Miłość po latach... - Netkobiety.pl

Witaj na Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone przez kobiety dla aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Porozmawiasz na takie tematy jak : miłość, związki, psychologia, edukacja, finanse, religia, zdrowie i uroda...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!

 

#1 2009-12-02 22:52:13

mała1101
Niewinne początki
Wiek: 31
Zarejestrowany: 2009-12-02
Posty: 6

Miłość po latach...

Nigdy,przenigdy nie pomyślałabym ,że to mnie spotka.Jestem mężatką prawie 12 lat,mam dwoje dzieci w wieku 11 lat i 2 latka.W małżeństwie różnie bywało,raz lepiej ,raz gorzej ale jakoś było.
Jakiś czas temu odezwałam się na GG do znajomego sprzed lat.Byliśmy można powiedzieć dziećmi gdy chodziliśmy ze sobą ale go zostawiłam.Wiedziałam,że kocha mnie ale byliśmy dziećmi żebym to zrozumiała.Po kilku latach nadal próbował mnie odzyskać ale na moje nieszczęście dałam mu znów kosza.
Później dość szybko wyszłam za mąż,wydawało mi się,że za miłość życia,urodziłam dziecko.Lata leciały....urodziłam drugie dziecko.Właśnie niedawno "spotkaliśmy"się na GG,zaczepiłam Go.I wybuchła MIŁOŚĆ ,jakiej nigdy w życiu nie zaznałam.Spotykamy się w miarę możliwośći,rozmawiamy przez skypa,na GG.Zdradziłam z nim męża,kocham go nad życie.Nie mogę sobie darować,że tak się stało przed laty.On ma również rodzinę i dwoje dzieci.Chce być ze mną a ja  z nim.Nie sypiamy ze swoimi małżonkami,nie dajemy rady.Gdy sobie o tym mówimy jakby jedno słyszało echo drugiego.Nie wiem jak długo jeszcze wytrzymamy,nasi małżonkowie zaczynają podejrzewać,że mamy kogoś.Nawet przez myśl nam nie przechodzi,że możemy się stracić.Zrozumie nas tylko ten kto tego doświadczył....To coś niesamowitego,tu nawet nie chodzi o seks,odgrywa chyba najmniejszą rolę w tym momencie.
Jestem na etapie myślenia o rozwodzie,wiem,że on też...Bardzo mi ciężko...

Offline

 

#2 2009-12-02 22:58:58

liva
Dobry Duszek Forum
Wiek: 19
Zarejestrowany: 2009-11-10
Posty: 133

Re: Miłość po latach...

A ja cie rozumiem moze nie az tak bardzo... ale ja tez w podobny sposob poznalam mojego chlopaka.
Podobny, ale nie taki sam. Kiedyś probowal ze mną byc, nie udalo mu się. Po roku pojechalismy wspolnie z przyjaciolmi na ferie.
No i wtedy wiedzialam, ze on jest moim odbiciem lustrzanym tylko ze w postaci meskiej.
Mialam wtedy chłopaka. Siłą rzeczy, miedzy mną a obecnie moim byłym nagle wszystko się rozsypało, to zakochanie było silniejsze.
No i do tej pory jestem z tym w ktorym tak bardzo sie zakochałam.
Ale tobie jest pewnie ciezko... macie dzieci. Bedzie to trudne dla was wszystkich. Musisz to wszystko trzezwo przemyslec, co bedzie dla was lepsze. I pamietaj, postepuj nie tylko zgodnie z sercem ale i z rozumem wink

Offline

 

#3 2009-12-02 23:09:29

sanders
Cioteczka Dobra Rada
Wiek: Coraz bliżej 30
Zarejestrowany: 2009-11-11
Posty: 376

Re: Miłość po latach...

Powiem CI, że to ciężka sytuacja. Sama nie wiem co bym zrobiła, gdybym się w takiej znalazla. Znam uczucie pierwszej miłości. Poznałam kiedys (15 lat temu) faceta, który do dzisiaj jest w moim sercu. Często o nim myślę, zastanawiam się czasami czy to nie jest tęsknota a moze cos więcej. Kiedyś lączyło nas młodzieńcze uczucie. Spotkalismy sie po latach i dalej nie bylismy sobie obojętni. Teraz ja mam, męża i dziecko. On też ma rodzinę. Myslę, że mimo to obydwoje czujemy cos do siebie. Nie doszło jednak do wyrazenia swoich uczuc tak oficjalnie wiec moze dlatego żyjemy kazdy swoim zyciem. Nie wiem co by sie stało gdybysmy zaczeli rozmawiac o tym co do siebie czujemy.
Warto walczyć o miłość, byleby to nie było takie chwilowe uczucie. Z drugiej strony rodzina- maż, dzieci.
Nie wiem. Wyobraziłam sobie siebie i nie mam pojęcia co bym zrobiła. Może idź za głosem serca.....

