczeństwo konsumpcyjne,które nie obchodzi, co się dzieje w świecie sztuki i kultury. Natomiast obieranie ziemniaków nie jest nikomu obce i każdy może się odnieść. Jakakolwiek reakcja widza jest sukcesem artysty(To moje dopowiedzenie).
Olinka napisał/a:Summerko, zdaję sobie sprawę, że niemal do wszystkiego można dorobić sobie ideologię i zarzucać innym, że czegoś nie rozumieją, ale przecież każdy z nas ma własną, indywidualną wrażliwość. Dla mnie sztuka powinna coś pokazywać, przy czym mowa o jakimś głębszym wymiarze, czymś do mnie przemawiać, czegoś uczyć lub przynajmniej sprawiać mi przyjemność albo właśnie zadziwiać, a patrząc - jeśli trzymać się wspomnianego przykładu - na tę "nieszczęsną" kobietę zajętą obieraniem ziemniaków nie otrzymuję ani jednego z wymienionych elementów. Dla mnie zdecydowanie nie ma w tym nic twórczego.
Właśnie chyba sztuka zbliżyła się do aktualnej rzeczywistości. Skoro śmieszne filmiki, w których ktoś się wywrócił, zdobywają popularność, bo pokazują codzienne sytuacje, nieobce nikomu, to dlaczego nie pokazać obierania ziemniaków, które samo w sobie śmieszne nie jest, ale w kontekście wnętrza muzeum nabiera nowego znaczenia?
Olinka napisał/a:Świat prawdziwy to jest wszystko to, co nas otacza - czy zatem możemy uznać, że żyjemy w świecie sztuki? Czy kobieta karmiąca dziecko jest już sztuką, czy jeszcze nie? Przecież dla wielu osób jest to piękny obraz. Albo umorusany mechanik naprawiający silnik w samochodze - jeśli wsadzimy go do galerii to będzie dziełem sztuki? I jeśli tak, to czym (celowo nie używam słowa "kim") będzie w swoim warsztacie?
To chyba dla artystów nie ma znaczenia. Z dzieło sztuki uznawany jest cały kontekst, a więc mechanik z samochodem na brzegu przepaści byłby zapewne dziełem w tym rozumieniu.
Olinka napisał/a:No właśnie, jakież to wymowne - "uznane przez reprezentantów świata sztuki". A co w ich oczach definiuje sztukę i pozwala decydować co nią jest, a co nie lub jeszcze nie? Czy zatem jeśli pan i X albo Y powie, że TO jest sztuka, to sztuką powinna być również dla mnie? Dlaczego? Przecież ja mam swoją własną wrażliwość i poczucie estetyki.
Artystę nie obchodzi czy widz uznaje jego dzieło za sztukę, interesuje go tylko jego reakcja, jaka by ona nie była.Jeśli ktoś zechce zapłacić za coś, co jest skórką od banana krocie, znaczy to, że praca artysty jest tyle warta. Swoja drogą, to nie wiem czy ktoś chciałby nabyć obierki w Zachęcie.:)
Excop napisał/a:Wątek zainicjowany przez Summerkę, przypomina wątek sprzed kilku miesięcy.
Z grubsza, chodziło o to, czy laik ma prawo oceniać dzieło, które w zamiarze było artystycznym wypowiedzeniem się autora.
Wydaje mi się, że przytoczone przez Summerkę przykłady instalacji wystawione w w miejscach kojarzonych z eksponowaniem sztuki nowoczesnej, to satyra na tzw. "środowiska twórcze". Ba, powiedziałbym wręcz, że to prowokacja mająca obnażyć "owczy pęd" za opiniami kogoś, kogo uważa się za znawcę.
Stąd snobistyczne "zachwyty" i milionowe zakupy czegoś, co tak naprawdę niczego nie wyraża i jest tylko tym, czym jest w rzeczywistości.
Pamiętacie scenę z "Bruneta wieczorową porą" odbywającą się w Zachęcie, bodajże?
Oprowadzająca młodzież przewodniczka (świetny epizod Bożeny Dykiel) wskazując na stojącą na cokoliku litrową butelkę tzw. "czystej z czerwoną kartką" zinterpretowała ją, jako symbol rozpijania chłopstwa przez szlachtę.
Tymczasem był to tylko zbiornik wody do "rozpylania" jej na liściach kwiatów, przypadkowo postawiony tam przez "konserwatorkę płaszczyzn poziomych i pionowych".
Nie wiem, który wątek masz na myśli. Jeśli uznamy odlewy części ciała za sztukę, to skórka od banana wrzucona na podest muzeum jest nią także? Wszak skórka należy do przedmiotów muzealnych czyli dla człowieka nieistniejących.
Excop ja z kolei uważam na odwrót, że to prztyczek artysty w stronę publiczności. Skoro nic was nie interesuje oprócz nowego domu czy samochodu i wolicie voucher na zagraniczną wycieczkę niż odwiedzenie muzeum, to wychodzę wam naprzeciw i macie to, co jesteście w stanie odebrać i odczuć.
Jeśli zaś chodzi o film,to skoro przewodniczka nie wiedziała, skąd się wzięła butelka, to wytłumaczyła to na swój sposób.Ten sam pomysł wykorzystuje reklama, podczas której wycieczka pod kierunkiem przewodniczki zwiedza muzeum i ogląda damskie klapki na piasku pod hasłem: "Niespełnione marzenia". Klapki owe właścicielka bez ceregieli później zabiera jako swoją własność.