mąż po 10 latach chce rozwodu, ale ja widzę iskrę nadzieji... - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » mąż po 10 latach chce rozwodu, ale ja widzę iskrę nadzieji...

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 11 ]

Temat: mąż po 10 latach chce rozwodu, ale ja widzę iskrę nadzieji...

Witajcie. Bardzo Was proszę o pomoc, wiem, że podobnych tematów jest wiele, ale jednak każdy się czymś różni, mój myślę różni się dużo. W skrócie napiszę, bo gdybym pisała wszystko wyszłaby opowieść na kilka stron.
Jesteśmy parą 10 lat, małżeństwem 2. Bywało różnie jak to w życiu. Mąż zawsze był twardą stroną tego związku, ja niestety tą miękką. Wiedział doskonale (tak mi się wydaję), że jest całym moim życiem, że ja zawsze choćby nie wiem co będę. Nigdy mnie nie zdradził, liczył się z moim zdaniem ale tak naprawdę było kilka sytuacji, że kończył ten związek, a potem po moich staraniach wracał. Tym razem dzieje się inaczej. Już miesiąc temu powiedział , że chce rozwodu - powodem jest to, że przyznaje się bez bicia odwaliło mi trochę i stałam się przesadnie zazdrosna, miałam kiedyś z tym problemy ale zwalczyłam to, ale ostatnie kilka miesięcy to wróciło. Piszę od razu że to nie były jakieś śledzenia z mojej strony, żadne sprawdzanie - po prostu nazwijmy to męczenie słowne. Straciłam pewność siebie, pytałam czy kocha, czy nie zostawi itp. Oprócz tego podejrzewałam, ale nie wmawiałam, po prostu pytałam czy nie ma nikogo innego, czy nie zdradził/niezdradzi. Mąż próbował ze mną rozmawiać, ja nie chciałam słuchać no i po kilku takich miesiącach powiedział dość. Starałam się naprawić ale on już mówił, że nie chce. Wiem, że to co robiłam było złe ale czy to jest powód do kończenia tak długo trwającego związku? Jest jeszcze jedna kwestia - mąż nie chce dzieci, ja zawsze chciałam, powiedział mi nie dawno o tym - ja mu powiedziałam, że jestem w stanie zrezygnować z chęci posiadania dziecka dla naszego małżeństwa ale mi nie wierzy. Nie wiem co robić. Podejrzewam, że dostanę rady, żeby odpuścić - jeśli kocha to sam zrozumie. Ja doskonale wiem, że nic na siłę, tylko jest tutaj jedna kwestia, która budzi moje wątpliwości. Mąż jest człowiekiem który jest niezwykle uparty i zawzięty, i sam się ostatnio przyznał, że choćby go skręcało i nie wiem co jeszcze nie przyzna się do tego, nie wyciągnie pierwszy ręki. I zawsze tak było - to ja wyciągałam rękę, i on dopiero wtedy robił krok. I obawiam się, że jeśli ja całkiem teraz odpuszczę żeby poczuł, że traci, to to nic nie da, albo spowoduje jeszcze gorzej. Bo przez ten czas kiedy powiedział, że chce rozwodu dalej mieszkamy razem, udało się nam parę razy być blisko, ale ostatnio powiedział mi, że nie możemy tego więcej robić bo to go zbliża do mnie a nie może tak być. On ewidentnie na siłę próbuje się odsunąć i wydaje mi się, że ja dzięki temu że jestem w tym domu, blisko niego on sam ze sobą walczy, a jeśli odsunę się na drugi plan on przestanie i ja mu tym ułatwię. Mam nadzieję, że mnie rozumiecie. Proszę nie oceniajcie mnie, być może jest to poniżanie samej siebie ale naprawdę znam go tyle lat i wiem, że po prostu taki ma charakter, i w takich sytuacjach nie zachowa się inaczej. A ja wolę schować dumę do kieszeni bo chcę walczyć o to małżeństwo bo naprawdę jest o co. Nawet jeśli on teraz tego nie chce, być może potrzebuje czasu żeby mi zaufać. Nie wiem jak to ugryźć, pomocy..