Offline

 

#4 2009-12-02 23:41:42

nitka 24
Dobry Duszek Forum
Wiek: 24
Zarejestrowany: 2009-10-18
Posty: 139

Re: Miłość po latach...

mała1101,
wiem, że to trudna decyzja, bo z jednej strony nie kochasz męża, nie sypiasz z nim, ale z drugiej strony masz rodzinę, masz dwoje dzieci, w tym jedno malutkie. To o nich powinnaś przede wszystkim pomyśleć. Być może to ogromne uczucie, które wybuchło z taką siłą, jest tylko zauroczeniem. wtedy nie warto przekreślać tego, co zbudowałaś z obecnym mężem. Sama napisałaś, że myślałaś, iż wyszłaś za mąż za miłość życia. Być może w wasze małżeństwo wkradła się rutyna, może przeżywacie kryzys. Spróbuj to wszystko przeanalizować na trzeźwo. Nie warto podejmować pochopnych decyzji pod wpływem chwili. A co zrobisz, jeśli odejdziesz od męża i okaże się, że to płomienne uczucie do dawnego znajomego wygasło tak szybko, jak szybko zapłonęło? Do męża już prawdopodobnie nie będziesz miała powrotu...
Jedyne, co Ci mogę poradzić, to przestać spotykać się z tym dawnym znajomym. Nie postępujesz fair wobec męża, który zapewne Cię kocha. Tak samo jak Twój kochanek (wybacz określenie, ale nazywam rzeczy po imieniu, aczkolwiek brutalnie) rani swoją rodzinę. Zerwij z nim kontakt, nie spotykajcie się, nie dzwońcie...Jeśli masz taką możliwość, wyjedź na weekend sama- beż męża i dzieci. Wycisz się, wsłuchaj w swoje serce, ale posłuchaj również tego, co podpowiada Tobie rozum. Przeanalizuj całą sytuację i wtedy podejmij słuszną decyzję. Pamiętaj: jeśli to, co czujesz do znajomego sprzed lat, to naprawdę miłość, uczucie to przetrwa próbę czasu. Dlatego według mnie tak ważne jest rozstanie na jakiś czas. Zwłaszcza że jak mniemam, nie spotykacie się zbyt długo..
pozdrawiam i życzę podjęcia mądrej i właściwej dla wszystkich decyzji smile

Offline

 

#5 2009-12-03 10:40:46

Figaro
Na razie czysta sympatia
Wiek: 35
Zarejestrowany: 2009-10-02
Posty: 20

Re: Miłość po latach...

Oj oj sad. Niedobrze dzieje się w Twoim życiu. Mogę Ci doradzić coś z własnego doświadczenia. Moja historia jest trochę inna. Jednak także miałam pewne "miłosne" zawirowania w życiu. Też byłam swego czasu pewna, że męża już nie kocham. Liczył się tylko "ON"-ten drugi! Jednak z czasem zauroczenia mijało - poznawałam jego ciemne strony, uczucie gasło (jeśli w ogóle jakiekolwiek było). Do tego doszły wyrzuty sumienia, przez które o mało nie wpadłam w depresję. Rozum zaczął brać górę nad uczuciami i właściwie moim egoizmem. Nie chciałam krzywdzić mojego dziecka i męża. Byłam straszną egoistką żyjąc jakby w dwóch światach - jeden to dom i rodzina, a drugi (wydawało mi się lepszy) to związek z tym mężczyzną. Na szczęście mam to już za sobą. Pozostał tylko żal, wyrzuty sumienia i codzienna świadomość, jakich okropności się dopuściłam względem swojej rodziny. Na szczęście w porę zrozumiałam, co jest w życiu najważniejsze - a są nimi dzieci i mąż, który pewnie mimo swoich wad, cały czas mnie kochał i walczył na swój sposób o mnie. "ON" okazał się egoistą i hipokrytą. Wystarczyła jedna chwila, abym przestała się dla niego liczyć - a podobno byłam dla niego najważniejsza i tylko mnie kochał - echh:(. Uczucie prysło bardzo szybko. Dzisiaj właściwie nienawidzę go za to, że pozwolił mi na to, abym ryzykowała swoją rodzinę dla kilku chwil z nim. To nie jest tego warte - naprawdę Kobiety - nie dajmy się zwariować uczuciom i własnym zachciankom. Najważniejsza jest rodzina i dobro naszych dzieci - a nie jakiś romans na boku. Prędzej czy później, któraś ze stron an tym ucierpi. Będzie cierpiał mąż, dzieci i Ty sama! Być może do końca życia będziesz się z tego leczyć - oby jednak nie. Życzę Ci spokoju umysłu. Spróbuj rozsądnie nad tym pomyśleć i nie kierować się uczuciami wobec tego mężczyzny. Podejrzewam, że bardzo szybko pożałowałabyś decyzji o rozwodzie. Jeśli już nie myślisz o mężu, to pomyśl o dzieciach. One mogą Ci tego nigdy nie wybaczyć. Jesteś na to gotowa? Bo ja nie byłam. I dlatego rzuciłam tego faceta. Wyszło mi i mojej rodzinie to na dobre. Teraz jest to tylko złym wspomnieniem. Mam nadzieję, że niedługo i dla Ciebie.

