Chciałabym być w końcu szczęsliwa, ale nie wiem czy jeszcze potrafię - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Chciałabym być w końcu szczęsliwa, ale nie wiem czy jeszcze potrafię

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 34 ]

Temat: Chciałabym być w końcu szczęsliwa, ale nie wiem czy jeszcze potrafię

Jak być szczęśliwym nie krzywdząc innych? Czy jest na to sposób? A jeśli nie ma, to co z tym zrobić?
Narobiłam trochę głupot w życiu, ktoś mnie krzywdził i ja skrzywdziłam.
Podniosłam się, choć poczucie winy chyba zawsze zostanie. Nie chcę już tak żyć. Walczę o siebie, o przyszłość, ale chyba utknęłam w poczuciu, że jak nie postąpię, to będzie źle.

Czy zostać z partnerem, na którym mi zależy, choć wyrządzilismy sobie mnóstwo krzywdy? Zmienił się, naprawił to, co nas niszczyło, ale chyba coś we mnie zabił. Ma mnóstwo wartościowych cech, których chyba nie znajdę u żadnego innego. Jestem przekonana, że jakbym nie miała wątpliwości, to wreszcie moglibyśmy być szczęśliwi. Tylko problem jest we mnie.  Mam poczucie, że przy nim nie mogę być do końca sobą.
Racjonalnie myśląc, tak z boku, uważam, że powinniśmy się rozejść, bo jest coś toksycznego między nami. Tylko ciężko rozstać się po ponad 18 latach. Nie jest to strach przed samotnością, tego się nie boję.
Czego się boję? Sama do końca nie wiem. Może tego, że znów narobię głupot przez złe decyzję i zmarnuję kolejne lata życia, a z drugiej strony, jeśli dam nam szansę to będę żyć w poczuciu, że nie żyję tak jak chciałam. Błędne kółko.
Jeśli go zostawię, boję się, że to go zniszczy. Mówi mi, żebym nie patrzyła na niego tylko była w końcu szczęśliwa. A za chwilę szaleje z rozpaczy, że nie umie beze mnie żyć. On też sobie z tym nie radzi. Czasem mu odbija z tego powodu.

Nie wiem co dalej, nie umiem też tego opisać tak, żeby całkowicie odzwierciedlić i sytuację i swoje rozterki.
Jak się z tym wszystkim uporać?

Co było: związek w młodym wieku, alkoholizm, moje zastraszenie i potem zdrada
Co jest: abstynencja, "normalność", brak mojego strachu, jakieś wypalenie

To tak w skrócie.
Od czego zacząć, co zrobić?

Zobacz podobne tematy :

2 Ostatnio edytowany przez Przyszłość (2015-05-24 13:22:09)

Odp: Chciałabym być w końcu szczęsliwa, ale nie wiem czy jeszcze potrafię
_black_cat_ napisał/a:

Jak być szczęśliwym nie krzywdząc innych? Czy jest na to sposób? A jeśli nie ma, to co z tym zrobić?
Narobiłam trochę głupot w życiu, ktoś mnie krzywdził i ja skrzywdziłam.
Podniosłam się, choć poczucie winy chyba zawsze zostanie. Nie chcę już tak żyć. Walczę o siebie, o przyszłość, ale chyba utknęłam w poczuciu, że jak nie postąpię, to będzie źle.

Czy zostać z partnerem, na którym mi zależy, choć wyrządzilismy sobie mnóstwo krzywdy? Zmienił się, naprawił to, co nas niszczyło, ale chyba coś we mnie zabił. Ma mnóstwo wartościowych cech, których chyba nie znajdę u żadnego innego. Jestem przekonana, że jakbym nie miała wątpliwości, to wreszcie moglibyśmy być szczęśliwi. Tylko problem jest we mnie.  Mam poczucie, że przy nim nie mogę być do końca sobą.
Racjonalnie myśląc, tak z boku, uważam, że powinniśmy się rozejść, bo jest coś toksycznego między nami. Tylko ciężko rozstać się po ponad 18 latach. Nie jest to strach przed samotnością, tego się nie boję.
Czego się boję? Sama do końca nie wiem. Może tego, że znów narobię głupot przez złe decyzję i zmarnuję kolejne lata życia, a z drugiej strony, jeśli dam nam szansę to będę żyć w poczuciu, że nie żyję tak jak chciałam. Błędne kółko.
Jeśli go zostawię, boję się, że to go zniszczy. Mówi mi, żebym nie patrzyła na niego tylko była w końcu szczęśliwa. A za chwilę szaleje z rozpaczy, że nie umie beze mnie żyć. On też sobie z tym nie radzi. Czasem mu odbija z tego powodu.

Nie wiem co dalej, nie umiem też tego opisać tak, żeby całkowicie odzwierciedlić i sytuację i swoje rozterki.
Jak się z tym wszystkim uporać?

Co było: związek w młodym wieku, alkoholizm, moje zastraszenie i potem zdrada
Co jest: abstynencja, "normalność", brak mojego strachu, jakieś wypalenie

To tak w skrócie.
Od czego zacząć, co zrobić?

Pierwsze zdanie, pierwsze pytanie w pierwszym poście w Twoim pierwszym wątku na forum brzmi:
Jak być szczęśliwym nie krzywdząc innych?
Jes ono bardzo wymowne i zawiera w sobie pewną sprzeczność. Prędzej przyszłoby mi do głowy, jak można być szczęśliwym, krzywdząc innych. Czytając to forum częściej takie pytania sobie zadaję.
Wydaje mi się, że w życiu trzeba być egoistą, myśleć o sobie, dbać o swoje szczęście, ale granice naszego egoizmu powinny być tam, gdzie zaczyna się krzywda innych ludzi. A innych ludzi traktować tak, jak samemu chce się być przez innych traktowanym.

Opiszesz swoją historię bardziej szczegółowo?
Na razie wstęp bardzo kojarzy mi się z historią LonelyM:
http://www.netkobiety.pl/t75886.html

3

Odp: Chciałabym być w końcu szczęsliwa, ale nie wiem czy jeszcze potrafię

nie można do Ciebie napisać maila

"Wydaje mi się, że w życiu trzeba być egoistą, myśleć o sobie, dbać o swoje szczęście, ale granice naszego egoizmu powinny być tam, gdzie zaczyna się krzywda innych ludzi. A innych ludzi traktować tak, jak samemu chce się być przez innych traktowanym."