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: mąż po 10 latach chce rozwodu, ale ja widzę iskrę nadzieji...

Tak, jesteś zatracona w nim. Pewnie za dużo poświęceń, za dużo twojej pracy nad tym związkiem. Za dużą miał pewność że będziesz, może chciał sprawdzić czy mimo jego słowom że odchodzi, będziesz chciała walczyć o niego.
Skoro czułaś się niepewnie, miałaś prawo to okazywać ale bez przesady z zasypywaniem go pytaniami o to.. facet poczuł pewnie że może wszystko, brak granic.

Odp: mąż po 10 latach chce rozwodu, ale ja widzę iskrę nadzieji...
zatracona28 napisał/a:

Witajcie. Bardzo Was proszę o pomoc, wiem, że podobnych tematów jest wiele, ale jednak każdy się czymś różni, mój myślę różni się dużo. W skrócie napiszę, bo gdybym pisała wszystko wyszłaby opowieść na kilka stron.
Jesteśmy parą 10 lat, małżeństwem 2. Bywało różnie jak to w życiu. Mąż zawsze był twardą stroną tego związku, ja niestety tą miękką. Wiedział doskonale (tak mi się wydaję), że jest całym moim życiem, że ja zawsze choćby nie wiem co będę. Nigdy mnie nie zdradził, liczył się z moim zdaniem ale tak naprawdę było kilka sytuacji, że kończył ten związek, a potem po moich staraniach wracał. Tym razem dzieje się inaczej. Już miesiąc temu powiedział , że chce rozwodu - powodem jest to, że przyznaje się bez bicia odwaliło mi trochę i stałam się przesadnie zazdrosna, miałam kiedyś z tym problemy ale zwalczyłam to, ale ostatnie kilka miesięcy to wróciło. Piszę od razu że to nie były jakieś śledzenia z mojej strony, żadne sprawdzanie - po prostu nazwijmy to męczenie słowne. Straciłam pewność siebie, pytałam czy kocha, czy nie zostawi itp. Oprócz tego podejrzewałam, ale nie wmawiałam, po prostu pytałam czy nie ma nikogo innego, czy nie zdradził/niezdradzi. Mąż próbował ze mną rozmawiać, ja nie chciałam słuchać no i po kilku takich miesiącach powiedział dość. Starałam się naprawić ale on już mówił, że nie chce. Wiem, że to co robiłam było złe ale czy to jest powód do kończenia tak długo trwającego związku? Jest jeszcze jedna kwestia - mąż nie chce dzieci, ja zawsze chciałam, powiedział mi nie dawno o tym - ja mu powiedziałam, że jestem w stanie zrezygnować z chęci posiadania dziecka dla naszego małżeństwa ale mi nie wierzy. Nie wiem co robić. Podejrzewam, że dostanę rady, żeby odpuścić - jeśli kocha to sam zrozumie. Ja doskonale wiem, że nic na siłę, tylko jest tutaj jedna kwestia, która budzi moje wątpliwości. Mąż jest człowiekiem który jest niezwykle uparty i zawzięty, i sam się ostatnio przyznał, że choćby go skręcało i nie wiem co jeszcze nie przyzna się do tego, nie wyciągnie pierwszy ręki. I zawsze tak było - to ja wyciągałam rękę, i on dopiero wtedy robił krok. I obawiam się, że jeśli ja całkiem teraz odpuszczę żeby poczuł, że traci, to to nic nie da, albo spowoduje jeszcze gorzej. Bo przez ten czas kiedy powiedział, że chce rozwodu dalej mieszkamy razem, udało się nam parę razy być blisko, ale ostatnio powiedział mi, że nie możemy tego więcej robić bo to go zbliża do mnie a nie może tak być. On ewidentnie na siłę próbuje się odsunąć i wydaje mi się, że ja dzięki temu że jestem w tym domu, blisko niego on sam ze sobą walczy, a jeśli odsunę się na drugi plan on przestanie i ja mu tym ułatwię. Mam nadzieję, że mnie rozumiecie. Proszę nie oceniajcie mnie, być może jest to poniżanie samej siebie ale naprawdę znam go tyle lat i wiem, że po prostu taki ma charakter, i w takich sytuacjach nie zachowa się inaczej. A ja wolę schować dumę do kieszeni bo chcę walczyć o to małżeństwo bo naprawdę jest o co. Nawet jeśli on teraz tego nie chce, być może potrzebuje czasu żeby mi zaufać. Nie wiem jak to ugryźć, pomocy..