Offline

 

#6 2009-12-03 11:03:46

Ewel
100% Netkobieta
Wiek: 26
Zarejestrowany: 2008-12-09
Posty: 1846

Re: Miłość po latach...

zgadzam sie z figaro; dodam tylko że dzieci z rozbitych małżeństw na zawsze mają już tą skazę rozbitego domu, będzie to miało ogromny wpływ na ich przyszłe dorosłe życie -pomyśl o tym ! dla mnie to jest ogromna krzywda dla dzieci. póki jeszcze możesz wycofaj się z tego romansu, kosztem szczęścia 2 osób, unieszczęśliwicie CZWORO dzieci, które niczemu nie są winne ! a do tego wasi małżonkowie....
czy nie wydaje ci się że związek z kochankiem jest wyidealizowany ?
co się takiego dzieje, że kobieta jest w stanie zniszczyć całą swoją rodzinę ?


Kobiety -bądźmy solidarne i nie odbijajmy sobie nawzajem facetów !!!! będziemy o wiele szczęśliwsze....
A ile wdechów do wzięcia i do oddania A ile słów do padnięcia i do powstania
A ile zwątpień do przeczekania, do wytrzymania A ile spojrzeń do ogarnięcia i wysłania

Online

 

#7 2009-12-03 11:11:01

mantis
Wkręcam się coraz bardziej
Wiek: 25
Zarejestrowany: 2009-11-17
Posty: 37

Re: Miłość po latach...

Mała1101 "Spuszczę Cię po brzytwie" Napiszę coś co napisały poprzedniczki, trochę jednak dosadniej. Kilkakrotnie czytałam Twój post i zrozumiałam mniej więcej tyle: (to jest tylko parafraza, chyba oddająca sens, identyczny z twoim) "na naszej klasie spotkałam swoją miłość z przedszkola, na nowo wybuchła itd. itd."
Masz 31 lat natomiast chyba większość, tych rozsądnych czytających widzi tam 13. Czy to tylko "czeski błąd", NIE, to przerażająca rzeczywistość. Zatem jedna rada "szlaban na kompa", bierzesz kartkę, dzielisz ją na dwie części i trzeźwo wpisujesz co zyskujesz, co tracisz. Po tym, uczysz się tego na pamięć i ..... znowu masz 31 lat.
Najprawdopodobniej, ba to jest pewne Tobie nie chodzi o MIŁOŚĆ a tylko chęć powrotu do przedwcześnie utraconej młodości. TAK!, to logiczne, niemalże czysta matematyka. Prawie dwanaście lat temu, w ciągu dziewięciu miesięcy musiałaś dorosnąć, dojrzeć. Nie zdążyłaś się wyszumieć, posmakować młodości. I tylko w tym momencie nie dziwię Ci się, to naturalne, ludzkie pragnienie cofnięcia czasu a raczej likwidacji skutków jego upływu.  Niestety, jeszcze nikt tego nie wymyślił.
Dzisiaj, w imię miłości (może to tylko mrowienie w kroczu), krzywdzisz kilka osób w tym CZWORO DZIECI! Nie myślisz o nich? Rozpad rodziny na 100% będzie traumatycznym przeżyciem. Na Boga! Jeszcze dwulatek, może??? ale jedenastolatek ma wielkie szanse na to by po takiej traumie nigdy się nie podnieść.  Występujesz teraz w roli seryjnego destruktora rodzin a to powinno być ścigane z urzędu.
Załóżmy jednak, że realizujesz, finalizujesz "etap myślenia o rozwodzie" (uwaga! złośliwość: myślenie chyba Cię boli) rozwód z orzeczeniem czy bez orzekania o winie, dziećmi dzielicie się po połowie, czy może według innego przelicznika (proponuję po 7/8). A tak realnie na miejscu twojego małżonka wnioskowałabym o odebranie praw rodzicielskich. Rozważ, przemyśl skutki.
Jeszcze raz w skróconej formie: panel sterowania - usuwasz gg i skype-a i bierzesz się do życia jako 31 letnia kobieta, matka dwójki dzieci. Co z miłością? - też proste zakochujesz się bez pamięci w Żmijewskim, Zakościelnym, Ibiszu albo jeszcze w kimś innym ślicznym.

Ostatnio edytowany przez mantis (2009-12-03 11:16:30)

Offline

 

#8 2009-12-03 11:17:23

apoteoza23
Przyjaciółka Forum
Wiek: 23
Zarejestrowany: 2009-09-10
Posty: 1498

Re: Miłość po latach...

wszędzie dobrze tam gdzie nas nie ma, teraz postrzegasz swoja rodzinę przez pryzmat problemów i nie powodzenień a ten drugi taki kochany i wspaniały... tylko że ten czar może prysnąć o czym wspomniała Figaro i co wtedy?

zobacz ile niesie to za sobą nieszczęść, odbierasz swoim dzieciom-matkę, mężowi-żonę, tej drugiej rodzinie męża i ojca, uważasz że jesteście wstanie udźwignąć ten ciężar? wszyscy dookoła będą mieli do Was żal. Twoje dzieci jak i jego dzieci nigdy tego Wam nie wybaczą o czym wspomina Ewel ,warto?

zastanów się dlaczego kiedyś dawałaś swojemu kochankowi kosza, a teraz uważasz ze jest taki idealny?