Zgadzam się całkowicie z powyższym tylko jakoś nie umiem tego wkomponować do realiów

4 Ostatnio edytowany przez Przyszłość (2015-05-24 13:32:17)

Odp: Chciałabym być w końcu szczęsliwa, ale nie wiem czy jeszcze potrafię
_black_cat_ napisał/a:

"Wydaje mi się, że w życiu trzeba być egoistą, myśleć o sobie, dbać o swoje szczęście, ale granice naszego egoizmu powinny być tam, gdzie zaczyna się krzywda innych ludzi. A innych ludzi traktować tak, jak samemu chce się być przez innych traktowanym."

Zgadzam się całkowicie z powyższym tylko jakoś nie umiem tego wkomponować do realiów

Zostałaś skrzywdzona?
Ty skrzywdziłaś?
Jedno i drugie?

5

Odp: Chciałabym być w końcu szczęsliwa, ale nie wiem czy jeszcze potrafię

Tak, jedno i drugie, ale na różny sposób.

Wydaje mi się, że dużo zmieniłam już w życiu, tak jak właśnie chciałam, nadal do tego dążę i tylko ten jeden aspekt sprawia, że trochę utknęłam.
Co mnie blokuje? Strach przed zrobieniem kolejnej krzywdy czy jakieś współuzależnienie względem drugiej osoby?

6

Odp: Chciałabym być w końcu szczęsliwa, ale nie wiem czy jeszcze potrafię
_black_cat_ napisał/a:

Tak, jedno i drugie, ale na różny sposób.

Dzięki temu już na starcie masz szerszą perspektywę i możesz zastanowić się, co Ciebie pchnęło, aby skrzywdzić drugą osobę oraz wiesz, co czuje osoba skrzywdzona.
Oczywiście, kaliber, rodzaj krzywdy oraz sposób jej zadania ma znaczenie.

_black_cat_ napisał/a:

Wydaje mi się, że dużo zmieniłam już w życiu, tak jak właśnie chciałam, nadal do tego dążę i tylko ten jeden aspekt sprawia, że trochę utknęłam.
Co mnie blokuje? Strach przed zrobieniem kolejnej krzywdy czy jakieś współuzależnienie względem drugiej osoby?

Czasami blokada jest tylko w naszym umyśle i wystarczy ją namierzyć i rozłożyć na czynniki pierwsze.

7

Odp: Chciałabym być w końcu szczęsliwa, ale nie wiem czy jeszcze potrafię

Stwierdzenie "normalność" zabrzmiało mi tu tak negatywnie. Czy to dla Ciebie synonim nudy, stagnacji, i przez to nieszczęśliwego życia?
Czy abstynencja, walka z nałogiem nie wpłynęła na Twoje postrzeganie życia destrukcyjnie? Brakuje Ci wrażeń, adrenaliny, zabawy, luzu?

8

Odp: Chciałabym być w końcu szczęsliwa, ale nie wiem czy jeszcze potrafię
Przyszłość napisał/a:
_black_cat_ napisał/a:

Tak, jedno i drugie, ale na różny sposób.

Dzięki temu już na starcie masz szerszą perspektywę i możesz zastanowić się, co Ciebie pchnęło, aby skrzywdzić drugą osobę oraz wiesz, co czuje osoba skrzywdzona.
Oczywiście, kaliber, rodzaj krzywdy oraz sposób jej zadania ma znaczenie.

_black_cat_ napisał/a:

Wydaje mi się, że dużo zmieniłam już w życiu, tak jak właśnie chciałam, nadal do tego dążę i tylko ten jeden aspekt sprawia, że trochę utknęłam.
Co mnie blokuje? Strach przed zrobieniem kolejnej krzywdy czy jakieś współuzależnienie względem drugiej osoby?

Czasami blokada jest tylko w naszym umyśle i wystarczy ją namierzyć i rozłożyć na czynniki pierwsze.

Tak, motywacja czynów już przerobiona, zmierzyłam się z tym, zrozumiałam również w sposób, który mi się niezbyt podobał, ale przynajmniej  potrafię już nie umniejszać swoich czynów, zwłaszcza tych złych.
Ten wątek jak mi się wydaje już przerobiony. Poszłam dalej i chyba z pozytywnymi skutkami.

Problemem nadal jest to ostatnie, co napisałaś. Rozkładam, analizuję i co? No właśnie nic. Siedzi we mnie jakiś tchórz, ale też poczucie dbałości, może źle pojmowanej, ale jednak dbałości o inną, bliską osobę.
Z tym jest mi ciężko się zmierzyć.

9

Odp: Chciałabym być w końcu szczęsliwa, ale nie wiem czy jeszcze potrafię
starlet007 napisał/a:

Stwierdzenie "normalność" zabrzmiało mi tu tak negatywnie. Czy to dla Ciebie synonim nudy, stagnacji, i przez to nieszczęśliwego życia?
Czy abstynencja, walka z nałogiem nie wpłynęła na Twoje postrzeganie życia destrukcyjnie? Brakuje Ci wrażeń, adrenaliny, zabawy, luzu?

Normalność, dla mnie teraz jest normalność, której nie miałam przez naście lat. Nie chodzi o nudę i nie to jest źródłem nieszczęśliwego życia.
Tego z drugiego zdania też mi na pewno nie brakuje, przerobiłam, sprawdziłam i to nie to. Jako osoba współuzależniona zgłębiłam temat odnośnie odnajdywania się w nowej sytuacji gdy partner już nie pije i na 100% nie o to chodzi.

10

Odp: Chciałabym być w końcu szczęsliwa, ale nie wiem czy jeszcze potrafię
_black_cat_ napisał/a:

Problemem nadal jest to ostatnie, co napisałaś. Rozkładam, analizuję i co? No właśnie nic. Siedzi we mnie jakiś tchórz, ale też poczucie dbałości, może źle pojmowanej, ale jednak dbałości o inną, bliską osobę.
Z tym jest mi ciężko się zmierzyć.