W waszym przypadku tylko terapia malzenska, jakis arbitraz, rozmowy z kims. Ani on, ani Ty nie jestescie w stanie poradzic sobie sami z wlasnymi problemami. Ktos po prostu musi pokazac wam, przez swoje zdanie, przez porownane ze wasza sytuacja to kwestia radzenia sobie z zachowaniami, roznicami. To nie jest tragedia ale takie niedogodnosci. Poza tym maz zle pojmuje swoja dume a Ty uleglosc. Maz strzela z armaty do problemow mniejszego o wiele kalibru.

4

Odp: mąż po 10 latach chce rozwodu, ale ja widzę iskrę nadzieji...

Terapia malzenska jak najbardziej. Gdyby jednak z roznych powodow nie byloby to mozliwe... Moze mozna to malzenstwo uratowac.  Nie mow juz nic o waszej pzyszosci, nie pytaj o wasze relacje, o jego uczucia, traktuj meza przyjaznie, ale nie poswiecaj mu za duzo czasu. Wspomnialas o swojej zazdrosci. Moze byc tak, ze to twoja niepwnosc i "upierdliwosc" sprawiaa, ze maz ma watpliwosci czy byc z toba dalej czy nie.

Moze tez dlatego nie chciec dziecka. I to, ze godzisz sie na brak dziecka, moze jeszcze bardziej odpychac go od ciebie, bo pokazujesz, jak bardzo jestes niepewna i jak malo szanujesz swoje potzreby. Warto bys sama poszla na terapie i pracowala nad wzmocnieniem siebie. Tylko silna, niezazdrosna, kochajaca madrze kobieta moze na tym etapie "zatrzymac" meza. Ale nawet jesli juz na to za pozno, na pracy nad soba nic nie tracisz, tylko zyskujesz.

5 Ostatnio edytowany przez zatracona28 (2015-03-24 18:31:54)

Odp: mąż po 10 latach chce rozwodu, ale ja widzę iskrę nadzieji...