Offline

 

#9 2009-12-03 11:56:49

Figaro
Na razie czysta sympatia
Wiek: 35
Zarejestrowany: 2009-10-02
Posty: 20

Re: Miłość po latach...

Napiszę coś jeszcze - mój hmm romans:( trwał dość długo. Straciłam prawie dwa lata z życia mojego dziecka. W imię czego? W imię moich potrzeb, w imię kilku chwil z facetem, który później nie okazał się tego wart. Żyłam w pięknym, wyimaginowanym świecie. Powiem tak - straciłam głowę dla jakiegoś fagasa,dla kilku komplementów z jego strony. To fakt - czułam się przy nim piękna i wartościowa. Ale po jakimś czasie przyszło otrzeźwienie. Długo się szarpałam emocjonalnie (nikomu tego nie życzę). Jednak paradoksalnie - dzięki temu zrozumiałam, że tylko męża kocham. Codziennie przypominam sobie, ile straciłam i ile stracić mogłam. Wymyśliłam sobie idealnego faceta, idealizowałam go. Tak jak Ty dość szybko wyszłam za mąż. Nie miałam wcześniej zbyt wielu doświadczeń z mężczyznami. Może zapragnęłam jakiejś odmiany. Ale nie ma co do tego wracać. Uważam, że takie związki zawsze kończą się źle. I Twoja w tym głowa, aby Twoje małżeństwo się nie posypało. Spędzacie ze sobą czas na gg, może na skype, kilka chwil w ukryciu. I co? Ano nic! Nie na tym życie polega. Życie to nie bajka - choć dość lapidarnie to brzmi, to prawda. Życie to zmaganie się z problemami, wychowywanie dzieci, praca, dom - ale też radość z pierwszych słów dziecka, z niedzielnego obiadu, z herbatki wypitej wieczorkiem w ramionach męża. Choć teraz pewnie wydaje Ci się on nudny. To uwierz, że tylko to się liczy. A nie "motyle w brzuchu" na widok tego mężczyzny. Boże, ile bym dała, aby cofnąć czas:(((. Uciekaj póki możesz, póki nie jest za późno dla Ciebie, dzieci i męża. Nie krzywdź ich tak. Na początku będzie Ci trudno. Ale kiedy już jakoś się z tego otrząśniesz i przyznasz przed samą sobą, że rodzina jest najważniejsza, to będzie już tylko łatwiej. Tego Ci życzę z całego serca.

Offline

 

#10 2009-12-03 13:40:58

Janka
Niewinne początki
Wiek: 49
Zarejestrowany: 2009-11-02
Posty: 6

Re: Miłość po latach...

Współczuję ci Mała. Mogę sobie wyobrazić jak ci jest ciężko, bo faktycznie kilka lat wstecz przeżyłam cos podobnego tzn. mam na myśli silne uczucie do innego będąc w stałym związku od ponad dwudziestu lat Celowo napisałam : uczucie.To było raczej fatalne zauroczenie,bo czyż mogła to być miłość skoro zapłaciłąm za to poważnymi problemami ze zdrowiem?Miłość ma być dobra , nieść spokój i radość.Nie będę ci nic radzić, bo każdy musi mieć swój własny bagaż doświadczeń .

Offline

 

#11 2009-12-03 21:39:09

Marilyn
Przyjaciółka Forum
Zarejestrowany: 2009-03-06
Posty: 644

Re: Miłość po latach...

Czy mogłabyś napisać mała, czy trafiły do Ciebie argumenty doświadczonych w podobny sposób przez los kobiet ? Celowo tak to ujęłam, bo zdrada to porażka życiowa.
Janka i Figaro były po tej samej stronie - więc chyba warto skorzystać z dobrych rad osób, które wiedzą - co mówią..czy musisz sparzyć się sama? W zasadzie, już się sparzyłaś, teraz chodzi tylko o stopień obrażeń.
Podpisuję się pod wypowiedzią Mantis, bardzo prostolinijna i .. otrzeźwiająca.
Napisz, czy Cię otrzeźwiła ?


Życie jest tym, co się nam przydarza, gdy jesteśmy zajęci snuciem innych planów.
John Lennon

Offline

 

#12 2009-12-03 22:40:39

mała1101
Niewinne początki
Wiek: 31
Zarejestrowany: 2009-12-02
Posty: 6

Re: Miłość po latach...