Jeśli jest w Twoim życiu coś, co Tobie nie odpowiada, a nie chcesz/potrafisz/możesz sobie z tym poradzić, to znaczy najczęściej, że odnosisz z takiej sytuacji więcej korzyści niż strat.
Pytanie tylko, czy sobie TO uświadamiasz?

11

Odp: Chciałabym być w końcu szczęsliwa, ale nie wiem czy jeszcze potrafię

Pytałam, bo ciekawa jestem, co wpłynęło na Twój brak przekonania do partnera i związku. Oprócz krzywd.
Na pewno pozostanie z nim tylko dlatego, że  odejście go zaboli, nie jest dobrym wyjściem. Przeprogramować swojego myślenia  nikt nie da rady, choć to, że pracowaliście na poprawę swojego życia i relacji świadczy o tym,że Wam zależy. Ale na siłę szczęścia nie będzie. Może za dużo złego się wydarzyło.
Chyba trzeba spróbować się po prostu na nowo odnaleźć to, co kiedyś Was przyciągnęło. Wybaczyć sobie wzajemnie i na nowo zakochać się w sobie.
O ile to możliwe.

12

Odp: Chciałabym być w końcu szczęsliwa, ale nie wiem czy jeszcze potrafię
Przyszłość napisał/a:
_black_cat_ napisał/a:

Problemem nadal jest to ostatnie, co napisałaś. Rozkładam, analizuję i co? No właśnie nic. Siedzi we mnie jakiś tchórz, ale też poczucie dbałości, może źle pojmowanej, ale jednak dbałości o inną, bliską osobę.
Z tym jest mi ciężko się zmierzyć.

Jeśli jest w Twoim życiu coś, co Tobie nie odpowiada, a nie chcesz/potrafisz/możesz sobie z tym poradzić, to znaczy najczęściej, że odnosisz z takiej sytuacji więcej korzyści niż strat.
Pytanie tylko, czy sobie TO uświadamiasz?

I chyba masz rację, nie , do tej pory nie byłam tego świadoma, rzuciłaś mi nowe światło na sytuację.
Rzadko komu udaje się dać mi nowy pogląd na sprawę, póki co trafiasz bezbłędnie. Ja dużo sobie uzmysławiam, wiem, ale widocznie mam problem w stosowaniu tego we własnym życiu.

Wiem jakbym chciała żyć tylko moje wyobrażenie raczej kłóci się z możliwościami i sumieniem.

13

Odp: Chciałabym być w końcu szczęsliwa, ale nie wiem czy jeszcze potrafię
starlet007 napisał/a:

Pytałam, bo ciekawa jestem, co wpłynęło na Twój brak przekonania do partnera i związku. Oprócz krzywd.
Na pewno pozostanie z nim tylko dlatego, że  odejście go zaboli, nie jest dobrym wyjściem. Przeprogramować swojego myślenia  nikt nie da rady, choć to, że pracowaliście na poprawę swojego życia i relacji świadczy o tym,że Wam zależy. Ale na siłę szczęścia nie będzie. Może za dużo złego się wydarzyło.
Chyba trzeba spróbować się po prostu na nowo odnaleźć to, co kiedyś Was przyciągnęło. Wybaczyć sobie wzajemnie i na nowo zakochać się w sobie.
O ile to możliwe.

Tak. Zgadzam się ze wszystkim.
Tylko ja nie wiem czy ja tego chcę. I czuję się z tym podle.

14 Ostatnio edytowany przez starlet007 (2015-05-24 15:08:34)

Odp: Chciałabym być w końcu szczęsliwa, ale nie wiem czy jeszcze potrafię

Jak rzekł klasyk: "W tym największy jest ambaras..." sad
Nie czuj się tak, bo to nie Twoja wina. Ludzie się czasami po prostu nie dopasowują. Trudno jest odejść bezboleśnie, ale czasem warto. I często po czasie ma to dobre skutki, dla obu stron. Strach, że ta druga strona nie da sobie z tym rady, bywa uzasadniony, ale bycie z kimś z litości nie wyjdzie.
Ale bywa, sama się o tym przekonałam, że to lepsze życie gdzie indziej jest ułudą. Sparzyłam się, zmieniłam myślenie, wróciłam,  oboje się staramy, jest super. Czy na zawsze? Może i nie. Carpe diem.

15

Odp: Chciałabym być w końcu szczęsliwa, ale nie wiem czy jeszcze potrafię
starlet007 napisał/a:

Jak rzekł klasyk: "W tym największy jest ambaras..." sad
Nie czuj się tak, bo to nie Twoja wina. Ludzie się czasem po prostu nie dopasowują. Trudno jest odejść bezboleśnie, ale czasem warto. I często ma to dobre skutki, dla obu stron.

I warto i tak jest zdrowo wbrew temu, co może nam się wydawać. Ja chyba jestem tchórzem, żeby wykonać pierwszy, drastyczny krok.

Mąż jest od kilku miesięcy zagranicą. Dużo mi to dało. Tak jak myślałam taka separacja pozwoliła mi całkiem stanąć na nogi, było i jest mi dobrze, samej.  W końcu mogłam być sobą.
Był tydzień temu. Najpierw ponowne burze z piorunami gdyż chyba dopiero teraz tak naprawdę pierwszy raz robiłam i mówiłam tylko to co chcę nie patrząc czy mu się to spodoba czy nie.
Potem było super na stopie przyjacielskiej, ale nie wiem czy to szczerze.

16

Odp: Chciałabym być w końcu szczęsliwa, ale nie wiem czy jeszcze potrafię

Ja dużo sobie uzmysławiam, wiem, ale widocznie mam problem w stosowaniu tego we własnym życiu.

Dopóki nie potrafisz korzystać z posiadanej wiedzy, dopóki nie potrafisz zrobić z tej wiedzy użytku, dopóki to, co wiesz pozostaje tylko wiedzą - dopóty ta wiedza jest dla Ciebie niczym.
Ale czy na pewno wszystko już wiesz?

Oszczędzasz nam tutaj informacje i zmuszasz mnie do czytania między wierszami, więc domyślam się tylko, że podświadomie nie akceptujesz zmian, które zaszły w Twoim życiu. Pewnie jest to reakcja na wywrócenie do góry nogami dotychczasowych schematów emocjonalnych, co prowadzi do konfliktu woli i podświadomych wzorców. A to w konsekwencji tworzy opór, który odczuwasz jest jako cierpienie, bo blokujesz własną energię.

