Witajcie!
Proszę Was o pomoc - co mam zrobić w tej sytuacji? Rozstać się, czy dać szansę czy co zrobić,bo sama nie wiem...proszę poradźcie mi!
Jesteśmy z narzeczonym prawie trzy lata. Jestem bardzo za nim, kocham go bardzo i nie chce sie z nim rozstawać,bo zależy mi na nim. Ogólnie na początku związku przyznał mi się,że będąc z poprzednią dziewczyną zdradzał ją, chodził na panienki, płacił za sex, zdradzał tą dziewczynę ze swoją poprzednią, nawet z jej kuzynką poszedł do łóżka - wszystko mi powiedział. Chociaż słyszałam,że jak człowiek zdradzał i to aż tak to będzie to robił. Ale pokochałam go, było z nami dobrze. Fakt,że czasem jest niedoniesienia,bo nie mogę zapytać kto zadzwonił czy kto coś chciał jak właśnie ktoś zadzwoni,napisze sms - no ale rozumiem, są tacy ludzie i przestałam pytać. Ogólnie jak mu coś nie pasowało we mnie to starałam się to zmienić - chociaż ciężko,ale starałam się,bo naprawdę zależy mi na nim. Ale ostatnio odprowadził mnie do domu i skłamał mi,że napisał do niego kolega, a wiem,że skłamał,bo rozmawiałam z dziewczyną tego kolegi kilka dni potem i z tym kolegą i mówił,że nic nie pisał. Jak zwróciłam mu uwagę czemu skłamał to powiedział,że to jednak siostra pisała o nowym klubie, a ja że nie mogła pisać,bo ona była tam w sobotę i mówiła nam o tym w niedzielę a to było w piatek, no to powiedział, że mama, no nie chciałam drążyć tematu i zostawiłam to. Kilka dni potem byliśmy u znajomych i on się uparł,że pójdzie z kolegą na spacer, no i poszli, a ja poszłam zamknąć drzwi za nimi i usłyszałam jak mój narzeczony powiedział,do swojego kolegi "..ona napisała do mnie po 23.." i potem zapytałam jak wrócili o co chodzi, i oboje,że wymyślam,że coś źle usłyszałam. No ok, olałam to. Ale wczoraj znalazłam nagi zdjęcia jakieś blondy cycatej dziewuchy u niego. Wściekła strasznie..powiedziałam mu,że bardzo go kocham,chciałam z nim rodzinę założyć i wg, ale ma powiedzieć prawdę co go łączy z tą nagą typiarą co mu zdj wysłała..On powiedział,że widział ją raz w życiu, rok temu u kolegi jak był, bo przyszła na chwilę kolegi siostra i właśnie ta blondyna i tyle. I on przyznał się,że wtedy był to sms od niej,ale nie wiedział na początku,że to ona i tylko napisała,ze ma podać emil to podał i zobaczył te zdj co mu wysłała i zaprosiła do siebie na sex. No i oczywiście,że ja wymyślam i wyolbrzymiam, bo go z nią nic nie łączy, że pierwszy raz taka sytuacja miała miejsce i że usunął to już, no i nie chciał mi mówić,bo bym i tak nie uwierzyła. A ja mu mówiłam,że mógł od razu powiedzieć a nie brnąć w kłamstwach. Ogólnie nie odzywam sie do niego, ale nie potrafię i zaczęłam do niego pisać,że mu to wybaczam,że możemy sie spotkać chociaż na spacer,a ogólnie spotkamy się w pon. A on, że nie, że w pon się nie zobaczymy,bo on jedzie do siostry. Powiedziałam mu,że przecież możemy razem jechać,że i tak mówiłam wcześniej,że w poniedziałek się spotkamy, że nie będą drążyła tematu i będzie wszystko OK. A on,że nie on sam pojedzie i wg, a ja,że to są święta i zawsze razem jeździmy do jego siostry i męża jej. A on,że on tak chce i jedzie sam. A ja mu mówie,że on nic nie pokazuje,żeby pokazać,że mu głupio, że mu zależy,że powinien się postarać i inicjatywa być z jego strony - a on,że tylko zamęczam go sms, że wymyślam, wyolbrzymiam, że woli mi dać te kilka dni,abym przemyślała wszystko jak jak mówiłam, że zatęsknilibyśmy i wtedy się spotkamy. No kur*** ja się staram,wybaczam mu to, chociaż miał jaką miał przeszłość,ale odcinam się od tego i chcę,aby był dobrze. A on nic. Zero. Czy serio przesadzam? Normalnie jak się kogoś kocha i zależy to pokazuje to, tym bardziej jak stało się cos takiego..A z jego strony nic...Co mam zrobić? pomóżcie,bo już sama nie wiem. Czy dobrze robię,czy nie, czy jestem zbyt miękka czy co...