Czy mnie otrzeźwiła?Nie ukrywam dajecie mi do myślenia.Jednak jestem jeszcze w takiej matni,że choć jak bardzo chciałabym nie jestem w stanie nic zrobić.Może potrzebuję jeszcze czasu?Ja już na początku gdy poczułam,że serce zaczyna mi mocniej bić,próbowałam się wycofać,bez skutku.Może gdyby jeszcze jemu tak nie zależało,udało by mi się.
Dziwię si e Figaro,że mając kiedyś podobną sytuację tak ostro mnie krytykuje...Ja już teraz rozumiem kobiety,które przechodzą,przechodziły przez takie coś...a jeszcze do niedawna dziwiłam im się jak im się tak chce komplikować sobie życie.Teraz rozumiem,wiem...
Kim jest Mantis?Sędzią ostatecznym,który za dobre wynagradza a za złe karze?
Widocznie czegoś brakowało mi w małżeństwie jeżeli stało się jak się stało...
Nie wiem co i jak dalej będzie.Czas pokaże.Postanowiliśmy dać sobie czas na bliższe poznanie,może właśnie ten czas pokaże ,że to tylko chwilowe zauroczenie i kolejny bagaż doświadczeń.
Niemniej jednak bardzo dziękuję Wam wszystkim za słowa skierowane do mnie.Jak już pisałam dały mi wiele do myślenia,może mi pomogą?Tylko z czasem.

Offline

 

#13 2009-12-04 08:21:39

Figaro
Na razie czysta sympatia
Wiek: 35
Zarejestrowany: 2009-10-02
Posty: 20

Re: Miłość po latach...

Ależ ja Ciebie nie krytykuję - źle mnie zrozumiałaś. Bardzo dobrze Cię rozumiem. Żyłam w podobnym potrzasku i wiem, jak to boli. Przedstawiłam Ci tylko moją "przygodę" - bo inaczej tego nazwać nie można. Ja Cię nie osądzam, bo sama kiedyś byłam zaślepiona uczuciem do innego mężczyzny. Któraś z Was napisała, że romans to życiowa porażka. Zgadzam się z tym. Dla mnie to moja porażka moralna. Nie mam już do siebie tyle szacunku, co kiedyś. Ale teraz pomaga mi to stawać się na nowo lepszą matką i żoną. Życzę Ci powodzenia z całego serca, bo wiem, co teraz przeżywasz.

Offline

 

#14 2009-12-04 22:33:58

mantis
Wkręcam się coraz bardziej
Wiek: 25
Zarejestrowany: 2009-11-17
Posty: 37

Re: Miłość po latach...

Mała1101 Kim jestem? Wbrew temu co sądzisz o mnie, jestem szczerze życzliwą Ci osobą. Nie jestem sędzią ostatecznym, nie jestem cenzorem Twojego życia.
Celowo z pełną premedytacją napisałam tak ostro. Dlaczego? Dlatego, że historię niemalże identyczną już słyszałam, z pewną obojętnością obserwowałam a teraz z kamieniem na sercu, w poczuciu bezradności patrzę na tragiczny finał. Zupełnie niedawno usłyszałam również słowa: "Dlaczego nikt mnie nie powstrzymał, dlaczego nikt mną nie wstrząsnął".
Zaledwie przed trzema laty bardzo bliscy znajomi, przyjaciele mojego partnera życiowego (między nami jest 10 lat różnicy) stanowili normalne małżeństwo z fantastycznym dwunastolatkiem. Być może nie było w tym związku szczególnych emocji ale bez specjalnych zawirowań trwało.
Byłam pierwszą osobą która, dowiedziała się o niesamowitym wręcz spotkaniu miłości sprzed lat. Jakie to dla mnie było romantyczne, piękne.
Ona zupełnie oszalała na punkcie tej miłości. Gdy sprawy wymykały się już spod kontroli próbowałam jakoś tłumaczyć. To jednak na nic, byłam młodsza (czytaj bez autorytetu), nie miałam żadnych argumentów bo (zgodnie z prawdą) jeszcze nic nie przeżyłam. W końcu złamałam lojalność i powiedziałam swojemu facetowi. Było już za późno. Efekt odzyskanej po latach miłości to tragiczna demolka kilku życiorysów.
Romantyczna miłość przetrwała zaledwie kilka miesięcy.
Dzisiaj:
Ona –zdruzgotana, zupełnie zagubiona i bezradna jakby szczególne brzemię przytłaczało ją do ziemi (ze strzępów informacji mogę jedynie domyślać się o co chodzi ale aż się boję artykułować).
On –zobojętniały na wszystko, żyje bo oddycha
Ono –najbardziej skrzywdzona postać dramatu. Z mającego przyszłość dwunastolatka wyrósł mający problemy ze wszystkim (dokładnie!) piętnastolatek.
Małżeństwo pod względem prawnym przetrwało (po roku Ona wróciła) ale żyją zupełnie obok siebie a jedyne co ich łączy to zapis w księdze wieczystej.
Natomiast "odzyskana miłość" ma ponoć kolejny związek
Cała historia w pewien sposób również i mi skomplikowała życie. Mój Pan był z nimi w sposób szczególny związany, miał więc do mnie olbrzymie pretensje, że nie okazałam mu tyle zaufania i nie powiedziałam tego znacznie wcześniej. Musiał odpocząć do mnie, od naszego związku. Całe szczęście nie na długo. Wtedy jednak z dużą przesadą myślałam, że i mój świat zawalił się.
Często wspólnie rozważamy co by było gdyby....... gdyby wprowadzić w czyn Jej słowa:  wylać na mnie kubeł zimnej wody, wiadro zlewek może bym się opamiętała.