17

Odp: Chciałabym być w końcu szczęsliwa, ale nie wiem czy jeszcze potrafię
Przyszłość napisał/a:

Ja dużo sobie uzmysławiam, wiem, ale widocznie mam problem w stosowaniu tego we własnym życiu.

Dopóki nie potrafisz korzystać z posiadanej wiedzy, dopóki nie potrafisz zrobić z tej wiedzy użytku, dopóki to, co wiesz pozostaje tylko wiedzą - dopóty ta wiedza jest dla Ciebie niczym.
Ale czy na pewno wszystko już wiesz?

Oszczędzasz nam tutaj informacje i zmuszasz mnie do czytania między wierszami, więc domyślam się tylko, że podświadomie nie akceptujesz zmian, które zaszły w Twoim życiu. Pewnie jest to reakcja na wywrócenie do góry nogami dotychczasowych schematów emocjonalnych, co prowadzi do konfliktu woli i podświadomych wzorców. A to w konsekwencji tworzy opór, który odczuwasz jest jako cierpienie, bo blokujesz własną energię.

Pierwszy akapit, całkiem możliwe, do pozjadania wszystkich rozumów mi daleko.
Co do drugiego, nie wiem, muszę się mocno skupić i zinterpretować to, co mi napisałaś.

18 Ostatnio edytowany przez Przyszłość (2015-05-24 22:13:14)

Odp: Chciałabym być w końcu szczęsliwa, ale nie wiem czy jeszcze potrafię
_black_cat_ napisał/a:
Przyszłość napisał/a:

Ja dużo sobie uzmysławiam, wiem, ale widocznie mam problem w stosowaniu tego we własnym życiu.

Dopóki nie potrafisz korzystać z posiadanej wiedzy, dopóki nie potrafisz zrobić z tej wiedzy użytku, dopóki to, co wiesz pozostaje tylko wiedzą - dopóty ta wiedza jest dla Ciebie niczym.
Ale czy na pewno wszystko już wiesz?

Oszczędzasz nam tutaj informacje i zmuszasz mnie do czytania między wierszami, więc domyślam się tylko, że podświadomie nie akceptujesz zmian, które zaszły w Twoim życiu. Pewnie jest to reakcja na wywrócenie do góry nogami dotychczasowych schematów emocjonalnych, co prowadzi do konfliktu woli i podświadomych wzorców. A to w konsekwencji tworzy opór, który odczuwasz jest jako cierpienie, bo blokujesz własną energię.

Pierwszy akapit, całkiem możliwe, do pozjadania wszystkich rozumów mi daleko.
Co do drugiego, nie wiem, muszę się mocno skupić i zinterpretować to, co mi napisałaś.

OK smile
Ale zasada jest prosta:
To, co sobie uświadamiasz - to kontrolujesz, a to, czego sobie nie uświadamiasz - kontroluje Ciebie.

19

Odp: Chciałabym być w końcu szczęsliwa, ale nie wiem czy jeszcze potrafię
Przyszłość napisał/a:
_black_cat_ napisał/a:
Przyszłość napisał/a:

Dopóki nie potrafisz korzystać z posiadanej wiedzy, dopóki nie potrafisz zrobić z tej wiedzy użytku, dopóki to, co wiesz pozostaje tylko wiedzą - dopóty ta wiedza jest dla Ciebie niczym.
Ale czy na pewno wszystko już wiesz?

Oszczędzasz nam tutaj informacje i zmuszasz mnie do czytania między wierszami, więc domyślam się tylko, że podświadomie nie akceptujesz zmian, które zaszły w Twoim życiu. Pewnie jest to reakcja na wywrócenie do góry nogami dotychczasowych schematów emocjonalnych, co prowadzi do konfliktu woli i podświadomych wzorców. A to w konsekwencji tworzy opór, który odczuwasz jest jako cierpienie, bo blokujesz własną energię.

Pierwszy akapit, całkiem możliwe, do pozjadania wszystkich rozumów mi daleko.
Co do drugiego, nie wiem, muszę się mocno skupić i zinterpretować to, co mi napisałaś.

OK smile
Ale zasada jest prosta:
To, co sobie uświadamiasz - to kontrolujesz, a to, czego sobie nie uświadamiasz - kontroluje Ciebie.

Muszę te rozważania zostawić na jutro, bo mój umysł chyba już śpi wink
Zresztą za dużo myślenia i analizowania naraz też może zaszkodzić.

20 Ostatnio edytowany przez Elle88 (2015-05-24 23:47:17)

Odp: Chciałabym być w końcu szczęsliwa, ale nie wiem czy jeszcze potrafię

Muszę te rozważania zostawić na jutro, bo mój umysł chyba już śpi wink
Zresztą za dużo myślenia i analizowania naraz też może zaszkodzić.

Klasyczny tekst lenia, który oczekuje, że rzeczywistość sama się ukształtuje pod jego oczekiwania, których zresztą sam nie zna, bo "szkoda czasu na przemyślenia i analizy, głowa mnie jeszcze od tego rozboli".

Dlatego w takich przypadkach zawsze lepiej jest olać delikwenta, bo on tak naprawdę nie oczekuje żadnej pomocy, chce tylko pomarudzić i utruć tyłek.

Przyszłość , oszczędzaj energię wink

21

Odp: Chciałabym być w końcu szczęsliwa, ale nie wiem czy jeszcze potrafię
Elle88 napisał/a:

Muszę te rozważania zostawić na jutro, bo mój umysł chyba już śpi wink
Zresztą za dużo myślenia i analizowania naraz też może zaszkodzić.

Klasyczny tekst lenia, który oczekuje, że rzeczywistość sama się ukształtuje pod jego oczekiwania, których zresztą sam nie zna, bo "szkoda czasu na przemyślenia i analizy, głowa mnie jeszcze od tego rozboli".

Dlatego w takich przypadkach zawsze lepiej jest olać delikwenta, bo on tak naprawdę nie oczekuje żadnej pomocy, chce tylko pomarudzić i utruć tyłek.

