Witam. Piszę do Was, bo mam nadzieję, że jakoś mi pomożecie ![]()
Otóż, problem dotyczy chłopaka, którego poznałam w internecie..
Poznaliśmy się prawie 2 miesiące temu, przez jedną stronę internetową ale nie to jest ważne
(żadne serwisy randkowe itp.).
Odkąd się poznaliśmy, codziennie - do dnia dzisiejszego - gadaliśmy nawet po 9(!)godzin. Początkowo traktowałam go nawet nie jako kolegę. Po prostu osobę, do porozmawiania gdy nie było nic ciekawego do roboty. Później zaczęliśmy się przed sobą otwierać, i w sumie bardzo go polubiłam. Zawsze potrafił poprawić mi humor, nigdy nie było tzw.niezręcznej ciszy - cały czas o czymś rozmawialiśmy, zawsze kończyłam rozmowę z bólem brzucha od nadmiaru śmiechu. Następnie jakoś wyszło, że wymieniliśmy się nr telefonu. Od tamtej pory, jesteśmy w kontakcie 24h. I wtedy się zaczęło. Zaczęłam się do niego przyzwyczajać. Kilka godzin bez rozmowy z nim sprawiały, że cały czas o nim myślałam.
Zaczęło się małe flirtowanie (do dziś). Uśmieszki i ''motylki'' w brzuchu podczas nocnych smsów. I już zaczęłam się domyślać, że będą z tego problemy.
Po niespełna miesiącu, wyznał mi że mu się podobam( do dnia dzisiejszego powiedział to ogólnie 3 razy). Ja oczywiście, ucieszona, uhahana, super. Podczas, gdy sie upił (wiadomo, jak to pod wpływem alkoholu) wyznawał mi, że bardzo mnie lubi, że nie potrafi sobie wyobrazić ani jednego dnia bez usłyszenia mnie. Po półtora miesiąca, spotkaliśmy się (powodem tak późnego spotkania jest fakt, że mieszka baaaaardzo daleko ode mnie). Była wielka impreza w głównym mieście mojego województwa. Spotkaliśmy się. Przez 2 dni, bo później musiał już wracać. Bałam się, że w rzeczywistości może się rozczaruje, bo dużo się naczytałam. Ale był taki, jaki był zawsze. Ciągle się śmiałam, gadaliśmy bez żadnego zacinania. Po prostu jakbym znała go od lat. Czas tak nie ubłagalnie zleciał, że aż mi się płakać chciało. Nie było żadnego całowania ani nic. Tylko małe przytulasy na cześć i do widzenia.
Po tym spotkaniu, uświadomiłam sobie, że coś do niego czuję.
Zazdrosna jestem, gdy gada o wyrywaniu dziewczyn(droczy się). Wiem, że nie jesteśmy w żadnym związku, i tak naprawdę może robić sobie co chce, ale strasznie mnie to denerwuje i od razu tracę humor. Oczywiście, nie daję tego po sobie poznać.
Zawsze się martwię, jak idzie gdzieś pić z kolegami czy coś.
Smutno mi, gdy nie pisze (rzadko się to zdarza. A jak już to jakieś 2-3 godzinki). Przed snem - myślę o nim. Dzieje się coś - myślę, że szkoda, że nie może tu być. Pisze - myślę o nim, nie pisze - myślę o nim.
Jestem osobą, która bardzo szybko przywiązuje się do ludzi.
Razem załapaliśmy super kontakt, rozmawia mi się z nim nieziemsko, wiem że mogę z nim porozmawiać o wszystkim(i wzajemnie).
Czuję, że to staje się coraz niebezpieczniejsze. Boję się, że się zakocham, i będę tylko cierpieć. Od paru dni, kilka razy zastanawiałam się nad tym, aby odciąć się od niego na jakiś czas. Ale chyba się domyślacie, co z tego wyszło. Jestem w stanie zaprosić go po wakacjach do siebie, na np. tydzień, ale boje się nawet zaproponować, że odmówi czy coś...
Nawet nie wiem, na jakie pytanie oczekuje odpowiedzi.. Czy się zauroczyłam? Co powinnam zrobić? Czy może jednak coś może być z tego? Czy jestem głupia, i zbyt uczuciowa?
Nie wiem, ale jakoś lepiej czuję się z tym, że mogłam Wam o tym powiedzieć. Nie chcę z nim rozmawiać o tym, że coś do niego poczułam i robi się to coraz silniejsze, bo nie chcę go wystraszyć ani nic.
