Czesc dziewczyny ![]()
Poczytuje Was tutaj od kilku lat, kiedys nawet miałam inne konto.
Jednak zawsze czytalam a dzis przychodzę z dylematem. Moze spojrzycie na to chłodnym okiem bo ja nie wiem co robic.
Mam 31 lat i od 11 wychowuje moja córkę. Nie jestem z jej ojcem. Ojciec nie ma z nia kontaktu. Rozstaliśmy sie krotko po jej narodzinach.
Było to bolesne rozstanie pełne przemocy i psychicznej i fizycznej.
Ja długo nie chciałam z nikim byc. Byłam sama ponad 9 lat.bylo mi niezle - mam fajna niezle płatna prace, kochana córę artystkę
.
Dwa lata temu dojrzałam do tego ze jednak chce z kims byc, założyć rodzine, miec jeszcze z dwójkę dzieci.
Poznałam pewnego jak sie wtedy wydawało wspaniałego mężczyznę. Facet po przejściach. Po 10 latach mieszkania razem zostawiła go jego kobieta. Sam przyznaje ze to jego wina bo ona chciala małżeństwa i dzieci a on zwlekał. Przyznawał tez ze juz inaczej o tym mysli, ze jest gotowy. Przeszedł podobno tez na ten temat terapie psychologiczna.
A wiec początki były cudowne. Tęskniliśmy za soba i rozmawialismy godzinami przez telefon bo mieszkamy dosc daleko od siebie. Mozemy sie widywać z powodu odległości i pracy mniej- wiecej co drugi weekend.
Przez pierwszy rok on snuł a potem ja razem z nim wizje wspólnej przyszłości - mielismy juz wybrane imiona dla dzieci, rasę psa i kolor kuchni. Poznał moja córę i polubili sie.
Jednak jakies pol roku temu cos sie zaczelo zmieniac.
On przestał mowic zupełnie o małzeństwie itd. Kiedy probuje nawiązać rozmowe o wspólnym zamieszkaniu bo nie wiem jak planować swoja przyszlosc (mam kilka decyzji do podjęcia teraz np związanych z praca i remontem mieszkania) on mowi tylko ze kiedys zamieszkamy razem. Kiedy probuje sie dowiedzieć co znaczy kiedys czy za rok czy za pięć nie uzyskuje odpowiedzi.
Kiedys mowil ze remontuje drugie mieszkanie dla nas. Remont trwa juz dwa lata i nie zmierza do konca bo on znajduje tysiac innych rzeczy do roboty. Nie spieszy mu sie.
Co raz rzadziej dzwoni. W sumie jest tak ze w 70% przypadków jak ja nie zadzwinie to on wcale.
Mowi ze ile mozna rozmawiac przez telefon (potrafiliśmy 2-3 godziny cidziennie) ale nie robi nic abyśmy byli razem.
Wiec jestesmy co drugi weekend i na wyjazdy.
Przez te dwa lata nie poznał mnie ze swoja rodzina. On moją zna. Znam tylko rodzine z dwoch wesel na ktirych bylismy ale nie było tam jego rodzeństwa ani rodzicow.
Zawsze tez mowil ze nie chce tracić czasu i jak bedzie z kims 1,5 roku to znaczy ze to juz to i sie oświadczy. Minelo juz 2 i nic.
Kiedy ja jade do niego musze sie troszczyć o zawartość lodówki. On mowi ze zyje jak kawaler to i tak je. Jak chce cos ugotować czyli cokolwiek zjeść biegne i kupuje.
On kiedy spędza weekend u mnie ma full serwis.
Przez te prawie dwa lata nic nie kupił mi na gwiazdkę, urodziny czy imieniny. Owszem pamiętał o życzeniach.
Owszem dosc czesto kupuje mi kwiaty (raz w M-cu) a kiedys jak przeżywałam ze nie moge znalezc miksera danej firmy ktory chciałam miec to mi go znalazl i kupił bez okazji.
Ale to chyba nie tak powinni byc - skręca mnie kuedy kolezanki mowia ze ich facet kupił im kolczyki na przykład.
Kiedy spędzamy czas razem to płacimy mniej wiecej na zmiane.
Dziewczyny - nie mam doswiadczenia. Tyle czasu byłam sama. W zyciu to na piwaznie przed moim obecnym mezczyzna byłam tylko z ojcem mojej corki.
Czy tak powinien wygladac zwiazek?
Czy faceci tacy sa a ja nam nierealne wyobrażenia? Za duzo bym chciala?
Czy ten zwiazek ma sens?