Witam. Bardzo chciałabym podzielić się z kimś swoim problemem z którym sobie ewidentnie nie radzę, a nie bardzo mam z kim.. pomyślałam sobie, że dobrze będzie napisać o tym tutaj. Specjalnie w tym celu założyłam tutaj konto, liczę na to, że ktoś zechce mi pomóc:) przepraszam za to, że tak się rozpisałam ale naprawdę starałam się pisać najmniej jak się da jednocześnie nie szczędząc żadnych szczegółów.
Więc może od początku. Mam 17 lat, rok temu zaczęły się moje problemy z długami. Od rodziców, mimo tego że nie jesteśmy biedni, nie dostawałam żadnych pieniędzy. Kupowali tylko to, co było niezbędne, zupełne minimum.. w wakacje zadłużyłam się u przyjaciółki, kilku znajomych, nawet u taty. Łącznie musiałam oddać około 500 złotych. Myślałam nad tym, co zrobić, skąd te pieniądze wziąć i jedynym wyjściem był sponsoring. Jestem niepełnoletnia, do żadnej pracy iść nie mogę, poza tym trudno byłoby mi pogodzić szkołę z pracą. Więc zaczęłam przeglądać różne strony, ogłoszenia. Aż w końcu trafiłam na pewnego mężczyznę. Miał 42 lata. Spotkaliśmy się jakiś czas, było naprawdę miło, pisaliśmy dużo maili i bardzo go polubiłam. Kiedy się spotykaliśmy robiliśmy dużo rzeczy, ale do seksu nie dochodziło. Byłam dziewicą, to była dla mnie granica bezwzględna. Zrozumiał to. Po czwartym spotkaniu przestał się odzywać. Zupełnie nagle. Urwał kontakt, i do dziś nie wiem co się stało.. bardzo długo nie mogłam się po tym pozbierać, byłam w totalnej rozsypce. Jakiś czas po tym zaczęłam mailować z innym mężczyzną. Szybko doszło do spotkania, prawie nic o sobie nie wiedzieliśmy. Był okropny, obrzydliwy, zrobił coś na co w ogóle się nie godziłam, na spotkaniu czułam się jak dziwka i chciałam jak najszybciej się z nim pożegnać.. po tym spotkaniu zrobiłam sobie przerwę. Miałam trochę pieniędzy, poza tym bałam się, że znowu trafie na kogoś obleśnego, kogoś kto zrobi mi krzywdę. Jednak po około miesiącu znowu do tego wróciłam, za każdym razem kiedy potrzebowałam jakiejś gotówki wiedziałam, że w ten sposób szybko zarobie trochę kasy. Założyłam konto na pewnej stronie. Poznałam na niej 28-letniego mężczyznę. Nie był z mojego miasta, mieszkał około 150 km stąd. Napisał do mnie. Bardzo mi sobą zaimponował, wydawał się być bardzo w porządku. Wykorzystał moją głupotę i naiwność-po dwóch tygodniach znajomości pojechałam do niego. Odebrał mnie z dworca i pojechaliśmy do jego mieszkania. Moi rodzice oczywiście o niczym nie wiedzieli. Spędziłam u niego cały dzień. Po jakimś czasie zaczął na mnie naciskać, powiedział, że jeśli nie oddam mu się siłą, to zmusi mnie do seksu. W ten sposób straciłam dziewictwo. Chyba nie muszę mówić, jaki wpływ na moją psychikę wywarło to, co się stało.. tym bardziej, że po spotkaniu on zupełnie przestał się mną przejmować, pisać do mnie.. stałam mu się obojętna. W końcu zakończyłam znajomość. Czułam się okropnie skrzywdzona, upokorzona, wykorzystana.. mi na nim zalezało, a on mnie wykorzystał. Dziś, po tych 6 miesiącach nie myślę już o nim. Pewnie dlatego, że na początku listopada poznałam kogoś nowego... (teraz opiszę wszystko ze szczegółami, ponieważ to jest w tym wszystkim chyba najistotniejsze)
Odpowiedziałam na jego ogłoszenie. Było wyjątkowe(jeśli mogę tak je nazwać)-bardzo zależało mi na tym, żeby mi odpowiedział. Tym bardziej, że jego zainteresowanie dotyczące kwestii intymnych było niemalże identyczne co moje. Wiedziałam, że mogłabym go zaspokoić. W końcu odpisał. Mailowaliśmy troche, jednak on stwierdził, że nie możemy sie spotkać bo jestem niepełnoletnia, on nie chce mieć problemów i takie tam.. ok, byłam trochę zawiedziona ale zrozumiałam to. Wysłał mi jednak pieniądze, bo stwierdził że chce mi pomóc, żebym miała pieniądze i żebym nie musiała iść z żadnym facetem do łóżka. Zgodziłam się, choć głupio było mi brać od niego kasę za nic. Nie przestaliśmy