Prosiłabym Was, abyście napisały/li cokolwiek.... co o tym sądzicie, jakieś rady, cokolwiek co by było nawet w minimalnym stopniu pomoc.
(dodam, że ja mam 19 lat, a on 22)
Czy się zauroczyłaś? Pewnie, że tak
Zależy Ci na nim, jesteś zazdrosna, tęsknisz, martwisz się o niego, jak dla mnie to są objawy przynajmniej zauroczenia
Związki na odległość są trudne, ale do przeskoczenia, ile km was dzieli?
Moim zdaniem nie powinnaś kończyć z nim znajomości tylko i wyłącznie z obawy że się zakochasz, może warto zaryzykować zwłaszcza, że tak dobrze się dogadujecie, a z tym zaproszeniem do siebie na tydzień to bym jednak na Twoim miejscu jeszcze poczekała na dalszy rozwój wydarzeń ![]()
Witam. Piszę do Was, bo mam nadzieję, że jakoś mi pomożecie
Otóż, problem dotyczy chłopaka, którego poznałam w internecie..
Poznaliśmy się prawie 2 miesiące temu, przez jedną stronę internetową ale nie to jest ważne(żadne serwisy randkowe itp.).
Odkąd się poznaliśmy, codziennie - do dnia dzisiejszego - gadaliśmy nawet po 9(!)godzin. Początkowo traktowałam go nawet nie jako kolegę. Po prostu osobę, do porozmawiania gdy nie było nic ciekawego do roboty. Później zaczęliśmy się przed sobą otwierać, i w sumie bardzo go polubiłam. Zawsze potrafił poprawić mi humor, nigdy nie było tzw.niezręcznej ciszy - cały czas o czymś rozmawialiśmy, zawsze kończyłam rozmowę z bólem brzucha od nadmiaru śmiechu. Następnie jakoś wyszło, że wymieniliśmy się nr telefonu. Od tamtej pory, jesteśmy w kontakcie 24h. I wtedy się zaczęło. Zaczęłam się do niego przyzwyczajać. Kilka godzin bez rozmowy z nim sprawiały, że cały czas o nim myślałam.
Zaczęło się małe flirtowanie (do dziś). Uśmieszki i ''motylki'' w brzuchu podczas nocnych smsów. I już zaczęłam się domyślać, że będą z tego problemy.
Po niespełna miesiącu, wyznał mi że mu się podobam( do dnia dzisiejszego powiedział to ogólnie 3 razy). Ja oczywiście, ucieszona, uhahana, super. Podczas, gdy sie upił (wiadomo, jak to pod wpływem alkoholu) wyznawał mi, że bardzo mnie lubi, że nie potrafi sobie wyobrazić ani jednego dnia bez usłyszenia mnie. Po półtora miesiąca, spotkaliśmy się (powodem tak późnego spotkania jest fakt, że mieszka baaaaardzo daleko ode mnie). Była wielka impreza w głównym mieście mojego województwa. Spotkaliśmy się. Przez 2 dni, bo później musiał już wracać. Bałam się, że w rzeczywistości może się rozczaruje, bo dużo się naczytałam. Ale był taki, jaki był zawsze. Ciągle się śmiałam, gadaliśmy bez żadnego zacinania. Po prostu jakbym znała go od lat. Czas tak nie ubłagalnie zleciał, że aż mi się płakać chciało. Nie było żadnego całowania ani nic. Tylko małe przytulasy na cześć i do widzenia.
Po tym spotkaniu, uświadomiłam sobie, że coś do niego czuję.
Zazdrosna jestem, gdy gada o wyrywaniu dziewczyn(droczy się). Wiem, że nie jesteśmy w żadnym związku, i tak naprawdę może robić sobie co chce, ale strasznie mnie to denerwuje i od razu tracę humor. Oczywiście, nie daję tego po sobie poznać.
Zawsze się martwię, jak idzie gdzieś pić z kolegami czy coś.
Smutno mi, gdy nie pisze (rzadko się to zdarza. A jak już to jakieś 2-3 godzinki). Przed snem - myślę o nim. Dzieje się coś - myślę, że szkoda, że nie może tu być. Pisze - myślę o nim, nie pisze - myślę o nim.
Jestem osobą, która bardzo szybko przywiązuje się do ludzi.
Razem załapaliśmy super kontakt, rozmawia mi się z nim nieziemsko, wiem że mogę z nim porozmawiać o wszystkim(i wzajemnie).
