Witam wszystkich,
piszę na forum po raz pierwszy dlatego przepraszam jeśli umieściłam wątek w niewłaściwym miejscu. Podobne tematy się pojawiały, ale chciałabym poprosić Was o radę w mojej sytuacji. Może ja po prostu wymyślam problemy, jeśli tak będę wdzięczna jeśli ustawicie mnie do pionu
bo sama już nie potrafię.
Sprawa wygląda tak. Jestem z chłopakiem prawie rok. Jest to mój pierwszy chłopak, ja jestem dla niego pierwszą dziewczyną "na poważnie" i w sensie emocjonalnym, a nie czysto fizycznym, poprzednie jego relacje się rozpadły (w jednej np. dziewczyna odeszła) i trwały krócej niż nasza obecna. Mój problem polega na tym, że on miał kilka partnerek seksualnych... a konkretnie 7. Ma 26 lat. Czy uważacie, że to strasznie dużo? Nie z każdą z nich łączyły go uczucia... Wiecie. Mówi że był wolny, nikogo nie skrzywdził, a tak się jego życie potoczyło, że nie mógł znaleźć dziewczyny i zbudować związku, a z tą z którą był nie wyszło bo odeszła. W relacji ze mną nie mogę mu nic zarzucić, jest dobry, czuły, kochający, nie daje mi powodów do zazdrości. Ale nie daje mi spokoju myśl, że skoro miał już tych dziewczyn kilka, może mnie zdradzić... Ktoś mi powiedział ostatnio, że skoro ma taką przeszłość to znaczy że się nie zmieni i nie będzie mi wierny... Jestem młodsza od niego, zdaję sobie sprawę że niewiele wiem o związkach (to mój pierwszy), więc nie wiem jak się w tym odnaleźć. No i moje doświadczenie w "tych sprawach" jest że tak powiem, znikome, praktycznie żadne. Po prostu nie wyobrażam sobie np. seksu bez miłości. Może też dlatego tak się przejmuję. Dodam, że on się tą liczbą nie chwali, tak samo jakoś wyszło. Pewne fakty skojarzyłam sama. On już na początku relacji powiedział mi, że ma za sobą jakieś doświadczenia, że chce bym wiedziała bo nie chce mnie zranić i kłamać. Pomyślałam że to dobrze, że nie opowiada mi bajek, że przede mną nikogo w jego życiu nie było.
Bardzo bym prosiła o wypowiedzi osoby doświadczone życiowo, może kobiety których mężowie równiez mieli wcześniej bujne życie seksualne, czy można sobie z tym poradzić? I może również panowie mogliby powiedzieć, czy w momencie w którym się zakochają i np. ożenią, nawet jeśli wcześniej mieli bujne życie seksualne, nie mają ochoty wrócić do tego, co było wcześniej, do takiego trybu życia. Może któraś z Pań mogłaby powiedzieć, ze mimo że jej obecny mąż miał kilka kobiet wcześniej, od chwili gdy są razem cała ta przeszłość nie ma znaczenia?Z jednej strony wydaje mi się krzywdzące takie uogólnienie, że ktoś kto ma bogatą przeszlość nie bedzie wierny, z drugiej strony zdaję sobie sprawę że sama mało wiem o zwiazkach, więc nie wiem co myśleć...Ja mojemu chłopakowi nie mogę nic narzucić, czuję się ważna, kochana, on mówi że żałuje że było w jego życiu jak było ale czasu nie cofnie, a najważniejsza jestem ja i nawet nie ma ochoty myśleć o kimś innym. Robi przy tym plany na przyszłośc, bardzo się stara. Wiem że nie mam prawa go oceniać, bo to było zanim się poznaliśmy, ale męczy mnie ta niepewność. Gdyby nie ta przeszłość, byłabym w pełni szczęśliwa. Nie mam prawa robić mu wyrzutów ani zadręczać tym że boję się że mnie zostawi, więc może powinnam odejść... Ale moze nie warto kończyć związku, w którym czuje sie kochana i sama jestem zakochana, tylko dlatego ze meczy mnie przeszłość chłopaka, która mnie nie dotyczy. Moze te moje niepokoje nie sa normalne...A może ta liczba u 26letniego mężczyzny to nie jest nic szokującego? Będę Wam bardzo wdzięczna za odpowiedzi. Pozdrawiam serdecznie i dziękuję za przeczytanie tego długiego posta ![]()