mailować. Dowiedziałam się, że mieszka w tym samym mieście co ja, w samym centrum. Ma 28 lat. I jest weterynarzem(co cholernie mnie podnieca, nie mam pojęcia dlaczego) Pisaliśmy coraz częściej, coraz więcej, coraz bardziej się poznawaliśmy.. z czasem zaczęłam go coraz bardziej lubić. W między czasie dowiedziałam się, że ma dziewczynę i że z nią mieszka. Stwierdziłam, że nie przeszkadza mi to, w końcu chodzi tylko o seks. Z czasem nasza relacja zmieniła trochę charakter.. zaczęliśmy być dla siebie kimś więcej niż tylko ''kochankami''. Pisałam z nim ciągle, będąc w domu, w szkole, w mieście.. o każdej porze dnia. Do tego doszły długie rozmowy przez telefon. Rozmawialiśmy na każdy temat, ale cały czas przewijał się wątek kwestii erotycznych, naszych fantazji itd. Wysyłał mi pieniądze, prezenty na urodziny, na święta, na Walentynki.. doładowywał co jakiś czas telefon. Rozpieszczał mnie, mimo tego, że nie raz byłam temu przeciwna-głupio czułam się dostając tyle rzeczy 'za nic'. Twierdził, że 'lubi dbać o swoją księżniczkę i chcę, żeby miała wszystko co najlepsze', czy coś takiego. W zamian wysyłałam mu co jakiś czas swoje zdjęcia (nie, nie nagie). Bardzo mu się podobałam, często mnie komplementował. Mówił mi, że mnie uwielbia, że jestem cudowna, mam świetny charakter. Ja to w 100% odwzajemniałam. Cieszyłam się, że poznałam kogoś takiego. Dowiedziałam się, że zdarza mu się kłócić ze swoją dziewczyną o to, że chciałby, żeby była bardziej podobna do mnie. To wszystko co robił, sprawiło że w pewnym momencie straciłam kontrolę nad swoimi uczuciami-w przeciwieństwie do większości facetów nie umiem oddzielić uczuć od seksu. Zauroczyłam się w nim, mimo tego że jeszcze się nie spotkaliśmy. Kiedy w weekendy się nie odzywał (spędzał czas z dziewczyną), cholernie za nim tęskniłam. I on za mną też. Narobiłam sobie nadziei, myślałam że może po jakimś czasie, po kilku spotkaniach on zacznie coś do mnie czuć, zauroczy się we mnie i będziemy razem. Wierzyłam w to mimo tego, że on nigdy mi czegoś takiego nie obiecywał. Kiedyś tylko powiedział mi, że może mogłoby być coś z tego, gdyby nie to że ma dziewczynę, i że jestem taka młoda. Byłam pewna, że zmieni zdanie...
Długo nie mogliśmy się spotkać. On mógł tylko w tygodniu, poniewaz tylko wtedy pracuje i mógł okłamać dziewczynę mówiąc, że idzie do pracy. Ja z kolei ze względu na szkołę mogłam głównie w weekendy. W końcu 16 marca spotkaliśmy się. To był poniedziałek. Pojechałam po szkole do wynajętego przez niego mieszkania. Kiedy go pierwszy raz zobaczyłam.. zupełnie odjęło mi mowę. Nie był kompletnie w moim typie. Zupełnie. Ale nie przywiązywałam do tego większej uwagi, zawsze uważałam że najważniejszy jest charakter, dopiero potem wygląd. Kiedy weszłam do mieszkania, właściwie od razu przeszliśmy do rzeczy, mimo tego że wyobrażałam to sobie trochę inaczej.. rozebrał mnie, zaczęliśmy się całować, dotykać, było nam naprawdę, naprawdę dobrze... robiliśmy dużo rzeczy, prócz seksu(mimo tego, że nie jestem dziewicą, a on wiedział o wszystkich poprzednich facetach, zdecydowaliśmy że poczekamy z tym). Spędziłam u niego około 7 godzin. Dużo tego czasu spędziliśmy w łóżku, kiedy leżeliśmy wtuleni w siebie i rozmawialiśmy. Mówił mi, że bardzo mnie polubił.. i że nie planował polubić mnie aż tak bardzo.. co było dla mnie bardzo miłe. Cały czas mnie dotykał, patrzył na mnie, mówił mi że jestem piękna i że bardzo mu się podobam.. myślałam, że lepiej być nie może.
Około 20 wyszłam, musiałam wracać do domu. Pożegnałam się z nim zwyczajnie, nie sądziłam że będzie to pierwsze i zarazem ostatnie nasze spotkanie..odprowadził mnie wzrokiem do windy, uważnie patrzył na mnie jak odchodzę. Planowaliśmy już nawet kolejny raz, kiedy się zobaczymy. W drodze powrotnej zadzwoniłam do przyjaciółki i ucieszona jej o wszystkim opowiedziałam.