Czuję, że to staje się coraz niebezpieczniejsze. Boję się, że się zakocham, i będę tylko cierpieć. Od paru dni, kilka razy zastanawiałam się nad tym, aby odciąć się od niego na jakiś czas. Ale chyba się domyślacie, co z tego wyszło. Jestem w stanie zaprosić go po wakacjach do siebie, na np. tydzień, ale boje się nawet zaproponować, że odmówi czy coś...
Nawet nie wiem, na jakie pytanie oczekuje odpowiedzi.. Czy się zauroczyłam? Co powinnam zrobić? Czy może jednak coś może być z tego? Czy jestem głupia, i zbyt uczuciowa?
Nie wiem, ale jakoś lepiej czuję się z tym, że mogłam Wam o tym powiedzieć. Nie chcę z nim rozmawiać o tym, że coś do niego poczułam i robi się to coraz silniejsze, bo nie chcę go wystraszyć ani nic.
Prosiłabym Was, abyście napisały/li cokolwiek.... co o tym sądzicie, jakieś rady, cokolwiek co by było nawet w minimalnym stopniu pomoc.
(dodam, że ja mam 19 lat, a on 22)
Może dobrze by było wyluzować i pozwolić się sprawom toczyć swoim torem? Wiem że łatwiej to napisać niż zrobić, jak jest już zaangażowanie.
Czy się zauroczyłaś? Pewnie, że tak
Zależy Ci na nim, jesteś zazdrosna, tęsknisz, martwisz się o niego, jak dla mnie to są objawy przynajmniej zauroczenia
Związki na odległość są trudne, ale do przeskoczenia, ile km was dzieli?
Moim zdaniem nie powinnaś kończyć z nim znajomości tylko i wyłącznie z obawy że się zakochasz, może warto zaryzykować zwłaszcza, że tak dobrze się dogadujecie, a z tym zaproszeniem do siebie na tydzień to bym jednak na Twoim miejscu jeszcze poczekała na dalszy rozwój wydarzeń
Właśnie te km są najgorsze. Dzieli nas aż około 360 km..
360km to jest odległość do przeskoczenia. Ja sam byłem w związku w którym dzieliły nas albo 300km do miasta w którym ona się uczy albo 150km do jej domu. Nam nie wyszło i to tak bardzo doszło do zdrady którą można tłumaczyć właśnie brakiem obeności drugiej osoby. Al ten czas który spędziliśmy razem był super. My również rozmawialiśmy ze sobą po 3-4 godzniy przez telefon. Jak nie rozmawialiśmy przez telefon to wysyłaliśmy tysiące smsów. Żeby spędzać z nią więcej czasu byłem zmuszony dość szybko poznać jej rodziców. Było ciężko ale z perspektywy czasu było spoko. Praktycznie co weekend ja jeździłem do niej albo ona do mnie. Jeszcze dobre było to że miała na uczelni wolne piątki i tego czasu spędzaliśmy ze sobą dość sporo. Dlatego radzę spróbować może wam akurat wyjdzie. A jak wyjdzie będziećie najszczęśliwsi
360km to jest odległość do przeskoczenia. Ja sam byłem w związku w którym dzieliły nas albo 300km do miasta w którym ona się uczy albo 150km do jej domu. Nam nie wyszło i to tak bardzo doszło do zdrady którą można tłumaczyć właśnie brakiem obeności drugiej osoby. Al ten czas który spędziliśmy razem był super. My również rozmawialiśmy ze sobą po 3-4 godzniy przez telefon. Jak nie rozmawialiśmy przez telefon to wysyłaliśmy tysiące smsów. Żeby spędzać z nią więcej czasu byłem zmuszony dość szybko poznać jej rodziców. Było ciężko ale z perspektywy czasu było spoko. Praktycznie co weekend ja jeździłem do niej albo ona do mnie. Jeszcze dobre było to że miała na uczelni wolne piątki i tego czasu spędzaliśmy ze sobą dość sporo. Dlatego radzę spróbować może wam akurat wyjdzie. A jak wyjdzie będziećie najszczęśliwsi
Nic dodać nic ująć, jestem tego samego zdania
zaryzykuj tą znajomość, jak się nie uda to już trudno ale przynajmniej nie będziesz żałować że nie spróbowałaś, trzymam za was mocno kciuki ![]()
Jesteście w najlepszy wieku na rozpoczęcie związku, wspólnego życia, jeśli z kimś rozmawiasz po dziewięć godzin non stop, to przecież musi coś być na rzeczy, a te 360 kilometrów, to śmieszna odległość, teraz dla miłości można przelecieć cały glob ziemski, w erze samolotów i pendolino, a znaleźć dobrego człowieka o wiele trudniej niż się zająć kwestią transportową ![]()