Przyszłość , oszczędzaj energię wink

Nie zapędzaj się tak w swoich wywodach, bo zapominasz, że czasem możesz się mylić.
A swoją drogą cenię sobie Twoje wypowiedzi, aczkolwiek z tego powodu, nie będę pozwalać Ci na krzywdzące opinie, do których oczywiście masz prawo.
Taka refleksja: zwolnij trochę, bo zaczynasz jechać po bandzie z tą swoją pomocą
wink

Dobrej nocy.

22

Odp: Chciałabym być w końcu szczęsliwa, ale nie wiem czy jeszcze potrafię

Nie udzielałam się w Twoim wątku, więc trudno mówić o jakiejś pomocy.

Zwróciłam tylko uwagę, że Twoja wypowiedź pokazuje Twój podświadomy stosunek do zmian w podejściu, na które RZEKOMO jesteś otwarta, a nie jesteś, co pokazałaś zasłaniając się klasyczną wymówką.

Mam nadzieję, że sobie to przemyślisz i może wtedy dotrze do Ciebie, że nie ma innej drogi żeby coś zmienić w zewnętrznych okolicznościach niż zacząć od siebie -tak jak Ci napisała Przyszłość.

A skoro szkoda Ci czasu na pracę nad sobą i przemyślenia, to oznacza, że marnotrawisz czas osób próbujących ci ze szczerego serca pomóc i przyszłaś tu ponarzekać.
I trzeba spojrzeć prawdzie w oczy, tyle.

dobrej nocy

23

Odp: Chciałabym być w końcu szczęsliwa, ale nie wiem czy jeszcze potrafię
Elle88 napisał/a:

Nie udzielałam się w Twoim wątku, więc trudno mówić o jakiejś pomocy.

Zwróciłam tylko uwagę, że Twoja wypowiedź pokazuje Twój podświadomy stosunek do zmian w podejściu, na które RZEKOMO jesteś otwarta, a nie jesteś, co pokazałaś zasłaniając się klasyczną wymówką.

Mam nadzieję, że sobie to przemyślisz i może wtedy dotrze do Ciebie, że nie ma innej drogi żeby coś zmienić w zewnętrznych okolicznościach niż zacząć od siebie -tak jak Ci napisała Przyszłość.

A skoro szkoda Ci czasu na pracę nad sobą i przemyślenia, to oznacza, że marnotrawisz czas osób próbujących ci ze szczerego serca pomóc i przyszłaś tu ponarzekać.
I trzeba spojrzeć prawdzie w oczy, tyle.

dobrej nocy

I nawet nie zauważasz, że nadal się mylisz.
Dorobiłas do mojej odpowiedzi jakąś dziwną sensację, a była ona po prostu zwyczajnie prosta: o pewnej godzinie człowiek bywa czasem zmęczony i jego głowa nie pracuje już na najwyższych obrotach, żeby roztrząsać poważne sprawy. Trudne do zrozumienia? Po co ta fałszywa nadinterpretacja?

Wydaje mi się, że za dużo tu siedzisz, może się już wypaliłaś z tym pisaniem, bo zaczynasz coraz częściej być chamska, zarzucasz ludziom dziwne insynuacje nie dopuszczając, że może być inaczej, niż sama myślisz. Nie jesteś wyznacznikiem wszystkich prawd i mądrości świata, a tak się zachowujesz. Zwolnij. I nie, nie odpowiadaj, chyba, że samej sobie.
To tylko moja opinia.

I prośba; nie zamierzam o tym dyskutować, więc może lepiej będzie, jeśli ominiesz temat skoro w ten sposób chcesz rozmawiać.
EOT.

24 Ostatnio edytowany przez czasymira (2015-05-25 11:52:22)

Odp: Chciałabym być w końcu szczęsliwa, ale nie wiem czy jeszcze potrafię

Po pierwsze chciałam Ci pogratulować, przyznania się do błędów..mówią, że pierwszym krokiem do oczyszczenia, jest umiejętność uderzenia się w pierś i przyznania, że się zgrzeszyło, zrobiło coś nie tak..Ostatnio mam w wyobraźni obraz, który chciałabym namalować. Jest to obraz kobiety, która jest przysłowiowym kołem napędowym, całej grupy, rodziny osób...które w symboliczny sposób podczepiają się pod nią, jak wagoniki..myślałam , że można by było to namalować w formie aktu, bądź w bardziej delikatnej formie...Ogólnie chodzi mi o to, że każdego człowieka, napędza jakiś cel, jakaś droga życiowa jest, jakieś przeznaczenia..inni ludzie są nam potrzebni, abyśmy łatwiej osiągnęli ten cel...my jesteśmy im potrzebni, aby Oni czuli się potrzebni, itd. , itd....Ty Autorko, piszesz o jakimś wypaleniu, o jakieś niezgodności, która sprawia dyskomfort...piszesz też o współuzależnieniu do drugiej osoby...To co mi się tutaj rzuca, to fakt, że trudno jest Wam żyć ze sobą, ale osobno też nie jest łatwiej...w takim razie, może wspólnie rozwiążcie ten problem...który może okazać się prosty, banalny ale w pewnym sensie zaawulowany.....

25

Odp: Chciałabym być w końcu szczęsliwa, ale nie wiem czy jeszcze potrafię
czasymira napisał/a:

Po pierwsze chciałam Ci pogratulować, przyznania się do błędów..mówią, że pierwszym krokiem do oczyszczenia, jest umiejętność uderzenia się w pierś i przyznania, że się zgrzeszyło, zrobiło coś nie tak..Ostatnio mam w wyobraźni obraz, który chciałabym namalować. Jest to obraz kobiety, która jest przysłowiowym kołem napędowym, całej grupy, rodziny osób...które w symboliczny sposób podczepiają się pod nią, jak wagoniki..myślałam , że można by było to namalować w formie aktu, bądź w bardziej delikatnej formie...Ogólnie chodzi mi o to, że każdego człowieka, napędza jakiś cel, jakaś droga życiowa jest, jakieś przeznaczenia..inni ludzie są nam potrzebni, abyśmy łatwiej osiągnęli ten cel...my jesteśmy im potrzebni, aby Oni czuli się potrzebni, itd. , itd....Ty Autorko, piszesz o jakimś wypaleniu, o jakieś niezgodności, która sprawia dyskomfort...piszesz też o współuzależnieniu do drugiej osoby...To co mi się tutaj rzuca, to fakt, że trudno jest Wam żyć ze sobą, ale osobno też nie jest łatwiej...w takim razie, może wspólnie rozwiążcie ten problem...który może okazać się prosty, banalny ale w pewnym sensie zaawulowany.....