Na drugi dzień w ogóle się nie odezwał. Wtedy zaczęłam się niepokoić.. ale tłumaczyłam to sobie tym, że pewnie nie ma czasu albo jest z dziewczyną. Wieczorem zaczęłam się porządnie martwić. Bałam się że znowu spotka mnie to samo-ktoś zabawi się mną i zostawi. W środę, kiedy byłam w szkole napisał maila. Napisał, że było mu ze mną bardzo dobrze i że jestem fantastyczna, ale nie możemy się więcej spotykać. Że ma wyrzuty sumienia, i że źle się czuje z tym co zrobił. Zaniemówiłam.. zupełnie się tego nie spodziewałam. Nie odpisałam mu. Zadzwonił po południu, rozmawialiśmy ponad godzinę, ja cały czas płakałam, a on przepraszał i mówił, że mu przykro... że nasze spotkania nie ułatwiałyby mu życia. Ze w końcu byłoby nam razem coraz lepiej i lepiej, i jeszcze trudniej byłoby nam to zakończyć... nie wierzyłam w to co się dzieje. W momencie, kiedy ja zaczęłam się jeszcze bardziej angażować, kiedy się w nim zakochałam, on mnie zostawił. Potrzebowałam go, miałam ochotę błagać, żeby mnie nie zostawiał.. ale wiedziałam, że to nic nie da. Prosiłam go o ostatnie spotkanie. Chciałam go jeszcze raz zobaczyć i wszystko sobie z nim wyjaśnić, jakoś go przekonać... powiedział że to niemożliwe i już nigdy więcej się nie zobaczymy. Po tej rozmowie załamałam się totalnie. Płakałam całymi dniami, w domu, w szkole, nie mogłam spać po nocach, mając świadomość że to koniec.. wiem, ktoś może uznać mnie za wariatkę, w końcu nigdy nie byliśmy razem, a on niczego mi nie obiecywał.. ale przez te 5 miesięcy można powiedzieć że uzależniłam się od niego. Był codziennie, a teraz nie ma go w ogóle...
w nocy ze środy na czwartek zadzwonił do mnie. spytał jak się czuje, i czy mi lepiej. mówił, że jemu tez nie jest łatwo, i że mam mu obiecać, że go nie wydam... zaczęłam odnosić wrażenie że tylko na tym mu zależy, że boi się tylko o siebie. poczułam się wtedy okropnie, okropnie bezsilna..tego uczucia nie da się opisać.
Tej nocy powiedziałam o wszystkim tacie. O wszystkim oprócz tego, że robiłam to za pieniądze. Powiedział, że mam zapomnieć.. ale zapomnieć się nie da. Nie da się zapomnieć o kimś, kto tyle dla Ciebie znaczył. Może z czasem, to wszystko minie.. ale całkiem nie dam rady zapomnieć. I przykro mi, że jego dziewczyna, zupełnie nieświadoma teraz jest przy nim, a ja.. zostałam sama. I mimo tego, że minęły już(albo dopiero) prawie dwa tygodnie, ból w ogóle nie ustępuje. Mam wrażenie, że wręcz przeciwnie..
w poprzedni weekend napisał mi smsa ''Napisz mi proszę co się dzieje.. Jest Ci chociaż trochę lepiej? Muszę coś wiedzieć, bo zwariuje od tego wszystkiego..". Nie odpisałam mu. Chwilowo poczułam się lepiej, wiedząc że on też cierpi. Pytanie tylko, czy naprawdę się o mnie martwi, czy martwi się o to, że prawda wyjdzie na jaw...
Wczoraj nie wytrzymałam. Byłam pewna że w tygodniu do mnie zadzwoni, będzie próbował się ze mną skontaktować.. a on nic. Zadzwoniłam do niego wczoraj. Miał wyłączony telefon, jak zwykle zresztą, włącza go tylko wtedy kiedy chce do mnie napisać czy zadzwonić. Godzinę temu dostałam wiadomość, że go włączył. Ale nie oddzwonił.
Napisałam to wszystko, bo szukam pomocy... szukam wsparcia, szukam kogoś, kto mi powie co robić. Jak zapomnieć.. na pewno dużo osób twierdzi, że zwariowałam.. jak można tęsknić za kimś takim.. a jednak można.
Jeśli ktoś dotrwał do tego momentu i wszystko przeczytał, bardzo dziękuję. To wiele dla mnie znaczy.
Jeśli ktokolwiek zechce mi pomóc, napisać, porozmawiać.. założyłam konto na GG, 53457613. Nie spodziewam się, że znajdzie się osoba która będzie chciała napisać, ale może jednak:) komentarze również przeczytam i na wszystkie odpowiem.
Za wszystkie błędy przepraszam, ale od początku piszę ze łzami w oczach.