Po tytule może pomyślicie, że to jeden z wielu tematów założonych przez kogoś kto ma po prostu niską samoocenę albo naoglądał się filmów gdzie nie przeżycie tego w określonym wieku jest uznawane za nienormalne i dziwne. Ale akurat to mnie nie dotyczy i nie potrzebuje porady w samym fakcie bycia jeszcze prawiczkiem. Chodzi mi o coś innego, ale może wszystko od początku.
Od zawsze byłem bardzo towarzyski, nigdy nie miałem problemów z pewnością siebie, otwartością i zagadywaniem do dziewczyn. Zresztą często chodziłem na randki i spotkania (teraz już trochę mniej, ale to ze względu na brak czasu wolnego). Wśród moich znajomych uchodzę także za podrywacza, pewnie temu, że często zagaduje dziewczyny i do jeszcze niedawna kończyłem się spotykać z jedną dziewczyną, zaczynałem z drugą. Nigdy jednak nie chodziłem z dziewczyną dłużej niż pół roku. A to dlatego, że byłem cholernie wybredny, wystarczyła tylko jakaś jedna większa wada u dziewczyny abym ją skreślił całkowicie. Wiem byłem dupkiem i szkoda, że tyle czasu zajęło mi uświadomienie tego. Ja bez wad przecież też nie byłem. Teraz już to w sobie zmieniłem i naprawdę cieszę się z tego, niestety pojawiają się inne problemy przeszkadzające mi w nawiązaniu jakiegoś poważniejszego związku.
Po pierwsze i chyba najważniejsze nigdy nie chciałem stracić dziewictwa z jakąś nieznaną laską na dyskotece, nigdy nie interesowały mnie przygody na jedną noc, dalej uważam, że seks bez głębszego uczucia jest nie dla mnie (wątpię, że po pierwszym razie to się zmieni) i chyba to jest jednym z głównych powodów dlaczego nadal mam zerowe doświadczenie w tej dziedzinie. Zawsze sobie wyobrażałem, że jak kogoś znajdę to naprawdę poczuje coś wielkiego, jednak do dziś mi to się nie przytrafiło (być może dlatego, że jak głupi z powodów wymienionych wyżej nawet nie dawałem niektórym dziewczynom na to szansy).
Z wiekiem jednak, seks staje się coraz zwyklejszą czynnością i ilość czasu od poznania się do seksu zmniejsza się drastycznie. Nikogo nie dziwi już ani nie bulwersuje, że ktoś po bardzo krótkim czasie się z kimś przespał. A z tym wiążę się, że coraz częściej dziewczyny z którymi się spotykam, które bardzo mi się podobają dziwią się że nic nie robie w tym kierunku (to znaczy nie zachęcam do seksu) i z tego wyciągają pochopne i całkowicie błędne wnioski jak np. to, że jestem wstydliwy albo że mi nie zależy (tak mniej więcej było w moim ostatnim miesięcznym "związku").
Powodem, który jeszcze mnie blokuje jest to, że większość dziewczyn, które poznaje to przyjaciółki moich koleżanek i jak im zdają relacje ze spotkań to nie wiem czy tego też by nie przekazały. A nie tak łatwo jest zaufać w tej sprawie tak szybko komuś znając go tylko np. 2 tygodnie czy miesiąc. Dochodzą również oczywiście rozterki typu np. "ona ma kilkuletnie związki za sobą, jest w tym doświadczona a ja jestem zielony", "może uznać mnie za ofermę i nieudacznika jak się o tym dowie", "wydam się dla niej żałosny", "bardziej wzbudzi to w niej współczucie niż akceptację i zrozumienie" itp. Te argumenty nie mają dużego znaczenia ale jednak coś tam do kotła myśli dodają.
To wszystko sprawia, że coraz ciężej jest mi w ogóle zacząć jakiś związek bo pojawiają się w mojej głowie coraz więcej obaw.
Wiele ludzi radzi, żeby stworzyć związek i gdy już się drugiej osobie zaufa, wtedy powiedzieć jej prawdę. Tylko z wiekiem coraz ciężej jest to zrobić, bo czas od rozpoczęcia znajomości do seksu strasznie się skrócił i coraz mniej osób chce z tym czekać nawet krótki okres czasu.
Podsumowując z jednej strony chciałbym przeżyć pierwszy raz z kimś wyjątkowym i nie chodzi tu też o tylko pierwszy raz, ale bardziej o to, że ogólnie chcę się kochać pierwszy czy setny raz tylko i wyłącznie z kimś do kogo naprawdę coś czuję. Z drugiej strony zaś coraz bardziej się boje, że przyjmując takie założenie, nie zdobędę żadnego doświadczenia i kiedy wreszcie się pojawi ta dziewczyna do której naprawdę coś poczuje to ten brak doświadczenia mi się odbije negatywnie na wielu kwestiach z tym związanych.
A już teraz widzę, porównując siebie nawet z dwóch lat, że coraz ciężej mi idzie same inicjowanie związków, zamartwiam się rzeczami które nawet by mi kiedyś przez głowę nie przeszły a to wszystko wpływa negatywnie na naprawdę dużo aspektów związanych z moimi relacjami z dziewczynami.
A piszę o tym bo coraz bardziej brakuje mi prawdziwej miłości. Nie rodziny, nie przyjaciół bo ich mam wspaniałych ale osoby, którą będę kochać. Zgodnie z radami wielu ludzi czekałem cierpliwie i to nie z założonymi rękami ale nie wyszło i boję się, że to jeszcze długo się nie zmieni. A ja będę czekał na tą właściwą nie wiadomo ile a jak nawet ją znajdę to się okażę, że przez mój brak doświadczenia nie tylko w seksie ale i w związkach zmarnuje tą szansę.
Jestem chyba typem romantyka ale może czas już się przełamać i podejść bardziej realnie do sprawy? Naprawdę nie wiem.
Dziękuje za przeczytanie tego okropnie długiego zwierzenia i proszę Was o udzielenie choćby najmniejszej opinii i porady na ten temat. ![]()