Już dawno zrozumiałam swoje błędy, choć do niektórych niełatwo było się przekonać. I może z tego powodu dręczy mnie poczucie winy, nie da się uciec od swojego sumienia.
Współuzależnienie, no cóż, trudno nie przywiązać się do drugiej osoby, z którą żyło się prawie 20 lat.
Trudno byłoby nam dalej żyć razem, za dużo się wydarzyło i o ile potrafię zapomnieć to wszystko, to jednak właśnie z tego powodu się wypaliło i chyba nie umiem tego wskrzesić.
Wydaje mi się, że umiem żyć bez tej osoby, nadal darzę ją uczuciem, ale raczej jako członka rodziny, niż partnera. A w ten sposób mogę go skrzywdzić.
Tylko co zrobić gdy druga strona mocno cierpi z tego powodu?

26

Odp: Chciałabym być w końcu szczęsliwa, ale nie wiem czy jeszcze potrafię
Przyszłość napisał/a:
_black_cat_ napisał/a:
Przyszłość napisał/a:

Dopóki nie potrafisz korzystać z posiadanej wiedzy, dopóki nie potrafisz zrobić z tej wiedzy użytku, dopóki to, co wiesz pozostaje tylko wiedzą - dopóty ta wiedza jest dla Ciebie niczym.
Ale czy na pewno wszystko już wiesz?

Oszczędzasz nam tutaj informacje i zmuszasz mnie do czytania między wierszami, więc domyślam się tylko, że podświadomie nie akceptujesz zmian, które zaszły w Twoim życiu. Pewnie jest to reakcja na wywrócenie do góry nogami dotychczasowych schematów emocjonalnych, co prowadzi do konfliktu woli i podświadomych wzorców. A to w konsekwencji tworzy opór, który odczuwasz jest jako cierpienie, bo blokujesz własną energię.

Pierwszy akapit, całkiem możliwe, do pozjadania wszystkich rozumów mi daleko.
Co do drugiego, nie wiem, muszę się mocno skupić i zinterpretować to, co mi napisałaś.

OK smile
Ale zasada jest prosta:
To, co sobie uświadamiasz - to kontrolujesz, a to, czego sobie nie uświadamiasz - kontroluje Ciebie.

Cały czas zastanawiam się nad interpretacją tego, co napisałaś.
Do czego doszłam; akceptuję zmiany, które nastały, ale faktycznie mam obawy co do wywrócenia życia do góry nogami, nie to, że nie chcę, bo na pewno chcę żyć inaczej, ale czy jakaś blokada mi na to pozwoli? Tak, czuję się zablokowana przed własnymi pragnieniami, bo musze zrobić trochę krzywdy w swoim odczuciu komuś, żeby zadowolić siebie. I nie wiem czy mnie na to stać, czy zniosę kolejne poczucie winy.
Co do partnera; zachowuje się jak dwie różne osoby, co wprowadza dodatkowy mętlik.
Czasem też nie potrafię skontrolować nawet tego, co sobie uświadamiam. 
Czy może mnie to wszystko przerasta?

27

Odp: Chciałabym być w końcu szczęsliwa, ale nie wiem czy jeszcze potrafię
_black_cat_ napisał/a:

Tak, czuję się zablokowana przed własnymi pragnieniami, bo musze zrobić trochę krzywdy w swoim odczuciu komuś, żeby zadowolić siebie. I nie wiem czy mnie na to stać, czy zniosę kolejne poczucie winy.

Jeśli z jakiegoś powodu obecny układ/sytuacja/związek jest dla Ciebie uwierający, krzywdzący lub niszczący, to zrób wszystko, żeby to "pokojowo" zakończyć zamiast racjonalizować, usprawiedliwiać lub wypierać. Jeśli nie potrafisz być szczera i uczciwa z samą sobą i z osobami, którym na Tobie zależy i na których zależy Tobie, to najprawdopodobniej żyjesz w uzależnieniu od innych, a konkretnie w strachu przed utratą ich akceptacji, gdy poznają prawdę.  Aby pozbyć się panicznego lęku, dostosowujesz się, robiąc to, czego się od Ciebie oczekuje. W akceptacji szukasz poczucia bezpieczeństwa zamiast w wewnętrznym spokoju i równowadze.

Z mojego punktu widzenia, w tej chwili emocjonalnie jesteś martwa, a truposz zbyt wiele z siebie dać nie może, orrócz rozkładającego się ciała.
Tkwiąc w miejscu, marnujesz czas swój i osoby, wobec której nie jesteś uczciwa. Dając jej (tej osobie) iluzję i kłamstwo tego, czego ona potrzebuje, chce i pragnie, krzywdzisz ją dużo bardziej niż będąc szczera i uczciwa.
Tutaj sprawdza się porzekadło o wyższości najgorszej prawdy od najlepszego kłamstwa.

_black_cat_ napisał/a:

Co do partnera; zachowuje się jak dwie różne osoby, co wprowadza dodatkowy mętlik.

Mogłabyś to wyjaśnić?
Teraz zachowuje się inaczej niż dawniej?
Czy zmienia się jak dr Jekyll i mr Hyde?

28

Odp: Chciałabym być w końcu szczęsliwa, ale nie wiem czy jeszcze potrafię
Przyszłość napisał/a:
_black_cat_ napisał/a:

Tak, czuję się zablokowana przed własnymi pragnieniami, bo musze zrobić trochę krzywdy w swoim odczuciu komuś, żeby zadowolić siebie. I nie wiem czy mnie na to stać, czy zniosę kolejne poczucie winy.