Niestety terapia małżeńska nie wchodzi grę bo mąż nie chce... Co do tego , że mąż poczuł że nie ma granic zgadzam się z tym, ale obawiam się, że tak jak pisałam jest to typ człowieka i ma to w genach, że pierwszy nie pokaże że żałuje lub że zmienił zdanie. Tym bardziej, że od zawsze taka byłam, i on doskonal o tym wie. I w tym momencie mój całkowity dystans raczej pogorszy niż polepszy sytuację. Bo skoro do tej pory moje malutkie czułości i obecność przynosiły efekt bo małe kroki z jego strony się pojawiały to myślę, że ta droga jest dobra. W tym wszystkim nie daje mi spokoju jedna kwestia - mówi, że koniec ale czynami nie robi nic w tym kierunku. Chciałabym aby to małżeństwo trwało, dziecko nie jest moim priorytetem w życiu choć kiedyś było, ale od kiedy poznałam jego zdanie w tym temacie przemyślałam i czuje po prostu że małżeństwo jest dla mnie ważniejsze niż potomstwo.
edit:
co do mojej zazdrości i nachalności - od kiedy czułam, że on zaczął się wahać odpuściłam z tym. A on mi powiedział, że tak jak teraz jest mu dobrze - tylko on uważa, że jest mu dobrze bo podjął decyzję o końcu małżeństwa - a ja myślę, że jest mu dobrze bo w końcu przestałam ciągle pytać, tulić, całować, zazdrościć itp. I on to widzi, ale nie wierzy, że zmiana jest trwała a nie tylko spowodowana strachem o stratę. Nie wiem naprawdę jak to inaczej ugryźć.
Fakt faktem, że pierwszą rozmowę próbowałam z nim podjąć po 2 tygodniach od jego decyzji, powiedział wtedy że nie zmienił zdania i nie wie co dalej, ale dalej były kontakty między nami w miarę ok - napewno nie takie jak między ludźmi którzy chcą się rozwieść. Druga próba rozmowy z mojej strony była po kolejnych dwóch tygodniach - wtedy usłyszałam to samo ale trochę w ostrzejszych słowach. Trzecia rozmowa po kilku dniach - mój błąd i jeszcze ostrzej to usłyszałam.. Ale nadzieję daje mi to, że on twierdzi, że to koniec na 100% ale nie wie co będzie za jakiś czas..

6

Odp: mąż po 10 latach chce rozwodu, ale ja widzę iskrę nadzieji...

Nie zatrzymasz męża przy sobie, jeśli on tego nie chce. To co możesz zrobić to zająć się sobą i żyć tu i teraz. Im bardziej tobie zależy na kontakcie z mężem, tym bardziej on chce wyzwolić się ze "złotej klatki" oraz twoich podejrzeń. Pomyśl o tym jakbyś się czuła słysząc często prowokacyjne teksty pt. pewnie mnie rzucisz, czy zdradzasz itp.. zamęczyć się można słysząc takie słowa od partnera.
Zmiany swojego myślenia na temat zdrowej i świadomej relacji partnerskiej możesz dokonać tylko ty sama z pomocą psychoterapeuty lub poprzez rozwój osobisty.
Przytoczę fragment tekstu, który może ciebie zainteresuje, zainspiruje, może "zobaczysz" w nim siebie i partnera? Życzę owocnej pracy nad sobą.

"... Próby zachowania równowagi między bliskością i dystan­sem mogą być skomplikowane i wywoływać lęk przed porzu­ceniem lub przed usidleniem. Lęk przed porzuceniem i jego lustrzane odbicie, lęk przed usidleniem, są najczęstszymi przyczynami problemów z zaufaniem w związkach miłos­nych.

Jeśli twoim problemem jest lęk przed opuszczeniem, może być tak, że stale nawiązujesz związki, które są słabe, podko­pywane przez cichą, wiszącą w powietrzu groźbę ich zakoń­czenia. Żyjesz w oczekiwaniu na kolejny cios i reagujesz na dwa sposoby: albo ciasno przywierasz, co zazwyczaj odpycha twego partnera, albo odchodzisz pierwsza, by uniknąć po­rzucenia, które wydaje ci się nieuniknione. W każdym przy­padku spełnia się twoje oczekiwanie, że zostaniesz sama.

Lęk przed porzuceniem to problem, który prawie zawsze korzeniami sięga dzieciństwa.
Może spowodowany został tak wydawałoby się niewinnym zachowaniem dorosłych, jak brak reakcji na twój płacz, a może tak ekstremalnymi sytu­acjami, jak rzeczywiste porzucenie przez opiekuna. Przeko­nanie leżące u podstaw takich lęków zawiera się w stwierdze­niu: ?Nie dość zasługuję na miłość, by ktoś mógł ze mną zostać?. A wniosek z lekcji, której musisz się nauczyć, brzmi:

?Zasługujesz na miłość wystarczająco, by ktoś został z to­bą?. Wiara w to zmieni oczekiwania, które przekazujesz, i dzięki temu spowoduje zmianę skutków, których doświad­czasz. Lekcja będzie się wciąż na nowo pojawiała w twoim związku, dopóki nie wyzbędziesz się leżącego u jej podstaw przekonania.