Mała1101 Teraz, rozumiesz dlaczego tak ostro.
Być może zbyt emocjonalnie podeszłam do sprawy ale każde Twoje słowo widziałam przez pryzmat przyjaciół.
To co zrobisz i tak będzie Twoją i tylko Twoją decyzją. Mam tylko nadzieję, że Ty i Twoi bliscy nie znajdziecie w miejscu w którym są moi znajomi.
Szczerze współczuję rozterek, dylematów i życzę mądrej decyzji.

PS Mój nick owszem świadczy o mnie ale tylko o jednym aspekcie naszego życia.

Offline

 

#15 2009-12-05 09:15:36

mała1101
Niewinne początki
Wiek: 31
Zarejestrowany: 2009-12-02
Posty: 6

Re: Miłość po latach...

Rozumiem...walczę sama z sobą ale ciężko jest bardzo.Dziękuję Wam Figaro i Mantis.Może w końcu dam radę...i może nie będzie za późno sad
Przynajmniej zaczynam patrzeć już na to wszystko przez inny pryzmat,jeszcze parę dni temu nawet nie myślałam i nie brałam nawet pod uwagę tego,że trzeba to kiedyś będzie może zakończyć.Trwam w tym związku nadal ale wydaje mi się,że otwierają mi się oczy,wybudzam się poooooowoli.Dużo się dzieje ostatnio i również to mnie otrzeźwia,daje mi do myślenia.Samą miłością się żyć nie da...
Jeszcze raz wielkie dzięki.

Offline

 

#16 2009-12-05 10:15:58

apoteoza23
Przyjaciółka Forum
Wiek: 23
Zarejestrowany: 2009-09-10
Posty: 1498

Re: Miłość po latach...

to bardzo dobrze, dobrze że w końcu dostrzegasz dwie strony medalu. To juz połowa sukcesu!

Offline

 

#17 2009-12-05 19:22:31

noelle87
Moderator
Wiek: 22 wiosny
Zarejestrowany: 2009-02-04
Posty: 2193

Re: Miłość po latach...

Poprzedniczki napisały wszystko co właściwie tu znaleźć się powinno.
Ja jeszcze tylko dodam od siebie że z perspektywy tego co słyszę od ludzi, co czytam na forum, zauważam iż tak naprawdę ludzie dorośli, odnajdujący swoją "przeszłość" tak naprawdę w większości przypadków, mają rodziny, ułożone życie.. a ten ktoś, kto był ważny kilka lat temu zazwyczaj nie jest tym jakim go pamiętamy. Człowiek zmienia się na przestrzeni lat, i to jest nieuniknione.. tak więc wg mnie częściej to co nazywa się miłością która odżyła po latach, jest raczej chwilowym powrotem do przeszłosci, wspomnieniem tego co kiedyś łączyło dwoje ludzi..

Mała, mam nadzieję że podejmiesz słuszą decyzję, i jakakolwiek ona nie będzie to że znów będziesz szczęśliwa smile


"Zamieszkałam Cię w sobie na codzień... smile zamówiłam już lampę i sofę!"


Regulamin forum NETKOBIET - UŻYTKOWNIKU- koniecznie przeczytaj!

Offline

 

#18 2009-12-05 22:05:04

Małgorzatka
Dobry Duszek Forum
Wiek: 21
Zarejestrowany: 2009-11-14
Posty: 118

Re: Miłość po latach...

Osoba, którą kochaliśmy w młodości jest takim jakby symbolem beztroski i szczęścia, które wtedy zaznaliśmy. Na naszego obecnego partnera patrzymy przez pryzmat trosk i problemów dnia codziennego i nie wydaje się nam taki ciekawy jak ten z czasów młodości. Tak mi się wydaje, nie mam jeszcze zbyt dużego doświadczenia, ale często wspominam swoją pierwszą miłość. Razem odkrywaliśmy nowe rzeczy i właśnie był... tym pierwszym. Kiedyś przeczytałam coś takiego: kobieta zawsze pamięta swojego pierwszego mężczyznę i ... ostatniego, coś w tym musi być:)


Miłość to nie pluszowy miś ani kwiaty, to też nie diabeł rogaty
Ani miłość kiedy jedno płacze, a drugie po nim skacze.
Bo miłość to żaden film w żadnym kinie, ani róże ani całusy małe duże
Ale miłość kiedy jedno spada w dół, drugie ciągnie je ku górze (Happysad)

Offline

 

#19 2009-12-06 12:00:12

mantis
Wkręcam się coraz bardziej
Wiek: 25
Zarejestrowany: 2009-11-17
Posty: 37

Re: Miłość po latach...

Noelle87 W kilku słowach zawarłaś to co, przyznaję w pokrętny sposób próbowałam napisać. Dodam jedynie to: marzeniem każdego dorosłego człowieka jest "przeniesienie w czasie". Chcemy się obudzić i mieć powiedzmy 16 lat zachowując jednocześnie wszystkie nabyte walory dorosłości (doświadczenie, mądrość życiowa itd). Pragniemy rzeczy nie możliwych. Pragniemy uczucia szesnastolatki do szesnastoletniego chłopaka. Co gorsze próbujemy odnaleźć w kimś kto ma lat 30, 40,...... tego szesnastolatka.
mała1101 Jeszcze raz życzę mądrej decyzji, mądrej wcale nie oznacza najlepszej dla Ciebie, być może chodzi o wybór mniejszego zła. Trzymaj się!, Rozważ wszystko choćby tysiąc razy.

