Czy ktoś używał kul nawadniających do roślin doniczkowych? Podobno niezłe rozwiązanie dla wyjeżdżających. Oprócz tego kule eliminują wspinaczkę do roślin umieszczonych bardzo wysoko. Roślina sama dozuje sobie ilość wody i nie trzeba jej podlewać. To chyba coś dla zapominalskich? Woda w kulach może wystarczać nawet na dwa tygodnie, zależnie od wielkości kuli. Odstrasza jednak możliwość zapychania korzeniami roślin. Oprócz tego podobno nie u wszystkich roślin się sprawdzają. Skąd mam wiedzieć czy moja roślina dobrze je wykorzystuje i spija wodę? Niektóre kwiaty tej wody nie są w stanie pobrać. Wykonane chyba ze szkła. Przynajmniej na to wyglądają. Są lekkie i wystarczy je napełnić wodą przed włożeniem do podłoża, a co za tym idzie, nie zabierają dużo miejsca. Pomijam wrażenia estetyczne, które nie każdemu mogą odpowiadać. Kolorowe "baloniki" w doniczce trzeba polubić. Można je nabyć w internecie od 29 złotych za dwie kule. A jeśli nie spodoba nam się ich kształt, to zawsze można nabyć nawilżacze, na przykład w postaci ptaka czyli dekoracyjne. A może lepsze od kul są ceramiczne nawilżacze albo dużo cięższe i droższe specjalne podkładki, które same wypełniają się wodą?
Źródło: internet


