Proszę powiedzcie o co mi chodzi? Sama siebie nie rozumiem...
ok 5 miesięcy jestem z mężczyzną, starszym ode mnie o ok 10 lat. Ja mam 26 lat.
I z jednej strony jest mi z nim dobrze, a z drugiej nie. Czuje się chwiejna, nie wiedząca czego chce. Czuje, że oszukuje siebie i jego...że nie można tak się "chwiać" ..trzeba być pewnym uczuć...
a ja ciągle myślę co do niego czuje..on jest bardzo dobry dla mnie, wyrozumiały, idzie na kompromis, ale też bardzo delikatny...czasami próbuje mu powiedzieć, że się wacham, wtetdy on jest smutny i mi jest smutno i zaczyna pytać, czy to ma sens itd...i wtedy ja nie chce tego kończyć! Czuje do niego bliskość, ciepło, to że jest i mnie wspiera..On bardzo mnie kocha i mógłby mi to mówić codziennie i oczekuje tego ode mnie, a ja nie umiem mu tego powiedzieć, bo tak do końca tego nie czuje. Ostatnio powiedziałam sobie, że musze to zakończyć, bo on zasługuje na kogoś kto go pokocha i kto da mu to poczucie bezpieczeństwa, że nie odejdzie...Myślałam godzinami, ułozyłam list, ale jak go zobaczyłam, to uśmiechnęłam się, że miło że jest przy mnie i pomyślałam sobie, że przecież jest mi z nim dobrze...Ale jak go nie widzę i jestem w pracy to te myśli wracają grrr to mnie frustruje! Ja wiem, że on jest bardzo lojalny i chce kogoś na stałe, do końca życia razem...I taki dobry, uchyliłby mi gwiazdkę z nieba...Ale on chce każdą chwilę spędzać ze mną..mówi, że tylko ja mu wystarczam, że trzeba wiedzieć czy bardziej liczą się znajomi, czy ta druga osoba...
Wytłumaczcie mi proszę co ze mną jest? czy ta moja chwiejność, oznacza że powinnam to skończyć i dać mu okazję do znalezienia szczęścia, bo ja mu nigdy tego nie zapewnie? Ale dlaczego zareagowałam uśmiechem jak go zobaczyłam? Czy szukam dziury w calym? Czy nie doceniam tego co mam? Proszę powiedzcie mi jak ja mam się otrząsnąć z tego..niech ktoś może uderzy mnie cegłą i zmądrzeje....och
Acha i jeszcze jedno, to mój pierwszy taki dłuższy związek. Zawsze lubiłam być niezależna i lubie czas tylko dla siebie i koleżanek i samotnośc troche też...Wcześniej to ja wszystkich odrzucałam. Ciągle mi coś w kimś nie pasowało. Jakiś rok temu zauroczył mnie zajęty facet...oj wtedy czułam motylko w brzuchu! skakałam z radości na jego widok...Tyle bym mu wtedy dała, a szukanie dla niego prezentu było dla mnie przyjemnością, on mi też wtedy podarował raz prezent i też coś podpasowane mojej osobie. Ja wtedy tak się śmiałam przy nim! Ale byłam tylko tą drugą...
Ale ja chce znowu czuć te motylki i szaleć, skakać i bawić się...
Jestem nieodpowiedzialna? niedojrzała?? ..
Proszę poradźcie coś