Mam problem, męczy mnie to strasznie. Długo zastanawiałam się nad tym, czy w ogóle to gdzieś napisać ale tak, napiszę..może mi ulży.
Jestem mężatką.
Z mężem mamy wspólnego kolegę, którego znam tyle co męża. Od zawsze miałam do niego słabość, uwielbiałam jego towarzystwo. Zawsze był dla mnie drugim kandydatem na męża, nigdy tego nie ukrywałam. Jest mężczyzną bardzo lubianym przez kobiety. Zawsze uważałam go za mężczyznę niedostępnego dla mnie, nieosiągalnego, za takiego o którym mogę sobie pomarzyć i nie wiem co się stało ale pewnego dnia, parę tygodni temu po prostu podszedł i chciał mnie pocałować. No zamurowało mnie, odmówiłam i uciekłam. Co się później spotkaliśmy, to było nie zręcznie..unikaliśmy spojrzeń, rozmów.W ogóle swojego towarzystwa.Oczywiście wytłumaczył przez sms, że trochę go poniosło. Że to silniejsze od niego było za co przeprasza.
A teraz mając wspaniałego męża nie mogę przestać o nim myśleć. Minęło trochę czasu jak znowu zostaliśmy sami i sytuacja się powtórzyła ale tym razem nie odmówiłam, doszło do pocałunku ale bardzo namiętnego. Po całym zdarzeniu znowu przeprosił, powiedział że od dawna mnie pragnie ale kocha swoją dziewczynę a ja mam męża. Ja również mu odpowiedziałam, że zawsze o nim myślałam ciepło. I teraz ja zamiast dbać o męża to zaprzątam swój umysł myślami co by było gdybym wiedziała wcześniej o jego podejściu do mnie zanim powiedziałam sakramentalne "tak"...
Teraz na co dzień nie mogę się doczekać aż się spotkamy, aż zostaniemy sami. Wiem jestem okropną, złą żoną ale co ja mam zrobić żeby wybić go sobie z głowy? po co to wszystko zaczynał skoro oboje mamy wspaniałe związki i jesteśmy z jednej paczki? Skąd taka odwaga w nim? nienawidzę go za to co zrobił, że obudził we mnie takie emocje! Najgorsze jest to, że pewnie to tylko ja tak rozmyślam, w końcu jestem kobietą a kobiety są bardziej wrażliwe na takie sytuacje..