Jeśli twoim problemem jest lęk przed usidleniem, będziesz czuła się ?zduszona? za każdym razem, gdy ktoś za bardzo się zbliży. Usidlenie, przeciwieństwo opuszczenia, wiąże się z obawą, że nigdy nie dostaniesz dość przestrzeni, bo druga osoba po prostu cię przytłacza.
Lęki tego rodzaju mogą się­gać okresu dorastania w otoczeniu nadmiernie kontrolują­cym czy też w takim, w którym brakło prywatności, prze­strzeni lub czasu dla siebie.
...Kontrolowanie blokuje przepływ energii między partnerami. Jeśli któreś z nich jest osobą kontrolującą, nie może uczestni­czyć w wymianie daję ? i ? biorę, niezbędnej w prawdziwym związ­ku, ponieważ zawsze chce dominować. Autentyczna relacja wy­maga, byście obydwoje dążyli do tego, co dyktuje ?my?, a nie do tego, co chce każde indywidualne ?ja?. Kontrolując wszyst­ko, nie pozwalasz, by ?my? zaistniało jako silna jednostka...
Jeśli twoim problemem jest kontrola, musisz nauczyć się, jak wyeliminować nieustępliwość. Związek intymny może być doskonałą okazją, by to praktykować, bo dzielenie fote­la kierowcy w relacji tego rodzaju jest szczególnie ważne."
"...Na ścieżce lęku istnieje tak wiele warunków, ocze­kiwań i obowiązków, że tworzymy mnóstwo reguł, tylko po to, by osłonić się przed emocjonalnym bó­lem. Tymczasem nie powinno być żadnych reguł. Wszelkie prawidła wpływają i zakłócają jakość odbio­ru naszych kanałów komunikacyjnych. Jest tak dlate­go, że kiedy się boimy ? kłamiemy. Jeśli się spodzie­wasz, że będę taki, jakim chciałbyś mnie widzieć, poczuwam się do obowiązku, żeby spełnić to oczeki­wanie. Tymczasem wcale taki nie jestem. Kiedy jestem szczery, kiedy jestem taki, jaki jestem, nie akceptu­jesz mnie, czujesz się zraniony. Więc następnym ra­zem skłamię, ponieważ boję się odrzucenia. Boję się, że mnie zbesztasz, oskarżysz, uznasz za winnego, uka­rzesz. A ty ciągle o tym pamiętasz i wymierzasz mi karę znowu i znowu, i znowu ? za ten sam błąd.
Na ścieżce miłości jest sprawiedliwość. Jeśli popeł­nisz błąd, zapłacisz za niego tylko raz, a jeśli napraw­dę siebie kochasz, będziesz się uczyć na błędach. Na ścieżce lęku nie ma sprawiedliwości. Za ten sam błąd płacisz tysiące razy. Tak się rodzi poczucie niespra­wiedliwości, które otwiera mnóstwo emocjonalnych ran. I oczywiście potem z góry nastawiasz się na niepowodzenie. Ludzie robią dramat ze wszystkiego, na­wet z rzeczy bardzo prostych i mało istotnych. Postrzegamy te dramaty jako normalne związki, ponie­waż pary kroczą ścieżką lęku."

