Witam,
może na wstępie zaznaczę, że nikt z mojej rodziny nie miał nigdy problemów z układem krwionośnym.. żadnych zakrzepic, zatorów, żylaków. Moja mama całe życie, od młodości, miała widoczne niebieskie żyły na całym ciele - taka uroda. Z wiekiem stają się wyraźniejsze, jest sporo pajączków, ale nie towarzyszą temu żadne dolegliwości i nigdy nie towarzyszyły, nawet gdy mama brała tabletki antykoncepcyjne przez kilka lat, a wiadomo, że tabletki kiedyś były dużo.. gorsze.. niż teraz.
Po mamie odziedziczyłam delikatną, cienką, jasną skórę, gdzieniegdzie miewałam widoczne żyły, raczej na zasadzie "pojawiam się i znikam" w zależności od sytuacji (temperatura, wysiłek itp.). Bywały bardzo wyraźne i wypukłe na dłoniach i stopach oraz czasem widoczne (bez wypukłości) na dekolcie. Mam delikatne naczynka, skłonności do siniaków, od kilku lat miałam jednego, niezmiennego pajączka na łydce.
Zawsze wszystkie badania dobre, w normach.
Od początku lutego biorę tabletki antykoncepcyjne (Sylvie30). Przez pierwsze 2 miesiące wszystko było dobrze. Na początku 3 opakowania żyły zaczęły być coraz wyraźniejsze, na całym ciele. Najpierw dekolt i piersi potem ręce, uda, łydki, wokół kostek.. pojawiają się pajączki, jest ich coraz więcej. Kiedy zaczęły mnie lekko pobolewać łydki postanowiłam się gruntownie przebadać, bo temat zakrzepicy i zatorów płucnych przy antykoncepcji to istotna sprawa.
Nie czekając na skierowania od lekarza do lekarza, uznałam, że wolę wydać trochę kasy, ale bez zbędnego biegania i czekania dowiedzieć się jak najszybciej jak sprawa wygląda.
Badania krwi:
D-diremy
Fibrynogen
PT
APTT
CRP
OB
Morfologia (w tym płytki krwi)
oprócz tego:
ALAT
ASPAT
GGTP
bilirubina całkowita
lipidogram
glukoza
WSZYSTKO w normach. Wyniki krzepliwości odrobinę zmienione w stosunku do wyników jakie miałam kiedy nie brałam tabletek, ale wciąż w normach.
Nadciśnienia brak.
Zrobiłam również USG Dopplera obu nóg (najbardziej martwiły mnie łydki i pod kolanami, bo tam najbardziej powyłaziły żyły) - bez zastrzeżeń. Wszystko w porządku.`
Niemniej jednak żyły są bardzo widoczne, a naczynka bardziej pękają. Lekarz wykonujący badanie USG Doppler powiedział, że mogę spróbować zmienić tabletki na delikatniejsze, z mniejszą dawka "estrogenu". Zasugerował też żeby wzmocniła sobie układ krwionośny np. jakimś preparatem z diosminą, a i pielęgnacja nóg czymś z wyciągiem z kasztanowca/czerwonych winogron nie zaszkodzi. Stwierdził, że wyniki moich badań nie wskazują na konieczność odstawienia tabletek.
Poszłam więc do pani ginekolog z zapytaniem o inne tabletki. Przepisała mi słabsze, takie 24+4 (coś mi z nazwa nie gra, bo w gabinecie mówiła inną nazwę, a na recepcie jest nazwa, która kompletnie nic mi nie mówi, w internecie też tego nie ma - może to jakiś lekarski skrót). Uznała jednak, że to trochę jak mówienie o 'słabszej truciźnie". Jeśli coś truje, to w mniejszej dawce też będzie truć. Podstawowe pytanie to czy jestem, zagrożona żylakami, zakrzepicą, zatorem czy nie. A wyniki badań wskazują, że nic się nie dzieje. Żyły są widoczne poza tym na całym ciele więc to raczej kwestia cienkiej skóry. Przez to, że mam taką, a hormony wprawiając organizm w stan "ciąży" trochę rozpychają żyły i przez to mogły po prostu stać się widoczne - tak jak własnie u niektórych kobiet w ciąży.
Nie wiem co robić. Moje ciało to siatka żył, a idzie lato
Spodenki, spódniczki + widoczne żyły i pajączki to kiepskie połączenie. Ale nie wyobrażam sobie innej formy antykoncepcji. Mój partner pozostawia to mojej decyzji chociaż on najchętniej wywaliłby tabletki ze względu na moje dobro, pomimo, że uwielbia seks bez ograniczeń i wiem, że byłoby mu ciężko (również ze względów zdrowotnych) przestawić się na prezerwatywy..
Dylematy, dylematy... pozostaje chyba przystanek chirurg naczyniowy ![]()