Jeśli z jakiegoś powodu obecny układ/sytuacja/związek jest dla Ciebie uwierający, krzywdzący lub niszczący, to zrób wszystko, żeby to "pokojowo" zakończyć zamiast racjonalizować, usprawiedliwiać lub wypierać. Jeśli nie potrafisz być szczera i uczciwa z samą sobą i z osobami, którym na Tobie zależy i na których zależy Tobie, to najprawdopodobniej żyjesz w uzależnieniu od innych, a konkretnie w strachu przed utratą ich akceptacji, gdy poznają prawdę.  Aby pozbyć się panicznego lęku, dostosowujesz się, robiąc to, czego się od Ciebie oczekuje. W akceptacji szukasz poczucia bezpieczeństwa zamiast w wewnętrznym spokoju i równowadze.

Z mojego punktu widzenia, w tej chwili emocjonalnie jesteś martwa, a truposz zbyt wiele z siebie dać nie może, orrócz rozkładającego się ciała.
Tkwiąc w miejscu, marnujesz czas swój i osoby, wobec której nie jesteś uczciwa. Dając jej (tej osobie) iluzję i kłamstwo tego, czego ona potrzebuje, chce i pragnie, krzywdzisz ją dużo bardziej niż będąc szczera i uczciwa.
Tutaj sprawdza się porzekadło o wyższości najgorszej prawdy od najlepszego kłamstwa.

_black_cat_ napisał/a:

Co do partnera; zachowuje się jak dwie różne osoby, co wprowadza dodatkowy mętlik.

Mogłabyś to wyjaśnić?
Teraz zachowuje się inaczej niż dawniej?
Czy zmienia się jak dr Jekyll i mr Hyde?

Właśnie o to chodzi, że w końcu zaczynam być prawdziwa i mówić tylko prawdę, bo wiem, że kłamstwo nawet w dobrej wierze jest złe.
Tylko co mi z tego skoro nadal dostaję za to po dupie.
I boję się, że zacznie się z powrotem błędne myślenie; czy lepiej być prawdziwą czy naginac prawdę i mieć większy komfort psychiczny? Nie, nie chcę tego bardzo, ale takie myśli wracają, bo co mi z tej prawdy skoro nadal jestem zła i karana za to?

Tak, jak Jekyll i Hyde, coś w tym stylu.

29

Odp: Chciałabym być w końcu szczęsliwa, ale nie wiem czy jeszcze potrafię
_black_cat_ napisał/a:

Właśnie o to chodzi, że w końcu zaczynam być prawdziwa i mówić tylko prawdę, bo wiem, że kłamstwo nawet w dobrej wierze jest złe.
Tylko co mi z tego skoro nadal dostaję za to po dupie.
I boję się, że zacznie się z powrotem błędne myślenie; czy lepiej być prawdziwą czy naginac prawdę i mieć większy komfort psychiczny? Nie, nie chcę tego bardzo, ale takie myśli wracają, bo co mi z tej prawdy skoro nadal jestem zła i karana za to?

Hmmm...ciekawe, ciekawe,...znajdowanie komfortu psychicznego w...naginaniu prawdy. Dla mnie to po prostu życie w kłamstwie i obłudzie, które z komfortem ma niewiele wspólnego..
Ale Ty z jakiegoś niezrozumiałego dla mnie powodu postanowiłaś grać rolę cierpiętnicy, aby nie "zrobić trochę krzywdy w swoim odczuciu komuś" i czujesz się zmuszona do naginania prawdy. Pewnie nawet czujesz się usprawiedliwiona. O to chodzi?

Słuchaj, nie będę owijać w bawełnę.
Na pierwszy rzut oka widać tu przepaść w komunikacji, brak umiejętności nawiązania konstruktywnego dialogu z kimś, z kim ten dialog powinien być płynny, ciągły i swobodny.. Z czego to może wynikać? Sądzę, że z różnic Waszych emocjonalności, Waszych wrażliwości i Waszych świadomości.
Pewnie to czujesz, może nawet wiesz.
Ale dlaczego uciekasz?
Dlaczego gdy czujesz uderzenia lęku i strach i zaczynasz się wycofywać?
Dlaczego wybierasz obecność z wewnętrznym dystansem i poczuciem pretensji, odgradzanie się od świata, jazdę przez życie z wciśniętym hamulcem?

Przecież dobrze wiesz, co możesz i powinnaś zrobić smile
Znalazłaś się tutaj, bo nie chcesz się poddać, nie chcesz się asekurować, nie chcesz się już wycofywać, nie chcesz uciekać i żyć "tak jakby".
Idź zatem do przodu. Mimo tego strachu i lęku, które czujesz, mimo obaw, które najintensywniej żyją w Twoim umyśle - ruszaj do przodu.
Mimo tego, co próbujesz wmówić sobie i nam - masz inne możliwości.
Już samo uświadomienie ich sobie pozwala wybrać.

30

Odp: Chciałabym być w końcu szczęsliwa, ale nie wiem czy jeszcze potrafię
Przyszłość napisał/a:
_black_cat_ napisał/a:

Właśnie o to chodzi, że w końcu zaczynam być prawdziwa i mówić tylko prawdę, bo wiem, że kłamstwo nawet w dobrej wierze jest złe.
Tylko co mi z tego skoro nadal dostaję za to po dupie.
I boję się, że zacznie się z powrotem błędne myślenie; czy lepiej być prawdziwą czy naginac prawdę i mieć większy komfort psychiczny? Nie, nie chcę tego bardzo, ale takie myśli wracają, bo co mi z tej prawdy skoro nadal jestem zła i karana za to?

Hmmm...ciekawe, ciekawe,...znajdowanie komfortu psychicznego w...naginaniu prawdy. Dla mnie to po prostu życie w kłamstwie i obłudzie, które z komfortem ma niewiele wspólnego..
Ale Ty z jakiegoś niezrozumiałego dla mnie powodu postanowiłaś grać rolę cierpiętnicy, aby nie "zrobić trochę krzywdy w swoim odczuciu komuś" i czujesz się zmuszona do naginania prawdy. Pewnie nawet czujesz się usprawiedliwiona. O to chodzi?

