Zawsze zazdrościłam niektórym pewności siebie, śmiałości w swoich działaniach, dążeniu do celu. Odkąd pamiętam byłam zamknięta w sobie - najpierw w dzieciństwie przez sytuację domową, tj. ojciec zdradzał i bił mamę, a ja jako kilkuletnia dziewczynka nie mogłam się ojcu przeciwstawić i pomóc matce - później w czasach szkolnych niektórzy piętnowali mnie za to, że jestem dosyć cicha i zamknięta w sobie. Teraz nauczyłam się "kamuflować" swoją niepewność. Mam problem z nawiązywaniem nowych znajomości, zawsze wydaje mi się, że ktoś poznając mnie od razu ocenia mnie negatywnie - że jestem brzydka, pusta, głupia, a ja automatycznie dystansuję się, przez co nie nawiązuję znajomości, a inni mogą mnie postrzegać jako osobę arogancką, wywyższającą się. Takie błędne koło - wkręcam sobie, że ktoś mnie z góry nie lubi, a ja chcę pokazać "mam to gdzieś", chociaż wcale tak nie musi przecież być...
Często jest tak, że w towarzystwie którego dobrze nie znam wolę być obserwatorem - mniej się odzywać, przysłuchiwać się. Później włączają mi się jakieś wyrzuty sumienia, że może mogłam inaczej się zachować, bardziej się włączyć w dyskusje i w końcu mam poczucie winy, że jestem beznadziejna, że na pewno ktoś o mnie źle pomyślał, że ktoś uważa, że jestem nudna, etc. Nie mogę pozbyć się zadręczania co inni powiedzą - w nich szukam opinii na swój temat. Zwykła uwaga od nieznajomej osoby potrafi mi popsuć humor na cały dzień. Wszystko później przetwarzam, analizuję i wkręcam sobie obwinianie siebie.
Czasem niepewność siebie utrudnia mi codzienne funkcjonowanie. Zwykły telefon do urzędu, załatwienie gdzieś sprawy, zagadanie do kogoś potrafi być wyzwaniem. Gdy mam coś załatwić, np. pójść do lekarza obmyślam cały plan działania - łącznie z tym co powiedzieć w rejestracji albo w gabinecie, co dokładnie zrobić, kiedy odwiesić nawet kurtkę do szatni (!). Przeraża mnie brak kontroli, dlatego wszystko planuję, ustalam. Myśl, że coś może pójść nie zgodnie z planem powoduje niepokój i stres. Zwykła wizyta u lekarza potrafi spowodować ból brzucha z nerwów i pocenie się dłoni. Obecnie siedzę w domu z roczną córeczką, na studiach wzięłam urlop dziekański, a do pracy trzeba będzie wrócić, gdy córka pójdzie do żłobka / przedszkola i ta myśl mnie paraliżuje. W domu czuję się bezpiecznie - jestem sobą, nic nie muszę, zero stresu, wszystko jest przewidywalne.
Post może trochę chaotyczny, ale ciężko mi to opisać. Chciałabym nabrać pewności siebie, mam wrażenie, że ludzie nie lubią takich osób - może sama do tego doprowadzam? albo złe wspomnienia ze szkolnych lat? Czy mogę jakoś nad tym pracować - jeśli tak to jak? Mam wrażenie, że jestem bardzo podobna do mojej mamy, a nie chcę żeby moja córka taka była - uważam, że takie zamknięcie się w sobie bardzo utrudnia życie codziennie i towarzyskie.