Offline

 

#20 2009-12-07 20:54:08

Marilyn
Przyjaciółka Forum
Zarejestrowany: 2009-03-06
Posty: 644

Re: Miłość po latach...

Mała, napisałaś, że zaczynasz się wybudzać - na szczęście.
Na jakim jesteś etapie, możesz napisać ?
Wspomniałaś też, że Twój mąż zaczyna coś podejrzewać.
Mam nadzieję, że jeszcze nie nabrał pewności i Twoją sprawą jest by tak pozostało.
Nie obarczaj go ciężarem własnych błędów, znajdź w sobie siłę, do uporania się z kwestią winy samotnie.
Ps. Posty wszystkich kobiet w Twoim wątku odebrałam jako pozytywne, niosące serdeczną dla Ciebie poradę.  Tak jak Ty je odebrałaś po tym, gdy emocje po odczytaniu pierwszych wpisów opadły. Jeśli niektóre z nich są ostre, to z troski o to, by zadziałały, zanim będzie za późno. Zobacz, ile wspierających Cię głosów rozsądku liczy na Twój rozsądek.

Ostatnio edytowany przez Marilyn (2009-12-07 20:55:28)


Życie jest tym, co się nam przydarza, gdy jesteśmy zajęci snuciem innych planów.
John Lennon

Offline

 

#21 2009-12-08 23:51:49

mała1101
Niewinne początki
Wiek: 31
Zarejestrowany: 2009-12-02
Posty: 6

Re: Miłość po latach...

Tak zaczynałam się wybudzać,ale niestety...tkwię w tym nadal....bez końca sad Wierzcie mi to jest silniejsze ode mnie....Nie jestem w stanie NIC zrobić.Gdybym jeszcze miała cień wątpliwości,że on mnie traktuje jak powiedzmy rozrywkę....ale wiem,że tak nie jest.Wiem,że kocha mnie chyba jeszcze bardziej niż ja jego,czuję to i dlatego to jest wszystko takie skomplikowane,trudne.
Tak mój mąż coś podejrzewa ale tylko dlatego,że z nim nie uprawiam seksu...jak już wspominałam "zablokowałam" się ,sama nie wiem dlaczego.Chcę przy okazji zapytać Was czy któraś wie coś na ten temat.Jeżeli bym nawet  udawała wszystko byłoby w porządku ale nawet na to nie mogę się zdobyć i to jest najgorsze....zupełnie jakby to był dla mnie obcy człowiek.A do tej pory był jedynym mężczyzną w moim życiu z którym się kochałam.Pomyślicie pewnie,że sypiam z tamtym i stąd to.Tak jednak nie jest,jak już wspomniałam na początku,seks odgrywa tu najmniejszą rolę.Przebywamy ze sobą dwa,trzy razy w tygodniu w nocy i potrafimy cały czas przegadać lub po prostu się przytulać i całować.On nawet nie dąży do czegoś więcej co w sumie też mnie zastanawia.
Tak to wygląda mniej więcej....suma sumarum jest ciężko.Mało tego ! Wyobraźcie sobie (zupełny przypadek),że będziemy spędzać sylwestra w tym samym lokalu z naszymi małżonkami oczywiście.Zupełnie sobie tego nie wyobrażamy....udawać,że się praktycznie  nie znamy?Jak?Tak myślę,że może wtedy doznam wstrząsu jak będę go widziała z żoną i się obudzę w końcu...
Pozdrawiam Was serdecznie i dziękuję,że mnie wspieracie

Offline

 

#22 2009-12-09 08:15:58

Figaro
Na razie czysta sympatia
Wiek: 35
Zarejestrowany: 2009-10-02
Posty: 20

Re: Miłość po latach...