Słuchaj, nie będę owijać w bawełnę.
Na pierwszy rzut oka widać tu przepaść w komunikacji, brak umiejętności nawiązania konstruktywnego dialogu z kimś, z kim ten dialog powinien być płynny, ciągły i swobodny.. Z czego to może wynikać? Sądzę, że z różnic Waszych emocjonalności, Waszych wrażliwości i Waszych świadomości.
Pewnie to czujesz, może nawet wiesz.
Ale dlaczego uciekasz?
Dlaczego gdy czujesz uderzenia lęku i strach i zaczynasz się wycofywać?
Dlaczego wybierasz obecność z wewnętrznym dystansem i poczuciem pretensji, odgradzanie się od świata, jazdę przez życie z wciśniętym hamulcem?

Przecież dobrze wiesz, co możesz i powinnaś zrobić smile
Znalazłaś się tutaj, bo nie chcesz się poddać, nie chcesz się asekurować, nie chcesz się już wycofywać, nie chcesz uciekać i żyć "tak jakby".
Idź zatem do przodu. Mimo tego strachu i lęku, które czujesz, mimo obaw, które najintensywniej żyją w Twoim umyśle - ruszaj do przodu.
Mimo tego, co próbujesz wmówić sobie i nam - masz inne możliwości.
Już samo uświadomienie ich sobie pozwala wybrać.

Tak, masz chyba całkowitą rację.
Bardzo dobrze mi tłumaczysz, choć może i podświadomie to wszystko wiem, ale inaczej to brzmi gdy ktoś z boku robi nam całą wykładnię.

I kolejne uświadomienie; ogranicza mnie  strach przed konsekwencjami tego, co zrobię i jakie to będzie miało skutki, nie tylko względem mojej osoby.
Wiem już, że gdybym się wycofała to rozwali mnie w końcu ta emocjonalna huśtawka.
Tylko czuję się jakbym chodziła po omacku po kruchym lodzie we mgle.
Strasznie wolno mi to idzie, ale mam takie malutkie wrażenie, że jednak do przodu.  Widocznie nadal potrzebuję jeszcze jakiegoś "popychadła", żeby nie stanąć.

31

Odp: Chciałabym być w końcu szczęsliwa, ale nie wiem czy jeszcze potrafię
_black_cat_ napisał/a:

I kolejne uświadomienie; ogranicza mnie  strach przed konsekwencjami tego, co zrobię i jakie to będzie miało skutki, nie tylko względem mojej osoby.
Wiem już, że gdybym się wycofała to rozwali mnie w końcu ta emocjonalna huśtawka.
Tylko czuję się jakbym chodziła po omacku po kruchym lodzie we mgle.
Strasznie wolno mi to idzie, ale mam takie malutkie wrażenie, że jednak do przodu.  Widocznie nadal potrzebuję jeszcze jakiegoś "popychadła", żeby nie stanąć.

Sama musisz i możesz się zmotywować, jak tylko będziesz chciała smile

Kolejna prosta zasad: czujesz to, co myślisz, więc gdy będziesz się karmić czarnymi wizjami - będziesz czuła strach przed "wymyślonymi" konsekwencjami, zacznij rozkminiać o plusach.

32

Odp: Chciałabym być w końcu szczęsliwa, ale nie wiem czy jeszcze potrafię
Przyszłość napisał/a:
_black_cat_ napisał/a:

I kolejne uświadomienie; ogranicza mnie  strach przed konsekwencjami tego, co zrobię i jakie to będzie miało skutki, nie tylko względem mojej osoby.
Wiem już, że gdybym się wycofała to rozwali mnie w końcu ta emocjonalna huśtawka.
Tylko czuję się jakbym chodziła po omacku po kruchym lodzie we mgle.
Strasznie wolno mi to idzie, ale mam takie malutkie wrażenie, że jednak do przodu.  Widocznie nadal potrzebuję jeszcze jakiegoś "popychadła", żeby nie stanąć.

Sama musisz i możesz się zmotywować, jak tylko będziesz chciała smile

Kolejna prosta zasad: czujesz to, co myślisz, więc gdy będziesz się karmić czarnymi wizjami - będziesz czuła strach przed "wymyślonymi" konsekwencjami, zacznij rozkminiać o plusach.

To chyba dobra rada, dobrze Cię czytać.

33

Odp: Chciałabym być w końcu szczęsliwa, ale nie wiem czy jeszcze potrafię
_black_cat_ napisał/a:
Przyszłość napisał/a:
_black_cat_ napisał/a:

I kolejne uświadomienie; ogranicza mnie  strach przed konsekwencjami tego, co zrobię i jakie to będzie miało skutki, nie tylko względem mojej osoby.
Wiem już, że gdybym się wycofała to rozwali mnie w końcu ta emocjonalna huśtawka.
Tylko czuję się jakbym chodziła po omacku po kruchym lodzie we mgle.
Strasznie wolno mi to idzie, ale mam takie malutkie wrażenie, że jednak do przodu.  Widocznie nadal potrzebuję jeszcze jakiegoś "popychadła", żeby nie stanąć.

Sama musisz i możesz się zmotywować, jak tylko będziesz chciała smile

Kolejna prosta zasad: czujesz to, co myślisz, więc gdy będziesz się karmić czarnymi wizjami - będziesz czuła strach przed "wymyślonymi" konsekwencjami, zacznij rozkminiać o plusach.

To chyba dobra rada, dobrze Cię czytać.

Dzięksy za milę słówko smile
Ale wolałabym żebyś skupilą się na działaniu, mniej na czytaniu wink

34

Odp: Chciałabym być w końcu szczęsliwa, ale nie wiem czy jeszcze potrafię
Przyszłość napisał/a:
_black_cat_ napisał/a:
Przyszłość napisał/a:

Sama musisz i możesz się zmotywować, jak tylko będziesz chciała smile

Kolejna prosta zasad: czujesz to, co myślisz, więc gdy będziesz się karmić czarnymi wizjami - będziesz czuła strach przed "wymyślonymi" konsekwencjami, zacznij rozkminiać o plusach.

To chyba dobra rada, dobrze Cię czytać.

Dzięksy za milę słówko smile
Ale wolałabym żebyś skupilą się na działaniu, mniej na czytaniu wink

Tak też zamierzam, ale żeby ruszyć muszę najpierw zrozumieć.
I coraz bardziej mi się wszystko rozjaśnia

Posty [ 34 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Chciałabym być w końcu szczęsliwa, ale nie wiem czy jeszcze potrafię

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024