"Na ścieżce miłości dajesz więcej, niż bierzesz. I oczywiście kochasz siebie samego na tyle, by nie pozwolić wykorzystywać się egoistom. Nie szukasz odwetu, ale podajesz jasne komunikaty. Możesz powiedzieć: ?Nie podoba mi się, że próbujesz mnie wykorzystywać, że mnie nie szanujesz, że jesteś dla mnie niegrzeczny. Nie potrzebuję kogoś, kto mnie będzie obrażał słownie, emocjonalnie, fizycznie. Nie muszę bez przerwy słuchać twoich narzekań. Nie chodzi o to, że jestem lepszy od ciebie, lecz o to, że kocham piękno. Kocham śmiać się. Kocham bawić się. Kocham kochać. To nie znaczy, że jestem egoistyczny, po prostu nie potrzebuję obok siebie kogoś, kto czuje się ofiarą. To nie znaczy, że cię nie kocham, ale nie mogę brać na siebie odpowiedzialności za twój sen. Jeśli zwiążesz się ze mną, będzie to bardzo trudne dla twojego Demona, ponieważ w ogóle nie będę reagować na twój ?balast ran?. To nie jest egoizm, to miłość i szacunek dla nas samych. Egoizm, władczość i lęk zniszczą niemal każdy związek. Szlachetność, wolność i miłość są zaczynem najpiękniejszych związków ? niekończącego się romansu?"

7

Odp: mąż po 10 latach chce rozwodu, ale ja widzę iskrę nadzieji...
Iwona40 napisał/a:

Nie zatrzymasz męża przy sobie, jeśli on tego nie chce. To co możesz zrobić to zająć się sobą i żyć tu i teraz. Im bardziej tobie zależy na kontakcie z mężem, tym bardziej on chce wyzwolić się ze "złotej klatki" oraz twoich podejrzeń. Pomyśl o tym jakbyś się czuła słysząc często prowokacyjne teksty pt. pewnie mnie rzucisz, czy zdradzasz itp.. zamęczyć się można słysząc takie słowa od partnera.

Masz racje - nie zatrzymam na siłę. Ale właśnie o to chodzi - że on mi daje sprzeczne sygnały - mówi co innego ale czynami pokazuję trochę co innego. Ja w tym momencie nie mam innego wyjścia tylko czekać i dać mu czas. Tylko ciągle zastanawiam się jaka powinnam być podczas tego oczekiwania? nie do końca jestem pewna czy to że mi zależy go odsuwa, bo tak jak już pisałam mam wrażenie, że to, że jestem i uczestniczę dalej w jego życiu działa na niego zbliżająco.. choć mogę się mylić.
Tak jak już pisałam, przestałam być już zazdrosna, przestałam go trzymać w złotej klatce. To już nie wróci z mojej strony. Tylko on musi w to jakoś uwierzyć a jak na razie nie zanosi się na to hmm

8

Odp: mąż po 10 latach chce rozwodu, ale ja widzę iskrę nadzieji...

Nie rób nic, to "tylko tyle" i "aż tyle"... i pomyśl o wizycie u psychoterapeuty.

9

Odp: mąż po 10 latach chce rozwodu, ale ja widzę iskrę nadzieji...

ok, a co rozumiesz pod pojęciem "nie rób nic" ? mam być taka jak zawsze, czy całkiem inna?

10

Odp: mąż po 10 latach chce rozwodu, ale ja widzę iskrę nadzieji...

Boisz się, że jeśli przestaniesz się starać, to on odejdzie.
Ale zobacz co się stało gdy trzymałaś go na siłę - on chce rozwodu.
Czy więc na pewno Twoje działania przynosiły taki sukces? Nie sądzę.

11

Odp: mąż po 10 latach chce rozwodu, ale ja widzę iskrę nadzieji...

To chyba się nie stało dlatego, że trzymałam go na siłę. Tylko dlatego, że zachowałam się jak pozbawiona rozumu gówniara. Ale zmieniłam to. Mówiąc że moje zachowanie przyniosło efekty chodzi mi już o sytuację w której jesteśmy od momentu jak powiedział, że chce rozwodu - byłam, malutkie czułości dawałam a on po troszeczku się zbliżał.

Posty [ 11 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » mąż po 10 latach chce rozwodu, ale ja widzę iskrę nadzieji...

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024