Zauważam coraz więcej podobieństw w naszych związkach:). Ja byłam strasznie zazdrosna o jego żonę. Co z tego, że podobno jestem od niej ładniejsza, bardziej ekspresyjna, zaradna - taka, jaką on zawsze chciał mieć. To ona zawsze go miała i tylko ona miała do niego prawo. Dla mnie to było straszne, kiedy wiedziałam, że co noc do niej wraca. Niby sypiali ze sobą rzadko - no ale zawsze jednak to robili. W pewnym momencie dowiedziałam się, że jest z nim w ciąży - to było ich już drugie dziecko. Boże, co ja wtedy przeżywałam :-(. Ale głupia, nadal przy nim trwałam. Mi też kiedyś się wydawało, że kocha mnie bezgranicznie, że jestem dla niego najważniejsza. Nie dostrzegałam jego wad. Nie dopuszczałam do siebie myśli, że mogę być dla niego rozrywką. A jednak tak było. Kiedyś coś się wydarzyło, co on opacznie zrozumiał. Zachował się hmm inaczej niż bym sądziła wcześniej. Odwrócił się ode mnie w jednej chwili. Bo bał się o swój tyłek:-/. Bał się, że jego żona się o wszystkim dowie. No i gdzie w tym momencie było jego bezgraniczne uczucie? Hmm... okazało się, że jednak nie byłam dla niego taka najważniejsza. Okazał się egoistą. Kiedyś krytykował innych za pewne zachowania. A teraz robi zupełnie tak samo...ech..:-(. Emocje opadły, uczucia gdzieś się ulotniły. Z czasem przestałam postrzegać go jako mężczyznę mojego życia, jako chodzący ideał. Ciężko mi było. Ale próbowałam zrozumieć mojego męża - spróbować spojrzeć na niego inaczej, tak jak kiedyś, skiedy się w nim zakochałam. Długo to trwało, ale się udało:-). Z tamtym zerwałam - teraz go nienawidzę. Widać, jak bardzo był to dojrzały związek (to oczywiście ironia). A z mężem każdego dnia buduję nasze małżeństwo i szczęście na nowo. Oczywiście nie jest idealnie, ale jest dobrze. Widzisz, za swojego męża myślę, że wyszłaś z miłości. Tylko trochę się pogubiłaś. To pewnie też i rutyna, codzienne problemy itd. Rozumiem, że nagle pojawił się ON i Twoje życie nabrało barw. Sama to przechodziłam, to wiem. Ale uwierz - życie nie polega na ciągle podwyższonej adrenalinie, błysku w oczach i seksownej bieliźnie dla NIEGO. Proszę, nie rób niczego, co mogłoby zranić Twoje dzieci. Będziesz tego ogromnie żałować - przez całe życie. Wierzę, że podejmiesz odpowiedzialną decyzję - również dla swojego dobra i szczęścia. Bo zasługujesz na coś więcej niż ukradkowe spotkania i zapewnienia jakiegoś faceta, że jesteś dla niego ważna. Skoro tak jest, to dlaczego jeszcze nie odszedł od żony?....Mężczyźni podchodzą do takich spraw inaczej - my kobiety jesteśmy bardziej uczuciowe. Dla nich to raczej coś innego. Bo czy nie fajnie jest mieć na boku niesamowitą kochankę, kobietę, która będzie go wspierać, doceniać - a nie gderać jak żona? :-). I z tym pytaniem zostawię Cię samą. Trzymam za Ciebie kciuki - jeśli zechcesz, mogę Ci trochę "podoradzać", jak się odkochać :-)

Offline

 

#23 2009-12-09 08:24:00

Figaro
Na razie czysta sympatia
Wiek: 35
Zarejestrowany: 2009-10-02
Posty: 20

Re: Miłość po latach...

I jeszcze coś - miłość nie wybucha nagle. Miłość rodzi się długo, czasem nawet latami - jest okupiona bólem, codziennymi problemami, nawet rutyną. Odpowiedz sobie na jedno pytanie. Dlaczego wyszłaś za swojego męża - czy nie wydawał Ci się przed laty tak samo atrakcyjny i pociągający jak teraz ON? Może warto to sobie tylko po prostu przypomnieć. Wierzę, że Ci się uda! smile

Offline

 

#24 2009-12-09 10:01:16

Marilyn
Przyjaciółka Forum
Zarejestrowany: 2009-03-06
Posty: 644

Re: Miłość po latach...

No.. obawiam się, że Twoja tajemnica wielkimi krokami zbliża się do wyłonienia na powierzchnię - niestety. Wspólny Sylwester z dużym prawdopodobieństwem może odegrać rolę gwoździa do trumny dwóch rodzin.
Obym się myliła.
Wszystko w Twoich rękach.
Może do tego czasu zdołasz przyznać przed samą sobą, że ten romans - to nie miłość - tylko szaleńcze próby powrotu do beztroski sprzed lat - jak już napisały poprzedniczki.
W każdym razie jest to czytelne dla osób niezaangażowanych - a te podobno widzą wyraźniej.
Masz 31 lat - nie jesteś już dzieckiem, możesz zapanować nad wydarzeniami.


Życie jest tym, co się nam przydarza, gdy jesteśmy zajęci snuciem innych planów.
John Lennon

Offline

 

#25 2009-12-10 13:50:47

Roxana
Przyjaciółka Forum
Wiek: 35
Zarejestrowany: 2009-06-13
Posty: 1760

Re: Miłość po latach...

mała1101, odradzam jakiekolwiek kontakt z miłością z dawnych lat , to nie miłość to tylko wspomnienia . Nie niszczcie , tych wspomniem , niech zostana takimi jakie były . Nic nie jest w stanie przywrócić , czegoś co było , a wasz romans doprowadzi do zranienia wileu osób . Dbaj o to co masz , nie szukaj nic co było , to tylko przeszłość , a ta się już nie liczy . Wiem , że pewno nie posłuchasz żadnej z nas , ale pomyśl co stracisz zyskając niewiele.


Nic nie zadowoli tych, których niewiele też nie zadowala.

Offline

 

 

Stopka forum

Powered by PunBB
© Copyright 2002–2005 Rickard Andersson

Mapa strony - Archiwum © www.netkobiety.pl 2007-2009